poniedziałek, 25 marca 2013

Uratujmy Stasia naszego pedagoga

Najpierw przytoczę list, jaki otrzymałem od członków Forum Młodych Pedagogów przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN:

Szanowni Państwo, Koleżanki i Koledzy, od lat współpracujemy ze sobą dzieląc się wiedzą i informacjami niezbędnymi w naszym rozwoju naukowym oraz uczestniczymy w naszych prywatnych radościach i smutkach - sprawdza się to znakomicie. Tym razem zwracamy się do Was z prośbą o dar życzliwości i pomocy finansowej dla kilkunastomiesięcznego, chorego Synka naszego kolegi Piotra Mikiewicza, zaangażowanego i oddanego sprawom nauki i środowisku młodych pedagogów, który wraz z Magdą Czubak-Koch przygotowują w tym roku jako sekretarze naukowi Letnią Szkołę Młodych Pedagogów KNP PAN we Wrocławiu.

Jeżeli nie rozliczyliście się jeszcze z podatku, przekażcie proszę Wasz 1% na konto Fundacji przy Klinice Onkologii i Hematologii Dziecięcej "Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową", KRS: 0000086210, cel szczegółowy - Stanisław Mikiewicz.

Zebrane w ten sposób pieniądze będą wykorzystane na refundację leków i materiałów pielęgnacyjnych dla Stasia. Fundacja zbiera pieniądze na pomoc dzieciom, ale też na wybudowanie nowego centrum leczenia raka u dzieci - 30% wpłat na konto imienne dziecka będzie przekazywane też na ten cel. http://www.naratunek.org/ Oprócz przekazania 1% z PIT, można też wpłacać pieniądze bezpośrednio na konto fundacji:
Konto wpłat imiennych 11 1160 2202 0000 0001 0214 2867 - tytuł wpłaty: Stanisław Mikiewicz
Wspólnie wspomożemy małego Stasia!


Za chwilę dokonam przelewu na wskazane konto. Rozliczając się za ubiegły rok wybiorę zatem i to konto, by ratować nie tylko Stasia Minkiewicza, ale może i wesprzeć leczenie innych dzieci chorych na raka. Wolę udzielić w ten sposób pomocy celowej, by nie przeżyć rozczarowania innymi fundacjami, których założyciele od lat oszukiwali Polaków. Niestety, mamy wśród rodaków pewien odsetek oszustów, cwaniaków, złodziei, którzy budują swoje fortuny i lekkie życie na ludzkiej krzywdzie, cierpieniu, a naszym współczuciu. Są też tacy, którzy na ludzkiej naiwności wyłudzają pieniądze w ramach założonych przez siebie tzw. wyższych szkół prywatnych, oszukując studentów i nauczycieli pseudo akademicką ofertą. Nie interesują mnie zatem takie fundacje, które w tak podłych celach zabiegają o 1%, gdzie - jak się okazuje - bossowie niektórych z nich wykorzystują ludzką naiwność, dobroć, poruszenie ludzkich serc dla własnych interesów i zysków. Wyłudzając od podatników pieniądze, które nie trafiają ani do głodnych, ani do samotnych, ani do niepełnosprawnych, ani do ciężko chorych, ani do utalentowanych itd., itd., pozbawiają nas złudzeń i nadziei, ze podmioty o szczytnych celach działań pro publico bono są rzeczywiście takimi na co dzień.

A jednak, jeszcze tli się we mnie zaufanie do opieki medycznej, do niektórych organizacji pozarządowych posiadających status organizacji pożytku publicznego, które na szczęście rozliczają się przed społeczeństwem, są kontrolowane, a zgromadzone na nich środki trafiają rzeczywiście do potrzebujących pomocy.

Są sytuacje w życiu niemalże każdego z nas, że spotykamy się z osobistym dramatem, być może nawet poczuciem bezradności wobec okoliczności ujawnionej nagle terminalnej choroby. Dokładnie dziesięć lat temu moja magistrantka Emilia Bartoszewska pisała swoją rozprawę o formach pomocy nieuleczalnie choremu dziecku. Widać było, że podjęła studia na pedagogice opiekuńczo-wychowawczej nie przez przypadek, ale z osobistej pasji. Zaangażowała się w środowiskową pomoc małym, chorym dzieciom, zgłębiając przy tym wiedzę na temat uwarunkowań, istoty, przebiegu i skutków dramatu ich krótkiego życia, by móc lepiej służyć im swoją pomocą. Jak pisała we wstępie:

Żyjemy w epoce, w której ceni się przede wszystkim młodość, sprawność i sukces. Ludzie pozbawieni tych cech przestają się liczyć w ocenie społecznej i co gorsze czasem również w ocenie własnej. Nieuleczalna choroba, śmierć to zjawiska nie akceptowane społecznie. Ludzie starają się myśleć i żyć, jakby ich nie było, stąd osoby ciężko chore i umierające, swą obecnością kwestionujące tę postawę, są kłopotliwe i niepożądane. Skłaniając do głębszej refleksji nad sensem istnienia naruszają poczucie bezpieczeństwa, wywołują stan niepewności i psychicznego dyskomfortu. Takie reakcje ze strony otoczenia przeżywają bliscy chorego, rozumie je także sam zainteresowany. Człowiek cierpiący i umierający narażony jest z tego powodu na samotność. Nie ma chyba bardziej bolesnego doświadczenia w życiu człowieka, jak cierpienie i umieranie w kompletnym osamotnieniu. Współcześnie pojawia się jednak coraz więcej osób, które dostrzegają autentyczne potrzeby ludzi ciężko, nieuleczalnie chorych, a także problemy ich bliskich. Przychodzą tym ludziom z konkretną pomocą, ofiarując potrzebną im ludzką obecność, która pozwala przezwyciężyć samotność w obliczu zbliżającej się śmierci. Proponują fachową pomoc medyczną, a także wsparcie psychologiczne i duchowe.

Pedagodzy, niezależnie od tego, że zajmują postawę optymizmu i nadziei do końca swojej aktywności rodzinnej i profesjonalnej, także potrzebują wsparcia, zrozumienia i taktownej empatii. Wiem, że im wcześniej jest u małego dziecka wykryta choroba, tym większe są szanse na uratowanie oraz wzmocnienie jego zdrowia, odporności i nadanie mu na długie lata sensu, wartości, które będzie ono realizować w swoim niejako "drugim życiu", tym po wyleczeniu, po odzyskaniu właściwej sprawności.

Głęboko identyfikuję się z rodzicami Stasia i życzę im, jak i innym rodzicom przeżywającym podobne dramaty, by miały one pozytywny finał. A jeśli nasze - nie tylko finansowe - wsparcie doda im sił i otuchy, to będzie oznaczało, że razem budujemy imperium hominis!

2 komentarze:

  1. Ja też się zaraz się dołączam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiadomość wysłałam na facebooka.Trzeba działać....

    OdpowiedzUsuń