środa, 30 stycznia 2013

Rozmowy o edukacji - edukacja w rozmowach


Ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu mała książeczka o wielkiej sprawie, jaką jest edukacja. To Zygmunta Baumana "O edukacji. Rozmowy z Riccardo Mazzeo" (Wrocław 2012). Włoski wydawca i redaktor w Centro Studi Edizioni Erickson w Weronie prowadzi niezwykle interesujący dialog z socjologiem, który sam o sobie mówi, że nie jest Polakiem, ani Brytyjczykiem, tylko Obywatelem Europy.(s.18) Może dlatego tak doskonale rozumie tych, którzy żyją w otwartych społeczeństwach bez jakiegokolwiek zakorzenienia i stałych uniwersalnych wzorów, którzy mają poczucie bycia oszukanymi, przuconymi na śmietniku historii.

Dzisiaj, kiedy po kolejnej awanturze w Sejmie trwa spór społeczny o pociągnięcie do odpowiedzialności posłanki za wyrażanie pogardy i poglądów naruszających godność INNYCH, Riccardo Mazzeo mówi o kryzysie we współczesnej edukacji, i to o tyle szczególnym, że (...) prawdopodobnie po raz pierwszy w nowoczesnej historii zdajemy sobie sprawę, że zarówno różnice między istotami ludzkimi, jak i brak uniwersalnych wzorców, są zjawiskami trwałymi. (...) Teraz stoimy przed większym wyzwaniem: zamiast wzywać do tolerancji musimy stworzyć poczucie solidarności. (s. 9-10) Czy politycy w Polsce uważają, że ich postawy nie są obserwowane, analizowane i oceniane przez młodzież, i że to, jak komunikują się między sobą i ze społeczeństwem jest niezwykle silnym czynnikiem uspołeczniającym (w tym także negatywnie)?

Wiele legło w gruzy. Jedna - obrażliwa wypowiedź posłanki z PiS, akt jawnego okazania braku szacunku do drugiej osoby, do posłanki wrogiego obozu, odbiera wielu pedagogom, nauczycielom w szkołach możliwość odwoływania się do idei inkluzji, tolerancji, albo wprost zachęca do konstruowania ćwiczeń symulujących seans nienawiści, upokarzania innych, by uczniowie mogli doświadczyć, w jakim stopniu są to w stanie wytrzymać, doznać - jakie są granice tykalności INNEGO człowieka? Bauman - chociaż w odniesieniu do osób innej tożsamości narodowej - odpowiada swojemu rozmówcy: Potrzeba bezustannego i codziennego doskonalenia, uczenia się i praktykowania sztuki współżycia z obcymi i z ich odmiennością jest nieuchronna (...) (11)

Być może warto, by psycholodzy kliniczni podjęli w swoich badaniach weryfikację tezy, którą z tak dużą łatwością formułuje Mazzeo: Człowiek, którego wykorzystywano, i który o tym zapomniał, będzie wykorzystywał innych ludzi; człowiek, którym pomiatano i który udaje, że o tym zapomniał, będzie pomiatał innymi. (s.16) Może jednak nie warto z tak dużym uproszczeniem formułować prawidłowości, które nie są weryfikowalne. Bauman, który przecież sam mówi o tym, że życie jest sumą losu i ludzkiego charakteru, kiedy bierze za przykład ofiary okrucieństwa, stwierdza: Pamięć o własnym cierpieniu, a nawet współczesne zjawisko wytworzonej i zapośredniczonej pamięci o cierpieniu, którego samemu się nie przeżyło, nie przydaje ludziom wspaniałomyślności, dobroci czy wrażliwości na ból innych. Wręcz przeciwnie, pamięć ta skłania potomków krzywdzicieli i służy jako przedpłata na konto własnej nieczułości i czek in blanco na własne nieludzkie zachowanie. Jak reaguje na to współczesna edukacja? Czy bierze pod uwagę zjawisko schizmogenezy?

Politycy powinni przeczytać 12 rozmowę Mazzeo z Baumanem pt. Niepełnosprawność, odchylenie od normy, mniejszość jako problem polityczny, bo pedagodzy specjalni będą zapewne do niej sięgać w czasie tegorocznych, a licznych konferencji poświęconych inkluzji. Obecna postdemokracja nie radzi sobie z problemem obrony praw mniejszości, którzy tylko dlatego, że są statystyczną mniejszością, nie powinni być postrzegani i traktowani jako gorsi.

Pojawia się w tym dialogu także inny problem - u nas określanych jako straty szkolne -bowiem dotyczy uczniów, którzy wypadli z systemu edukacji, tak zwanych neetów (not in education), ale także odpowiedzialności polityków-decydentów przed historią i społeczeństwem za podejmowane decyzje. Zaledwie kilka podpisów w zaledwie kilka chwil może zniweczyć to, co tysiące umysłów i dwa razy tyle rąk tworzyło przez długie lata. (s.49)Czy nasi ministrowie mają tego świadomość? Czy też ich postrzeganie edukacyjnego świata na wszystkich szczeblach kształcenia sprowadza się do perspektywy kadencji i partyjnych interesów? Czy zastanawiają się nad tym, że swoją polityką współprzyczyniają się do degradacji społecznej i obniżania szans życiowych młodych pokoleń? Jak długo jeszcze obłuda polityków będzie strategią ich przetrwania kosztem kolejnych, oszukiwanych przez nich roczników dzieci i młodzieży?

Być może w jakimś stopniu kardynalnymi problemami współczesnej edukacji, rozpoznaniem istoty jej uwarunkowań,przejawów i skutków zajmie się Komitet Rozwoju Edukacji Narodowej Polskiej Akademii Nauk, o kórym pisałem w blogu już wcześniej. Prezydium PAN uchwałą z dnia 13 grudnia 2012 r. powołało jego skład przy Wydziale I Nauk Humanistycznych i Społecznych Polskiej Akademii Nauk na kadencję 2012-2014. Wiceprezes PAN prof. dr hab. Mirosława Marody wyraziła w treści aktu nominacyjnego przekonanie, że interdyscyplinarny zespół naukowców i ekspertów oświatowych dokona opracowania oceny aktualnego stanu systemu edukacji w Polsce oraz przygotuje założenia do opracowania spójnej, całościowej i prorozwojowej wizji edukacji obejmującej wszystkie poziomy kształcenia.

Komitet mógł jednak formalnie rozpocząć swoje prace dopiero wczoraj, bowiem proces jego konstytuowania się prawnego w ramach PAN wymagał niemalże roku. Tym samym pozostały z kadencji zaledwie dwa lata, ale - jak słusznie zwrócił uwagę Przewodniczący KREN prof. dr hab. Zbigniew Kwieciński - zadania tego gremium są zbyt poważne, by móc zamknąć je w ramach tak określonej kadencji, której okres nie wynika z niczyjej złej woli czy braku powagi spojrzenia na kwestie edukacji, tylko z istniejących ram czasowych obecnej kadencji władz PAN. Ta kończy się w 2014 r. i jej kolejne władze rozstrzygną o dalszych losach KREN-u. Niesłuszne zatem byłyby jakiekolwiek próby porównywania Komitetu z tymi, które były powoływane przez najwyższe władze państwowe do opracowania diagnozy i strategii rozwoju edukacji w Polsce (Komitet pod kierunkiem prof. Jana Szczepańskiego czy prof. Czesława Kupisiewicza). Wtedy jednak była inna Polska, inne władze, inna sytuacja naszej edukacji.

(fot. Dziekan Wydziału I PAN prof. dr hab. Stanisław Filipowicz otwiera I posiedzenie KREN)


Nie ulega wątpliwości, a z tym chyba zgodzili się wszyscy członkowie KREN, że mamy w kraju do czynienia ze schizoidalnym obrazem stanu polskiej edukacji: ze strony władz oświatowych i szkolnictwa wyższego kreowana jest bardzo dobra ocena jakości kształcenia, wychowania i akademickiej formacji młodych pokoleń, zaś w świetle już istniejących raportów badawczych, często rozproszonych diagnoz lokalnych i ogólnopolskich - nie istnieje już w naszym kraju spójny system edukacji, ale ma miejsce jego "rozpłynnienie się" jako całości z następstwem wielu dysfunkcji i patologii, przy równoczesnym - a niespotykanym w państwach demokratycznych hipercentralistycznym zarządzaniu nim wg strategii top-down.

(fot. Posiedzenie KREN)

Potrzebna jest zatem zdystansowana metaanaliza porównawcza w różnych wymiarach, przekrojach, kontekstach i aspektach edukacji, by dostrzec tak dobre, mocne jego strony, jak i skalę zagrożeń i słabości oraz jawnych i ukrytych ich uwarunkowań. Społeczeństwo jest coraz silniej zdezorientowane, toteż dobra, pogłębiona i, zdystansowana wobec socjotechnik władzy i aplikowanych przez nią ideologii politycznych do praktyki oświatowej, diagnoza, może pomóc nam przynajmniej zrozumieć istotę przemian, ich symptomów i następstw.

W tej chwili jest za wcześnie, by mówić o szczegółach, bowiem prace KREN dopiero zostaną podjęte. Nie ulega jednak dla mnie już teraz wątpliwości, że będą one rozpoznawalne w kraju. I tak nie ma już dokąd uciec, toteż konieczne jest zjednoczenie, animowanie lub poszukiwanie sił ku zmianie.





1 komentarz:

  1. Trzymam kciuki za powodzenie i wytrwałość. Sadzę, że możecie Państwo liczyć na wielu zwolenników w środowisku. Nie da się nadrobić straconego czasu, ale trzeba wreszcie zacząć "odkłamywać" medialna rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń