czwartek, 21 lutego 2013

Kodeks etyki w pseudo akademickiej praktyce



Doniesienia mediów są wyboldowane: "Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego aresztowany", "Zaliczenie za zakup książki. Tak profesor sprzedawał swoją pracę", a w prasie zapewne pojawią się jeszcze kolejne sensacje na ten temat. No cóż, dziennikarze podają nazwę uczelni, specjalność naukową owego "profesora", imię i inicjał nazwiska, a zatem każdy zainteresowany trafi na właściwą osobę, nie musi nawet szczególnie się wysilać.

Pomyślałem - to w socjologii są tak młodzi profesorowie, skoro dziennikarze podają, że ten ma 40-lat? Fantastycznie. Musiał być wybitny. Zaglądam na stronę i ... rzeczywiście. Jest wybitny, bo - jak większość jego koleżanek i kolegów z instytutu - tytułuje się profesorem, chociaż nim nie jest. Dziekanowi wydziału to nie przeszkadza, że większość samodzielnych pracowników naukowych jednego z instytutów przypisuje sobie na oficjalnej stronie tytuł profesorski, chociaż nikt ich profesorami nie mianował? To znaczy, że w tym klimacie można wszystko. Można prezentować się profesorem i można wymuszać od studentów zakupienie własnej książki jako podstawy do egzaminu. To już tak upada universitas?

Ów doktor habilitowany na stanowisku profesora Uniwersytetu Wrocławskiego nie ma sobie nic do zarzucenia i otwarcie przyznaje dziennikarzowi, że jest to jego sposób na zwiększenie sprzedaży książki. Ten proceder stosował od lat, , toteż im liczniejszy był rocznik jego studentów, tym więcej na tym zarabiał. Studenci nie mogli jego książki kserować ani wzajemnie sobie pożyczać, gdyż każdy musiał mieć własny egzemplarz, w którym "wybitny naukowiec" wpisywał imienną dedykację, tak by nie było wątpliwości do kogo ona należy. "Gazeta Wrocławska" podaje, że Piotr Ż. miał żądać od studentek usług seksualnych w zamian za wpis do indeksu. Może sądził, że jak jest radnym Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z SLD, to ma zagwarantowaną nietykalność? Ktoś go nagrał:

- Zanim pani przyjdzie, musi tą książkę podpisać, że to jest pani własność - tłumaczy wykładowca. - A nie mogę jej pożyczyć - pyta studentka?
- No właśnie nie.
- A dlaczego?
- Już odpowiadam, mam określony powód - wydawnictwo chce, żeby książka się sprzedała.


Warto dostrzec, że takie praktyki są stosowane od lat, w wielu uczelniach, publicznych i prywatnych. Ostatnio w YouTube jedna z wyższych szkół prywatnych zamieściła filmik z zorganizowanej u siebie konferencji. Jest stół prezydialny, przy którym siedzi równie, a może jeszcze bardziej wybitny profesor, zaproszony prelegent, a przed nim stos ułożonych a gotowych do sprzedania książek tak, że go zza nich nie widać. Zagonieni przez kadrę studenci zostali zobowiązani do dokonania zakupu. Profesor kasę przeliczył i wrócił do macierzystego ośrodka, a tzw. "wsp" chwali się tym w internecie. Tak zwana? Otóż to. Tak samo zwana "wyższą" szkołą, jak ów socjolog jest "profesorem" i "nauczycielem" akademickim. Nie ma się co dziwić, że jest w tej szkółce na to pozwolenie, skoro prorektor wypisuje w swojej biografii fałszywe dane, czego to on nie zredagował. No nie zredagował, ale jak ktoś się raz woził na kółku, to tak czynić będzie do końca, a w Internecie w szczególności. Kto to sprawdzi? Kto zapyta? A kogo to dzisiaj obchodzi?

Nie martwmy się. W USA jest jeszcze lepiej. Nasze ministerstwo chętnie powołuje się na sukcesy tamtejszych uniwersytetów i ich naukowców. Jeden z profesorów (czyżby profesor?) Uniwersytetu Columbia w czasie wykładu z fizyki kwantowej rozebrał się do naga, by przekonać studentów, że można studiować, jak się pozbędą dotychczasowej wiedzy z fizyki.

28 komentarzy:

  1. Ten co "myślą, mową i działaniem broni bardziej sprawiedliwego, demokratycznego i równościowego ładu, w którym mogą się uśmiechać nie tylko silni i bogaci, ale wszyscy ludzie" oraz "niekomercyjnej, oddolnej kultury"? Widać wszystko ma swoją ceną, poglądy lewicowe też. A szkoda, że coś takiego z niego wyszło, bo w sumie nieźle facet pisze! Jego książki mogłyby się sprzedawać bez tych poniżających praktyk. Oczywiście, przy znacząco mniejszym nakładzie

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawica czy lewica, "wybitne cwaniaki" naukowe są wszędzie. Na każdej uczelni można takiego dr lub dr hab. spotkać. Znam jednego dziekana, co to ma ogromny dorobek, bo potrafi podpiąć się jako współautorska łata do tekstów pisanych przez pracowników wydziału. Niby tak po koleżeńsku, a w praktyce umiał przy odmowie zainteresowanego nieźle zajść potem za skórę. Tak więc wszyscy na wszelki wypadek, żeby nie mieć nieprzyjemności w pracy, zgadzali się na "łatę".
    Etyka zawodowa na uczelniach? Już dawno z hukiem padła :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na studiach doktoranckich miałem zajęcia z profesorem belwederskim, który czasami palił w trakcie wykładu...... Pytał się czy można, nikt nie protestował.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki to jeszcze nie kupowałem by zdać egzamin, czy zaliczenie. Miałem za to egzamin, na którym jedna osoba z prowadzących go ( a na egzaminie cząstkowym na studiach był doktor i magister, bo oboje prowadzili przedmiot) zażyczyła sobie POCZĘSTUNKU. No i było odgórne życzenie, że ma być zrobiony poczęstunek od studentów, by mieli co jeść i pić, jak będą ileś godzin egzaminować ustnie.
    Gdy wchodziło się na ten egzamin, to miało się wrażenie, że jest się w cukierni lub w dziale z owocami i słodyczami, tak stół się urywał... a na podłodze stało mnóstwo kartonów z sokami i napoje gazowane. Skoro było odgórne życzenie, więc każdy "musiał" coś przynieść. Egzamin zdałem na 5, ale nie dzięki paczce ciastek, którą kupiłem, ale swojej wiedzy:-) Choć uważam, że było to żenujące ze strony egzaminatorów.... ja bym się tak nie poniżył i nie ośmieszył... No ale w końcu tacy są ludzie nauki (niektórzy). Hahaha

    OdpowiedzUsuń
  5. Żenujące, faktycznie! Ale jak jedni przyzwyczajają do takich praktyk, to potem nie ma się co dziwić, że jak odmawiasz przyjęcia upominku (teraz rzadziej się to zdarza, kiedyś bywało, to widać po obronach), no więc jak odmawiasz, bo Ci np. za przeproszeniem szczeniak kładzie na biurko jakiś koniak, to w końcu on jest obrażony, bo nie wie o co chodzi!

    OdpowiedzUsuń
  6. nie pomogą doktoraty i profesoraty, kiedy człowiek chamowaty:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak oceniacie takie zachowanie profesora?
    http://wyborcza.pl/1,75478,13435036,Prof__Necki__Za_szybko_skazujemy_Katarzyne_W_.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Osobiście w tym roku brałam udział w zajęciach, na których wykładowczyni Uniwersytetu Śląskiego sprzedawała własne książki. Nie miało to związku z zaliczeniem przedmiotu, ale sam fakt, że wykładowca występuje jako osoba pobierająca na zajęciach od studenta pieniądze bardzo mnie zażenował. Był także wykładowca, który sprzedawał swoje narzędzie diagnostyczne - marny teścik (błędy metodologiczne biły po oczach) wydrukowany na domowej drukarce. Jak już sprzedał sporą ilość oznajmił, że test ten jest aneksem do publikacji ogólnodostępnej w bibliotekach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Studiowałam kiedyś w pewnej szkole, przed końcem roku pani doktor - dyrektor podyplomówek zasugerowała grupie, żeby egzamin końcowy odbył się w restauracji. No i tak było. Było ciasto, soki, kawa, herbata, a nawet szampan, a co?! Nikt nikogo nie odpytywał. Wszyscy dostali dyplomy. Nieważne czy ktoś chodził na zajęcia, czy nie, umiał coś, czy nie - każdy dostał papier, który potwierdza uzyskane kwalifikacje i pozwala pracować z dziećmi. Jeśli taki proceder jest uprawiany od kilku lat to nic dziwnego, że tylu nowoprzyjętych nauczycieli w ogóle nie nadaje się do zawodu. Po takich szkółkach, gdzie liczy się tylko kasa, absolwenci nic nie wiedzą i niczego nie potrafią. Z wiedzy, którą zdobyłam w tej szkółce w mojej pracy zawodowej przydają mi się materiały z zajęć, które prowadziło dwóch wykładowców (dwóch z ponad 20!) Pierwsza osoba, to młoda dziewczyna po specjalnej (pracująca z taką pasją i zaangażowaniem, że przy niej 6 godzin mijało nie wiadomo kiedy; pomimo jej młodego wieku, to od niej nauczyłam się więcej niż od całej reszty) i druga starsza kobitka, po integracji sensorycznej, która niestety zmarła tragicznie.
    Ostatnio jak rozmawiałam z koleżanką, która poszła tam na kolejne studia to usłyszałam, że nic się nie zmieniło odkąd ja skończyłam swoje (ciekawe po co wypełnialiśmy te wszystkie ankiety ewaluacyjne?). Tak samo jak ja jest pod wrażeniem wiedzy, zapału i pasji tej młodej kobitki, a o reszcie lepiej nie mówić, bo zajęcia są na tak żenująco niskim poziomie, ze w ogóle szkoda czasu na nie. Niestety okazuje się, ze osoba, którą wszystkie moje znajome oraz ja tak dobrze i ciepło wspominamy i tak bardzo chwalimy od tego semestru już nie będzie pracowała w tej "szkółce" - nie znam przyczyn jej rozstania ze szkołą, ale naprawdę szkoda, bo była bardzo dobra w tym co robiła. Jak widać zostają za to ci, którzy od kilku lat uczą z pożółkłych folii i nie potrafią przekazywać wiedzy. Rzeczywiście WSPaniała to szkoła skoro odchodzą z niej najlepsi?! Dobrze, że Pan ostrzega przed nieuczciwymi praktykami tych wszystkich wsp - w tej szkole, którą kończyłam liczy się tylko kasa, student nic nie znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma rację anonimowa. Potwierdziła się informacja, że już nie pracuje w tej szkole znakomita pedagog wczesnoszkolna. Zastąpiono ją "profesor" z rosyjską habilitacją i słowacką profesurą. To już druga taka postać w tej szkole z rosyjską habilitacją. Tak to niestety jest, że założyciel potrzebuje miernych ale wiernych, trzymając wokół siebie osoby, które już nic nie znaczą w środowisku naukowym. Jakie władze - taka szkoła. To widać. To słychać i także czuć.

      Joanna

      Usuń
    2. To jest przykład, kto w takiej szkółce pracuje, kto pozostaje na usługach... tyle, że nie studentów.

      Tadeusz

      Usuń
  10. "Ostatnio jak rozmawiałam z koleżanką, która poszła tam na kolejne studia to usłyszałam, że nic się nie zmieniło odkąd ja skończyłam swoje..."

    To po co idzie tam na kolejne studia? Czy to nie jest hipokryzja, która utrwala patologie? Bo albo oceny są nieprawdzie - gada bo gada, a jednak czegoś od tych studiów oczekuje, albo idzie dla papierka - a jeśli z takim oczekiwaniem, to jakie ma prawo krytykować "papierową formułę", którą nie tylko akceptuje, ale i umacnia własną, pewnie niemałą kasą. Nie dyskutuję z przedmiotem oceny, nie mam ku temu podstaw, ale jednak coś tu jest nie tak. Do tanga trzeba dwojga!

    OdpowiedzUsuń
  11. Szanowny Panie Profesorze;
    Pragnę jedynie zauważyć, iż wybitnym i niespełna 40 letnim prof. dr hab. jest Tomasz Szlendak zresztą socjolog.
    Pozdrawiam - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy z 23 lutego 2013 godz. 14:14 - zanim kogoś wyzwiesz od hipokrytów zastanów się czy masz do tego prawo. Nie ocenia się ludzi jak się nie zna sytuacji.
    Koleżanka kończyła tam kiedyś licencjat, wtedy jeszcze było normalnie. Po tym jak szkoła wymieniła rektora i pół kadry na podyplomówkę trafiłam tam ja zwabiona pozytywnymi ocenami znajomych i zawiodłam się okrutnie. Przed podjęciem studiów podyplomowych moja koleżanka nie rozmawiała ze mną - nie miałyśmy okazji, pamiętała swoje studia, miała pozytywne doświadczenia więc wróciła do znanego miejsca, a tu Zonk. Spotkałyśmy się ostatnio przypadkiem na jakimś szkoleniu i zaczęłyśmy wspominać stare czasy. Resztę już znasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Po tym jak szkoła wymieniła rektora..." - mylisz się. Najpierw przeczytaj na stronie: www.boguslawsliwerski.pl albo w tym blogu, że to rektor odszedł na znak protestu przeciwko założycielce, która oszukała kadrę naukową. To od tego momentu, kiedy ujawnił, na czym polega nowa taktyka pani kanclerz, zaczął się exodus pozostałych profesorów: odeszli profesorowie: Cz. Kupisiewicz, I. Chrzanowska, a potem doktorzy J. Pyżalski i in. Przed tygodniem odeszła prof. E. Gruszczyk-Kolczyńska. Tak więc warto zwracać uwagę na fakty. Być może kogoś kanclerze zwalniają i wymieniają, ale są też tacy, którzy odchodzą, kiedy naruszane są pewne normy.

      Tadeusz

      Usuń
    2. Przecież nie kwestionuję faktu, że ci wszyscy ludzie z prof. B.Śliwerskim na czele odeszli właśnie dlatego, ze ktoś postanowił zrobić biznes ze szkoły wyższej i założył swój prywatny folwark. Dla mnie jako byłej studentki to znak że szkoła "wymienia " lepszych na gorszych, bo jeśli dobrze kojarzę to obecny rektor jest chyba urologiem?! Myślę właśnie że wymienają wszystkich którzy pamiętają czasy kiedy to prof. B. Śliwerski był rektorem tej szkoły. W związku z tym już nie zamierzam tam studiować, bo to strata czasu i pieniędzy.

      Usuń
    3. Szanowna Pani nie wiem, co dzieje się w b. dla mnie WSP i wiedzieć nie chcę. Pisałem o utracie mojego zaufania do Założycielki i jej matactwach wobec kadry akademickiej. Ktoś to dobrze skorygował że to nie mnie odwołano i zwolniono z tej szkoły, tylko to ja odszedłem na znak protestu co zostało opublikowane. Podobnie było z prof. I. Chrzanowską i dr B. Jachimczak. To one złożyły rezygnacje z funkcji prorektorek i po roku odeszły z WSP.

      Usuń
  13. Szanowny Panie Profesorze;
    Pragnę zapytać jak należy zwracać się do dr hab. który jest profesorem uczelni X przy czym wykłada także na innej uczelni na której jak rozumiem ów status mu nie przysługuje. W związku z tym czy na tej "innej" uczelni należy zwracać się dr hab. czy prof.?
    Proszę wybaczyć mam świadomość, iż ten problem był wielokrotnie poruszany ale nie bardzo mogę odnaleźć konkretną odp.
    Z wyrazami szacunku - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  14. Szanowny Panie Profesorze;
    Pytałem z ciekawości, bo spotkałem się z przypadkiem kiedy to dr hab. zapragnął by zwracać się do niego prof. wobec czego pozwoliłem sobie niegrzecznie zwrócić uwagę, iż jest jedynie prof. uczelnianym. Oburzył się i poczuł urażony. Jednakże było minęło...
    Z poważaniem - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  15. Panie Andrzeju, jeżeli doktor habilitowany ma w szkole wyższej stanowisko profesora, to należy zwracać się do niej/niego "pani/panie profesor/profesorze. Rozróżnienie na profesora uczelnianego i tytularnego jest konieczne w przypadku podawania przed nazwiskiem tego statusu. Niestety, w Polsce narusza się nagminnie prawo, w większości uczelni, gdzie w komunikatach konferencyjnych podaje się przed nazwiskami osób "prof. dr hab. Xxxxx Yyyyy" zamiast "dr hab. Xxxxxx Yyyyy prof. UP" .

    W komunikacji bezpośredniej nie można tego rozróżniać, bo brzmiałoby to dziwacznie np./ Panie Profesorze Tytularny" czy "Pani Profesor Uczelniana". Należy zatem posługiwać się zwrotem - Pani profesor/Panie profesorze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Szanowny Panie Profesorze;
    Rozumiem, to z tym, że ów profesor nie jest profesorem na mojej uczelni jest profesorem innej uczelni więc logicznie rzecz ujmując na mojej uczelni jest dr hab. o ile dobrze pojmuje.
    Czy może jest tak, że tytuł jaki ma na jednej uczelni obowiązuje we wszystkich uczelniach w których wykłada?
    Z poważaniem - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  17. Jezeli nauczyciel akademicki w danej szkole wyższej nie jest zatrudniony na stanowisku (to nie jest tożsame z tytułem naukowym w przypadku posiadania stopnia dra hab.) profesora tej szkoły, to nie zwracamy się per profesor. To, że ma takie stanowisko w innej szkole, nie jest tu uzasadnieniem, bowiem to jest tylko i wyłącznie nazwa stanowiska pracy w jednej, konkretnej uczelni. Jak ktoś ma tytuł naukowy profesora, to obejmuje wszelkie sytuacje i miejsca pracy.

    Obyczajowo - jednak zwracamy się do doktorów habilitowanych per profesor, gdyż jest pewna niezręczność w zwrocie "pani doktor habilitowana". Nie czyniłbym z tego problemu.

    To rozróżnienie ma jednak istotny charakter w dokumentacji, na wizytówkach, w pismach, itp.

    OdpowiedzUsuń
  18. Szanowny Panie Profesorze;
    Dziękuję za gruntowną odp. dobrze wiedzieć, iż jest takowy obyczaj w związku z powyższym nieświadomie zachowałem się nieodpowiednio. Jestem studentem więc ujmowanie zasług wyżej postawionym nie przystoi, jednakże wychodzę z założenia, że jeśli ktoś zna swoją wartość to nie redukuje jej jedynie do posiadanego statusu bądź własnych stopni naukowych.Przy czym jest to tylko moja opinia i widzi mi się...
    Z wyrazami uznania - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  19. Niezręczność nie jest po Pana stronie, ale regulacji prawno-obyczajowych w szkolnictwie wyższym. Jestem od 1999 r.profesorem tytularnym, ale jak student zwròci się do mnie -panie doktorze, to przecież nic się złego nie stanie. Nie zwróciłbym mu na to nawet uwagi, bo ma prawo nie wiedzieć i nie rozróżniać stopnia naukowego od tytułu naukowego i stanowiska akademickiego.
    Ta sytuacja dotyczy także.moich koleżanek i kolegòw po habilitacji. W jednych uczelniach otrzymują stanowisko profesora już niemalże następnego dnia po nadaniu im stopnia dr.hab., a w innych czekają na stanowisko profesora uczelni nawet kilka lat. Oczywiście degradacja tego stanowiska nastąpiła głównie w wyższych szkołach prywatnych, gdzie takie stanowisko jest w tzw. pakiecie pokus. W tych szkołach każdy jest po habilitacji na stanowisku profesora. Szanujące się uczelnie nie szafują rozdawnictwem stanowisk bez rzeczywistego wkładu w rozwój nauki kandydatów do nich. Upadek dobrych obyczajòw i "wyprzedaż" nawet stanowisk profesorskich ma w Polsce miejsce już od kilkunastu lat.

    OdpowiedzUsuń
  20. Szanowny Panie Profesorze;
    Akurat wiedziałem jaki status ma mój rozmówca tzn. że ma stanowisko prof. na innej uczelni. Przed rozmową zapoznałem się z info. dotyczącymi dr. hab. Tylko, że jak ktoś zachowuje się w moim mniemaniu wyniośle i jedynie się przechwala, mało tego nie dotrzymuje słowa, kłamie, a trzymając się poprawności politycznej potrzeba rzec, iż mija się z prawdą wówczas gdy daje "plamę" to według mnie z uwagi na wymiar moralny pełnionej funkcji nie zasługuje na miano prof. Zaznaczam nikogo nie chce tutaj obrazić, czy rzucać oskarżeń na poszczególne z imienia czy nazwiska osoby. Ogólnie piszę, iż tak bywa (bowiem się z tym spotykam), co jest dla mnie osobiście żenujące. Ogólną sytuacje ze stopniami i tytułami profesorskimi znam z książki Pana Profesora pt. Klinika akademickiej pedagogiki. W odp. do wcześniejszej pomyłki z mojej strony rozumiem, że tytuł prof. otrzymuje się z nadania prezydenta RP.
    Podobno rocznie polskie uczelnie opuszcza około 100 tysięcy doktorów. Zdarza się, iż doktorzy w dużych miastach pracują na ksero ukrywając swój stopień naukowy w obawie przed zwolnieniem, to jest skandal. Przykro się robi na myśl, że żyjemy w takim kraju. W obliczu takich sytuacji nie dziwi też fakt odradzania się ruchów nacjonalistycznych itp. o których ostatnio robi się w mediach głośno.
    Z poważaniem - Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  21. Fakt posiadania stopnia naukowego czy tytułu profesora (ten nadaje Prezydent RP) powinien obligować tak do adekwatnego poziomu społeczno-moralnego, jak i akademickiego. Tego jednak nie wyegzekwuje się żadnymi dyplomami. To jest przykre. Osoby pozbawione kultury same świadczą takimi postawami o jej braku.
    Studia III stopnia to pomysł polityczny na redukcją wskaźników bezrobocia oraz bezkrytyczne stosowanie Deklaracji Bolońskiej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Szanowny Panie Profesorze;
    W pewnym nawiązaniu pragnę zaznaczyć, że podobna nieadekwatność i rozbieżność rodzi się i ma swoje źródło w liczbowym systemie ocen uczniów i studentów. Zdarza się, iż prowadzący zajęcia wystawia komuś ocenę 5 na koniec semestru nie rozmawiając z tą osobą ani razu, nie mówiąc już o jakimś jej poznaniu. Ocena liczbowa jedynie, co ujmuje moim zdaniem to zdolność jednostki do odtwarzania nabytych informacji, pomijając jej zdolność np. myślenia, bądź poziom kultury itp. Choć zależne jest to, także od sposobu, bądź techniki weryfikacji wiedzy. Pisząc to jestem świadomy subiektywności ocen opisowych. Jednakże liczbowy system oceniania powoduje, iż często zdolni studenci pozbawieni są stypendiów Rektora itp., a po za tym cóż owa liczba mówi przyszłemu pracodawcy? Pomijam kwestie, iż wiele ocen u wielu nauczycieli jest jedynie wyrazem stopnia dostosowania się tj. wygodnej dla nich bierności ich wychowanków.
    Piszę o tym bo uważam, iż jest to istotne z uwagi na znaczenie jakie odgrywa w osiąganiu pozycji społecznych, choć to dawno już krytykował N. Postman jednakże nadal chyba nie wiele się czyni w kierunku poprawy tej sytuacji.
    Z wyrazami uznania - Andrzej

    OdpowiedzUsuń