piątek, 1 marca 2013

Spalantowani studenci pedagogiki



O dość specyficznej formie protestu jednego z pracowników naukowych UAM w Poznaniu media huczą już od dwóch dni, dzieląc odbiorców zaistniałego zdarzenia na jego zwolenników i antagonistów w sprawie naruszenia granic tolerancji na oszustwo, złodziejstwo własności intelektualnej, jakim jest plagiat w pracach studentów (w tym przypadku akurat - pedagogiki). Z relacji, jakie docierają z mediów, a te nie są tu obiektywne, wynika troska o studenta jako ofiarę niesłusznego ataku nauczyciela akademickiego, który wywiesił na tablicy ogłoszeń ostrzeżenie, że nie będzie już więcej tolerował "leni i palantów". Są nimi bowiem wszyscy ci, którzy usiłują wyłudzić zaliczenie, lepszą ocenę z określonego przedmiotu na podstawie przywłaszczonej - a przedstawionej jako własna - pracy innego autora. PLAGIAT.

To już jest plaga, o której wielokrotnie pisałem w blogu. Plaga plagiatów zaczyna się w szkołach ponadgimnazjalnych, gdzie uczniowie wćwiczani byli do pozorowania własnej pracy w ramach jednej części egzaminu maturalnego z języka polskiego. Rzecz dotyczy prezentacji w czasie egzaminu wewnętrznego. Skoro nadzór pedagogiczny określił, że musi zdać maturę 80% młodzieży, to i ona postarała się - za namową częściowo także nauczycieli - przedstawić materiał na zaliczenie. Wystarczyło go zamówić w Internecie, zapłacić, skonsultować z nauczycielem języka ojczystego, nauczyć się slajdów na pamięć i zdać. Absolwenci liceów i techników mają zatem przetarte szlaki. Oni wiedzą gdzie, za ile i jak załatwić pracę, na podstawie której będzie można uzyskać stosowny certyfikat na "mądrość".

Temu procesowi ma zapobiec likwidacja prezentacji maturalnych w dotychczasowej formie. Kiedy młodzież trafia do szkół wyższych, najczęściej pierwszym z zadawanych prowadzącym zajęcia pytań jest: "Ile można mieć nieobecności?" oraz "Jak będzie przebiegać egzamin/zaliczenie z przedmiotu?" Nie dotyczy to wszystkich, ale większość studiujących chętnie korzysta z każdego przywileju, jaki zostanie wynegocjowany z nauczycielem akademickim, by mieć jak najwięcej (jak najwyższe noty) przy jak najmniejszym wysiłku z własnej strony. Coraz częściej akademicy spotykają się z wymuszaniem wyższych ocen, bo - jak tłumaczą studenci: "bez wysokiej średniej, nie otrzymają stypendium socjalnego, a znajdują się w ciężkiej sytuacji życiowej". Jak tu nie być empatycznym, skoro młodego człowieka spotykają nieszczęścia, rodzinne dramaty, trudy egzystencji?

Na studiach humanistycznych czy społecznych studiujący powinni jak najwięcej czytać i jak najwięcej pisać, a oni - w dużej reprezentacji tego środowiska - wybierają opcję: jak najmniej czytać i w ogóle nie pisać. A po co mają się wysilać, skoro w każdej chwili mogą kliknąć w swoim smartfonie na ikonkę pozwalającą ściągnąć potrzebną informację, regułę, wyjaśnienia itp.? Po co się uczyć, po co wysilać, po co zabiegać, poszukiwać, dociekać, jak jest tyle ciekawych wydarzeń w środowisku codziennego życia?

Kiedy więc uczelniany profesor zlecił studentom prace pisemne, a ci zarzucili go plagiatami, nie wytrzymał i "walnął pięścią w stół"! Ile można czytać tekstów, o których "autorach" wie się, że mają coś wspólnego z tytułem jednej z lektur szkolnych Ireny Jurgielewiczowej? Jak wpiszecie "Ten Obcy" w wyszukiwarkę, to jedną z pierwszych zakładek będzie nie ta, która zachęca do czytania lektury, do zainteresowania nią, ale do otrzymania jej streszczenia i opracowania ściągi do matury, do pozyskania materiałów pomocniczych do egzaminów. Kto zachęca do tego młodzież? Między innymi tak czynią sami nauczyciele, którzy zarabiają na tym procederze.

Opinia publiczna jest kształtowana także w wyniku odsłaniania przez dziennikarzy, etyków nadużyć, jakie mają miejsce w szkołach wyższych zarówno wśród studentów, jak i ich nauczycieli akademickich. Co miesiąc możemy przeczytać w "Forum Akademickim" raport dr. hab. Marka Wrońskiego o nieuczciwości wśród niektórych naukowców, a nawet osób zarządzających szkołą wyższą. Wielu studentów ima się szansy na niestudiowanie, na unikanie wysiłku intelektualnego, na wykorzystanie nowych technologii ściągnięcia cudzej wartości, by zaprezentować ją jako własną.

Programy antyplagiatowe częściowo wyłapują przekraczanie granic przyzwoitości i prawa, ale są jak durszlak z dużymi otworami. Nie wychwycą wszystkiego tym bardziej, że toczy się gra w policjantów i złodziei. Pozorujący studiowanie usiłują przechytrzyć ów system, ale nie będę tu pisał o tym, jak to czynią, chociaż wiem, że ma to miejsce. Co nam pozostaje? Apelowanie do studenckich sumień? Moralizowanie? Administrowanie?

Czego powinniśmy oczekiwać od studenta pedagogiki? Jakim powinien być absolwent tego kierunku studiów? Czy uniwersytet ma wpływ na formację osobowościową studentów? Czego można wymagać od studentów? Takich cech i oczekiwań można by wymieniać dziesiątki, ale nie ulega wątpliwości, że o ile nie wszystkie mogą być przedmiotem akceptacji całego środowiska, to jednak cnota uczciwości powinna być jedną z kluczowych w każdym zawodzie zaufania publicznego. Problem polega na tym, że owa cecha (cnota, właściwość) nie jest efektem instytucjonalnego kształcenia, gdyż nabywa się ją i szlifuje, interioryzuje w toku przedakademickiej socjalizacji, najpierw w rodzinie, a potem w kolejnych środowiskach wychowawczych.

Dość specyficzny w treści "List otwarty do studentów" dra hab. Marka Andrzejewskiego prof. UAM był - jak się wydaje - próbą zwrócenia uwagi na zjawisko, które wymaga akademickiego katharsis. Być może uderzenie w stół nie zatrzyma karawany kłamstwa i fikcji, i pójdzie ona dalej. Być może stylistyka komunikatu była tu zbyt przesadzona, ale gdyby nie ona, nie mówilibyśmy dzisiaj o tym, co denerwuje i frustruje wszystkich uczciwych. Czyżby byli już w mniejszości?

12 komentarzy:

  1. Na KUL też plagiatują.

    Akt oskarżenia przeciwko 55-letniemu nauczycielowi akademickiemu KUL Stanisławowi T. został skierowany do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód - poinformowała w piątek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

    Według prokuratury Stanisław T. przywłaszczył autorstwo cudzych utworów w publikacji "Ewolucja kościelnego prawa polskiego w świetle kodyfikacji do XIX wieku".

    Tu link: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/lublin/ksiadz-oskarzony-o-plagiat-to-profesor-z-lublina,1,5434006,region-wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Nudne są już te oskarżenia o plagiaty, kradzieże intelektualne itd...Ostatnio ciągle kogoś o coś oskarżają. Należy zachować w tym wszystkim jakiś zdrowy rozsądek, bo niedługo nikt już nie będzie chciał niczego pisać w obawie przed oskarżeniem o plagiat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero teraz spojrzałem na ilustrację, którą Pan Profesor zamieścił, która jest trafnym komentarzem do wielu afer plagiatowych:)

    p.s Mój sąsiad z góry pomalował ściany w pokoju na ten sam kolor, który mam w kuchni, chyba oskarżę go o kradzież intelektualno-estetyczną...ludzie nie dajmy się zwariować w tym wszystkim.

    p.s 2 a mówić serio winę za to, że uczniowie/studenci "rżną" ponoszą nie oni, ale mądre głowy z Ministesrtwa Edukacji, które robią wszystko aby nagradzać odtwórczość (testy i inne wariactwa) a marginalizować oryginalność i to oni powinni iść na dywanik w pierwszej kolejności !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Stawiam zgoła inną diagnozę. Otóż władze polityczne kreują warunki dla odpersonalizowania edukacji. Umasowienie "interakcji pedagogicznych" zaprzecza logice rozwoju intelektualnego i moralnego. Masowa "produkcja" na wszystkich szczeblach kształcenia, to cicha zgoda na odtwórczość, czytaj plagiaty. Oczywiście są jeszcze sprawidliwi, którzy działają wbrew systemowi i nie dają się, próbują buntować. Ale proszę zobaczyć, że nawet tu na formum uważa się ich za przesadzających, niedostosowanych. Moja Pani Prodziekan kiedyś również w podobnej sytuacji ujawnienia bezczelnych plagiatów (z internetu i od siebie, bez zgody autora) kazała zamieść sprawę pod dywan. I tu uważam jest jeszcze poważniejaszy problem. Morale środowiska akademickiego! Bywa, że udajemy pedagogów!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Absurd tej sytuacji polega na tym, iż nie jest winien ten, kto popełnia plagiat, ale ten, kto z tym procederem walczy. Zdanie jednej ze studentek w reportażu wyemitowanym przez TVN24, że "ktoś po takim ogłoszeniu mógł się poczuć urażony" wprawiło mnie w osłupienie! Otóż korzystając z tego toku myślenia, należy wnioskować, że jeśli mówimy złodziejowi, że kradnie lub oszustowi, że kłamie, to go obrażamy. A kto się liczy z własnością i uczuciami tych, na których Ci "obrażeni" żerują? - i jak by się czuli, gdyby ktoś im z domu wyniósł laptopa, czy wtedy nie zgłosiliby tego faktu na policję, aby nie urazić złodziej? - bo konsekwentnie, tak właśnie powinni postąpić.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nudne są już te oskarżenia o plagiaty, kradzieże intelektualne itd..."
    Faktycznie! Nudne zrobiły się też już przypadki maltretowania dzieci, zabójstw w rodzinach, oszukańcze afery finansowe... Nuuuda...
    Skoro prasa i TV nie jest nam w stanie uatrakcyjnić życia, czy może Pan Profesor zabawić nas jakąś lepszą akademicką aferą?

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dawna dręczy mnie jedno proste pytanie. Jaki jest powód dla którego trzymacie na swoich uczelniach studentów, którzy niczego nie czytają i nie chcą niczego pisać ? I którzy się nie uczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedz jest prosta , a co zrobić z bezrobotnymi profesorami ?

      Usuń
    2. Mylisz się. To problem, co zrobić z doktorami, których wypromowano ponad normę a nie ma dla nich pracy. Profesorów wcale nie jest tak dużo, chyba że anonimowy ma na uwadze quasi profesorów, o których pisał tu wcześniej gospodarz blogu.

      Tadeusz

      Usuń
  8. O ile wiem, to doktorami na uczelniach nikt się nie przejmuje, a jak nie zdążą zrobić habilitacji , to się ich rotuje. Zresztą nikt się niczym nie przejmuje, bo jeśli na wielu uczelniach grupy ćwiczeniowe mają po 30-40 osób, to jaka tu logika, że brakuje pracy dla doktorów, kiedy można z takiej grupy zrobić 2, a nawet 3.
    Jest inne pytanie: po co studiować, a potem robić stopnie naukowe i kto się do tego nadaje?

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie,
    jestem studentką Uniwersytetu, o którym mowa w powyższym wpisie.

    Nie poczułam się urażona "listem otwartym" Pana Profesora, bo mnie nijak nie dotyczy, natomiast czuję sie urażona - choć nie w dosłownym znaczeniu tym, że zwrócił Pan uwagę na smutną prawdę jaka dotyczy zajęć organizacyjnych i pierwszych pytań studentów skierowanych do wykładowców.

    Otóż. Pedagogika jest przedmiotem, na który trzeba czytać, czytać i jeszcze raz czytać, bo - jak wiadomo - w wychowaniu i dydaktyce nie ma gotowych recept, a trzeba je dopasować do jednostki. Osobiscie dzięki literaturze, która naprawdę potrafi wciągnąć i zainteresować oczekuję także tego samego od wykładowcy, który potrafi moją pracę ocenić nie tylko poprzez pryzmat napisanego egzaminu, ale także być nieco refleksyjnym i spojrzeć także na MNIE choć trochę indywidualnie. Tym czasem na niektórych kierunkach pedagogicznych mamy ponad 100 studentów, którzy studiują, bo "lubią dzieci". Niestety nie czuje tego. Uważam, że pedagog jest osobą, która powinna sobą coś reprezentować, a nie lubić dzieci. W końcu 3/4 społeczeństwa "lubi dzieci", a pedagogami nie są...

    Ma Pan Profesor jakiś pomysł na to?

    Uważam, że studia, jako instytucja i COŚ z czego chciałabym być dumna podupada. Nie ukrywam, że boli mnie to...
    ale nie sądze by to była wina owych studentów, lecz osób, które decyduje o tym kto jest ZAKWALIFIKOWANY.

    Zobaczywszy listę, na której osoby od A do Z się dostały... osłupiałam...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałbym się na innych i nie porównywałbym się z INNYMI, bez względu na motywację, z jaką postanowili przyjść na studia lub studiować. To nie ma żadnego znaczenia. Moja tożsamość profesjonalisty na szczęście nie zależy od tych INNYCH, którzy też studiują lub uczęszczają na studia. Nie zmieni Pani ich motywacji, zainteresowań, kultury osobistej itd. Warto inwestować w siebie, przekraczając nawet próg wymagań, jakie stawia nam kadra akademicka, by mieć osobistą satysfakcję i pełną gotowość do pracy. Pani po ukończeniu studiów przekona pracodawcę, o ile będzie on poszukiwał zaangażowanych i pełnych pasji pedagogów. To prawda, że przykro jest patrzeć, jak niektórzy hańbią swoją postawą nie tylko studiowaną dyscyplinę, ale i uczelnię. Gdyby działał samorząd studencki, to może podejmowałby jakieś działania w tym kierunku, by "oswajać" kulturowo niedostosowanych do universitas. Tymczasem i to jest fikcją. Życzę mocy własnej motywacji i zaangażowania!

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.