niedziela, 3 lutego 2013

Kto jest jakim profesorem?

Debata publiczna po kolejnych awanturach w Sejmie z udziałem osób posiadających stopnie naukowe, wywołała wśród moich studentów pytanie o to, czy każdy, o kim mówi się lub sam tak mówi o sobie, że jest profesorem, jest nim rzeczywiście? W Polsce mamy różnych profesorów, a ich status ma także swoje odmiany, począwszy od szkolnictwa powszechnego, a mianowicie:

Profesor w szkole ponadgimnazjalnej - to zwyczajowe, nawiązujące do przedwojennej tradycji określenie nauczyciela, który musi mieć wykształcenie II stopnia, magisterskie, ale nie ma formalnego wymogu posiadania przez niego tytułu naukowego. Zdarza się jednak, że w niektórych liceach kształcą naukowcy-profesorowie tytularni (np. prof. Aleksander Nalaskowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu jest zarazem profesorem w prowadzonym przez siebie I Społecznym Liceum Ogólnokształcącym w Toruniu). Nie zwracają się w ten sposób do swoich nauczycieli gimnazjaliści, uczniowie szkół podstawowych i przedszkolaki.

Profesor oświaty - to najwyższy, honorowy tytuł w środowisku nauczycielskim, który jest przyznawany przez ministra edukacji narodowej każdego roku nominowanym przez nadzór pedagogiczny nauczycielom z całego kraju na wniosek Kapituły do Spraw Profesorów Oświaty. Ów tytuł mogą otrzymać nauczyciele przedszkolni, szkolnictwa podstawowego, gimnazjalnego oraz ponadgimnazjalnego, którzy spełniają określone kryteria formalne oraz merytoryczne. Mają oni co najmniej 20-letni okres zatrudnienia w zawodzie nauczyciela, w tym 10-letni staż nauczyciela dyplomowanego.

Kryteria merytoryczne odnoszą się do oceny dorobku zawodowego, w tym w szczególności bierze się pod uwagę jego jakość pracy z uczniami (także niepełnosprawnymi lub z uczniami zagrożonymi niedostosowaniem społecznym), w tym osiągnięcia dydaktyczne lub wychowawcze jak np. wyniki uczniów nauczyciela uzyskiwane ze sprawdzianu przeprowadzanego w ostatnim roku nauki w szkole podstawowej, egzaminu przeprowadzanego w ostatnim roku nauki w gimnazjum, egzaminu maturalnego oraz egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe, osiągnięcia uczniów nauczyciela uzyskiwane w konkursach, turniejach i olimpiadach. Kapituła uwzględnia też pozytywne oddziaływanie kandydata na innych nauczycieli, w tym stwarzanie przez niego swoją postawą wzorca nauczyciela i wychowawcy, dzielenie się z innymi nauczycielami swoją wiedzą i doświadczeniem zawodowym, pełnienie funkcji doradczych lub eksperckich w systemie oświaty, systemie pomocy społecznej lub postępowaniach w sprawach nieletnich. Nie bez znaczenia jest tu także wysoki poziom kultury pedagogicznej kandydata, w tym wybitna umiejętność prowadzenia dialogu z uczniami, rodzicami oraz nauczycielami, umiejętność stawiania wymagań mobilizujących uczniów do pracy nad własnym rozwojem, wysoki poziom kultury języka.

Kapituła bierze także pod uwagę szczególne osiągnięcia kandydata związane z wykonywaniem zawodu nauczyciela, takie jak:

• opracowanie własnego programu wychowania przedszkolnego lub programu nauczania cieszącego się uznaniem nauczycieli;

• uznany dorobek zawodowy potwierdzony Medalem Komisji Edukacji Narodowej, nagrodami ministra, kuratora oświaty lub organów prowadzących szkoły i placówki;

• znaczący udział w przygotowaniu zawodowym przyszłych nauczycieli;

• publikacje dotyczące oświaty i problematyki edukacyjnej.


Nie jest łatwo uzyskać ten tytuł, skoro Kapituła przyznawała go w latach 2008-2010 corocznie zaledwie 10 nauczycielom. W 2011 r. przyznano go 20 pedagogom. Graniczna liczba nominacji jest zatem kategorią tajemną. Ciekawe, ile tytułów zostanie przyznanych w 2013 r.?

Profesor doktor - to w zawodowym szkolnictwie wyższym (publicznym i niepublicznym) wykładowca ze stopniem naukowym doktora, któremu władze szkoły (rektor lub założyciel) na podstawie wewnętrznych regulacji prawnych (Statutu), przyznały stanowisko profesora szkoły wyższej. Na stanowisko profesora można było zatrudniać do 2005 r. na podstawie wcześniejszej Ustawy o wyższych szkołach zawodowych. Po znowelizowaniu ustaw o szkolnictwie wyższym ci doktorzy, którzy chcieli zachować stanowisko profesora, mogli wystąpić do Centralnej Komisji o uznanie ich dorobku publikacyjnego i dydaktyczno-organizacyjnego. Osoba taka dokonuje stosownego zapisu:
dr Jan Kowalski prof. WSZ w Krośniewicach

Profesor doktor nie jest samodzielnym pracownikiem naukowym, a to oznacza, że nie może być promotorem i recenzentem rozpraw doktorskich, ani tez recenzentem w innych przewodach naukowych.


Doktor habilitowany - jest samodzielnym pracownikiem naukowym, ale nie ma tytułu naukowego profesora". Zdarza się, że nie jest zatrudniony w uczelni na stanowisku profesora, tzw. profesora nadzwyczajnego. Zwyczajowo jednak zwracamy się do tych pracowników przez pani profesor/panie profesorze, ze względu na grzeczność i szacunek. Jeśli nie są oni zatrudnieni na stanowisku profesora nadzwyczajnego (profesora danej uczelni), to nie mogą na drukach administracyjnych czy pieczątkach przypisywać sobie tej zwyczajowej formuły.

Poprawny zapis jest następujący: dr hab. Jan Kowalski

Profesor z artykułu 21a - to stanowisko profesora określonej uczelni, której rektor występuje do Centralnej Komisji o opinię dotyczącą zasadności jego decyzji o nabyciu przez obcokrajowca uprawnień równoważnych uprawnieniom wynikającym z posiadania stopnia doktora habilitowanego – w trybie art.21a Ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (Dz.U. z 2003 r. Nr 65, poz. 595 z późn. Zm.). Kandydat musi udokumentować jednak spełnienie kluczowego w tej kwestii wymogu, jakim jest m.in. samodzielne kierowanie przez niego przez co najmniej pięć lat zespołami badawczymi. Jeżeli Centralna Komisja zaopiniuje wniosek rektora uczelni negatywnie, to jego uchwała i nominacja tracą swoją ważność.


Profesor to albo:
1) tytuł naukowy (potocznie "profesor tytularny", "profesor belwederski"), albo
2) stanowisko na uczelni, albo
3) jedno i drugie.


Profesor nadzwyczajny - jest samodzielnym pracownikiem naukowym ze stopniem doktora habilitowanego, który został zatrudniony w wyższej szkole zawodowej czy w uczelni akademickiej na stanowisku profesora. Nie posiada on tytułu naukowego (vide - ostatnio błędnie przypisywano w mediach miano profesora pani poseł PiS - Krystynie Pawłowicz). Jak wyjaśnia to Centralna Komisja: W przypadku osób zatrudnionych na stanowisku profesora nadzwyczajnego, fakt ten powinien być przedstawiany za lub pod nazwiskiem, z wyraźnym zaznaczeniem jakiej szkoły wyższej on dotyczy, np.:

dr hab. Jan Kowalski prof. SGGW

dr hab. Jan Kowalski
profesor SGGW


Profesor - tytuł naukowy, który został nadany samodzielnemu pracownikowi naukowemu, a więc doktorowi habilitowanemu (bez względu na to, czy pracował na stanowisku profesora nadzwyczajnego czy też nie) przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów stoi na stanowisku, że umieszczanie w powszechnie używanych drukach (bilety wizytowe, druki firmowe) skrótu Prof. przed nazwiskiem może dotyczyć wyłącznie osób posiadających tytuł profesora. Przed nazwiskiem mogą być również umieszczane posiadane stopnie, np.:

prof. dr hab. Jan Kowalski

Ten sposób informowania o posiadanych stopniach lub tytule jest powszechnie aprobowany przez środowiska naukowe lub artystyczne. Oznacza to, że nieakceptowane są przypadki używania tytułu profesor przez osoby do tego nieuprawnione.

Niestety, nagminnie spotykamy się w drukach konferencyjnych, w stopkach redakcji czasopism naukowych czy oświatowych, na stronach internetowych szkół wyższych (szczególnie prywatnych) i uczelni akademickich, w artykułach prasowych a nawet nekrologach z błędnym i niezgodnym ze statusem prawnym zapisem o posiadaniu tytułu profesora przez osoby, które nie otrzymały go w wyniku stosownej procedury zakończonej nominacją Prezydenta RP.

Osoba, która chce wszcząć postępowanie o nadanie jej tytułu profesora musi m.in. przedłożyć stosownej jednostce wykaz swoich osiągnięć w pracy naukowo-badawczej lub artystycznej wraz z odpowiednim zapisem dzieł artystycznych i dokumentacją ich publicznej prezentacji, ze szczególnym uwzględnieniem okresu po uzyskaniu stopnia doktora habilitowanego lub kwalifikacji II stopnia oraz ze wskazaniem, które z tych osiągnięć kandydat uznaje za najważniejsze; wykaz osiągnięć w pracy naukowo-badawczej lub artystycznej zastosowanych w praktyce; informację na temat osiągnięć dydaktycznych wraz z wykazem przewodów doktorskich lub kwalifikacyjnych, w których kandydat pełnił funkcję promotora lub opiekuna; informację o współpracy z instytucjami, organizacjami i towarzystwami naukowymi lub działającymi w zakresie sztuki w kraju i za granicą oraz oryginał lub uwierzytelniony odpis dokumentu stwierdzającego posiadanie stopni doktora i doktora habilitowanego albo kwalifikacji I i II stopnia.

Nowa procedura przeprowadzania postępowania o nadanie tytułu profesora stawia jeszcze wyższe wymagania kandydatom do tytułu naukowego. W świetle znowelizowanej Ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki tytuł profesora może być nadany osobie, która uzyskała stopień doktora habilitowanego lub osobie, która nabyła uprawnienia równoważne z uprawnieniami doktora habilitowanego na podstawie art. 21a, oraz:

1) ma osiągnięcia naukowe znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu
habilitacyjnym;

2) posiada doświadczenie w kierowaniu zespołami badawczymi, realizującymi projekty
finansowane w drodze konkursów krajowych i zagranicznych;

3) posiada osiągnięcia w opiece naukowej - uczestniczyła co najmniej trzy razy w charakterze
promotora lub promotora pomocniczego w przewodzie doktorskim, w tym co najmniej raz w
charakterze promotora, oraz co najmniej dwa razy w charakterze recenzenta w przewodzie
doktorskim lub postępowaniu habilitacyjnym, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3;

4) odbyła staże naukowe i prowadziła prace naukowe w instytucjach naukowych, w tym
zagranicznych.

2. Tytuł profesora w zakresie sztuki może być nadany również osobie, która uzyskała stopień
doktora habilitowanego lub osobie, która nabyła uprawnienia równoważne z uprawnieniami
doktora habilitowanego na podstawie art. 21a, posiadającej:

1) osiągnięcia artystyczne znacznie przekraczające wymagania stawiane w postępowaniu
habilitacyjnym;

2) osiągnięcia w kształceniu młodej kadry.

3. Centralna Komisja może, w szczególnych przypadkach, na wniosek rady właściwej jednostki organizacyjnej posiadającej uprawnienie do nadawania stopnia doktora habilitowanego dopuścić do wszczęcia postępowania o nadanie tytułu profesora osobie, która uzyskała stopień doktora i posiada wybitne osiągnięcia naukowe lub artystyczne.

4. Za dorobek naukowy uważa się również wybitne, zrealizowane osiągnięcia projektowe,
konstrukcyjne lub technologiczne, a za dorobek artystyczny - wybitne dzieło artystyczne.



Profesor zwyczajny - to stanowisko w uczelni, będącej podstawowym miejscem pracy - profesora tytularnego.

Zatrudnienie profesora tytularnego na stanowisku profesora zwyczajnego lub nadzwyczajnego następuje na podstawie mianowania, natomiast w pozostałych przypadkach zatrudnienie na stanowisku profesora nadzwyczajnego następuje na podstawie umowy o pracę, w obu przypadkach po przeprowadzeniu konkursu. Wymóg przeprowadzenia konkursu nie dotyczy zatrudnienia w wymiarze nie przekraczającym 1/2 etatu oraz emerytów.


Podsumujmy.

Sposób podawania tytułu i stopnia przy nazwisku (wg naukowej hierarchii - od najwyższego do najniższego):

- prof. zw. dr hab. Jan Kowalski - stanowisko profesora zwyczajnego (prof. tytularny i zarazem stanowisko),

- prof. dr hab. Jan Kowalski - tytuł profesora ("belwederskiego", tytularnego),

- prof. nadzw. dr hab. Jan Kowalski - stanowisko profesora nadzwyczajnego,

- prof. Szkoły Wyższej Y dr hab. Jan Kowalski - stanowisko profesora nadzwyczajnego w Szkole Wyższej Y,

- dr hab. Jan Kowalski, prof. Szkoły Wyższej Y - stanowisko profesora nadzwyczajnego w Szkole Wyższej Y,

- dr hab. Jan Kowalski, prof. Szkoły Wyższej Y i Uniwersytetu X - stanowisko profesora nadzwyczajnego na uczelniach: w Szkole Wyższej Y i na Uniwersytecie X,

- dr Jan Kowalski, prof. Szkoły Wyższej - stanowisko profesora w Szkole Wyższej Y osoby ze stopniem naukowym doktora zatrudnionej w tej szkole. \

- dr Jan Kowalski prof. Szkoły Wyższej Y - stanowisko profesora z art. 21a ze stopniem doktora jako równoważnym doktorowi habilitowanemu.

= dr Jan Kowalski prof. Szkoły Wyższej Y - stanowisko profesora dla wykładowcy ze stopniem naukowym doktora, bez uprawnień doktora habilitowanego.



Już wcześniej pisałem o zasadach nie tylko przestrzegania prawa, ale i dobrego wychowania, także w środowisku akademickim. Temat wraca jak bumerang.

35 komentarzy:

  1. no i świetnie, że Pan Profesor napisał o pojęciu "Profesor", co, jak kiedy itd..
    p.s nadal jednak nie wiem, jakim profesorem był prof. Ambroży Kleks:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zwyczajnie nadzwyczajnym :)

      Usuń
    2. I to jest najlepsze podsumowanie tematu - tytulatura to najmniejszy problem gnijącej i cierpiącej na elefantiasis polskiej nauki...;-)

      Usuń
  2. W środowisku artystycznym sprawa związana ze zwrotem "profesor" jest jeszcze bardziej skomplikowana a że i moi studenci zaglądają na blog pana profesora to może i dobra to okazja aby przy okazji niniejszego wpisu wyjaśnić obyczajowość z tym związaną. I mnie bowiem studenci niekiedy pytają, dlaczego zapraszając np. do studia telewizyjnego znanego reżysera, który skądinąd nierzadko jest wykładowcą jakiejś uczelni artystycznej i posiada tytuł profesora redaktorzy raz zwracają się do niego per "panie profesorze" a raz nie. Czy jest to brak szacunku? Otóż nie, przeciwnie. Problem polega bowiem na tym kogo w jakim charakterze owi redaktorzy zapraszają i na jaki temat chcą z osobą takową porozmawiać. Jeśli np. Jan Kowalski, oprócz tego, że jest profesorem dajmy na to "sztuk plastycznych" jest zarazem reżyserem i to na temat jego sztuki filmowej/teatralnej chcielibyśmy porozmawiać, to zwykle zapraszamy go właśnie jako reżysera. Wówczas też nie ma potrzeby zwracać się do osoby takiej per "panie profesorze". Jeśli natomiast z tą sama osobą chcielibyśmy porozmawiać np. o sprawach związanych z jego (ale i nie tylko jego) pracą naukowo-artystyczną związaną z jego funkcją akademicką to wówczas zaleca się posługiwanie zwrotem "panie profesorze" i tak też zwykle się czyni.

    Dariusz

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze, dzień bez blogu, to dzień stracony, wspaniałe usystematyzowanie pojęcia "PROFESOR ",ale spróbujmy Pani dr,nie powiedzić Pani profesor, to po zaliczenie chodzić razy kilka trzeba !!! Mój Boże, dlaczego nie jest PAN PROFESOR Ministrem MEN ???

    OdpowiedzUsuń
  4. >Nie jest łatwo uzyskać ten tytuł, skoro Kapituła przyznawała go w latach 2008-2010 corocznie zaledwie 10 nauczycielom. W 2011 r. przyznano go 20 pedagogom. Graniczna liczba nominacji jest zatem kategorią tajemną. Ciekawe, ile tytułów zostanie przyznanych w 2013 r.? <
    Panie Profesorze!
    Pierwsza 10 była wyłoniona wg klucza (typu 1 działacz ZNP, jeden "S", 1 przedszkolanka, 1 z podstawówki, ... i jacyś znani(!) nauczyciele) - po wrzuceniu w google o połowie tych "wybitnych" nie można nic znaleźć poza tym. że ... zostali Profesorami Oświaty. W 20 natomiast z 2011 są wyłącznie dyrektorzy szkół i różni oświatowi urzędnicy - nauczycieli, żadnych, tam nie ma!!!
    W ogóle jest zresztą w oświacie taka tendencja, żeby nagrody wyłącznie urzędnikom, od dyrektora w górę, przyznawać...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapis "prof. nadzw. dr hab" i "prof. zw. dr hab." przed nazwiskiem, stosowany przez osoby, które są zatrudnione w uczelniach i w instytutach naukowych na stanowiskach profesorów zwyczajnych lub nadzwyczajnych jest CAŁKOWICIE błędny, a mimo to powszechnie praktykowany. Jedyny prawidłowy w świetle prawa zapis brzmi:

    prof. dr hab. Jan Kowalski, prof. zw. UW
    prof. dr hab. Jan Kowalski, prof. nadzw. UW
    dr hab. Jak Kowalski, prof. nadzw. UW

    Czyli zajmowane stanowisko naukowe lub naukowo-dydaktyczne może być pisane jedynie PO nazwisku. W PRL rada państwa nadawała tytuły naukowe "profesora zwyczajnego" i "profesora nadzwyczajnego", i prawo do posługiwania się nimi mają jedynie osoby, które je wówczas nabyły. Choć dla mnie sam zapis "prof." powszechnie stosowany przez doktorów z habilitacją, którzy zostali przez rektorów zatrudnieni na stanowiskach profesorów nadzwyczajnych jest absurdem. To tak, jakby kazać sobie pisać na pieczątkach i wizytówkach:

    dr Jan Kowalski, adiunkt UW

    i kazać się wszystkim tytułować "panem adiunktem". Polska tytulatura okresu PRL i III RP jest najzwyczajniej głupia, bo poprzez dublowanie nazw tytułów i stanowisk wprowadzająca w błąd. To magia słowa "profesor" w łepetynach naukowców.

    OdpowiedzUsuń
  6. jaki akt prawny reguluje te zapisy? Proszę wymienić. Bloger powołuje się na interpretację CK. Przynajmniej wiadomo, jakie jest źródło takich zapisów.

    OdpowiedzUsuń
  7. O ile wiem, to zapisu bizantyńskiej tytulatury na wizytówkach nie reguluje prawo, lecz zdrowy rozsądek. Prawo natomiast zabrania posługiwania się tytułami i stopniami, których się nie posiada. Obecnie w Polsce mamy JEDEN tytuł naukowy (profesor), a przepisy przejściowe z początku lat 90. zezwalały na posługiwanie się tytułami naukowymi "profesor zwyczajny" i "profesor nadzwyczajny" jedynie osobom, które je wcześniej uzyskały. W polskiej obyczajowości (i ortografii) skróty stopni i tytułów naukowych piszemy PRZED nazwiskiem. Stanowiska uczelniane ("profesor zwyczajny", "profesor nadzwyczajny") można - jeśli to komuś poprawia nastrój - pisać sobie po nazwisku. Stary skrót "prof. zw." zaczęli dziś BEZPRAWNIE stosować przed nazwiskiem ludzie mający nadany tytuł profesora i zatrudnieni na stanowisku profesorów zwyczajnych. Jak mniemam czynią tak po to, by odróżnić się od swoich kolegów, uczelnianych profesorów nadzwyczajnych (dr hab.), którzy bezprawnie piszą sobie przed nazwiskami prof. dr hab. Czyli w ich mniemaniu dodatek "zw." oznacza "prawdziwego" profesora z tytułem naukowym nadanym przez prezydenta. Zamiast egzekwować poprawny zapis u doktorów habilitowanych, sami używają nienależnych im tytułów. Co do samych aktów prawnych, to nie chce mi się szukać, ale pamięć mam dobrą i na pewno się nie mylę.

    OdpowiedzUsuń
  8. W pełni zgadzam się, że nie wolno posługiwać się zapisem stopni czy tytułów, których się nie posiada. Ktoś, kto ukończył licencjat, nie napisze przed swoim imieniem i nazwiskiem "mgr". To jest oczywiste, a jednak, w przypadku samodzielnych pracowników naukowych wielu doktorów habilitowanych na stanowiskach profesorów uczelniach podaje niezgodną ze stanem faktycznym, a i ze stanem prawnym informację: prof. dr hab.


    Marek

    OdpowiedzUsuń
  9. Postscriptum: równie bezprawne jest posługiwanie się przed nazwiskiem skrótem "prof. nadzw. dr hab." przez doktorów habilitowanych zatrudnionych jako profesorowie nadzwyczajni na uniwersytetach. Taki zapis sugeruje, że w PRL uzyskali tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego nadany przez Radę Państwa. A oni przecież żadnego tytułu naukowego nie posiadają, lecz jedynie stopień naukowy dr hab.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta dyskusja i ten wpis na blogu to zapis polskiego kretynizmu naukowego.
    Zamiast badać żeby coś odkryć polscy 'naukowcy" zdobywają kolejne stopnie i tytuły i tym żyją. W cywilizowanych krajach jest tylko stopień doktora, odpowiednie mechanizmy, i żadnych urzędów, komisji i podobnych biurokratyczno-feudalnych anachronizmów!!! Einstein swoje podstawowe prace popełnił jako magister, matematyk Stefan Banach nie miał matury ni magisterium, a do nauki wnieśli więcej niż całe stada naszych prof. zw.ndzw. dr hab, ...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby pojawił się jeden Einstein, musi być najpierw tysiące profesorów i doktorów. anonimowy tego nie pojmuje. Jabłko mu na głowę też nie spadnie. Pewnie sam ma kompleksy, więc czeka sfrustrowany na Banacha, ale ulicy...

      Usuń
    2. Dotto!
      Ciekaw jestem co CK tyt i stopni powiedziałaby znajomemu ze stopniem (degree) dr. z pewnej amerykańskiej uczelni -na dyplomie jak byk stoi: XX having fulfilled all regulatory requirements has been granted Doctor of xyz degree!
      Oto zagwozdka dla tytułomanów; jest doktorem czy nie, może przed nazwiskiem czy nie? Rozprawe habilitacyjną chyba trzeba napisać!

      Usuń
  11. tych z PRL już nie ma tak wielu. bez przesady. Jak dr hab. ma stanowisko prof. uczelni to prawa nie łamie. Być może powinien pisać po nazwisku - prof. WSZ ale jeśli napisze przed nazwiskiem, to nie jest to niezgodne ze stanem prawnym.

    Marek

    OdpowiedzUsuń
  12. Wybaczy Pan, Panie Marku, ale wyrażenie "bez przesady", to nie jest argument. Albo jest ktoś profesorem (scilicet: posiada tytuł profesora), albo nim nie jest. Tertium non datur. Profesor, nawet gdy jest zatrudniony na stanowisku śmieciarza, nadal jest profesorem. Natomiast doktor habilitowany, który zatrudni się jako śmieciarz, nie staje się profesorem.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Profesor, nawet gdy jest zatrudniony na stanowisku śmieciarza, nadal jest profesorem"
    Tylko w Polsce niestety. Na Zachodzie jest się wyłącznie profesorem uczelni. Tam śmieciarz byłby śmieciarzem, PhD, tylko tyle...

    OdpowiedzUsuń
  14. ktoś, kto jest profesorem, nie jest śmieciarzem. Chyba że ktoś ma na myśli publikacje, ktòre musi czytać jako recenzent.

    Staś

    OdpowiedzUsuń
  15. I w Polsce było niegdyś normalnie. Na początku II Rzeczpospolitej. Habilitacja była procedurą uzyskiwania docentury, czyli prawa do wykładania w danej uczelni (venia legendi). I była autonomiczną sprawą poszczególnych uczelni. Podobnie jak uzyskiwanie profesury przez docentów. Aby zostać profesorem danej uczelni (czyli objąć katedrę), należało uzyskać poparcie większości profesorów (specjalistów z danej dziedziny) z całej Polski (rozsyłano do nich specjalną ankietę z prośbą o wskazanie najlepszego kandydata). Wskazanego przez uczelnię kandydata na profesora zatwierdzał minister oświecenia publicznego. To był prawdziwy konkurs. Po przewrocie majowym to już prezydent RP zaczął zatwierdzać profesorów. Oficjalnie miało to podnieść rangę profesury, de facto zaś służyło kontrolowaniu, aby ludzie o poglądach opozycyjnych nie obejmowali katedr na uniwersytetach. Po wojnie staliniści twórczo rozwinęli te zasady. Powołano rządową Centralną Komisję Kwalifikacyjną ds. Kadr Naukowych, aby zadbać o "jakość" nowej nauki (czytaj: wyeliminować niepokornych). Spowodowało to nagminne mianowania "zasłużonych" doktorów na stanowisko docenta, ale już bez procedury habilitacyjnej (zwłaszcza po roku 68'). W stanie wojennym wprowadzono wreszcie stopień "doktora habilitowanego", aby znów "podnieść jakość" kadr naukowych. Komunizm upadł, dekomunizacji na uczelniach nie było (ani nigdzie indziej), a Centralna Komisja (pod nieco zmienioną nazwą) dalej działa ku chwale polskiej nauki...

    OdpowiedzUsuń
  16. cytat ".... w przypadku samodzielnych pracowników naukowych wielu doktorów habilitowanych na stanowiskach profesorów uczelniach podaje niezgodną ze stanem faktycznym, a i ze stanem prawnym informację: prof. dr hab."

    Jeśli to dr hab. prof- wiadomo że szacunkowy tytuł prof. A często ten prof jest na 1 miejscu:)

    OdpowiedzUsuń
  17. rozumiem - na I miejscu "kłamców"?

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, na kolejność tytułów w prezentacji danej osoby często nie ma wpływu nawet sam zainteresowany. Dlaczego sam widziałem (i doświadczyłem) na konferencjach, seminariach, publikacjach, iż sekretarze, redaktorzy i in. osoby opracowujące materiały, zaproszenia, programy, zniekształcają sposób w jaki przedstawiają się w swoich tekstach czy zgłoszeniach sami autorzy. Powody mogą być przynajmniej trzy: 1). "uporządkowanie" nadesłanych "zbyt różnorodnych" informacji, 2). niewiedza samych organizatorów/redaktorów w temacie opisanym w blogu + nieznajomość faktycznego statusu osób z listy (jedni przedstawiają się tak, inni inaczej, a organizatorzy nie chcą nikogo "urazić"; lepiej więc "dodać" niż "ująć" podpowiada dyplomacja); 3). świadoma chęć ze strony organizatorów / redaktorów podniesienia rangi imprezy /publikacji, "bo zaszczycili ją profesorowie"; o ile w przypadku publikacji przechodzącej proces akceptacji autorskiej po adjustacjach i korektach można jeszcze zaprotestować, o tyle z programem czy materiałami promującymi konferencję czy inną naukową okoliczność najczęściej nie ma się już do czynienia. Trzeba to jakoś udźwignąć. W takich przypadkach zazwyczaj staram się prostować w wystąpieniach faktyczny status (również dotyczy to czasem afiliacji: choć zgłaszam np. reprezentowanie organizacji pozarządowej, związku, jakiegoś "ciała" społecznego i jednostki organizacyjnej, którą akurat w danych okolicznościach reprezentuję - organizatorzy chcą mnie koniecznie przedstawić jako pracownika uczelni X, albo eksperta instytucji Y, najlepiej rządowych lub równie prestiżowych, które to role także pełnimy, ale np. w określonym kontekście wcale w nich nie występujemy, a nawet nie powinniśmy: np. będąc delegowanym przez stowarzyszenie reprezentować uczelnię, albo też odwrotnie; w tym zakresie często obserwuję totalne nie liczenie się z nami!). Zatem mówię, iż jestem "tylko profesorem uczelnianym" albo "tym razem reprezentuję X", ale ile można, a poza tym i tak w Internecie czy innym źródle pozostaje zapis, na który pływu nie miałem, a który świadczyłby o próbie podwyższania mojego statusu. A w praktyce teksty najczęściej podpisuję tylko imieniem i nazwiskiem (podpisywałem się tylko jako mgr, ale chyba każdy przechodził przez tę chorobę, he, he...). Niech się broni myśl, a nie tytuły. Uważam, że "odtytułowanie" dobrze by nam wszystkim zrobiło. Oczywiście myślę o sferze publicznej, niech sobie tytuły,zgodne ze wszelkimi wymogami formalnymi, siedzą w teczkach osobowych. Nie wiem bowiem, czy jeszcze gorsze od podwyższania statusu przez dekorację nazwisk, jest deprecjonowanie statusu profesorskiego beznadziejnymi, niegodnymi nawet doktora czy magistra tekstami. I tu nie pomoże, a wręcz ośmieszy, całe to "wizytówkowe (jak trafnie ktoś wyżej określił). Bizancjum"!
    Pozdrawiam wszystkich Profesorów Zwyczajnych i Nadzwyczajnych, Niezwykłych i Pospolitych, Doktorów Habilitowanych i Tylko Doktorów, Magistrów Nauk Wszelakich i O.M.C. Magistrów. I Licencjatów pozdrawiam, co to jeszcze nie nauczyli się puchnąć z dumy z powodu stopnia przed tytułem, a powinni skoro to już prosta droga do doktoratu. I inż., i tech., i arch., i spec., i ref. ... A co tam!

    Cześć! Tadek, prof. Wyższej Szkoły X

    OdpowiedzUsuń
  19. No cóż, odpowiedziałem moim studentom na pytanie: kto jest jakim profesorem. Nie pisałem o tym w kategoriach oceniających, tylko poznawczych, bo istotnie młodzież ma z tym problem, ale i nie tylko ona. Z wpisów - komentarzy mniej lub bardziej anonimowych osób wynika, że fakt uzyskania przez kogoś takiego czy innego wykształcenia, stopnia naukowego czy tytułu może być przez jednych deprecjonowany, a przez innych powodem do "bizantyjskich" zachowań. W innych dziedzinach życia społecznego nie ma takich problemów. Czyżbyśmy nie lubili tych, którzy coś osiągnęli? Czyżby ci, którzy czegoś nie osiągnęli, musieli dla poprawy własnego samopoczucia sięgać po symbolikę, która nie znajduje żadnej podstawy?

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie, nie. Szacunek dla osiągnięć naukowych jak najbardziej. I dla wykładu Pana Profesora motywowanego zachowaniem dobrych obyczajów w nauce. Ma Pan rację, iż sugerowana przeze mnie ocena (niektórych) dokonań twórczych, które stanowią podstawę owych tytułów i stopni, wykracza poza podjęty przez Pana temat. To juz "moje a propos". Ironiczny ton - dla tytułomanii i tytułów, które zaczynają żyć swoim własnym życiem.

    Tadek

    OdpowiedzUsuń
  21. A co jeśli koleś ukradł (popełnił plagiat) całość lub część pracy doktorskiej lub habilitacyjnej ? Czy nadal ma prawo do używania "zaszczytnego" tytułu?

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgodnie z nowymi przepisami naukowiec posiadający znaczny dorobek ale bez kolesiowych układów nigdy profesorem nie zostanie. Dlaczego? bo nigdy nie dostanie grantu. Zapytacie Pąństwo dlaczego nie dostanie? Bo jest na takim etapie, że grantu dla doktorantów już nie dostanie
    a granty dla samodzielnych są przyznawane tym, którzy mają doświadczenie w kierowaniu grantami. Nazywa się to efektem błędnego koła i zostało wprowadzone jak najbardziej celowo by wspierać starą kadrę i doktorantów - dzieci starej kadry. Taki jest cel. Resztę należy wyniszczyć. Oczywiście zdarza się, że ktoś dostaje grant nie mając doświadczenia, ale wówczas należy spojrzeć czyją jest córką/żoną/konkubiną/kochanką/synem/wnukiem/kochankiem.
    I to by było na tyle drogie naiwne dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dopiero teraz trafiłem na ten opis:)) dzięki a co Pan powie o poziomie wiedzy Pani Premier która publicznie tytułuje Vincenta Rostowskiego profesorem a wiemy , że nawet nie jest magistrem ?? czy to nie żenujące i kompromitujące !!!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Szanowny Panie Profesorze,
    proszę o wyjaśnienie, jak należy zapisywać poprawnie stanowisko profesora nadzwyczajnego Akademii Górniczo - Hutniczej, lub Wyższej Szkoły Humanistyczno - Ekonomicznej? Czy należy stawiać myślnik w zapisie: prof. WSH - E, prof.AG - H, czy zapis powinien wyglądać tak: prof. AGH, prof. WSHE?
    Łączę wyrazy szacunku.

    OdpowiedzUsuń
  25. Powinno być prof. WSHE i prof. AGH.

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo dziękuję za wyjaśnienie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Panie Profesorze. Dlaczego Pana nie ma i nie było w kapitule ds nadania tytułu Honorowego Profesora Oświaty? Tam nie ma komu reprezentować, rozumieć specyfiki pracy nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej. Dorobku zawodowego nauczyciela klas I -III nie można mierzyć miarą liczby olimpijczyków, laureatów i finalistów oraz wyników sprawdzianu po klasie 6. Analizując informacje od roku 2008 wychodzi na to, że tytuły te wędrują w głównej mierze do nauczycieli 3 etapu kształcenia specjalizujących się w pracy z uczniami olimpijczykami. Przez 8 lat od kiedy działa kapituła w różnych składach edukacja wczesnoszkola nie doczekała się ani jednego tytułu (nie liczę 1 doradcy metodycznego i 1 dyrektora po nauczaniu początkowym). Co Pan na ten temat sądzi?

    OdpowiedzUsuń
  28. Szanowna Pani, konkyrs prowadzony jest przez ZNP i Głos Nauczycielski -też ZNP. Nie jestem członkiem ZNP. Od samego początku Komitet Nauk Pedagogicznych reprezentuje prof. Stefan M. Kwiatkowski. Może z tego powodu Organizator Kapituły nie chce dublować w jej składzie profesorów z KNP PAN. Słusznie zresztą. Prof. Kwiatkowski jest świetnie zorientowanym i kompetentnym przewodniczącym . Jeśli dobrze pamiętam, to kilka lat temu była laureatką nauczycielka wczesnej edukacji a zarazem dyrektorka małej szkoły podstawowej. Może środowisko wczesnoszkolne nie kieruje kandydatów,albo uzasadnienia są zbyt słabe? Nie wiem. Nie mam żadnych danych na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Profesorze. Dziękuję za odpowiedź. Natomiast ja skierowałam do Pana zapytanie w sprawie tytułu Honorowego Profesor Oświaty, nie w temacie konkursu Nauczyciel Roku organizowanego właśnie jak Pan Profesor napisał przez ZNP i GN. Pozwolę sobie poniżej zamieścić link nawiązujący do tematu.Ja Pana Profesora widzę w tej Kapitule. Niebawem nastąpi uzupełnianie/ wymiana składu połowy kapituły. Nauczanie poczatkowe przepada tam z kretesem jako kandydaci do tytułu. https://men.gov.pl/pl/jakosc-edukacji/profesorowie-oswiaty

      Usuń
    2. To rzeczywiście moje rozkojarzenie w wyniku upałów lub pośpiech czytania komentarza w telefonie.
      Istotnie, kapituła ta dotyczy zupełnie innego wyróżnienia, bardziej znaczącego w tej profesji. O składzie decyduje MEN, a propozycji nie miałem. Trudno, żebym sam o to zabiegał. Dziękuję jednak za zaufanie.

      Usuń
    3. Przyglądam się z uwagą corocznym rozstrzygnięciom w tym temacie. Biorąc pod uwagę, że takich tytułów nadaje się tylko 20 w każdym roku bulwersuje mnie fakt, że aż 3 z nich trafiły do jednego z liceów a członkiem kapituły jest dyrektor tego liceum. Temat poruszam po latach ponieważ w mojej sprawie loklany Kurator Oświaty dwukrotnie występował do Kapituły o nadanie tytułu (w roku ubiegłym stary oraz nowy kurator w tym roku co czytam za przejaw, że mój dorobek zawodowy spełnia wszystkie postawione w kryteriach wymagania) a ginie ten dorobek w zderzeniu z oceną członków Kapituły. Zamierzam w tej sprawie skierować kilka zapytań do Pani Minister oraz sugestię by nie mierzono wszystkiego li tylko miarą liczby olimpijczyków. Brakuje nam nauczycielom edukacji wczesnoszkolnej członka Kapituły, który kompetentnie, bez dbania o swoje prywatne interesy zadba o uhonorowanie wyróżniających się nauczycieli klas I -III. Ze swojej strony zrobię rozeznanie, kto może do tej Kapituły zgłosić Osobę Pana Profesora. Dziękuję serdecznie za odpowiedź.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.