poniedziałek, 15 lipca 2013

Jak drzewiej spierali się ze sobą profesorowie pedagogiki i socjologii




Takich sporów naukowych w Polsce nie prowadzi się od dawna, od kilkudziesięciu już lat, jak te, które miały miejsce przed II wojną światową. Jak ktoś lubi prawdziwe debaty naukowe, to niech sięgnie do "Przeglądu Socjologicznego" z okresu II Rzeczpospolitej. W jednym z jego tomów, jaki ukazał się w 1938 r. został opublikowany spór między pedagogiem-filozofem wychowania Sergiuszem Hessenem a socjologiem Józefem Chałasińskim.

Dzisiejsze pokolenie studentów pedagogiki chyba już nie czyta dzieł S. Hessena, a czasopism sprzed nawet roku, to chyba w ogóle nie przegląda. Młodzi naukowcy w pedagogice też nie sięgają do pozapedagogicznych periodyków, bo jak coś nie ma w tytule pedagogika, edukacja, wychowanie, kształcenie itp., to znaczy, że nie warto tego czytać. Tymczasem porządny naukowiec, a szczególnie ten, który zajmuje się filozofią wychowania, historiografią myśli pedagogicznej w pierwszej kolejności powinien dokonać przeglądu czasopism z szeroko pojmowanej humanistyki i nauk społecznych, by sprawdzić, czy wcześniej ktoś nie podejmował badań, nie prowadził sporów naukowych, które są istotne dla jego przedmiotu analiz.

W zeszycie 1-2 tomu VI z 1938 r. znajdziemy wspomnianą wymianę uwag na temat książki Józefa Chałasińskiego pt. "Szkoła w społeczeństwie amerykańskim" i jej pedagogicznej recepcji właśnie przez Sergiusza Hessena. Dlaczego do niej doszło? Prawdopodobnie dlatego, że Józef Chałasiński w tomie III, zeszyt 1-2 zamieścił krytyczną ocenę książki Hessena "Podstawy pedagogiki". Jak sugeruje to sam socjolog: "Do tej recenzji, będącej pierwszą w Polsce krytyczną oceną systemu Prof. Hessena, trzeba nawiązać, ażeby znaleźć psychologiczną genezę obecnej jego "mowy tronowej". (s. 267).

Obaj, znakomici zresztą naukowcy, nie zostawili suchej nitki na swoim adwersarzu. Były to czasy, kiedy szanujące się redakcje naukowych czasopism publikowały nie tylko krytyczne teksty o wybranej publikacji, ale zarazem w tym samym numerze zamieszczały odpowiedź autorów na nie. Tak też stało się w powyższym numerze, gdzie już tytuły rozpraw krytycznych zachęcały do ich przeczytania:

Sergiusz Hessen, O niebezpieczeństwie socjologizmu w pedagogice. Refleksje z powodu książki J. Chałasińskiego "Szkołą w społeczeństwie amerykańskim";

Józef Chałasiński, Mowa tronowa Prof. Sergiusza Hessena. Rozprawa sukcesyjna z powodu niebezpieczeństwa grożącego pedagogice.

Hessen zarzucał Chałasińskiemu m.in. to, że:

- pominął obowiązujące historyka badania źródeł a jego stanowisko na temat tego, czym jest grupa społeczna, jest bliskie marksizmowi, którego tez nie przestrzega;

- występują sprzeczności w ocenach i uwagach socjologa, które zostały spowodowane brakiem dokładności w sformułowaniu własnych myśli;

- własna ideologia, jaką posługuje się ów socjolog jako kryterium wartościowania, zostaje zupełnie niejasną dla czytelnika jego dzieła;

- ignoruje rolę szkoły jako nosiciela kultury duchowej narodu, a o samej szkole czytelnik dowiaduje się w sposób dorywczy;

- jego metoda socjologiczna nie prowadzi do owocnych rezultatów, gdyż swój przedmiot badań uważał za coś nieistotnego i nawet nieistniejącego;

- charakterystyka szkoły średniej jest jednostronna, wyłącznie demaskująca różnego rodzaju patologie, a pomija próby naprawy ujemnego stanu rzeczy i odnowienia w szkolnictwie ducha prawdziwej demokracji;

- w ogóle nie pisał o istocie reform Roosevelta oraz nie potrafił dociec istoty autonomii wychowania i szkolnictwa;

- nie podjął w swojej książce prawdziwej pracy badawczej w sensie socjologii wychowawczej, tylko dał w niej interpretację szkolnictwa amerykańskiego w celu udowodnienia swego z góry przyjętego stanowiska socjologizmu.

O tym, że J. Chałasińskiego rozsierdziła krytyka jego dzieła, on sam pisze w swojej odpowiedzi na nią, m.in.:

- "Profesor Hessen mnie zbeształ. Jakże bowiem śmiałem wprowadzać czytelnika w błąd, podając mu jako naukową swoją pracę. (...) można było tego całkowitego niepowodzenia uniknąć. Trzeba się było tylko zwrócić przed tym do Prof. Hessena i poprosić go o wskazówki i o lekturę, a nie czekać na jego recenzję"; (s. 250)

- "Chęć zwymyślania bliźniego jest rzeczą tak ludzką, że jej odkrycie u autora, z którego dzieł bije tchnienie wieczności, budzi szczerą sympatię. Przy czytaniu podniosłych książek Prof. Hessena z pedagogiki filozoficznej, w których Prof. Hessen tak wielką rolę w rozwoju szkolnictwa i ludzkości przypisuje ideałom dobra, piękna i prawdy, czułem się zawsze jak po długim poście, w czasie którego jada się tylko potrawu dozwolone." (s. 251)

- Mam więc nie byle jaką satysfakcję, że mimo woli sprowokowałem Prof. Hessena do takiej reakcji. To tak jakbym Zeusa z Olimpu sprowadził na ziemię. Jest wszakże niemało komizmu, gdy chęć zwymyślania przebija wbrew woli autora z naukowej recenzji. Przypomina mi to opis z "Seksualnego życia dzikich" Malinowskiego, w którym Triobriandczyk wlazł na drzewo i z drzewa obdarzył niecenzuralnym i obelżywym epitetem wodza innego plemienia. Sama myśl wygłoszenia recenzji Prof. Hessena przez półnagiego Triobriandczyka, siedzącego na drzewie, jest czymś komicznym. (s. 252)

- Recenzent książki w naukowy sposób udowadnia, że autor jest durniem, a autor w równie naukowy sposób zbija jego argumenty, aby udowodnić, że durniem nie jest. Oto, jak bardzo kultura skomplikowała życie. (s. 252)

4 komentarze:

  1. "Młodzi naukowcy w pedagogice też nie sięgają do pozapedagogicznych periodyków, bo jak coś nie ma w tytule pedagogika, edukacja, wychowanie, kształcenie itp., to znaczy, że nie warto tego czytać".

    Czy rzeczywiście Pan Profesor tak sądzi? Chyba te słowa są zbyt dużym uogólnieniem obrażającym wielu młodych, interdyscyplinarnych naukowców w polskiej pedagogice!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tym komentarzu już tak nie sądzę. Są wyjątki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pełne blasku, polotu i dystansu riposty J. Chałasińskiego są balsamem "na" profesorów bez poczucia humoru. Na szczęście Ci panteonowi go mają. I coś w tym jest! Iga

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykład odważnej polemicznej dyskusji lub jej brak idzie z góry. U nas recenzujemy publicznie "jak o zmarłych, dobrze lub wcale, broń Boże źle." A może są to symptomy agonii a nawet śmierci sporów naukowych? A może nie mamy się o co spierać? A może nie chodzi o naukę tylko o własny awans, a wtedy nie wolno się narażać, bo tego w środowisku akademickim się nie zapomina!

    OdpowiedzUsuń