piątek, 5 lipca 2013

Nędza pedagogiki?

(fot. rzeźba w Muzeum Rodena w Paryżu)

Coraz częściej dowiaduję się o tym, jak to w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego komuś bardzo zależy na tym, by zredukować popularność i doniosłość pedagogiki jako dyscypliny naukowej. Jeden z dziekanów uniwersyteckich poinformował mnie, że z resortu przekazywane są rektorom polecenia (oczywiście, żadne na piśmie, tylko oralnie), by ograniczali nabór na studia pedagogiczne, bo mamy w Polsce już nadmiar „wykształconych” pedagogów. Odnoszę wrażenie, że nie o to tu chodzi, bo gdyby tak było, to wystarczyłoby przyjrzeć się bardziej rzetelnie temu, jak w ponad 100 wyższych szkołach prywatnych kształci się na tym kierunku studiów, w wielu przypadkach w patologicznych warunkach – nędzy teoretycznej, kadrowej i infrastrukturalnej. Może ministerstwu zależy na tym, by te „fabryczki dyplomów” miały nadal dopływ młodzieży, by można było jeszcze zarabiać na jej naiwności i rozbudzanych aspiracjach. Ministerstwo bowiem nie apeluje o to, by nie przyjmować na studia pedagogiczne w szkolnictwie prywatnym. Ono troszczy się o uczelnie publiczne.

Tymczasem Uniwersytet Łódzki ujawnia, że w tej uczelni na Wydziale Nauk o Wychowaniu jest w tym roku jeden z najwyższych wskaźników zainteresowania studiami na kierunku pedagogika – edukacja wczesnoszkolna i wychowanie przedszkolne (liczba chętnych w stosunku do liczby miejsc wynosi tu 5,78), pedagogika resocjalizacyjna (3,97), a pedagogika kultury fizycznej (2,78). Niższy wskaźnik ma zainteresowanie -wydawałoby się atrakcyjnymi - kierunkami studiów, jak: prawo (5,56), finanse i rachunkowość (4,76), administracja (3,18), ekonomia (2,29), gospodarka przestrzenna (3,88), finanse i inwestycje (4,19), biotechnologia (3,73), marketing (3,23), ochrona środowiska (1,73), informatyka – specjalność grafika komputerowa (2,06), stosunki międzynarodowe (1,91), chemia kosmetyczna (4,25), socjologia (1,62). Także na wspomnianym Wydziale jednym z najbardziej wabiącym kierunkiem studiów jest psychologia, bowiem do rywalizacji zgłosiło się 1015 kandydatów na 120 miejsc (wskaźnik aspiracji 8,46).

Znacznie więcej młodzieży chce studiować na dziennikarstwie z komunikacją społeczną, bo wskaźnik wynosi tu 10,3 chętnych na jedno miejsce. Abiturienci wiedzą, że w Polsce można świetnie żyć z manipulacji danymi, wywieraniu wpływu na życie społeczne i polityczne przez czwartą władzę. Po co ją sprawować, jak można nią manipulować. Oto ciekawy przykład z ostatnich dni. Ten sam wywiad w Gazecie Wyborczej z prof. pedagogiki Andrzejem Janowskim w wersji on-line nosi tytuł:
Pedagog o sprawie Ewy T.: Nauczyciele musieli coś podejrzewać, natomiast w wersji drukowanej brzmi: „Nędza pedagogiki”. No cóż, na tym właśnie polega nędza niektórych mediów, że wpisują się w walkę z pedagogiką nie mając o niej zielonego pojęcia. Dla wielu dziennikarzy pedagogiką jest wszystko. Andrzej Janowski w swoim wywiadzie odniósł się przecież nie do pedagogiki jako nauki czy refleksyjnej i odpowiedzialnej praktyki, ale stwierdził: Omawiany tekst pokazuje coś, co najchętniej nazwałbym nędzą i marnością pedagogiki. Widzimy bowiem, jak pod przykrywką pozorów „karnego i konsekwentnego” wychowania można skazać dziecko na śmierć i śmierć ta jest właściwie przez obserwatorów niezauważona. (GW, 3.07.2013, s.4) To oczywiste, że zabójczyni dziecka, która została opisana w reportażu Mariusza Szczygła nie była pedagogiem i z pedagogiką nie miała nic wspólnego. Tak więc to nie nędza pedagogiki, ale nędza dziennikarstwa staje się konstruktem społecznym o charakterze patologicznym.

Niszczenie pedagogiki ma miejsce w wielu obszarach naszego życia, także akademickiego. Oto profesor, który jeszcze do niedawna krytykował nędzę i patologię polityki oświatowej rządu, dzisiaj stwierdza, że naukowcy powinni milczeć, bo… utrudnia to jemu współpracę z MEN. Jak mawiał Tadeusz Kotarbiński – nie każdy drogowskaz podąża we wskazywanym przez siebie kierunku. Hipokryzja staje się ostatnio modna także wśród serwilistycznych wobec władzy pedagogów, którzy tym samym zaprzeczają swoim dotychczasowym diagnozom i interpretacjom. Jak dla mnie, właśnie takie postawy są niewątpliwie przejawem nędzy nie tylko pedagogiki, ale i niektórych pedagogów.

8 komentarzy:

  1. Panie Profesorze, bardzo dobrze, że Pan o tym pisze. To prawda, że ludzie do pedagogiki odnoszą się bardzo lekceważąco. Piszę świadomie, że ludzie ponieważ chodzi o osoby zarówno wykształcone w innych dziedzinach, jak i bez wykształcenia, które o pedagogice nie mają pojęcia. Smutna rzeczywistość w jakiej żyjemy i powiększający się kryzys, nie tylko w gospodarce, ale także w dziedzinie wychowania, powinien skłaniać do tego, żeby pedagogikę zacząć doceniać. Myślę nawet, że to najwyższy czas, aby powiedzieć o tym głośno i wyraźnie, tym bardziej, że "nagonka" na kierunki pedagogiczne jest coraz większa, a tym samym przykra. Niestety mało jest sprzymierzeńców pedagogiki, tak jakby nikt nie wiedział, że świadome i celowe wychowanie ma największy wpływ na prawidłowe kształtowanie osobowości człowieka. A może rzeczywiście większość nie wie...? Może w ministerstwie też nie wiedzą? Zapraszamy zatem na pedagogikę w celu uzupełnienia kwalifikacji.
    Niestety, w ostatnich latach odnotowuje się znacząco większy nabór na kierunki techniczne, czy aby naukę tam podejmuje młodzież o właściwych predyspozycjach, czy raczej za kilka lat będziemy mieć setki bezrobotnych inżynierów, którzy, o ile będą znać jakiś obcy język, wyjadą do pracy za granicę. To ja się pytam wobec tego - dla kogo my kształcimy naszą młodzież i gdzie będą się rodzić nasze polskie dzieci? Myślę, że nie w naszym kraju, bo gdyby tak było, to sytuacja w Polsce nie wyglądałaby tak fatalnie - pod każdym względem. Zwiększeniem świadomości społecznej w tym zakresie muszą zająć się jednak osoby posiadające niebagatelny autorytet - tak jak Pan Profesor, z tym, że sprawy te muszą być podejmowane na większym forum.
    Pedagog

    OdpowiedzUsuń
  2. "Znacznie więcej młodzieży chce studiować na dziennikarstwie z komunikacją społeczną, bo wskaźnik wynosi tu 10,3 chętnych na jedno miejsce. Abiturienci wiedzą, że w Polsce można świetnie żyć z manipulacji danymi, wywieraniu wpływu na życie społeczne i polityczne przez czwartą władzę. Po co ją sprawować, jak można nią manipulować."

    Komunikacja społeczna prowadzona w duchu etyki komunikowania wyklucza manipulowanie danymi. Jeżeli dochodzi do tego, mamy do czynienia ze złamaniem zasad etycznych lub/i zapisów prawa.
    Takie uogólnianie i zakładanie z góry, że komunikacja społ = manipulacja jest nieusprawiedliwione i krzywdzące.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Takie uogólnianie i zakładanie z góry, że komunikacja społ = manipulacja jest nieusprawiedliwione i krzywdzące" - Anonimowy zapewne nie posiada w domu telewizora i nie ogląda telewizji...cha, cha. Dla tego Anonimowego to nawet lepiej,ale może czasem trzeba?
      Inny Anonimowy - oglądający od czasu do czasu telewizję.

      Usuń
  3. Prywatne uczelnie są traktowane jak prywatny interes, a czasem jak interes rodzinny, w którym zatrudniani są członkowie rodziny bliższej i dalszej, sąsiedzi, znajomi, itd. Wyznaje się tam zasadę "przysługa za przysługę" lub inaczej "coś za coś". Nic tam nie dzieje się bezinteresownie. Najpierw jest praca, potem "załatwia się" kwalifikacje (doktorat, albo habilitację), chociaż już nawet i na to nie bardzo zwraca się uwagę, jeśli, można to zaobserwować, na stanowisku dziekana jest magister, albo rektora - doktor. Zarabiają w tych uczelniach właśnie w/w osoby, a od czarnej roboty jest nieliczna reszta, której udało się wyprosić etat za marne grosze lub umowę o dzieło. Nie można powiedzieć, że na państwowych uczelniach jest wiele lepiej - bo nie ma, niestety. Publikować w renomowanych czasopismach też się nie da, bo miejsce jest zarezerwowane tylko dla wskazanych osób. Jak komuś nie odpowiada i się z tym nie zgadza to pracy za granicą jest pod dostatkiem, teraz sezon to i zbiory truskawek i ogórków, wkrótce będą już jabłka. Nie mówiąc już o innych pracach: sprzątanie, opieka nad dziećmi (raczej tylko dla kobiet)lub starszymi osobami, praca na budowie, itp. Proszę tylko nie liczyć na to, że dyplom magistra coś tam znaczy-nic nie znaczy. Co bardziej przykre - znam nawet jednego doktora filozofii, który pracuje na budowie w Irlandii.
    Bezrobotny w Polsce podwójny magister

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam odczucia podobne do przedmówcy. Nie można oczekiwać szacunku dla własnej dyscypliny, a jednocześnie dyskredytować inne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo, bardzo żałuję decyzji sprzed lat o pracy na uczelni, że to moja pasja. Wydawało mi się, że jest OK, że mogę wzystko, że "układy' to coś z zamierzchłej przeszłości PRL. Teraz widzę, że jest gorzej, bo układy są bardzo wyrafinowane, a bez nich ani rusz. Obserwuję wytrawnych graczy i stwierdzam, że nie nadaję się do układów, znaczy nie nadaję się do pracy naukowej. To nie tylko specyfika pedagogiki, gdzie indziej jest chyba jeszcze gorzej. Paradoks polega na tym, że aby uwolnić się od pracy na uczelni - muszę zrobić awans naukowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha...Są chyba prostsze sposoby na "takie udręki" niż awans naukowy.Iga

      Usuń
  6. Wiem co piszę i dlatego nazywam to paradoksem. Nie ma co hahać Niestety, po pewnym czasie "siedzenia w nauce" - bez awansu nie ma czego szukać także poza uczelnią. To tyle.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.