czwartek, 9 maja 2013

Oświatowy urzędas



Platforma Obywatelska decyzjami niektórych swoich urzędników nie po raz pierwszy potwierdziła, że jest ANTYOBYWATELSKA. Co gorsza, w procesie edukacji moc sprawcza urzędnika jest wielokrotnie bardziej toksyczna od tej, która dotyczy nieprzyznania komuś np. prawa do sprzedaży alkoholu (chyba, że jest członkiem partii władzy).

Kiedy otrzymałem przed dwoma dniami list od osoby, która w imieniu swojej koleżanki oraz jej kuzyna Konstantego zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc, miałem dylemat. Nie dlatego, że chciałbym tej pomocy udzielić, tylko że nie postrzegałem siebie jako możliwego sprawcy koniecznej - w opisanej przez Gazetę Wyborczą - sytuacji zmiany. Zdaniem nadawcy tego listu jestem osobą mającą wpływ na edukację w Polsce, a więc mogę w konkretnym przypadku interweniować. Potrzebny był bowiem rozgłos sprawy, o której pisała już w Gazecie Wyborczej Aleksandra Pezda, a dzisiaj potwierdziła jej szczęśliwy finał. Odpisałem, że nie mam żadnego wpływu na politykę oświatową, a na urzędników CKE-OKE-MEN-ORE i in. instytucji centralnych absolutnie żadnego.

Obiecałem jednak napisać o tym w blogu, bo jest to kolejny dowód na "tragizm" w jednostkowej sprawie. Wszystkie dzieci są "nasze", a więc i wszystkie powinny mieć równe szanse, toteż rolą państwa jest dopilnowanie, by nie pojawiały się w oświacie m.in. procesy segregacyjne, dyskryminacyjne. Te jednak procesy mają miejsce, kiedy ktoś sprawujący władzę jest przekonany, że może wyłączyć swój rozum (o ile go posiada), może wyłączyć swoje kompetencje (o ile nie legitymuje się jedynie jakimś dyplomem), może wyłączyć swoje sumienie, wrażliwość społeczno-moralną na istotę ludzką, która jest bezbronna wobec tych, którzy powinni jej służyć, wspierać ją swoją misją i profesją.

Rzecz dotyczy młodzieńca, tegorocznego maturzysty, który jest dotknięty zespołem Aspergera i na domiar wszystkiego jeszcze niesprawny fizycznie, bowiem posiada niedowład rąk. Uczeń niepublicznej szkoły, inteligentny, z pasją uczenia się i jakże adekwatną do niej nadzieją na podjęcie studiów, poprosił o przyznanie mu na egzaminie maturalnym dodatkowej godziny. Doskonale zrozumiał to i zaangażował się na rzecz wsparcia jego prośby dyrektor macierzystej szkoły. Co z tego, skoro to nie on wyraża zgodę, tylko urzędnik OKE, a w tym przypadku, jak się okazało, zaprzeczenie pracownika służb oświatowych, który doskonale poczuł się w roli URZĘDASA i odmówił. Ciekawe, jak by postąpił, gdyby to miało dotyczyć jego dziecka albo dziecka z jego najbliższej rodziny?

Tuż przed egzaminem maturalnym urzędnik z OKE w Krakowie wysłał pismo do szkoły, że taka praktyka jest nielegalna i egzamin dojrzałości tego ucznia nie zostanie uznany! Kim trzeba być, żeby wykazać tak mało kompetencji i dobrej woli koniecznej dla banalnego rozwiązania problemu, jakim powinna być i - jak się okazało po interwencji prasy! a nie rodziców - jaką stała się interwencja pracownika CKE, a więc instancji nadrzędnej? W ostatniej chwili anulowano tę pseudo pedagogiczną "wykładnię" prawa oświatowego, by wyjść naprzeciw osobie niepełnosprawnej. Pod presją mediów, bo dzisiaj, w społeczeństwie władzy centralistycznej, biurokratycznej nie ma już innej możliwości, jak upominanie się o godność, o przyzwoitość i spełnianie oczywistych standardów przez urzędy, właśnie w mediach, nastąpiła korekta błędnej decyzji. Bez mediów każda władza - prawicowa, lewicowa i psuedoliberalna - najchętniej przestałaby się liczyć z obywatelami i ich problemami, narzucając im rozwiązania pozbawione logiki, kultury i etyki.

Jak mówi łacińska sentencja: summum ius, summa iniuria - stosowanie zasad bez względu na okoliczności może niekiedy prowadzić do wydawania krzywdzących wyroków. To dawne weneckie prawo surowo zakazywało wylewać krew na ulicę. Kiedy więc pewnego dnia lekarz ratując życie leżącemu na ulicy choremu złamał ów przepis upuszczając mu krwi, został skazany przez formalistycznego sędziego za naruszenie prawa. Decyzja weneckiego sędziego była słuszna, gdyż gdyby uwolnić lekarza od odpowiedzialności, naraziłby się na zarzut odejścia od litery prawa, a więc zarzut dowolności rozstrzygnięcia.

Państwo prawa – zdaniem Andrzeja Walickiego – mające być u nas normą konstytucyjną – nie polega (…) na automatycznym posłuszeństwie wobec wszelkich ustaw uchwalonych przez większość. Sprzeciw wobec arbitralnemu nadużywaniu władzy ustawodawczej nie musi być więc wyrazem postawy anarchicznej. Może być (…) wyrazem nowoczesnej świadomości, domagającej się wcielenia w życie zasad prawa, broniącego godności obywateli przed samowolą ustawodawcy. Nawet demokratycznego ustawodawcy, bo legitymizacja pochodząca z wyborów nie upoważnia parlamentu do uchwalania dowolnych ustaw (. Walicki, Nie każde prawo jest dobre, Dziennik 16.03.2007, s. 25)

Teorię bezwzględnego posłuszeństwa wobec praw suwerennej instytucji państwowej spotykamy we wszystkich odmianach dyktatury, także tej pseudodemokratycznej, jaka ma miejsce w Polsce, a wydawałoby się, że zdyskredytowało ją już na zawsze doświadczenie nazizmu i komunizmu. Niestety, niektórzy politycy i urzędnicy jeszcze nie wyszli z syndromu homo sovieticus.


2 komentarze:

  1. Wskazany przykład urzędnika formalisty, respektującego przepisy przeprowadzania egzaminów maturalnych wskazuje jego brak wiedzy o zespole Aspergera i o określonych, złożonych potrzebach ucznia. Jednocześnie, wskazany casus wyraża wręcz konieczność szkoleń o niepełnosprawności dla danego urzędnika i być może dla innych pracowników urzędów oświatowych. [Nie chodzi mi o różne demonstracyjne urzędnicze pozory - np. nauczanie urzędników systemu migowego].
    Regularne szkolenia nie uwrażliwią emocjonalnie na niepełnosprawność lecz wyłącznie dostarczą wiedzy, dlatego też niezbędne byłoby poznanie osobiste podmiotów zainteresowania urzędników oświatowych czyli uczniów z różnymi potrzebami edukacyjnymi. Z trudem przyjmuję argument Pana Profesora, [cyt. "Ciekawe, jak by postąpił, gdyby to miało dotyczyć jego dziecka albo dziecka z jego najbliższej rodziny?"] ponieważ, nie chodzi przecież o okazywanie ludzkich odruchów tylko wobec niepełnosprawnych członków własnych rodzin ale na szerszym planie społecznym. Jakkolwiek uwaga jest o tyle słuszna, że właśnie w rodzinach poznanie unikatowych potrzeb własnych niepełnosprawnych dzieci jest najgłębsze. Można by poprosić również członków rodzin o współprowadzenie szkoleń dla urzędników. Iga

    OdpowiedzUsuń
  2. Urzędasowi nic się nie stało - żadnych konsekwencji w stosunku do niego nie wyciągnięto - więc następnym razem zrobi w podobnej sytuacji dokładnie to samo. Media mogą interweniować(udaje je się do tego skłonić!) 1 raz na 100 więc ... ;-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.