niedziela, 21 kwietnia 2013

Akademicki ruch oburzonych?

Dostałem mailem "List otwarty" do ministry nauki i szkolnictwa wyższego - prof. Barbary Kudryckiej, który jest ponoć inicjatywą pracowników UMCS. Zajrzałem na stronę tego Uniwersytetu, ale nigdzie nie odnajduję jego treści, toteż nie wiem, w jakim stopniu jest on otwarty. Może nie został jeszcze przesłany pani minister?

Nadawca maila także nie miał pewności co do źródła pochodzenia tego "Listu" tym bardziej, że nie widnieją pod nim żadne podpisy. Może zatem są one dopiero gromadzone i jak już środowisko nabierze odwagi, to je przekaże szefowej naszego resortu? Wydaje się - stwierdza nadawca - że jednak nasze akademickie środowisko już nie wytrzymuje prowadzonej polityki ograniczeń, administracyjnych wymagań czy wprost głupoty. No to zobaczmy, co jest treścią tego Listu, bo niezależnie od stanu jego faktycznego istnienia, coś jest w nim na rzeczy:

LIST OTWARTY DO MINISTER NAUKI I SZKOLNICTWA WYŻSZEGO PANI BARBARY KUDRYCKIEJ

Wielce Szanowna Pani Minister!

W ciągu ostatnich tygodni polskie uczelnie starały się sprostać wymogom sprawozdawczości przewidzianej w ramach tzw. parametryzacji jednostek naukowych. Przy tej okazji środowisko szeroko rozumianej humanistyki (od filologii po nauki o polityce) po raz kolejny w bolesny sposób odczuło, iż jest niedoceniane i lekceważone przez polski resort nauki. Mówimy o tym głośno w momencie zakończenia prac nad wypełnianiem ankiet jednostek, by nie zostać posądzonymi ani o chęć uniknięcia parametryzacji, ani o chęć podważenia jej wyników.

Byliśmy zmuszeni przyjąć do wiadomości, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie interesuje się jakościowym wymiarem naszego dorobku naukowego i nie zamierza przyjąć żadnego wymiernego dla humanistyki i nauk społecznych sposobu jego oceny. Ministerialne zasady parametryzacji jednostek naukowych jasno wskazują, że o statusie naukowca świadczyć ma przede wszystkim liczba artykułów w tzw. punktowanych czasopismach i liczba cytowań uwzględnionych w systemie Web of Science. Te zasady dezawuują monografię naukową jako sposób uprawiania nauki. W świetle niezrozumiałej dla naszego środowiska fascynacji indeksem cytowań, prowadzonym przez komercyjną zagraniczną instytucję naukową, kilka zauważonych przez system uwag o czyimś artykule – choćby nawet były to uwagi krytyczne, prześmiewcze czy wręcz druzgocące – ma stanowić o sile i pozycji naukowej autora. Natomiast wpływ tysiącstronicowej monografii na kształt innych dzieł naukowych nie stanowi przedmiotu zainteresowania resortu nauki, jako że monografie nie są indeksowane przez bazę, którą uznaje ono za ostateczną wykładnię wartości naukowej.


Określone przez MNiSW zasady parametryzacji sprawiły, że jednostki naukowe nie mogły zaprezentować całego dorobku naukowego swoich pracowników. Składając swoje sprawozdania wydziały musiały ponadto dostosować się do wymogu, by monografie naukowe stanowiły jedynie 40% adresów bibliograficznych wprowadzanych do ankiety parametryzacyjnej. To zaś, w połączeniu z zasadami punktacji dorobku naukowego, zgodnie z którymi dwunastostronicowy artykuł w wysoko punktowanym czasopiśmie równoważny jest kilkusetstronicowej monografii, stanowiącej zawsze efekt kilkuletniej pracy, prowadzi do dewaluacji znaczenia monografii naukowej jako takiej. W przypadku szeroko rozumianej humanistyki właściwie oznacza to zaprzeczenie sensu jej istnienia.


W naszej pracy podstawowym punktem odniesienia są właśnie monografie. Artykuły w czasopismach naukowych – w naszym przypadku – prezentują albo wyniki badań cząstkowych, stanowiących pewien krok w procesie badawczym zwieńczonym później monografią, albo badań pobocznych, wykraczających poza podstawowe zainteresowania autora. Znaczenie artykułu naukowego w naszych
dziedzinach jest więc zdecydowanie niższe, niż znaczenie monografii. Ze zdumieniem stwierdzamy, że fakt ten nie jest oczywisty dla Ministerstwa.


Poza samymi zasadami parametryzacji za bulwersujący uważamy także jej przebieg. Pracując nad wykonaniem zadań sprawozdawczych narzuconych przez resort, jednostki naukowe co rusz zaskakiwane były zmianami w ankiecie, pojawiającymi się w czasie, gdy praca nad wprowadzaniem danych była zaawansowana. Uważamy, że kilkukrotna zmiana kształtu ankiety już po jej, spóźnionym zresztą, otwarciu świadczy o braku szacunku dla pracowników uczelni zaangażowanych w złożenie sprawozdania. Przecież prace nad niezbędnymi dla sprawozdawczości danymi są z konieczności żmudne i długotrwałe, a do tego w olbrzymiej większości przypadków obciążają nie personel administracyjny, lecz pracowników nauki.

W opinii naszego środowiska ostatnie lata to proces stale postępującej, niespotykanej dotąd, totalnej biurokratyzacji życia akademickiego w Polsce. Nie sprzeciwiamy się samej zasadzie rzetelnej sprawozdawczości. Uważamy jednak, że gdy nie są z nią powiązane równie rzetelne kryteria oceny dorobku naukowego, to działania MNiSW, zamiast poprawiać jakość polskiej humanistyki, degenerują ją. Z jednej bowiem strony na ludzi nauki nakłada się coraz więcej obowiązków biurokratycznych, z drugiej zaś „ideałem” naukowca staje się ten, kto porzuca rzeczywistą działalność naukową na rzecz spełnienia arbitralnie określanych przez Pani resort kryteriów.

Opisane wyżej okoliczności sprawiają, że czujemy się zmuszeni zaapelować o zaprzestanie trwającej od dłuższego czasu deprecjacji nauk humanistyczno-społecznych i o uwzględnianie opinii środowiska naukowego poszczególnych dziedzin przy podejmowaniu kolejnych działań reformujących system nauki i szkolnictwa wyższego.

Z wyrazami szacunku
– (sygnatariusze listu w kolejności alfabetycznej)

7 komentarzy:

  1. Nawet jeśli nie do końca wiadomo kto dokładnie napisał ten list to trudno nie zgodzić się z treścią w nim zawartą i dlatego podpisuję pod nim wszystkimi swoimi kończynami...a i ja nie tylko z pewnością.

    p.s 7 raz poprawiam jakieś siatki dotyczące tzw. wiedzy, umiejętności i kompetencji, zalegam z czterema artykułami z których dwa na pewno już nie napiszę...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Dwóch"(a nie "dwa"!) nie napiszę, Panie "naukowiec"... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słuszaność argumentów zawartch w tekście jest oczywista, natomiast moją uwagę zwraca kamuflaż, dziwne podchody humanistów (pedagogów?!). Czy nie stać nas na otwarty sprzeciw, zorganizaowanie się i podjęcie próby, wspólnie z innymi humanistami zawalczenie.Tak się dzieje proszę zobaczyć na stronę Obywateli Nauki. Nie jesteśmy sami, tylko działamy w rozproszeniu i w tym nasza słabość. Nasz Gospodarz czyni tak z otwartą przyłubicą i my też musimy mieć odwagę, wszak to w imię właśnie nauki, jej rozwoju, nie tylko własnym interesie!? A może jest inaczej!?

    OdpowiedzUsuń
  4. Co najmniej jedna uwaga w tym liście jest słuszna. Ponieważ humanistyka pozostanie częściowo nauką lokalną potrzebne jest narzędzie określające poziom wpływu publikacji poszczególnych badaczy adekwatne do polskich realiów (Web of science tej roli nie pełni). Tych, którzy rzeczywiście dbają o jakość nauki polskiej przestrzegam jednak przed demagogiom. Tymczasem mieszanie argumentów racjonalnych z demagogicznymi jest częste. Jakie ma znaczenie to, kto jest właścicielem Web of science? Niesłuszna jest też obrona za wszelką cenę monografii. Wiele z tych publikacji to zwykłe gnioty z powodu łatwości ich wydania - wystarczy kilka tysięcy złotych i łagodni koledzy, którzy napiszą pozytywne recenzje. Proces recenzencki w renomowanych czasopismach jest jednak bez porównania bardziej rzetelny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest bardziej rzetelny. Zwłaszcza jak recenzują znajomi autora ;)
      Tu chodzi bardziej o nakład pracy. Nikt mnie nie przekona, że kilkusetstronicowa monografia wymaga mniej wysiłku niż nawet 20 - stronicowy artykuł.

      Usuń
    2. Jak ktoś chce wydać książkę, to często pracuje nad nią k kilka lub nawet kilkanaście lat, a artykuły można produkować co tydzień. Na tym polega ta reforma, by dać szansę cwaniaczkom z prywatnych szkół, jak ta w Białymstoku czy Pcimiu Górnym

      Usuń
  5. Przed "demagogią", nie "demagogiom". Co Wy tak na wiosnę z tą gramatyką na bakier?
    Za opublikowanie tekstu w poczytnym czasopiśmie naukowym też się płaci i to nie mało. Recenzje w czasopismach mogą bć tak samo (nie)rzetelne jak w przypadku monografii. To już zależy od samych recenzentów. Ja już nie wierzę w czystość intencji w tak skomercjalizowanej nauce.
    A tu nie chodzi o obronę monografii za wczelką cenę, ale o uznanie w ogóle o uznanie jej w dorobku naukowym.

    OdpowiedzUsuń