niedziela, 1 września 2013

Szkoła przyjazna komu czy dla kogo?

Zachwycone polityką oświatową MEN dyrekcje niektórych szkół pospieszyły się z zamieszczeniem na frontowej ścianie budynku tablicy lub w drzwiach wejściowych plakatu z logo akcji, która wzbudziła spór polityczny i społeczny w naszym kraju. Zdjęcie jednej z takich szkół zostało tu zamieszczone. Napis na nim brzmi:

Szkoła przyjazna dla sześciolatka”.

Nie jestem językoznawcą, ale poloniści z liceów ogólnokształcących potwierdzili moją opinię, że powyższa treść nie jest zgodna z zasadami gramatyki. Napis powinien mieć następująca treść: „Szkoła dla sześciolatka” lub "Szkoła przyjazna sześciolatkowi".

Tak postąpił np. mazowiecki wicekurator oświaty, który zorganizował w czerwcu konferencję podsumowującą pilotażowy projekt pt. Szkoła przyjazna sześciolatkowi'. Także w województwie małopolskim zorganizowano konkurs pod nazwą „Sześciolatek w przyjaznej szkole”. Czy jednak widnieje na murach zwycięskich placówek szyld MEN-owski czy może żaden (bo to językowy obciach)?

(źródło: Baner na stronie MSCDN Wydział w Płocku)

Wiele jest w naszej edukacji pilotażowych projektów, które dotyczą przystosowywania szkół podstawowych do przyjęcia sześciolatków. Poloniści twierdzą, że MEN upowszechnia plakaty i tabliczki z logo o treści gramatycznie niepoprawnej.

Może pani minister Krystyna Szumilas właśnie dlatego otrzymała ocenę niedostateczną w ramach sierpniowej oceny ministrów w rządzie Donalda Tuska, bo nawet nie potrafi poprawnie pisać? Tygodnik "Do Rzeczy" opublikował przeprowadzony przez Homo Homini ranking najmniej popularnych szefów resortów, w którym jednym z negatywnych jego liderów jest właśnie ministra edukacji narodowej.

Ma wprawdzie w swoim resorcie wiceministrę Joannę Berdzik - absolwentkę pedagogiki w zakresie nauczania początkowego, ale - jak się okazuje - ona także jest zwolenniczką językowego lapsusu. To ona wręczała m.in. w 2012 r. wyróżnienie i pamiątkową tabliczkę przyznającą Szkole Podstawowej nr 1 im. Stanisława Staszica w Swarzędzu tytuł „Szkoła przyjazna dla sześciolatka”. W każdym województwie MEN wyszukiwał szkół, które dekorowano tytułem ,,SZKOŁY PRZYJAZNEJ DLA SZEŚCIOLATKA". Sądzono zapewne, że dzięki takim wizytówkom na murach szkoły akcja rozprzestrzeni się na cały kraj (jak rewolucja w krajach arabskich). Czy to dobra wizytówka?


A może rozpowszechniana przez MEN forma jest poprawna językowo?

Tylko proszę nie komentować tego w kategoriach akceptacji czy niezadowolenia z funkcjonowania centralnego urzędu władzy. Niniejszy problem nie dotyczy przecież obecnej ministry edukacji. Jeśli dobrze pamiętam, to ideę „szkoły przyjaznej” wprowadziła Katarzyna Hall, a nie była w tym przypadku ani nowatorką ani nie odkryła nowego podejścia do edukacji.

Mieliśmy już tyle sloganów dotyczących szkoły, za którymi nic się nie kryło, że jeszcze jeden niczego nie zmienia w naszej rzeczywistości. Jak jakaś szkoła uczestniczy w akcji szkoły przyjaznej, zdrowej, bez korepetycji, radosnej, z energią itp., to znaczy że jest w niej na odwrót. Nic tak nie degraduje pedagogiki szkolnej, jak udział w akcjach MEN.

Inna kwestia, która mnie tu nurtuje, to zastosowana liczba pojedyncza. Czy to oznacza, że szkoła jest przyjazna tylko jednemu sześciolatkowi? A co z pozostałymi sześciolatkami? No i wreszcie pojawia się pytanie, dlaczego to w naszym kraju szkoła publiczna jest przyjazna sześciolatkowi, a nie siedmio-ośmio-,dziewięcio-, dziesięcio-, jedenasto-, dwunasto- i trzynastolatkowi? To pozostałym uczniom szkoła nie jest przyjazna?

Czy wywieszenie szyldu, że szkoła jest przyjazna (dla kogoś) komuś z ograniczeniem wieku, nie jest dyskryminacją pozostałych dzieci? Doprawdy, kiedy przechodziłem obok budynku, na którym wisiał ów szyld i zobaczyłem na parterze zakratowane wszystkie okna, pomyślałem sobie, że nie ma lepszej reklamy przyjaznej instytucji.

Rodzic może powiedzieć swojemu sześciolatkowi:

Spójrz w okna, a przekonasz się, jak będzie Ci dobrze w tym więzieniu!


Mimo wszystko, życzę wszystkim uczniom, bez względu na: wiek, płeć, kolor skóry, narodowość, wyznanie religijne, aktywność ...ualną i wszelkiej innej maści, by spotkali w szkole osoby im naprawdę życzliwe, przyjazne, szczere, oddane, wspomagające ich rozwój, doceniające aspiracje, rozpoznające zainteresowania, pasje, talent i uzdolnienia. Do końca roku szkolnego 2013/2014 jest niewiele, poniżej 200 dni roboczych, a w trakcie dużo ferii, dni wolnych od obowiązkowych zajęć, nieobecności niektórych nauczycieli, (nie-)pożądanych zastępstw, okazji do udziału w konkursach, olimpiadach, wagarach i okolicznościowych imprezach.

A zatem, niech się święci NOWY ROK SZKOLNY! Uczniowie wszystkich szkół łączcie się! Liczcie tylko na siebie i swoich najbliższych, tych, którzy was szanują, rozumieją i doceniają. Nie oczekujecie, że jak zmieni się koniunkturalnie obecną ministrę, to będzie w oświacie lepiej. Dzięki niej lub niemu - lepiej nie będzie. W gmachu na al. Szucha panuje jakaś dziwna zaraza, która dotyka tych z prawej, z lewej czy centrowej strony władzy. Oni chcą zmieniać innych, tylko nie siebie. Na zdrowie! Do następnych wyborów, a za porażki, błędy zapłacą nasze dzieci i cale społeczeństwo, bo przecież jakie młodzieży chowanie...

5 komentarzy:

  1. Mazowiecka wicekurator oświaty (pochodzi akurat z Płocka) jest polonistką i byłą dyrektorką LO (III), a nie byłą nauczycielką klas I-III czy matematyczką z podstawówki w zatęchłych prowincjonalnych dziurach, jak panie Berdzik i Szumilas ... ;-)
    Toteż ona, w przeciwieństwie do wymienionych pań, mówi i pisze poprawnie po polsku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaki ma związek wielkość miejscowości, w której się pracuje z umiejętnością poprawnego mówienia i pisania po polsku? Jak widać głupich nie sieją ... :)

      Usuń
    2. Wieksza miejscowość to większe środowisko kulturalne w niej i środowisko ludzi "cywilizowanych" oraz większa kontrola działań nauczyciela czy dyrektora szkoły w tym zakresie." Kto z kim przestaje ..."
      Ciągłe obcowanie tylko i wyłącznie z prostymi "zjadaczami" czy raczej wytwócami chleba i oglądaczmi TV daje zejście do ich przeciętnego(!) poziomu, również językowego ... ;-) Szczególnie, gdy ktoś o to nie dba!

      Usuń
    3. Duża miejscowość: mąż "dres" i pijak po zawodówce, zapraszający stale kumpli (przepija pensje i nie ma za co korzystać z dostępnych nieopodal placówek kulturalnych), praca w gimnazjum na "zakazanym" osiedlu gdzie dzieciaki znają wszystkie nowoczesne przekleństwa.
      Mała miejscowość: rodzice i mąż nauczyciele, spotkania w gronie "prowincjonalnej elity", praca w małej szkółce, gdzie uczą się dzieci "wytwórców chleba" wychowywane w tradycyjny sposób.
      I co - nie zdarza się? Kto ma "lepsze" i mniej "psujące" towarzystwo? Takie generalizowanie jakiego się Anonimowy dopuszcza świadczy o brakach w logicznym myśleniu i funkcjonowaniu w świecie stereotypów (oraz już nieracjonalnej niechęci do rządu).

      Usuń
  2. To wszystko tłumaczy...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.