sobota, 1 czerwca 2013

Upadek autorytetów


Co stało się z byłymi opozycjonistami reżimu? Stan totalnej zapaści w środowisku oświatowym i akademickim musiał się ujawnić prędzej czy później, bowiem sposób uprawiania polityki przez władze naszego państwa, w tym także resortowe, odsłania brak etosu pracy, szacunku dla ciągłości tradycji, tożsamości i kultury narodowej oraz wskazuje na traktowania przez niektórych urzędów i instytucji centralnych jako trampoliny do karier w prywatnym interesie. Co gorsza, ci, którzy w okresie podziemnej walki z minionym reżimem socjalistycznej władzy dawali młodemu pokoleniu przykład dzielności i szczerości postaw wraz z zaangażowaniem w sferze publicznej (chociaż cenzurowanej, a częściowo dostępnej tylko w drugim obiegu), dzisiaj zaprzeczają swoją uległością w działaniu wobec patologicznie sprawowanej władzy, stawiając interes własny przed publicznym, w imię ochrony nabytych przywilejów, statusów, którymi zgrabnie manipulują ich zwierzchnicy, tracąc miniony autorytet.

Postsocjalistyczna III RP nie musi już burzyć symbolicznych pomników części byłej opozycji, bo okazuje się, że ów etos przykrywa patyna hipokryzji i cynizmu, cwaniactwa i pychy. Ich opozycyjność była dobra tylko i wyłącznie na tamte czasy. Dzisiaj, kiedy odzyskaliśmy wolność, część z byłych opozycjonistów przekuwa ją w prywatne interesy, w utrzymanie wbrew etosowi nauki jedynie własnych przywilejów, kumuluje pozorne zyski.

Obecne władze doskonale zmanipulowały swoją socjotechniką nie tylko społeczeństwo, ale i część jego elit, kupując ich przychylność środkami UE, stanowiskami i posłuszeństwem wobec coraz większego (a niewidocznego dla opinii publicznej) ograniczania dotychczas suwerennych instytucji i organów w świecie nauki i oświaty. Centralizm polityki, destrukcyjny biurokratyzm i odcinanie korzeni polskiej nauki na rzecz doraźnie konsumowanych środków europejskich już prowadzi do obniżenia poziomu rzeczywistego wykształcenia, emigracji wewnętrznej i zewnętrznej, pozoranctwa i kulturowego "zło-dziejstwa" (za L. Witkowskim).

Krytyka wychowania czy szeroko pojmowanej edukacji staje się możliwa przede wszystkim jako krytyka społeczeństwa i ustroju państwa. W grę wchodzi tu rozpoznawanie jakości relacji względem procesów i zjawisk publicznych, względem tego, co faktycznie ma miejsce w społeczeństwie. Nie rozumieją tego dzisiejsze pseudoelity władzy, bowiem stawiają własny interes przed dobrem i wartościami, o które ponoć przed laty walczyły.

Kluczową umiejętnością we współczesnej pedagogice powinna być umiejętność rozeznawania się w tym, co słuszne (jak mają być wartości usytuowane, w jak zorganizowanej przestrzeni aksjologicznej, co powinno się dziać z wartościami), jaką funkcję powinny one pełnić z punktu widzenia potrzeb człowieka, z punktu widzenia tego, jak jest postrzegane jego miejsce w społeczeństwie oraz jak są widziane mechanizmy funkcjonowania edukacji. Trzeba to czynić nawet za cenę strat osobistych, które wynikają z przyzwoitości i wartości, jakie są wpisane w Konstytucję III RP. Trzeba umieć rozróżniać wartość pszenicy od kąkolu, gdyż dzieje ludzkości są widownią koegzystencji dobra i zła. Znaczy to, że zło istnieje obok dobra; ale znaczy także, że dobro trwa obok zła, rośnie niejako na tym samym podłożu ludzkiej natury. Natura bowiem nie została zniszczona, nie stała się całkowicie zła, pomimo grzechu pierworodnego. Zachowała zdolność do dobra i to potwierdza się w różnych epokach dziejów (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Kraków: Wydawnictwo Znak 2005, s. 12).

Wolność staje się zatem wartością i problemem w wymiarze życia indywidualnego, jak i zbiorowego. Jak pisał Aleksander Kamiński w 1942 r.: Niebezpieczeństwo obecnej sytuacji polega na tym, że w użyciu wolności usiłuje się abstrahować od wymiaru etycznego – to znaczy od wymiaru dobra i zła moralnego. Nie można zatem unikać analiz zjawisk, które stają się zagrożeniem dla życia obywateli w wolnym, demokratycznym państwie. (Wielka Gra, NWH, Warszawa 1981, s. 12.)Szkoda, że bardowie opozycji tak łatwo dali się zmanipulować i zapomnieli już o wartościach, za które gotowi byli wiele tracić.

W facebooku ktoś zacytował dzisiaj Zbigniewa Herberta:

...idź wyp­rosto­wany wśród tych co na ko­lanach, wśród od­wróco­nych ple­cami i oba­lonych w proch,
oca­lałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wier­ny. Idź.

6 komentarzy:

  1. A ja się cieszę, że bohaterowie sceny politycznej przemijają. Deklasują się najlepsi i niezawodni ? Cóż, są coraz starsi a mózgi nie są wieczne. Chyba trzeba pozwolić bohaterom (ludziom) na starość.Iga

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie lubię takiej bojowej, zaciętej streotypizacji: czarne - białe, pszenica - kąkol. Zresztą nie bardzo wiem o co (o kogo?) Profesorowi chodzi. Rozumiem, co pisze, ale nie rozumiem intencji.
    Wracając do stereoptypów: pomiędzy pszenicą a kąkolem jest jeszcze mnóstwo roślin, nie tak sztachetnych jak ta pierwsza, by robić z nich mannę czy bułeczki, ale nasze zwykłe kasze czy surowiec na nasz codzienny chleb - jak najbardziej. A moze by i na kąkol spojrzeć nie jak na chwast, a roślinę leczniczą, chronioną, ginącą.
    Moja intencją jest pokazanie, że pozory mylą i że zbyt łatwo przykleja się ludziom etykietki - zwłaszcza zdrajców, nielojalnych, zmanipulowanych, zaprzeńców. Piętnuje to, co niewygodne. Piętnowanie stało się częścią polityki i samo coraz częścje jest używane jako manipulacja.
    Z resztą wpisu - trudno mi dyskutować, więc nie zabieram głosu.
    A to, co Ty piszesz Igo, trochę mnie przeraża. Wartości nie są sprawą sprawności umysłu, a tym bardziej wieku. W innych kulturach ludzie korzystali z mądrości życia, która przychodziła z wiekiem. Obecnie pojaiwa się uługa, że mądrość da się zastąpić teorią zarządzania. "Kreatywny menadżer" zamiast "mądrego przewodnika"? To chyba zła opcja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, nie chciałam siać grozy lecz niestety takie mam spostrzeżenia, dotyczące niekiedy "tąpniecia" w uznawanych wartościach u ludzi w okolicach późnej dorosłości. Jeśli chodzi o inne kultury to bywało również wręcz odwrotnie np. u Eskimosów lub Aborygenów. Aborygeni australijscy w XIX wieku, stosowali "powróz z trawy dla starszych" co mnie mocno niegdyś zaskoczyło, gdy czytałam etnocentryczny tekst. Zadziwiajace jest to, że taka pragmatyczna "eutanazja plemienna" przetrwała niestety do dzisiaj w kulturze Zachodu i obowiązuje niekiedy na wydziałach szacownych polskich uniwersytetów. Aha, jasne, że przewodnik powinien być mądry, ale chyba nic złego w tym, gdyby jeszcze umiał zarządzać jak Bonaparte? Iga

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe co piszesz, o tych Aborygenach. Przyznam, że pierwsze słyszę. Co do tapnięcia wartości - chyba może się zdarzyć w każdym wieku. Tylko wcześniej nazywa się to "poszukiwaniem", później - "przejrzeniem na oczy". I wcale nie musi to znaczać zaprzedania autorytetów czy wartości. Wartości raczej.
    A autorytety jak chcą niech padają - tu się (chyba) zgadzam z Igą. Najważniejszą funkcją autorytetów jest to, by się móc od nich wyzwolić.

    OdpowiedzUsuń
  5. A Czesi i Słowacy nie walczyli zbyt dzielnie z "komuną", a teraz ich jakoś nasze plagi dotykają znacznie słabiej, o ile wogóle... ;-) Więc może to te zastępy kombatantów "oporu"... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. A to wypowiedź czołowej "eksperty" edukacyjnej PO:
    http://www.rp.pl/artykul/365403,1014916-Pochodnie-przeciw-ludziom.html

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.