czwartek, 31 maja 2012

Zaawansowane przygotowania do VII Międzynarodowej Konferencji "Edukacja alternatywna"


Miło mi poinformować, że przygotowania do VII Międzynarodowej Konferencji „Edukacja alternatywna – dylematy teorii i praktyki”, która odbędzie się w Warszawie w dn. 19-21 października 2012 r. są zaawansowane. Patronat naukowy nad nią objął Komitet Nauk Pedagogicznych PAN. W wyniku licznych zgłoszeń naukowców i nauczycieli – edukatorów zapowiada się bardzo interesująca debata, cykl spotkań autorskich i warsztatów pedagogicznych, których istotą będzie poszerzanie naszej wiedzy i doświadczeń w zakresie nowatorstwa pedagogicznego czy szeroko pojmowanych alternatyw edukacyjnych, która mają swoje różne źródła uzasadnień oraz atrakcyjne dla współczesnego procesu kształcenia i wychowania młodych pokoleń rozwiązania. Otrzymaliśmy potwierdzenie udziału zaproszonych przez nas gości zagranicznych oraz krajowych, którzy – jak w trakcie każdej z tego cyklu Konferencji – wprowadzą nas w odmienne od dotychczas dominujących w oświacie i wychowaniu perspektywy konstruowania relacji społecznych, które wspomagają rozwój osobisty dzieci i młodzieży, a także zwracają uwagę na nowe formy i metody pracy pedagogów w ponowoczesnych warunkach społeczeństwa otwartego, informacyjnego i demokratycznego (obywatelskiego).

W związku z włączeniem się naszej Konferencji w ogłoszony przez Sejm Rzeczypospolitej VII kadencji Rok Janusza Korczaka mamy nadzieję, że sprawimy Państwu miłą niespodziankę z zakresu sztuki filmowej. Sprowadziliśmy bowiem do Polski tylko na jednorazową projekcję, objęty cenzurą i nie dopuszczany do emisji zachodnioniemiecko-izraelski film biograficzny, fabularny z 1974 r. Aleksandra Forda pt. Sie sind frei, dr. Korczak (tłum.: Jest pan wolny, doktorze Korczak).

W sesjach plenarnych oraz w sekcjach będą miały miejsce obok naszych wykładowców, wystąpienia profesorów, pedagogów i tutorów z Wielkiej Brytanii. Niemiec,. Austrii i Czech. Referować lub prowadzić warsztaty będą m.in.: Maria Dudzikowa, Zofia A. Kłakówna, Amadeusz Krause, Karel Rydl, Guy Claxton, Stanisław Dylak, Johannes Kiersch, Adriana Wiegerova, Kalus Jürgen Tillmann, Hein Retter, Michael Kirchner, Anna Wiłkomirska, Bogusław Śliwerski, Dariusz Stępkowski, Marek Budajczak, Mariusz Jędrzejko, Volker Edlinger, Marzena M. Adamowicz, Paweł Rudnicki, Paweł Zieliński, Małgorzata Muszyńska, Justyna Dobrołowicz, Maria Groenewald, Jolanta Sajdera, Buddrus Volker, Bożena Tołwińska, Lidia Wollman, Mariusz Budzyński, Aleksandra Olszańska, Teresa Wejner, Beata Orłowska, Grażyna Walczewska-Klimczak, Elżbieta Hornowska, Anna Adamczyk, Zofia Żukowska i in. Wpisując powyższe nazwiska w internetową wyszukiwarkę przekonają się Państwo, że są to osoby mające znaczący wpływ na edukację alternatywną w swoich krajach, a niektóre nawet w świecie.

Szczegółowy program konferencji zostanie Państwu przekazany w drugiej połowie września br. Przypominamy, że opłatę konferencyjną w wysokości 50 zł. (czynni nauczyciele szkół), 150 zł. (pozostali uczestnicy konferencji) należy wpłacić do końca lipca 2012 na konto:

Chrześcijańska Akademia Teologiczna
ul. Miodowa 21 c
00-246 Warszawa

Pekao S.A. O/Warszawa
06 1240 6247 1111 0000 4973 8867
koniecznie z dopiskiem - konferencja Edukacja Alternatywna

Opłata konferencyjna, która jest wyjątkowo nisko skalkulowana, pokrywa koszty cateringu (napoje, dwa lunche), materiały potrzebne do przeprowadzenia warsztatów, koszty przygotowania materiałów pokonferencyjnych. Każdy uczestnik spoza Warszawy rezerwuje sobie noclegi we własnym zakresie. Nie dotyczy to jedynie naszych gości zagranicznych.

Wszelkie dodatkowe informacje czy wyjaśnienia proszę kierować na adres:
boguslawsliwerski@gmail.com
lub
r.nowakowska@chat.edu.pl

Informacje o konferencji znajdują się tez na stronie Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie:
Zainteresowani udziałem w obradach plenarnych, sekcjach czy warsztatach mogą jeszcze kierować swoje zgłoszenia na w/w adresy, pobierając Kartę Uczestnika ze strony: www.chat.edu.pl

środa, 30 maja 2012

Sześć cnót dla przebrandowionych podmiotów edukacji, to i tak za dużo


Piotr Domeracki, Marcin Jaranowski i Marcin T. Zdrenka opublikowali w Wydawnictwie Naukowym UMK w Toruniu małą, ale jakże mądrą i potrzebną w dzisiejszych czasach książeczkę pt. Sześć cnót mniejszych (Toruń 2012), które ich zdaniem lokują się na obrzeżach głównej drogi, jaką biegnie refleksja etyczna mimo, iż one same nawiązują do centralnych zagadnień etyki. Przedstawiają nam wybrane przez siebie cnoty, które - chociaż przysłonięte są przez pierwszorzędne, a przecież wpisywane także przez klasyków pedagogiki humanistycznej, liberalnej, klasycznej i duchowej (Prawda, Dobro, Piękno, Odwaga. Godność, Sprawiedliwość czy Miłość) w normatywne założenia procesu wychowania - wymagają odkurzenia, hermeneutycznej renowacji, by mogły pełniej zaistnieć w kształtowaniu praktyk moralnych w społeczeństwach od nich uciekających lub dystansujących się wobec nich.
Skoro sama etyka ponowoczesności przeżywa kryzys normatywności, to trudno się dziwić, że zanika jej przenikanie do naszej codzienności, do bezpośrednich doświadczeń moralnych, szczególnie osób, od których należałoby tych cnót wymagać. No cóż, dzisiaj już nie ma problemu „zobowiązującego szlachectwa:”, skoro kupuje się je w różnej postaci i wpisuje w pełnione role jako oczywistość, niszcząc tym samym zaufanie i nadzieje do siebie tych, którzy idealistycznie postrzegają jeszcze świat i z ufnością włączają się w czyjeś inicjatywy. Autorzy tego studium afirmując moralne zalety życzliwości, szacunku, dbałości, prawdomówności, towarzyskości i humoru, w znakomitym stylu wydobywają na jaw uciążliwość ich braku.

We „Wprowadzeniu” do tomiku przywołują słowa z powieści „Gra anioła: Carla Ruiza Zafóna:
To tak jak stare powiedzenie: powiedz mi, czym się chlubisz, a powiem ci, czego ci brakuje. Powszechna prawda. Dyletant zawsze chce uchodzić za eksperta, sadysta za samarytanina, grzesznik za świętoszka, prześladowca za dobroczyńcę, sprzedawczyk za patriotę, arogant za skromnisia, ordynus za eleganta, a głupiec za mędrca”. (s. 15)

Etycy zapraszają do swoistej wiwisekcji, autorefleksji i samooceny, unikając zarazem moralistyki czy – jak pisał Melchior Wańkowicz – „dydaktycznego smrodku”, pozostawiając nas samych z rozpoznawalnym brakiem w relacjach społecznych cnót przez nich odnalezionych poza rejonami sporów o naczelne zasady etyki. (s. 16). Teoretycy wychowania, pedagodzy szkolni, opiekuńczo-wychowawczy, pedagodzy społeczni, pedagodzy… wszystkich maści, nawet ci od bezpieczeństwa i kosmetologii, powinni sięgnąć po ten tytuł, by uświadomić sobie, że brak cnót kardynalnych w codziennym życiu oświatowym i akademickim pogłębia nieobecność cnót mniejszych, dezawuując istotę, znaczenie, sens podejmowanych wysiłków lub odsłaniając nicość, pozór i nonsens tego, co niektórzy czynią na co dzień.

Każdego dnia w mediach pojawiają się informacje, reklamy, doniesienia, relacje demistyfikujące w procesie kształcenia i wychowania fundamentalne u osób, które kierują tymi procesami lub są podmiotami prowadzącymi placówki oświatowe czy akademickie – brak prawdomówności, życzliwości, towarzyskości, szacunku, dbałości i humoru. Nieustannie, od wieków trwa wyścig między policjantami i złodziejami cnót, między nadawcami, którzy są ich nośnikami i faryzeuszami, obłudnikami. Amoralna chęć zysku sprzyja temu, że dzisiaj już niemal wszystko jest na sprzedaż. Nauka jak nigdy wcześniej odsłania nie tylko tajniki prawdy, ale także „uczy” tego, jak kłamać, fałszować, jak ją pozorować, by pod pozorem dociekania istoty rzeczy afirmować zarazem jej zaprzeczenie.

Właśnie dlatego większym wzięciem na rynku wydawniczym cieszą się nie tyle książki na temat tego, jak być powinno, tylko jak postępować, żeby nie rozpoznano w tym fałszu, nieprawdy, pozoru, kitu. To specjaliści od marketingu i psychologii społecznej kształcą kadry zarządzające powszechnymi czy wyższymi szkołami prywatnymi w podtrzymaniu braku nie tylko tych cnót, by ich właściciele czy założyciele mogli - pod szyldem jeszcze powszechnie uznawanej nazwy - skrywać zaprzeczenie cech, które są istotne dla wiarygodności placówek mieniących się oświatowymi czy akademickimi (wyższymi). Brak u nich cnót mniejszych sprawia, że ze stoickim spokojem podchodzą do wartości i ideałów, którymi mają przesiąknięte statuty, misje, regulaminy czy procedury, tylko nie codzienną praktykę.

Rebranding czy jak kto woli - przebrandowienie staje się znakiem naszych czasów, świadectwem skrywania patologicznych w placówce procesów, jej dysfunkcji, a tym samym i złej o niej opinii w wyniku zmiany nazwy szkoły, jej wizerunku lub logo. Jak chcecie przekonać się o tym, że ktoś i gdzieś przebrandował swoją firmę, a więc podjął działania na rzecz repozycjonowania jej produktu, to albo oznacza to, że postanowił szkołę powszechną lub wyższą wplątać w mechanizmy rynkowego oszustwa, albo chce odświeżyć jej dotychczas negatywny wizerunek, by złapać naiwnych na „lep nowego”, chociaż skrywającego stare patologie produktu. Tak, tak, niektórew produkty są nieświeże, zepsute, lekko podmalowane, inaczej podświetlone, opakowane, byle tylko ktoś je kupił. Prymitywizm rynkowych graczy, cynizm i obłuda niektórych jej uczestników, a nade wszystko: zamiast życzliwości – obskurantyzm, zamiast szacunku – chamstwo, zamiast dbałości – lekceważenie, zamiast prawdomówności – fałszerstwo, zamiast towarzyskości – kolesiostwo i zamiast humoru – śmieszność, prędzej czy później i tak są rozpoznawalne.

Gorąco polecam tę książkę wszystkim tym edukatorom, nauczycielom, rodzicom, którym zależy na dobrym wychowaniu młodych pokoleń Polaków, by w przyszłości, rozpoznawali cnoty i ich przeciwieństwa. Zaproponowany przez autorów eksperyment myślowy przyda się wielu, zanim będzie za późno.



wtorek, 29 maja 2012

Worldmapper


To jest nazwa internetowej kartografii europejskich zagrożeń i światowego ubóstwa (także edukacyjnego). Coraz częściej spotykamy w Internecie interaktywne mapy różnych zjawisk społecznych, które są tworzone w zależności od zainteresowań polityków, ale i specjalistów, ekspertów, ostrzegających społeczeństwo lub uczulających je na istotne sprawy. Medialnie najlepiej sprzedają się te, które dotyczą zjawisk patologicznych, a więc np. zagrożeń przestępczością. Jeśli zajrzymy na stronę tygodnika niemieckiego „Spiegel on-line” http://www.spiegel.de/flash/0,5532,14604,00.html, to przekonamy się, że wśród państw Unii Europejskiej nasz kraj na całe szczęście nie przoduje wśród tych, w których jego obywatele doświadczyli przemocy ze strony przestępców (napady, kradzieże, gwałty itp.). Ranking państw ze względu na nasilenie w nich przestępczości wygląda bowiem następująco: 1. Irlandia; 2. Wielka Brytania; 3. Estonia; 4. Holandia; 5. Dania; 6. Belgia; 7. Szwecja; 8. Polska; 9. Niemcy; 10. Finlandia i Luksemburg.

Pedagogów, nauczycieli i polityków oświatowych powinna jednak zainteresować inna strona internetowa http://www.worldmapper.org/ - a mianowicie strona nietypowego interaktywnego „Atlasu świata” (Worldmapper. The Human Anatomy of a Small Planet), którego autorami są Graham Allsopp, Anna Barford, Ben Wheeler i John Pritchard z Uniwersytetu w Sheffield oraz Mark Newman z Uniwersytetu w Michigan. Pojawił się on w Internecie jako efekt wieloletnich prac badawczych naukowców, którzy reprezentują nową orientację w naukach o Ziemi, jaką jest kartografia humanistyczna. Imponująco przedstawione są najbardziej bolesne sprawy tego świata – od analfabetyzmu, poprzez problemy demograficzne, zdrowotne, socjalne i kulturowe. Na kolorowych mapach zaprezentowane są wskaźniki powyższych zjawisk w 200 krajach świata, odkrywając w nich przestrzenie dobrobytu, nadwyżek aż po zakres największego i najgłębszego ubóstwa. Dane globalne są niezwykle interesujące, niektóre wręcz porażające, bo uświadamiają nam znacznie szerszy kontekst i wymiar istnienia pewnych zjawisk, niż byliśmy do tego przygotowani. Im bardziej zatapiamy się w beznadziejną, pozbawioną perspektyw i oparcia na rzetelnych danych naukowych politykę oświatową naszego resortu edukacji, tym bardziej izolujemy się od świata odwracając uwagę od spraw o charakterze globalnym, a prędzej czy później także docierających do naszego kraju.

Przykładowo, wystarczy sobie uświadomić, jak wygląda problem alfabetyzacji w świecie. W świetle powyższych badań obejmujących osoby między 15-24 rokiem życia okazuje się, że aż 88% stanowią osoby, które opanowały podstawowe umiejętności w zakresie czytania, pisania i liczenia. Ponad połowa osób z pozostałej grupy wiekowej, czyli analfabetów - żyje w Azji. Jeśli jednak przyjrzymy się tym wskaźnikom pod kątem płci to się okaże, że największa liczba analfabetów, a obejmująca aż 2,6 miliona populacji świata dotyczy dziewcząt, w tym w 24% dziewcząt w wieku 15-24 lat. Najwięcej analfabetek pochodzi z Jemenu (69% kobiet w stosunku do 28% mężczyzn), z Nepalu (62% w stosunku do 26%), z Mozambiku (62% w stosunku do 31%) czy środkowych republik Afryki (64% w stosunku do 34%). Do szkół ponadpodstawowych uczęszcza 73 mln. dzieci na świecie w stosunku do 122 mln. dzieci w tym wieku, przy czym w Chinach wskaźnik ten obejmuje 89% populacji a w północnej Afryce 45%, w południowo-wschodniej Afryce już tylko 25%, zaś w centralnej Afryce tylko 13%. Najmniejszy wskaźnik jest w Nigerii i wynosi 5%. Ok. 105 milionów młodzieży uczęszczało w 2002 r. do szkół średnich. Najwyższy odsetek odnotowano w Finlandii. Największe zainteresowanie tym poziomem kształcenia wśród kobiet odnotowuje się w Japonii, gdzie w szkołach średnich uczy się 46% dziewcząt, a w Korei Południowej już tylko 34%. Itd.

poniedziałek, 28 maja 2012

POL-on rejestruje i demistyfikuje akademickie nieprawidłowości

POL-on to nowa baza danych m.in. o kadrze akademickiej, jaką posługuje się Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a która powoli zaczyna działać. Wprawdzie nie wiadomo, czy wypełniający elektronicznie formularz akademickiej bazy danych pracownicy wyższych szkół prywatnych ujawnili prawdę. Dla pracownika nadzoru w ministerstwie widoczne jest jednak to, kto jest zatrudniony w takiej szkole jako podstawowym dla niego miejscu pracy, a kto na drugim etacie. Jest to o tyle istotne, że w Polsce wiele takich "wsp" posiada uprawnienia do kształcenia na studiach II stopnia, a więc na tzw. studiach magisterskich, gdzie musi być spełniony tzw. minimalny stan samodzielnych pracowników naukowych, a więc doktorów habilitowanych lub profesorów i pracowników pomocniczych - ze stopniem doktora nauk. Właściwie, analiza danych tego systemu wystarczy, by skierować do władz tych szkół zawiadomienie o niespełnianiu przez nie minimum kadrowego, a tym samym o obowiązku zawieszenia rekrutacji na dany kierunek studiów.

Nie ma bowiem w ponad trzystu wyższych szkołach prywatnych z zatrudnieniem nauczycieli akademickich do prowadzenia studiów I stopnia, a więc studiów licencjackich, gdyż uczelnie publiczne wykształciły dużą liczbę doktorów, a samodzielni pracownicy naukowi mogą w nich pracować na drugim etacie. Paradoksalnie, im niższy jest szczebel kształcenia wyższego, tym większa wiarygodność szkół, gdyż zatrudnienie drugoetatowych pracowników nie stanowi dla nich szczególnej bariery. Spokojni zatem mogą być kandydaci np. na pedagogikę, którzy wybiorą studia w wyższej szkole prywatnej, która kształci jedynie na poziomie studiów I stopnia-licencjackich. Największe trzęsienie czeka te "wsp", które mają uprawnienia do prowadzenia studiów magisterskich, gdyż wiele z nich nie było od lat, a niektóre nie są od niedawna w stanie spełnić minimalnych wymogów kadrowych. Część z nich przeinwestowała lub ich właściciele roztrwonili nabyty majątek, a część nadal podchodzi do tego "biznesowo" na zasadzie, jak się nie uda, to nie szkodzi. Ważne jest, by jak najdłużej korzystać z napływu środków i możliwości konsumowania ich na cele sprzeczne z funkcjami szkoły. Te jednak znane są tylko nielicznym pracownikom z kręgu właścielsko-założycielskiego.

Rektorzy tego typu nierzetelnie prowadzonych uczelni powinni o tym sami informować ministerstwo, ale wielu tak nie czyniło i nie czyni, gdyż działaliby na własną niekorzyść lub pod presją założyciela (właściciela) wyższej szkoły prywatnej, od którego zależy ich (często dodatkowy) etat, a więc i płaca. Niektórzy uważają, że trzeba korzystać z bałaganu informacyjnego, z tego, że być może w resorcie nauki i szkolnictwa wyższego nie połapią się w brakach kadrowych i będzie można naciągnąć kolejną grupę naiwnych kandydatów na studia, których zwabią informacje o rekrutacji na nowy rok akademicki 2012/2013. Oni przecież nie mają dostępu do żadnych baz danych ministerstwa. Skąd mogą wiedzieć, że taka "wsp", która nawet dość dobrze prezentuje się w internecie, w rzeczywistości jest "firmą" upadłościową, tylko skrywającą swój nędzny stan posiadania. Markowania uczą się w ramach studiów podyplomowych, a i władze pokazują, jak można odwracać uwagę społeczeństwa od istotnych braków, niespełnionych obietnic czy patologii we własnej strukturze.

Kandydaci na studia nie wiedzą, że do rektora takiej uczelni wpłynęło powiadomienie o braku w składzie tzw. kadry minimum czy o tym, że został jej właścicielowi wymówiony najem lokalu. W nowym roku akademickim nie spotkają w tej szkole - uwidocznionych na stronie internetowej – nauczycieli: profesorów czy doktorów, ani też nie będą mieć zajęć w budynku, który jeszcze teraz stanowi siedzibę szkoły. Niektórzy założyciele tych szkół zmienili swój status założycielski, by uciec od materialnej odpowiedzialności z tytułu bankructwa, niewypłacalności lub częściowego zajęcia ich majątku przez komornika czy wierzycieli. Piękne hasła zdobią ich oferty przyjęć na studia, które albo się nie rozpoczną, albo jeśli już, to na pewno nie w tym miejscu i nie z tymi "akademickimi wabikami".


Jak ktoś bardzo chce, to może przejrzeć opublikowane rankingi wyższych szkół w Polsce, aby przekonać się, że nie znajduje się w nich większość wyższych szkół prywatnych, gdyż ich założyciele unikają ujawnienia danych, w wyniku których szkoła wylądowałaby na dalekiej pozycji. Te zaś, które w poprzednich latach występowały na listach rankingowych, w tym roku zanotowały radykalny spadek, chociaż i tak są wysoko, skoro 2/3 takich "wsp" w ogóle nie zostało zgłoszonych do "rankingu". Jak pisze Rafał Pisera z tygodnika "WPROST" - "Podobnie jak w ubiegłym roku część uczelni nie zdecydowała się wziąć udziału w rankingu. Dla jednych wypełnienie kwestionariusza stanowiło zbyt duży wysiłek organizacyjny, inne uznały, że zastosowane przez nas kryteria nie pozwolą im w pełni zaprezentować swojego potencjału, jeszcze inne, że po prostu zajmą zbyt niską pozycję w zestawieniu". (Dwa światy nauki, WPROST, Nr 20,2012, s. 83)

Czekamy zatem, aż Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zacznie publikować informacje o tym, które wyższe szkoły prywatne nie spełniają na danym kierunku studiów minimalnych wymogów formalnych, żeby kandydaci wiedzieli, gdzie stracą zainwestowane w swoje marzenia o dyplomie (wykształceniu) pieniądze. Teraz niech poświęcą się rozmowom z już lub jeszcze studiującymi na danym kierunku studiów czy analizie rankingów, by zobaczyć, jak w ciągu jednego roku akademickiego wiele ubiegłorocznych, wysoko lokujących się "wsp" spadło w rankingu, potwierdzając tendencję, którą trudno im będzie odwrócić oraz niech zobaczą, kto na tej liście jest nieobecny.

Kandydaci na studia powinni zatem w pierwszej kolejności wybierać studia w uczelniach publicznych i akademickich wyższych szkołach niepublicznych (z uprawnieniami do nadawania stopni naukowych) lub w niepublicznych wyższych szkołach zawodowych, które prowadzą studia licencjackie, o ile mają informację zwrotną od już studiujących, czy, jak i przez kogo prowadzone są w nich zajęcia. Tegoroczny ranking "Wprost" wykazał, że na pierwszym miejscu wśród uczelni pedagogicznych jest podobnie jak w ubiegłym roku - Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, zaś na drugie awansowała z szóstego miejsca Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (opisywałem Jubileusz tej Uczelni). W następnej kolejności są: Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu, Akademia Pomorska w Słupsku i Wyższa Szkoła Filozoficzno-Pedagogiczna “Ignatianum” w Krakowie. Pedagogika jako kierunek studiów jest także w innych akademiach publicznych i uniwersytetach, które dysponują nie tylko odpowiednią kadrą naukową, ale i godnymi warunkami do kształcenia studentów.


Jak widzimy, zmierza ku końcowi okres ochronny dla oszustów, wyłudzaczy, manipulatorów z tych "wsp", które wprowadzały i/lub wprowadzają w błąd co do realizowanych przez siebie założonych funkcji tak władze właściwego resortu, Polską Komisję Akredytacyjna, jak i przede wszystkim swoich klientów, czyli płacących za własne studia studentów. Ministerstwo już weryfikuje zawiadomienia tzw. "wsp" i stwierdza braki czy nieprawidłowości, zwracając dokument jednostce do poprawy drogą elektroniczną. Mamy nadzieję, że wyegzekwuje także zmiany kadrowe lub wyeliminuje z rynku nierzetelne placówki.

niedziela, 27 maja 2012

Parametryzacja osiągnięć naukowych w naukach humanistycznych i społecznych

Wydział I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN zajął stanowisko w sprawie parametryzacji osiągnięć naukowych przedstawicieli nauk humanistycznych i społecznych, kierując je na ręce minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Przedstawione w projekcie Rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 27 10 2011 roku w sprawie kryterium i trybu przyznawania kategorii naukowej jednostkom naukowym propozycje częściowo wychodzą naprzeciw oczekiwaniom badaczy i nauczycieli akademickich reprezentujących nauki humanistyczne i społeczne. Dotyczy to przede wszystkim oddzielnej oceny jednostek naukowych dla grupy nauk humanistycznych i społecznych, nadania wyższej rangi czasopismom z listy ERIH oraz przypisu 4. o równoważnych do monografii form dorobku naukowego (choć równoważność niektórych form jest wielce wątpliwa).
Jednak szczegółowe propozycje dotyczące oceny dorobku naukowego dla grupy nauk humanistycznych i społecznych świadczą o nieznajomości lub ignorancji specyfiki tych obszarów badawczych. Stąd wyrażamy swój sprzeciw i to z kilku następujących powodów:

• Traktowanie za monografię opracowania o objętości 6 arkuszy jest w naukach humanistyczno-społecznych nie do przyjęcia – przypomina ono w istocie skrypt czy broszurę. Monografia w naukach humanistyczno-społecznych, opatrzona w szczegółową dokumentację i bibliografię to z reguły opracowanie co najmniej kilkunastu-arkuszowe. Wymagana nie większa niż 6-arkuszowa monografia grozi temu, że solidne opracowania monograficzne znikną z rynku wydawniczego lub też, w celu uzyskania dużej liczby punktów parametrycznych, będą dzielone na okaleczone części nie przyczyniające się do rozwoju nauki.

• Ocena monografii, nad którą badacz pracuje z reguły przez okres kilku lat na równi z punktacją za najniżej oceniane czasopismo z listy JCR (20 punktów) to deprecjacja osiągnięć badawczych humanistyki.

• Autorstwo za rozdział w monografiach (2 punkty) i ich redakcję naukową (3 punkty) to także przejaw ignorancji dla osiągnięć naukowych humanistów. W większości przypadków redagowane monografie pokazują nowe trendy badawcze, tworzenie nowych Szkół itp w określonym obszarze humanistyki.

• Dla humanistyki i nauk społecznych jest niedopuszczalne, aby podręczniki akademickie nie podlegały punktacji parametrycznej. Podręcznik jest owocem wieloletniej działalności akademickiej, udokumentowanej własnymi badaniami i to w nim w sposób spektakularny uwidacznia się związek nauki z dydaktyką wyrażany często w stwierdzeniu, że „istotą kształcenia akademickiego jest jego ścisłe powiązanie z nauką”. Specyfiką podręczników w dyscyplinach humanistyczno-społecznych jest to, że nie przedstawiają one jednoznacznej i nie podlegającej często dyskusji wiedzy. Ich autorzy z gąszczu niekiedy sprzecznych danych i konkurujących ze sobą teorii stanowiących podstawę interpretacji tych danych, a także na podstawie wyników własnych badań, dokonują niezbędnych syntez i integrują występującą w danej dyscyplinie wiedzę, odwołując się przy tym do bogatych źródeł bibliograficznych. Na tym polega specyfika badawcza autorów podręczników akademickich reprezentujących te dwa obszary nauki.

• Niepokój środowisk humanistyczno-społecznych budzi ocena parametryczna czasopism, szczególnie w kontekście proponowanych przez MNiSzW kryteriów oceny, które nie przylegają do specyfiki czasopism (szczególnie polskojęzycznych) do tego obszaru badań. Pozwalamy sobie zachować dyskrecję jeżeli chodzi o nazwiska niektórych naszych wybitnych badaczy w zakresie humanistyki, których indeks cytowań jest zerowy lub bliski zera! To podważa celowość oceny czasopism w tym obszarze nauki z tego punktu widzenia. To samo dotyczy takich kryteriów jak: zagraniczna afiliacja autorów publikacji naukowych, umiędzynarodowienie recenzentów, redaktor językowy, redaktor statystyczny, redaktor tematyczny. Są to kryteria być może oczywiste dla nauk ścisłych i przyrodniczych – dla humanistów brzmią one niekiedy wręcz humorystycznie.

• Tak skonstruowany system ocen spowoduje (i już powoduje) bardzo utrudniony dostęp do środków na badania, ponieważ uczeni reprezentujący nauki humanistyczne i społeczne przegrywają w starciu z przedstawicielami innych dyscyplin. Jaskrawym tego przykładem są wyniki konkursu MAESTRO na granty Narodowego Centrum Nauki.

Reasumując, uważamy, że zaproponowane kryteria oceny parametrycznej i ocen czasopism dla nauk humanistycznych i społecznych wymagają radykalnej rewizji. Są one nieadekwatne do specyfiki wspomnianych nauk. Ich zastosowanie w postaci zaproponowanej w Rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wbrew oczekiwaniu, nie wpłynie na rozwój tych nauk – wręcz odwrotnie, może ten rozwój zahamować.


sobota, 26 maja 2012

Esencja człowieczeństwa pedagogów podwójnej tożsamości


Święto Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, najstarszej w Polsce uczelni pedagogicznej, ukoronowało nadanie doktoratu honorowego emerytowanemu profesorowi nauk politycznych Szewachowi Weissowi z Izraela. Był to już czwarty doktorat honorowy, jaki został przyznany temu wybitnemu politykowi, b. ambasadorowi Izraela w Polsce w latach 2001-2004. Akademię uprzedziły takie uczelnie, jak: Uniwersytet Wrocławski (2006), Uniwersytet Medyczny w Łodzi (2011) i Uniwersytet Warszawski (2011). To, co wydarzyło się 25 maja 2012 r. w APS w Warszawie, było niewątpliwie dopełnieniem powyższych godności i szczególnego rodzaju podkreśleniem zasług tego humanisty dla budowania mostów między obu naszymi narodami. Obchodzimy w kraju nie tylko symbolicznie - Rok Janusza Korczaka – mistrza międzykulturowego dialogu. To o nim Szewach Weiss powiedział w poruszającym przemówieniu, że był esencją człowieczeństwa.


Laudację wygłosił prof. dr hab. Adam Frączek – kierownik Katedry Psychologii Społecznej i Katedry UNESCO im. Janusza Korczaka APS w Warszawie, którego jednostka wnioskowała o wszczęcie w tym roku akademickim procedury i powołanie recenzentów, profesorów Włodzimierza Lengauera – Prorektora Uniwersytetu Warszawskiego, Tomasza Nałęcza – aktualnie doradcy Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Janusza Gęsickiego – Dziekana Wydziału Nauk Pedagogicznych APS. Senat tej Uczelni w dn. 18 kwietnia 2012 r. podjął uchwałę o nadaniu Profesorowi Szewachowi Weissowi zaszczytnego tytułu doktora honoris causa Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.


Prof. Adam Frączek wskazał w swojej laudacji na złożoność i bogactwo życiowych, w tym społeczno-politycznych doświadczeń Szewacha Weissa, jego dokonań naukowych i w zakresie kształcenia także polskiej młodzieży. Był on bowiem w 2007 r. profesorem wizytującym w APS, a obecnie kształci studentów Uniwersytetu Warszawskiego na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Jak odnotował w swojej recenzji prof. T. Nałęcz – „ (…) zaliczenie Profesora Szewacha Weissa w znakomity poczet doktorów honoris causa APS będzie miało szczególne znaczenie. Misją Akademii jest m.in. przygotowanie pedagogów do wyjątkowo odpowiedzialnych i trudnych powinności nauczycielskich. Jej absolwenci przywracają radość życia i wiarę w siebie dzieciom i młodzieży najbardziej boleśnie dotkniętej przez los. A właśnie ta kwestia Profesorowi Szewachowi Weissowi leży szczególnie na sercu.

Także prof. APS Janusz Gęsicki stwierdził w swojej recenzji, że Szewach Weiss zaliczany jest do „lekarzy dusz ludzkich”, dopisującym się swoją misją i politycznymi dokonaniami do spadkobierców spuścizny także założycielki i patronki APS – Marii Grzegorzewskiej, której idea „Nie ma kaleki - jest człowiek” odnajduje się w nich w zupełnie nowym wymiarze. Każdą odmienność (religijną, narodową, polityczną) należy uczłowieczyć. Bo każdy zasługuje na wysłuchanie. Jeżeli ktoś, tak jak Szewach Weiss, ma ucho wyczulone na tego rodzaju wyzwania, to jest pedagogiem. Co więcej pedagogika jest nauką interdyscyplinarną. Przyjmuje pod swoje skrzydła różnych specjalistów. Powinna więc przyjąć również Szewacha Weissa (…), który jest pielgrzymem zmierzającym (…) do lepszego świata tolerancji, pokoju i wzajemnego zrozumienia. Pokazuje, że nawet w ponowoczesnych czasach można być pielgrzymem.

Historyk Uniwersytetu Warszawskiego – prof. Włodzimierz Lengauer – podkreślił w swojej recenzji, że wyróżniony Doktor Honorowy jest (…) nie tylko wielką indywidualnością i osobowością znaną szeroko w świecie, ale przede wszystkim człowiekiem
symbolem, ważnym tak dla kultury polskiej i żydowskiej, jak i całej europejskiej, a przez to światowej.(…) Jego polskość jest równie niewątpliwa jak jego żydowski los. Opuściwszy ziemie polskie jako dziecko, o dziś włada piękną polszczyzną z lekkim akcentem nazywanym u nas „kresowym”. Przeszedł piekło Holokaustu i został obywatelem Izraela, który potrafił służyć swojemu krajowi z bronią w ręku, ale także budując kraj , współtworząc jego unormowane życie polityczne i społeczne, przyczyniając się do rozwoju ośrodków akademickich i w końcu pełniąc najwyższe funkcje państwowe. Służąc swojemu krajowi oddał nieocenione zasługi Polsce, swojej pierwszej ojczyźnie, tak jako ambasador Izraela w Polsce, jak i profesor polskiej uczelni
.

W opublikowanej na tę okoliczność wypowiedzi Doktor Honoris Causa dzieli się motywacją podjęcia się służby dyplomatycznej w Warszawie po zakończeniu swojej misji przewodniczącego Knesetu:

Jadąc do Polski, czułem, że jestem ambasadorem nie tylko narodu żydowskiego i Izraela, ale także moich nieżyjących braci, sióstr, babć i dziadków. Przyjechałem Do Warszawy, do Pałacu Prezydenckiego, i złożyłem listy uwierzytelniające, aby służyć tu mojemu państwu, rozwijać kontakty z rządem, Senatem, Sejmem, samorządami, z polską elitą, polskim narodem nawet w najbardziej odległych miasteczkach i wioskach. Przyjechałem tu na cmentarze żydowskie, do pomnika Rapaporta w getcie warszawskim, do Umschlagplatzu. By usiąść przy pomniku Artura Rubinsteina w Łodzi i wsłuchać się w dźwięki jego muzyki. Także po to, żeby przy pomniku Juliana Tuwima jeszcze raz usłyszeć jego poezję. Przyjechałem jako wciąż wędrujący ambasador, by spotkać się z ostatnimi żyjącymi w Polsce Żydami, porozmawiać z Markiem Edelmanem po polsku lub w jidysz, odwiedzić miasta i miasteczka pełne żydowskiej architektury, wąskich uliczek. Zobaczyć zburzone synagogi i zaniedbane cmentarze. Przyjechałem do Polski również po to, żeby spotkać wspaniałą Wisławę Szymborską, drogiego Czesława Miłosza, by być blisko Władysława Bartoszewskiego i Ireny Sendlerowej która z takim oddaniem ratowała żydowskie dzieci. Jestem tutaj także dlatego, że chciałbym abyśmy wspólnie pokonali antysemityzm, ksenofobię i rasizm. Przyjechałem do Polski, żeby spotykać się z polską młodzieżą, z młodym i odważnym pokoleniem, które śmiało spogląda w lustro historii i otwarcie mówi o patologiach, jakie zdarzyły się wśród Polaków w czasie II wojny światowej. (...) Te wszystkie symbole i zdarzenia, których na co dzień w Polsce doświadczam, dają mi pewną nadzieję, że choć trochę udało mi się zbliżyć nasze narody. wierzę, że proces gojenia ran, który wspólnymi siłami udało nam się rozpocząć, szybko znajdzie zakończenie..(…)

W poruszającej mowie Szewach Weiss pytał nas-pedagogów: Jak to zrobić, by pamięć o Holokauście przeszła pewną metamorfozę na dobro, na tolerancję, na lepszy świat, na never again, nigdy więcej, ale i by następne pokolenia miały już lepsze życie?!
Wspomniał jeszcze na koniec, jak to miał szczęście w swoim życiu, bo został uratowany przed zagładą, a kiedy jechał na pół roku przed powstaniem państwa Izraela, jako małe dziecko uratowane z Holokaustu, to przecież pierwszy premier Dawid Ben Gurion był z Polski. W pierwszym rządzie Izraela na dwanaście osób, wszystkie mówiły po polsku. Wszyscy Żydzi rozproszeni po świecie pochodzą z Polski. To jest nadzwyczajna sprawa. To w Polsce było najwięcej "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata". Na Polskę się patrzy, ponieważ tu naród żydowski żył ponad 800 lat. Mój naród nie ma pojęcia, czym jest Polska dla nas. Dlatego jak ja spotykam się tutaj ze zjawiskiem antysemityzmu, to to jest strasznie bolesne. To jest zatem nasze wspólne wyzwanie. Warto uczyć się w cieniu i świetle przepięknej, cudnej duszy Janusza Korczaka. Warto wierzyć w takie wyzwania, by w życiu narodu nie było przesadnego patriotyzmu, bo w swoim ekstremum wszystko zepsuje. Nawet jak ludzie podchodzą do tego z pełnym przekonaniem, to nie mają racji. Pamiętajmy, nie warto mieć za dużo racji! Warto mieć za to dużo humoru wobec siebie i wobec innych!

Opublikowany właśnie wywiad-rzeka Anny Jarmusiewicz z Szewachem Weissem, rozpoczyna się od pedagogicznego wspomnienia zasad, jakimi był on obdarzony przez swoją matkę, a które rzutowały na jego sposób życia. Ujmuje je w formie następujących haseł, najpierw w jidysz, a następnie po polsku:


Un a mechszel: żeby ci się wszystko udało bez przeszkód

Koaine hore: żebyś nie miał „złego oka”, czyli nieżyczliwych ludzi koło siebie

Oto gezugt: a niech sobie mówią, co chcą – a ty rób swoje

Takie buty z cholewami – czyli: jest źle, ale nie wolno tracić nadziei, trzeba walczyć dalej.

(Szewach Weiss w rozmowie z Anną Jarmusiewicz, Takie buty z cholewami, Kraków: Wydawnictwo m 2012, s.7)






piątek, 25 maja 2012

Najstarsza uczelnia pedagogiczna w Polsce


obchodzi swoje 90-lecie. Święto tej jedynej swego rodzaju Akademii nie tylko w Polsce, ale i w Europie, bo w nazwie i swojej misji wyraźnie określającej przygotowywanie nauczycieli i wychowawców do pracy w zakresie wszystkich specjalności pedagogiki specjalnej, ale także szeroko rozumianych pedagogów, pracowników służb socjalnych/społecznych i edukatorów jest nasycone tym, co ma w edukacji akademickiej przyszłych pedagogów najwyższą wartość, a mianowicie - radość służenia INNYM, pasja i zaangażowanie mistrzów wyjątkowej profesji czy roli społeczno-zawodowej. Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie jest kontynuatorką działalności Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej powstałego w 1922 roku z połączenia Państwowego Seminarium Pedagogiki Specjalnej i Państwowego Instytutu Fonematycznego. Założycielką i patronką Uczelni jest Profesor Maria Grzegorzewska. W Państwowym Instytucie Pedagogiki Specjalnej kształcenie pedagogów specjalnych odbywało się na poziomie: półwyższym (w latach 1922 - 1970) oraz wyższych studiów zawodowych (w latach 1970 - 1973). W 1973 r. Uczelnia przyjęła nazwę Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej. W 1976 r. uzyskała uprawnienia uczelni akademickiej kształcącej na poziomie magisterskim.

Na początku lat 80. XX w. wprowadzono dla pedagogiki specjalnej pięcioletni tok studiów i otwarto nowe kierunki kształcenia. W 1989 r. Wydział Rewalidacji i Resocjalizacji WSPS im. Marii Grzegorzewskiej uzyskał uprawnienia do nadawania stopnia doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki. W 2000 r. Wyższa Szkoła Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej otrzymała nazwę Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej. W 2003 r. Wydział Rewalidacji i Resocjalizacji zmienił nazwę na Wydział Nauk Pedagogicznych, co bardziej adekwatnie oddawało zakres aktywności dydaktycznej i naukowej środowiska. Od roku akademickiego 2005/2006 APS realizuje założenia Procesu Bolońskiego, kształcąc w trybie studiów dwustopniowych. W roku akademickiego 2006/2007 w APS powołano obok Wydziału Nauk Pedagogicznych drugi Wydział - Stosowanych Nauk Społecznych, który w rok później uruchomił studia na socjologii, a także poszerzono studia o dwa nowe kierunki, tj. edukację artystyczną w zakresie sztuk plastycznych (na Wydziale Nauk Pedagogicznych) oraz pracę socjalną (na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych). W tym samym roku Wydział Nauk Pedagogicznych APS otrzymał pełne uprawnienia akademickie do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika. Dzięki dalszemu rozwojowi możliwe było otwarcie od roku akademickiego 2008/2009 psychologii jako nowego kierunku studiów. Od roku akademickiego 2009/2010 Wydział Nauk Pedagogicznych APS prowadzi także studia doktoranckie, co zgodnie z wytycznymi Procesu Bolońskiego oznacza realizację pełnego cyklu kształcenia akademickiego.



Piszę o tym dlatego, że Ogólnopolską Konferencję Naukową pt. Dziecko w koncepcjach pedagogicznych Marii Grzegorzewskiej i Janusza Korczaka" poprzedziło odsłonięcie przez dwóch ostatnich rektorów APS - obecnego Rektora prof. APS, dr hab. Jana Łaszczyka i jego poprzednika - prof. dr hab. Adama Frączka (2002-2008) odsłonięcie tablicy nadającej pięknej auli wykładowej - imię Janusza Korczaka. Obrady otworzył występ młodzieży, która przygotowała inscenizację pt. Korczak oczami Grzegorzewskiej oraz referat pierwszego Rektora APS (lata 2000-2002) - prof. dr hab. Karola Poznańskiego, wybitnego historyka oświaty pt. Co z perspektywy lat, zachowaliśmy w systemie kształcenia nauczycieli z koncepcji Marii Grzegorzewskiej. To wystąpienie było o tyle ważne, że łączyło w sobie nie tylko najważniejsze fakty i wydarzenia historyczne związane z powstaniem i rozwojem tej Uczelni, ale także interesujące i głęboko poruszające losy twórczyni pierwszej instytucji kształcącej nauczycieli specjalistów i wychowawców dla wszystkich typów szkół, placówek i zakładów dla 6 wyodrębnionych wówczas grup dzieci anormalnych, tj. dzieci: głuchych, niewidomych, upośledzonych umysłowo, upośledzonych moralnie oraz przewlekle chorych i kalekich, a więc kształcącej pedagogów specjalnych.

Profesor K. Poznański przypomniał nam niezwykle przykry (także ze względu na skutki zdrowotne) epizod z życia Marii Grzegorzewskiej, a związany z odwołaniem jej w trybie natychmiastowym ze stanowiska dyrektora Instytutu Kształcenia Nauczycieli za rzekome, antysanacyjne sympatie. Chyba od tego momentu zaczęła się Jej choroba. (W liście do przyjaciółki Stefci Chmielak 29 kwietnia 1935 r. tak pisała M. Grzegorzewska o tym wydarzeniu: Pan Minister (był nim wtedy Wacław Jędrzejewicz) "(...) nawet nie pozwolił dokończyć roku szkolnego. Zakomunikował tylko 26 kwietnia, że od 1 maja - p. Makuch będzie dyrektorem i tyle. Bolesna to dla mnie sprawa, nie z osobistych względów, ale żal mi szalenie słuchaczy tej instytucji". Nic dziwnego, że w czasie przerwy kawowej uczestnicy konferencji żywo komentowali ingerencje polityków i władzy w proces kształcenia kadr nauczycielskich bez uwzględniania strat, jakie powodował on zawsze, gdy nie miał charakteru merytorycznego, ale polityczny.




Program obchodów 90-lecia Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w dniach 24-26 maja 2012 obejmuje między innymi liczne sesje i seminaria naukowe a także wiele wydarzeń kulturalnych, jak:

- WYSTAWA PROFESORÓW INSTYTUTU EDUKACJI ARTYSTYCZNEJ w Centrum Promocji Sztuki Praga – Południe, ul. Podskarbińska 2, gdzie będzie można poznać prace poszczególnych autorów oraz prezentacja APS. Kuratorem wystawy jest profesor Stanisław Trzeszczkowski;

- MIĘDZYNARODOWY PROJEKT NAUKOWO-ARTYSTYCZNY „FOBIE NARODOWE” realizowany w Galerii APS przez Instytut Edukacji Artystycznej APS, w ramach którego można uczestniczyć w cyklu warsztatów plakatu zatytułowanych „Fobie narodowe”. Inicjatorem przedsięwzięcia jest artysta malarz i grafik, gość zagraniczny IEA, profesor wizytujący Bruno Koper, zaś projektem objęci są profesorowie i studenci uczelni z Czech, Francji, Słowenii oraz Polski. Tak intrygujący tytuł tego projektu jest pretekstem do pobudzenia refleksji i graficznej interpretacji celów, obaw i niepokojów, które nurtują młodych twórców.

- WYSTAWA w APS poświęcona MARII GRZEGORZEWSKIEJ I JANUSZOWI KORCZAKOWI została dopełniona w dn. 24 maja Ogólnopolską Konferencją Naukową .

- WIELKI PIKNIK RODZINNY – DZIEŃ MATKI, który będzie ostatnim już dniem Obchodów 90-lecia APS a odbędzie się na warszawskich Jelonkach. Impreza rozpocznie się w godzinach porannych i potrwa do późnych godzin wieczornych. W trakcie pikniku będzie miał miejsce Ogólnopolski Przegląd Kapel Studenckich Wysypisko 2012, Teatr Studentów APS wystawi Bajkę Muzyczną. Tego dnia zorganizowany będzie również Zjazd Absolwentów APS. w związku z tym, ze tego dnia świętujemy Dzień Matki, to zostały przygotowane atrakcje dla całych rodzin. Intencją organizatorów jest bowiem zachęcenie do udziału w imprezie nie tylko studentów, absolwentów i pracowników APS, ale także mieszkańców Warszawy. W trakcie pikniku można będzie uzyskać porady dotyczące wychowania dzieci, najmłodsi będą mogli przygotować prezenty dla swoich matek z okazji ich święta. Wystawione zostaną namioty, w których każdy znajdzie coś dla siebie.

Nic dziwnego, że do Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej ściągają na studia z całego kraju , a w ostatnich latach także z innych państw, kolejne pokolenia kandydatów do pracy nie tylko z osobami niepełnosprawnymi. Ogromnym zainteresowaniem cieszą się tu studia doktoranckie na Wydziale Nauk Pedagogicznych, gdyż pasjonaci badań naukowych i osobistego rozwoju mogą odnaleźć w tej Uczelni swoich mistrzów, by pod ich kierunkiem realizować ważne poznawczo i społecznie projekty naukowo-badawcze.

czwartek, 24 maja 2012

Laboratorium Twórczego Nauczyciela

to cykliczne przedsięwzięcie naukowców z Zakładu Psychopedagogiki Kreatywności w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (kieruje nim dr hab. Maciej Karwowski, prof. APS), które adresowane jest do nauczycieli, pedagogów i psychologów zainteresowanych wspomaganiem potencjału rozwojowego dzieci w wieku wczesnoszkolnym z różnych środowisk wychowawczych. Wczoraj odbyło się już II Laboratorium Twórczego Nauczyciela w obchodzącej swój Jubileusz 90-lecia najstarszej uczelni pedagogicznej w Polsce, jaką jest właśnie APS. Jest to znakomity pomysł na poznanie przez przyszłych kandydatów na studia pedagogiczne kadry naukowej i dydaktycznej tej uczelni oraz współpracujących z nią naukowców.

Uczestnicy mieli w ofercie - poza serią wykładów z pedagogiki twórczości - warsztaty z zakresu komunikacji, konstruowania przez dzieci historii (Storyline), prowadzenia z nimi eksperymentów przyrodniczych z zastosowaniem łatwo dostępnych materiałów recyklingowych, przyspieszony kurs malowania dziecięcych buziek czy ćwiczenia grafomotoryczne z wyobraźnią. Mnie najbardziej podobały się eksperymenty przyrodnicze dla dzieci, gdyż zgodnie z hasłem tego warsztatu - "Naukowa logika (prawie) ze śmietnika)" można było nauczyć się tego, jak stworzyć dzieciom okazję do tego, by mogły w czasie zajęć szkolnych badać, mierzyć, liczyć, sprawdzać, zbierać, porządkować, układać, porównywać, łączyć w zbiory i szeregować poznawane w toku ćwiczeń zjawiska i procesy przyrodnicze, by lepiej mogły poznawać świat w sobie i świat wokół nich.

Oto przykład takiego ćwiczenia:

Jak zrobić płuca?

Materiały: butelka, plastelina, dwie słomki, dwa baloniki, szeroka i wąska taśma, lateksowa rękawiczka i nóż.
Kolejne czynności w tym eksperymencie:

1. Obcinamy butelkę na wysokości 3-5 cm od dna (denka nie wyrzucamy, bo może przydać się jako ... element do innego ćwiczenia). Wykorzystujemy w tym eksperymencie tylko górną część butelki.

2. Pozbawiamy butelkę etykiety.

3. Do każdej z dwóch słomek mocujemy po jednym balonie.

4. Słomki wkładamy od dołu do butelki. Wylot butelki zatykamy plasteliną.

5. Zabezpieczamy odcięte krawędzie taśmą.

6. Nakładamy rękawiczkę i oklejamy taśmą.

Na załączonej ilustracji widać jak można zrobić płuca, by zobaczyć symulację ich pracy.


Zapraszam na stronę: www.ltn.edu.pl i www.aps.edu.pl

(źródło: Zdolności. Magazyn Aktywnych Rodziców, wydanie specjalne, 23 maja 2012, s. 21)

środa, 23 maja 2012

Jaki los czeka akademickie biblioteki?

Miałem okazję zobaczyć Bibliotekę Główną im. Andrzeja Bartnickiego Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, jednej z nielicznych uczelni niepublicznych w kraju, które mogą poszczycić się tak znakomitą placówką oświatową. Po jej zwiedzeniu i odbyciu rozmów z pracownikami byłem pod wrażeniem, gdyż rzadko się zdarza, żeby właściciel szkoły prywatnej inwestował tak duże środki rocznie na zakup książek i czasopism(ok. 100 tys.). Nie ma się co dziwić, że w ciągu kilkunastu lat uczelniana biblioteka stała się czołową w grupie tego typu placówek wyższych szkół prywatnych. Posiada bowiem największe spośród nich zbiory biblioteczne. Księgozbiór Biblioteki tej Akademii liczy ok. 140 tys. jednostek bibliotecznych, w tym prenumeruje się aż 167 tytułów czasopism polskich oraz 19 tytułów czasopism zagranicznych.


Księgozbiór Biblioteki Głównej pochodzi z własnych zakupów oraz z darowizn instytucji i osób prywatnych. Biblioteka zgromadziła książki, czasopisma i zbiory specjalne dzięki m.in. darowi Polskiej Akademii Nauk, która likwidowała swoją bibliotekę w Pałacu Kultury i Nauki. Są tu zatem unikalne tytuły, „białe kruki”, które ucieszą każdego naukowca, poszukującego właściwych źródeł do swoich badań. Oprócz wydawnictw na tradycyjnych nośnikach znajdują się tutaj również „książki” elektroniczne oraz publikacje obcojęzyczne, głównie w języku angielskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim.

Wszystkie prace związane z opracowaniem zbiorów i obsługą użytkowników są prowadzone w systemie MAK. Kompleksowa rejestracja wypożyczeni umożliwia sprawną obsługę użytkowników, włącznie z automatycznym drukowaniem rewersów, informacją na temat dostępności egzemplarza czy planowanego terminu zwrotu książki. Katalog automatyczny – dostępny w sieci lokalnej oraz w Internecie (http://katalogbiblioteczny.ah.edu.pl) Biblioteka Główna posiada pięknie urządzoną czytelnię ogólną z 82 miejscami i 20 stanowiskami komputerowymi z dostępem do Internetu i baz danych. Jest tez odrębne pomieszczenie, określane mianem czytelni profesorskiej, w którym jest 5 miejsc i 4 stanowiska komputerowe z dostępem do Internetu i baz danych.

Biblioteka Główna prowadzi wymianę wydawnictw z wieloma bibliotekami uczelni publicznych i niepublicznych. W bibliotekach Akademii można korzystać z naukowych baz danych (Elsevier, Springer, Web of Knowledge, Ebsco, Scopus, Wiley&Blackwell), udostępnionych uczelniom na podstawie krajowej licencji akademickiej. Z pakietu 14 baz Ebsco – pełnotekstowych i bibliograficznych, studenci i pracownicy naukowi Akademii mogą korzystać również z komputerów domowych. Biblioteka Główna jest członkiem Konsorcjum Oxford University Press. Posiada dostęp do pełnotekstowych baz czasopism wydawanych przez Oxford University Press oraz RSC Publishing. Jest tu również uruchomiony dostęp do czytelni on-line podręczników akademickich i książek naukowych w języku polskim – ibuk (277 tytułów, w tym z samej pedagogiki ok. 90 tytułów). Studenci mogą z niej korzystać także z komputerów domowych, gdyż otrzymują kod dostępu do tych baz i ibuków.



Na stanowiskach komputerowych w czytelniach bibliotek dostępne są także: System Informacji Prawnej Lex Omega, Prawo Oświatowe oraz Czytelnia Czasopism Prawniczych. Istnieje możliwość korzystania z bezprzewodowego dostępu do Internetu. Biblioteka wprowadziła formę komunikacji internetowej z użytkownikami poprzez formularze „Zapytaj bibliotekarza” i „Zaproponuj książkę do zbiorów”, dostępne na stronie internetowej. Pozwala to czytelnikowi na szybkie uzyskanie odpowiedzi oraz daje możliwość oddziaływania na kształt księgozbioru. Budynek Biblioteki Głównej jest dostosowany do potrzeb studentów niepełnosprawnych ruchowo. Znajduje się tu odpowiedni podjazd, winda, toaleta i stanowisko komputerowe.


Każdy, kto mieszka w Warszawie czy w województwie mazowieckim może podjechać do Pułtuska i na miejscu skorzystać z dostępu do wyjątkowych zbiorów naukowych. Tak pięknie

W weekendy biblioteka tętni życiem, jest pełna. Studenci niestacjonarni korzystają z jej usług i zbiorów, przygotowując się do egzaminów czy pisząc prace dyplomowe. W dni powszednie, w godzinach przedpołudniowych, jest tu raczej pusto, gdyż odczuwalna jest także w tej uczelni nieliczna grupa studentów stacjonarnych. Pracownicy udostępniają zatem tę przestrzeń oświatową nauczycielom i uczniom szkolnictwa powszechnego, organizując w bibliotece spotkania z autorami książek, prowadząc warsztaty pisarskie i redakcyjne dla młodzieży czy spotkania literackie. Wkrótce będą też organizowane tematyczne wystawy i prezentacje zbiorów archiwalnych.

Tymczasem zanika czytelnictwo, korzystanie w naszym społeczeństwie z bibliotek w ogóle. Coraz częściej dostrzegam wśród doktorantów bardzo słabą kwerendę literatury specjalistycznej. Nie wiem, czy nie chce im się szukać, nie wiedzą, jak to czynić, czy może po prostu nie mają na to czasu? Dla kogo są zatem tak bogato wyposażone biblioteki, skoro coraz mniej osób korzysta z ich usług? Czy funkcjonujące w wyższych szkołach biblioteki mogą stać się - jak pisze o tym Umberto Eco - "modelem wszechświata na miarę człowieka", a więc czy mogą być miejscami radosnymi, zapewniającymi możliwość wypicia kawy ze śmietanką, zapewniającymi również to, iż para studentów usiądzie sobie po południu na kanapie - nie mam bynajmniej na myśłi nieprzystojnego obłapiania - cząstkę flirtu dopełni w bibliotece, biorąc z półki i odstawiając książki naukowe"? Czy nasze biblioteki będą stopniowo przeobrażać się - jak niektóre księgarnie - w wielką machinę spędzania wolnego czasu?

(U. Eco, O bibliotece, Świat Książki, Warszawa 2007, s.47)

wtorek, 22 maja 2012

Czyżby kreatywna statystyka w propagandzie MEN?

Zdaniem minister edukacji narodowej Krystyny Szumilas - sześciolatki są już w ponad 90. proc. szkół podstawowych. Podjęta przez resort oświaty kampania informacyjna na temat korzyści z obniżenia wieku szkolnego powinna ten wskaźnik jeszcze poprawić od 1 września. (http://www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/,32893.html)

Nie wiem, kto kpi sobie z polskiego społeczeństwa - dziennikarze, którzy nie potrafią słuchać, czytać, analizować czy może nadal w MEN uprawia się kreatywną statystykę, do której kilka miesięcy temu przyznał się b. rzecznik prasowy tego resortu? Jeśli prawdą jest, że aż tak wysoki odsetek dzieci w wieku sześciu lat jest już w szkołach publicznych, to jak to jest możliwe, że tylko w województwie łódzkim wskaźnik ten wynosi zaledwie 20%? A może kreatywność medialna takiego komunikatu, który ma charakter prymitywnej manipulacji polega na tym, że nie podaje się informacji, gdzie jest 90% sześciolatków w szkołach? Może w jakiejś gminie? A może w jakimś województwie? Nie jestem jednak przekonany, że w całym kraju. Minister edukacji K. Szumilas też tego nie powiedziała, ale za to jak brzmi! Na konferencji prasowej w Kielcach w ub. tygodniu w piątek, minister sama przecież stwierdziła: "Paradoksem jest to, że samorządy mówią iż szkoły są przygotowane do przyjęcia sześciolatków, natomiast ta opinia nie jest powszechna wśród rodziców".(tamże) O co tu chodzi? O opinię rodziców na temat nieprzygotowania szkół, czy może o nieprzygotowanie szkół do przyjęcia sześciolatków?

To w końcu szkoły są przygotowane na przyjęcie sześciolatków, czy nie są? Jaką rolę odgrywa w tym opinia rodziców, która jest rozbieżna od tej, jaką mają na ten temat samorządy? Oczywiście, do września można jeszcze tu i ówdzie zastosować ukryte formy nacisku, presji, przymusu na tych i owych, więc wskaźnik ulegnie podwyższeniu. Tylko czy chodzi tu o wskaźniki, czy o nasze dzieci? Czy chodzi tu o kolejną wygraną kampanię informacyjną MEN (jaka piękna nazwa, prawda?), czy może o uczciwe dane na ten temat? Co kryje się za stwierdzeniem minister edukacji, że oto dyrekcje przedszkoli i szkół mają wspólnie rozmawiać z rodzicami sześciolatków o tym, jak przedszkole ma przygotować dziecko do pójścia do pierwszej klasy i jak szkoła ma udowodnić, że jest dobrze przygotowana na jego przyjęcie?

To prawda, że bez akceptacji rodziców nie należy przeprowadzać reform czy zmian oświatowych, których ofiarami lub beneficjentami mają być ich dzieci, gdyż one nie są własnością ani państwa, ani MEN, ani samorządów. Ktokolwiek wpadł w MEN na pomysł, by zorganizować Konkurs "Mam 6 lat", w którym rodzice mieli pokazać jak przygotowywać dzieci i szkoły do obniżenia wieku szkolnego, powinien się zastanowić, w jakiej akcji propagandowej właśnie bierze udział.

Oto fakty z terenu, a nie z wirtualnych marzeń polityków: prezydent jednego z miast zamierza utworzyć zamiast 3 klas pierwszych – w ramach oszczędności dwie klasy 34-osobowe dla ośmiolatków(sic!), 28-osobowe dla siedmiolatków, zaś resztę wygospodarowanych w ten sposób miejsc przeznaczy na sześciolatków. W innej gminie dzieci w szkolnych oddziałach przedszkolnych po odbyciu 5-godzin podstawy programowej stoją w drzwiach szkoły, bo samorząd nie zorganizował dla nich opieki świetlicowej. Tak więc zbiorczo i chyba według grafiku rodziców na przemian grupki dzieci odbierają ciocie, bacie, wujkowie czy znajomi. Jak pisze do mnie jeden z rodziców: jest tu widoczna "straszna obłuda i to trzeba przyznać wspaniała paleta zagrań socjotechniczno - socjologicznych ekipy PO. Napuszczanie ludzi na siebie: rodziców 2-3 latków na rodziców 6-latków, że ci ostatni nie posłali swoich pociech do szkoły!"


Na zakończenie coś o manipulacji danymi, bowiem często słyszymy o niżu demograficznym w naszym kraju. GUS tymczasem informuje:
W końcu 2010 roku liczba ludność Polski wynosiła 38200 tys. osób, jednocześnie wstępne wyniki spisu ludności i mieszkań wykazały, że w dniu 31 marca 2011 r. w Polsce mieszkało 38,3 mln. osób, tj. o ok. 0,3% więcej. Dynamika zmian liczby ludności w dekadzie 2001-2010 była bardzo zróżnicowana zarówno co do skali jak i kierunku tych zmian – średnioroczna stopa ubytku ludności wynosiła minus 0,14% (od -0,08% w 2006 r. do +0,09 w 2010 r.).

W minionym 2011 roku odnotowano dodatni przyrost naturalny ludności; szacuje się, że urodziło się o ok. 15 tys. dzieci więcej niż wynosiła liczba zgonów. Przeciętnie - na każde 10 tys. ludności - przybyły 4 osoby (rok wcześniej 9, a na początku lat 90-tych XX stulecia było to ponad 40 osób).

W latach 90-tych wielkość przyrostu naturalnego malała wraz z obniżaniem się liczby urodzeń, w okresie 2002-2005 odnotowywano ubytek naturalny - największy w roku 2003, kiedy urodziło się o ponad 14 tys. dzieci mniej niż odnotowano zgonów.
Współczynnik przyrostu naturalnego jest zdecydowanie wyższy na wsi – w 2010 r. wyniósł 1,4‰, w miastach 0,6‰.
"

To chyba są jedyne prawdziwe dane o zjawiskach społecznych w naszym kraju.




poniedziałek, 21 maja 2012

Po co setki, a nawet tysiące rocznie prac dyplomowych z pedagogiki?


Studia zawodowe - studia I stopnia, kończą się w 99% wyższych szkół publicznych i niepublicznych egzaminem dyplomowym na podstawie przedłożonej przez studentów pracy dyplomowej - licencjackiej. Każda jednostka akademicka ma swoje zasady ich przygotowywania, choć dla studentów najczęściej najważniejszym pytaniem jest to, które dotyczy objętości takiej pracy, a więc pytanie o minimalną liczbę stron. Spotykałem się ostatnio ze studentami różnych uczelni, które prowadzą kształcenie na kierunku pedagogika i ze zdumieniem skonstatowałem, że nie tylko nie czytają oni regularnie najnowszych czasopism pedagogicznych, nie prenumerują ich, a już w żadnej mierze ich nie abonują, ale nawet nie wiedzą, jakie ukazują się pisma w ramach interesującej ich specjalności pedagogicznej. Nie chodzą z własnej woli, bez zobowiązania ze strony prowadzącego zajęcia do czytelni w bibliotekach uczelnianych, by prześledzić, o czym pisze się, dyskutuje, co preferuje się, a co krytykuje? Rzadko którzy studenci kupują fachową literaturę, by mieć w swoim domu podręczną literaturę, kanon tego, co jest lub może być im najbardziej przydatne.

Czytają w przeważającej mierze to, co muszą, co jest konieczne do zaliczenia określonego przedmiotu, do zdania egzaminu itp. Być może zatem obowiązek napisania rozprawy dyplomowej staje się jednym z nielicznych bodźców do sięgnięcia po jakąś literaturę przedmiotu i zapoznanie się z nią, chociaż wcale nie jest to konieczne. Część bowiem studentów zamawia gotowce w internetowych firmach, płaci, zapoznaje się z ich treścią i na tej podstawie przystępuje do egzaminu końcowego, by uzyskać na tej podstawie dyplom pedagoga. W uczelniach mamy już pokolenie internetu, digitalne, sms-owe, pokolenie portfolio, popkulturowe, które nie lubi się przemęczać, przepracowywać. Pasjonatów można policzyć w ramach grup seminaryjnych na palcach jednej ręki.

Kiedy zapisują się do grupy seminaryjnej, kierują się głównie takimi kryteriami, jak: liczba możliwych nieobecności (najlepiej, gdyby można było przywieźć na koniec studiów gotową pracę bez wnikania w to, jak powstała), maksymalna objętość pracy czy wolność lub przymus pisania pracy dyplomowej na zadany temat. W grupach seminaryjnych tylko nieliczni trafiają się jako osoby, które wiedzą, czego chcą, co je interesuje, a zatem -co chciałyby badać, o czym pisać i jak to uzasadnić metodologicznie. Duża część studentów męczy się, kiedy musi cokolwiek przemyśleć, zaplanować, toteż najchętniej korzystają z oferty gotowych już tematów badawczych. Co jednak mają zrobić ci, którzy trafili do grupy seminaryjnej, jaką prowadzi doktor czy doktor habilitowany, ale nie po studiach czy awansie naukowym z pedagogiki, ale z socjologii, medycyny, psychologii, nauk o wojsku, nauk o zarządzaniu, prawa, filozofii, nauk o polityce, a nawet językoznawstwa? Jak nie mają własnej wizji, osobistego projektu, to zdają się na to, co im zaoferują inni.

Nic zatem dziwnego, że zdani (skazani)- szczególnie w wyższych szkołach prywatnych - na opiekunów (promotorów) spoza pedagogiki, usiłują dopasować swoje oczekiwania do reguł pedagogicznych amatorów czy nawet ignorantów. Przyjmują zatem "z dobrodziejstwem inwentarza" chociażby tematy "oczywiste", "sprawozdawcze", nic nie wnoszące ani do praktyki, ani do teorii, jak np.:

- Rola motywacji w procesie uczenia się…

- Rozwój mowy u dziecka – wybrane zagadnienia

- Wpływ nauczyciela … na efektywność nauczania w klasach I-III szkoły podstawowej

- Czynniki wpływające na motywację uczniów

- Wpływ środowiska rodzinnego na uczenie się …na wsi i w mieście

- Aspiracje życiowe i edukacyjno-zawodowe uczniów klas kończących szkół ponadgimnazjalnych

- Droga wyboru dalszego kierunku kształcenia uczniów szkół gimnazjalnych

- Uniwersytet Trzeciego Wieku w miejscowości X

- Religia w szkole itp.


czy prace typu "samograje", a więc pisane (streszczane) na popularne tematy, modne lub najczęściej dyskutowane w mediach zagadnienia, jak:

- Współpraca przedszkola z rodzicami;

- Prawa dziecka w ...

- Rola nauczyciela w klasie ...

- Wpływ dyscypliny na lekcjach na powodzenie w nauce w szkole podstawowej;

- Autorytet nauczyciela;

- Nauka pisania i czytania;

- Moja droga do zawodu nauczycielskiego;

- Dziecko w rodzinie wiejskiej;

- Agresja wśród uczniów;

- Problem dzieci z ADHD w szkole;
itp.

Pojawiają się też prace dyplomowe, które dla studentów są "wyrokiem skazującym", a więc będące wynikiem narzucenia im problemu bez możliwości wprowadzenia w nim jakiejkolwiek zmiany. Są to najczęściej zadane przez nauczycieli akademickich - reprezentujących inne dyscypliny naukowe - tematy do napisania bez względu na to, czy się to studiującym podoba, czy nie, czy widzą w tym sens lub nie, bowiem rzadko kiedy są to tematy z nauk pedagogicznych. Oto tego przykłady:

- Satysfakcja z pracy sprzedawców w sieci handlowej X;

- Wybrane aspekty stosowania kosmetyków do pielęgnacji nóg;

- Właściwe odchudzanie jako istotny element wpływający na zdrowie;

- Starzenie się skóry a uroda mężczyzny;

- Wirusowe zapalenie trzustki. Problem medyczny i społeczny;

- Pylica. Problem zdrowia publicznego;

- Leczenie zakażeń cewników tunelizowanych do żywienia pozajelitowego;

- Stan świadomości mężczyzn w zakresie zagrożenia nowotworem krtani;

- Analiza stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym w powiecie X;

- Kult pięknego ciała w społeczeństwie współczesnym;

- Profilaktyka prostaty - wczoraj i dziś itp.

To są tematy prac licencjackich lub magisterskich na kierunku pedagogika. Nikt tego nie ogląda, nie zatwierdza, nie przeciwstawia się temu, by nie tracić czasu na sprawy, problemy, które albo w żadnej mierze nie podnoszą kwalifikacji studentów, albo oddalają ich od ich przyszłej profesji i profesjonalizmu?




sobota, 19 maja 2012

Stół z powyłamywanymi przez MNiSW nogami dla uczelni publicznych


To, co dzieje się z zarządzaniem przez resort szkolnictwem wyższym w naszym kraju, powinno być przedmiotem poważnej krytyki, a nie tylko toczonych przez publicystów sporów między sobą. Zorganizowanie w dn. 17 maja 2012 r. przez MNiSW tzw. „okrągłego stołu” dla uczelni jest kolejnym przykładem ucieczki od odpowiedzialności za chaos i destrukcję w publicznych szkołach wyższych, do czego doprowadził rząd PO i PSL drugiej już kadencji. Ponoć 80 osób wzięło udział w spotkaniu minister Barbary Kudryckiej z prezesami dużych spółek z rektorami czołowych polskich uczelni: państwowych i prywatnych, uniwersytetów, szkół medycznych, artystycznych i technicznych, by rozmawiać o przyszłości szkolnictwa wyższego.

Powtórzone zostały te same argumenty właścicieli prywatnych firm, którzy żądają w ramach kształcenia wyższego przygotowywania im kadr zawodowych. Tak więc z budżetu państwa mamy szkolić w uniwersytetach, akademiach i politechnikach pracowników dla sektora usług ubezpieczeniowych, komunikacyjnych, informatycznych, ekonomicznych, przemysłu tak, jakby w interesie polskiego społeczeństwa było łożenie środków podatników na pomnażanie zysków prywatnego sektora. Wszystko odbywa się pod kiczowatym hasłem: „Dbajmy o młodych, bo to oni będą płacili nasze emerytury”, a w istocie prowadzi to do przekształcania uniwersytetów i akademii w wyższe szkółki zawodowe, przysposabiające młodych ludzi do stanowisk pracy w sektorach, które powinny same zadbać o to w ramach zawodowego szkolnictwa ponadgimnazjalnego. - Uczelnie mogą sobie kształcić, lepiej lub gorzej, ale jeśli nie będzie nowych miejsc pracy, to żadne kształcenie tu nie pomoże - ostrzegał prof. Marcin Pałys, rektor Uniwersytetu Warszawskiego.
(http://wyborcza.pl/1,75478,11746916,Okragly_stol_dla_uczelni.html#ixzz1vEH20Aje – 18.05.2012)

Poziom zakłamywania przez władze resortu rzeczywistości akademickiej osiąga już granice absurdu. W relacjonowanej przez media debacie padały wzajemne oskarżenia, które miały wskazywać na powody upadku szkolnictwa wyższego, tylko jakoś dziwnie nikt nie odniósł się do destrukcji, jaką wprowadzały kolejne nowelizacje ustaw o szkolnictwie wyższym i aktów wykonawczych autorstwa B. Kudryckiej. Ta może być usatysfakcjonowana, bo najlepiej jest napuścić na siebie rektorów i biznesmenów, by wzajemnie wytykali sobie zaniedbania czy braki. Resortowi jest w to graj, że profesorowie wypominają sobie różne dysfunkcje w różnego rodzaju listach otwartych, artykułach, tekstach polemicznych, bo tym samym utwierdzają władzę w przekonaniu, że może sama przejmować nad nimi władzę, odgórnie rozstrzygając o tym, co jest nauką, a co nie jest, według jakich współczynników dotować uczelnie, a jakie i w jakim stopniu - dzięki zaoszczędzonym środkom - wspierać wyższe szkoły prywatne, itp.

Szkolnictwo wyższe jest coraz niższe, gdyż proces ten skutecznie wspiera min. Barbara Kudrycka tak dostosowując regulacje prawne, by dalej funkcjonowały wyższe szkoły prywatne, które nie tylko fatalnie kształcą, ale i stały się w ciągu ostatnich kilkunastu lat „urzędami” zatrudniania wielu nieudaczników, pseudonaukowców, znajomych „królika”, osób z zagranicznymi dyplomami (bez wysokich kwalifikacji naukowych), obcokrajowców (głównie z byłych państw socjalistycznych), byłych pracowników służby bezpieczeństwa itp. Patrycja Dołowy pisze w „Przekroju” nr 20/2012) o edukacyjnym oszustwie, które jest legitymizowane przez nasze władze, a nie tylko wyżej wymienione podmioty. Pięciokrotnemu wzrostowi studentów, który był możliwy dzięki przyzwoleniu PKA i MNiSW na otwieranie pseudoszkółek wyższych, towarzyszyły ograniczenia prawne dla uczelni publicznych w przyjmowaniu chętnych kandydatów na studia niestacjonarne po to, by akademicki biznes w sektorze prywatnym mógł się na tym wzbogacać kosztem rozbudzonych aspiracji u młodych pokoleń.

Słusznie pisze P. Dołowy: Algorytm szczęścia Ministerstwa Nauki wygląda tak: jak najwięcej studentów za jak najmniejsze pieniądze. A co z jakością kształcenia i badan naukowych? (s. 16) Przecież władzy chodziło o to, by kształcić byle kształcić, nieważne gdzie, kogo i jak, byle tylko ten biznes kręcąc się, zdejmował ze statystyk liczbę młodych bezrobotnych, a zarazem bez angażowania środków publicznych sprzyjał części naukowców w dokapitalizowaniu ich poborów i majątku. Jest to kwestia nie tylko wieloetatowości, ale także tolerowania przez władze resortu i rektorów uczelni publicznych zatrudniania się ich profesorów, doktorów habilitowanych i doktorów w wyższych szkołach prywatnych, w tym na funkcjach stojących w radykalnej sprzeczności z zasadami uczciwej konkurencji. 20 lat takiej polityki wobec uczelni, stawiania środowiska naukowego przed pokusą łatwego zarabiania bez dbania o jakość kształcenia, a właściwie bez możliwości zarabiania w inny sposób zrobiło swoje. Część środowiska uprawia edukacyjne oszustwo. Reszta milczy, przez co można odnieść wrażenie, że jest niechętna zmianom (tamże, s. 17)

Poszukiwanie cudownych środków na uzdrowienie przyjmuje już kuriozalne projekty, jak chociażby zaprezentowany przez Pawła Dobrowolskiego w „Rzeczpospolitej” (Harvard w Polsce nielegalny, A16, z dn. 18.05.2012), który miesza w swojej wypowiedzi wszystko ze wszystkim: Polskie uczelnie są i będą kiepskie, dopóki polskie prawo będzie wymagać, by uczelnie były prywatnym folwarkiem profesury, ustawy i rozporządzenia będą drobiazgowo determinować sposób uczenia, a konstytucja będzie wymagała darmowych studiów na państwowych uczelniach. Nie ulega wątpliwości, że rację ma ów autor, kiedy stwierdza: Polską uczelnią rządzi rektor wybierany spośród wykładowców z tytułem naukowym lub stopniem doktora habilitowanego. W wyborach rektora mogą uczestniczyć jeszcze pracownicy administracyjni i studenci, ale to profesorowie stanowią większość elektorów i decydują, kto zostaje ich szefem. W ten sposób powstaje zamknięte środowisko, w którym swoi wybierają swoich i między sobą się kłócą, kto będzie rządził i w jakim celu. Wsobny chów i wsobny wybór władz uczelni pozwala polskim profesorom bezkarnie ignorować innowacyjność oraz potrzeby studentów i społeczeństwa.

Tyle tylko, że te rozwiązania utrzymuje w mocy prawnej minister nauki i szkolnictwa wyższego. Profesorom nic do tego, skoro władza określa, jak mają być zarządzane publiczne uczelnie i jak mają być w nich wybierane organa władzy jednoosobowej czy kolegialne. Do kogo zatem P. Dobrowolski ma pretensje, chociaż ich słuszność jest bezapelacyjna? Do profesorów, którzy trzymają w swoich łapach uczelnie? Śmieszne. Szkoda, że nie podał, jakie są zarobki profesorów w USA, a jakie młodych naukowców, których mianuje się w tych uczelniach na stanowiskach profesorskich. Tak prymitywny sposób oceniania polskiego szkolnictwa wyższego przez analogię do USA w sytuacji, gdy mamy inny ustrój polityczny, inną Konstytucję, inne prawa to regulujące i inne środki na rozwój uczelni, jest demagogiczny. Niech zatem prezes utworzonej przez Leszka Balcerowicza Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, jako absolwent Harvardu, zmieni najpierw polskie prawo, a dopiero potem narzeka, że u nas jest tak źle. Zanim został doktorem Harvardu, to jednak skończył studia w Polsce, na polskim uniwersytecie. Czyżby tak źle był kształcony? Oświecono go dopiero w Harvardzie?

Ucieka się w naszym państwie od odpowiedzialnego finansowania wyższego szkolnictwa publicznego, przenosząc środki do tworzonych przez rząd agend, by tym samym prywatyzować je poza kontrolą publiczną. Odwracanie od tego uwagi i traktowanie jako tożsamych, a więc równie zobowiązanych do poddawania się procesom rynkowym i "pracodawcom" - co ma miejsce w naukach technicznych, medycznych, przyrodniczych - przez nauki humanistyczne czy społeczne jest nie tylko ucieczką od odpowiedzialności za rozwój naszego społeczenstwa, jego kultury i inteligencji, ale próbą wyłudzenia przez "elity" władzy profitów dla siebie, nie tylko politycznych. Minister Kudrycka pisze o tym wprost: "My stworzyliśmy ramy prawne - nowe ustawy i ponad sto rozporządzeń. Teraz wszystko jest w rękach uczelni i pracodawców - by absolwenci mieli lepiej płatną i ciekawą pracę, uczelnie więcej pieniędzy, a pracodawcy większy zysk". (B. Kudrycka, Gospodarka dla uczelni, uczelnie dla gospodarki. To się opłaci! GW 16.05.2012, s. 9) Są dziedziny i dyscypliny nauk które nie powinny być w uniwersytetach i akademiach dostosowywane do tej ideologii. Preferowanie rynkowej orientacji w niektórych dziedzinach nauk nie może uzasadniać przekształcania tych uczelni w szkółki zawodowe dla potrzeb pracodawców. Dorabianie do tego rynkowej ideologii i spychanie wielu nauk poza przedmiot i źródła właściwego przedmiotu ich badań spowoduje nieodwracalne straty dla tożsamości i suwerenności tak polskiej nauki, kultury, jak i naszego narodu.



piątek, 18 maja 2012

Nowy podręcznik do pedagogiki ogólnej


Pedagogika niemiecka stanowi dla polskiej myśli o wychowaniu szczególny punkt odniesienia mimo, iż wciąż tak mało jest obecna w przekładach na polskim rynku wydawniczym. Zaległości w zbliżeniu naszych nauk o wychowaniu do niemieckich są nadrabiane od kilku dopiero lat dzięki Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu tak, by stały się czytelne dla rodzimych profesjonalistów źródła i ewolucja tej dyscypliny wiedzy w kraju, w którym za sprawą Jana F. Herbarta zrodziła się pedagogika jako nauka. Rozwój nauk o wychowaniu w Niemczech powinien zasługiwać na szczególną uwagę wśród polskich pedagogów, gdyż – wbrew potocznym sądom o dzielącym nas dystansie - można rozpoznać w nim wyraźną wspólnotę badań porównawczych i dopełniających się osiągnięć w pedagogice. Faza historii, jaka się otworzyła przed społeczeństwem polskim, a zmierzająca w kierunku coraz większej integracji i współzależności państw UE w obliczu zagrożeń cywilizacyjnych zmusza naukowców do zasadniczych przemian dotychczasowych postaw. Upadek komunizmu w Europie Wschodniej, choć doprowadził do radykalnej zmiany w polityce międzynarodowej byłych państw socjalistycznych w zakresie tworzenia zrębów szeroko i autonomicznie rozumianej integracji, to jednak nie zdołał przeciwstawić się eksplozji nacjonalizmu, populizmu, terroryzmu czy kryzysów konstytucyjnych. Przyjrzenie się zatem temu, jak radziły sobie z problemami kształcenia, wychowania, socjalizacji i enkulturacji kraje zachodnie pozwoli na zrozumienie zadań, przed jakimi staje nasze społeczeństwo ze względu na otwartość jego granic państwowych i możliwości swobodnego podróżowania naszych obywateli po całym niemal świecie.

Przedmiotem niniejszej recenzji jest szóste już, poszerzone i zaktualizowane wydanie podręcznika Friedricha W. Krona, który cieszy się ogromną popularnością nie tylko u naszych zachodnich sąsiadów, ale we wszystkich krajach niemieckojęzycznych. Nie bez znaczenia jest fakt, iż jego podstawy pedagogiki zostały także przełożone na język węgierski i wydane w Budapeszcie po raz pierwszy w 1997, a wznowione w 2003 r. Nie ma się co dziwić, skoro jest to jeden z najważniejszych współcześnie podręczników humanistycznych, obejmujący kanon wiedzy pedagogicznej tak w zakresie antropologii pedagogicznej, jak i najnowszej wiedzy o socjalizacji, wychowaniu czy teoriach organizacji. Nie pomija tak trudnych problemów, z którymi muszą uporać się społeczeństwa i środowiska oraz instytucje wychowawcze, jak: autorytet, przywództwo, władza, przemoc, kompetencje czy komunikacja.

Nie jest także bez znaczenia to, kim jest autor tego podręcznika. Friedrich W. Kron (ur. 18.06.1933 w Bad Kreuznach) jest profesorem pedagogiki w Instytucie Pedagogiki Johannes Gutenberg-Universität Mainz (Uniwersytecie Jana Gutenberga w Mainz) od 1976 r., gdzie zajmuje się teorią kształcenia, socjalizacji i pedagogiką ogólną. Jest autorem wielu monografii i podręczników naukowych, wśród których największą uwagę skupiały takie prace, jak: Theorie d. erzieherischen Verhältnisses (Teoria stosunków wychowawczych – 1971); Schülerorientierung in d. Didaktik (Orientacje uczniów w dydaktyce 1986); Grundwissen Pädagogik (Podstawy pedagogiki 1988); Grundwissen Didaktik (Podstawy dydaktyki 1993); Wissenschaftstheorie für Pädagogen (Teorie naukowe dla pedagogów 1999).

W ramach pięcioczęściowej struktury niniejszego tomu autor wprowadza czytelników w I rozdziale w przedmiot kształcenia akademickiego, jakim jest pedagogika, wyjaśniając język tej dyscypliny wiedzy, jej podstawowe zadania, strukturę i interdyscyplinarny charakter, jej historyczną ewolucję aż po czasy współczesne oraz zróżnicowanie fenomenów pedagogicznych. Rozdział 2 poświęcony jest syntetycznemu zarysowaniu istoty podstawowych pojęć pedagogicznych w trzech sferach: w skali makro – enkulturacji i socjalizacji, w skali mikro – wychowaniu, postawom, zachowaniom i działaniom społecznym oraz społecznemu uczeniu się oraz w skali intrapersonalnej - uczeniu się, rozwojowi i kształceniu. W kolejnych rozdziałach następuje rozwinięcie centralnych dla pedagogiki kategorii pojęciowych według tych samych kryteriów, tzn. 1) rozumienia pojęcia, historii badań nad nim, podstawowego znaczenia, istoty kategorii w kontekście zróżnicowanych teorii ją wyjaśniających oraz podstawowego pola problemowego.

Dzięki temu uzyskujemy bardzo głęboką analizę kształtowania się znaczenia pojęć pedagogicznych w następującej kolejności: w rozdziale 3 - proces socjalizacji, w rozdziale 4 - proces wychowania i w rozdz. 5 - instytucje i formy organizacyjne systemu wychowania i kształcenia. Kron opowiada się za pewnym typem pedagogiki, który nazywa „refleksyjną nauką o wychowaniu”, charakteryzującą się wielością pedagogicznych teorii. Refleksyjna nauka o wychowaniu jest swoistego rodzaju zwrotem w kierunku innych pedagogii oraz projektów wychowania, którymi zajmowałyby się subdyscypliny pedagogiczne. Refleksyjna nauka o wychowaniu nie jest żadną nauką stosowaną, która dawałaby wskazania, jak można przyczynić się współcześnie do wychowywania w danej kulturze, ale zakłada ogląd i realną ocenę instytucjonalnych wydarzeń. Refleksyjne zajmowanie się tymi fenomenami ma miejsce w trzech sferach wiedzy, które od kilkudziesięciu lat przeszły przez swój realistyczny, jak i krytyczny przełom. Pedagogika musi skierować się na sens filozoficzny swoich podstawowych fenomenów, sprzyjając rozumieniu zadań wychowania.

Mimo, iż dominują w tym podręczniku odniesienia do klasyków współczesnej pedagogiki niemieckiej, to jednak dzięki recenzjom naukowców z Wielkiej Brytanii, a nawet Izraela i dzięki włączeniu do analiz literatury daleko wykraczającej poza granice kraju pochodzenia autora, otrzymujemy podręcznik głęboko osadzony we współczesnych nurtach i teoriach oddziaływań pedagogicznych. Ukazane są tu także dla badań historycznych i porównawczych zmieniające się w toku minionego stulecia generacje naukowców, których dzieła wpisały się w sposób znaczący tak w dzieje myśli pedagogicznej, jak i zróżnicowane teoretycznie modele kształcenia i wychowania. Biorąc pod uwagę wydaną już przez GWP pracę Heinza-Hermanna Krűgera pt. Wprowadzenie w teorie i metody badawcze nauk o wychowaniu (Gdańsk 2005), która jest rekonstrukcją opisowo-wyjaśniającą współczesnych kierunków pedagogicznych w Niemczech, mamy możliwość wniknięcia w podręczniku Krona w istotę fundamentalnych dla pedagogiki kategorii pojęciowych.

Tego typu praca adresowana jest do wszystkich studiujących pedagogikę i pedagogikę specjalną, i to bez względu na poziom kształcenia (licencjacki, magisterski czy doktorski), gdyż sposób i styl narracji stwarza dla każdej z tych kategorii szansę na lepsze rozumienie centralnych dla niej zjawisk. W ramach standardów kształcenia pedagogicznego w Polsce podręcznik F.W. Krona może być wykorzystany zarówno do zajęć z podstaw pedagogiki (pedagogiki ogólnej, antropologii pedagogicznej, filozofii wychowania), jak i z teorii wychowania, dydaktyki czy współczesnych prądów i kierunków pedagogicznych. Polecam tę książkę z pełną świadomością, iż zapowiadane przez GWP jej pojawienie się na polskim rynku wzbogaci mapę dyskursów pedagogicznych i dostarczy studiującym oraz naukowcom kolejnych źródeł i inspiracji do własnych badań czy poszukiwań poznawczych. Wzbogacenie tego podręcznika w przypisach i bibliografii o odniesienia do polskiej terminologii i literatury sprawi, że jego czytelnicy zostaną włączeni w szerszy krąg i kontekst kulturowy oraz będą mieli okazję do pogłębionego analizowania w jakiejś mierze tylko pozornie odmiennych „kodów kulturowych” i zróżnicowanych punktów ich widzenia.

czwartek, 17 maja 2012

Pedagogiczna współpraca między naukowcami Polski i Ukrainy

(fot.: T. Lewowicki, F. Szlosek)

W dniu dzisiejszym w Ambasadzie Ukrainy odbędzie się spotkanie przedstawicieli władz Komitetów Nauk Pedagogicznych Polski i Ukrainy oraz zaproszonych gości, naukowców, polityków i oświatowców w związku z uroczystą promocją książek profesorów Wasyla G. Kremienia - "Filozofia antropocentryzmu w edukacyjnej przestrzeni", Tadeusza Nowackiego - "Marzenia" i wydanej pod redakcją Nelli Nyczkało - "Pracy socjalnej".

Niewątpliwie będzie to kolejna okazja do podziękowania za zaangażowanie naukowców obu państw we współpracę naukowo-badawczą i dydaktyczną, która ma miejsce od 1995 r. Promowane dzisiaj dzieła naukowe i humanistyczny esej znakomicie wpisują się w dokonania szczególnego wymiaru. Oto częściowo kumulują się w nich wyniki wieloletnich, wspólnych i indywidualnych badań, odbywających się systematycznie bilateralnych debat naukowych, potwierdzając tym samym owoce nie tylko bezpośredniej współpracy pedagogów obu państw, ale – co jest niezwykle ważne – udostępniając je, dzięki przekładom na języki narodowe, także szerszemu gronu ich odbiorców.

(fot. W.A. Kremień, M. Malski)

Wydanie na Ukrainie niezwykle pięknej książki pt. „Marzenia”, niedawno zmarłego nestora polskiej pedagogiki prof. Tadeusza Nowackiego, jest także wyrazem szacunku i uznania dla jego myśli, ale i szczerej przyjaźni, dzięki której osobiste relacje między naukowcami obu państw przekładały się zarazem na szeroką wymianę akademicką. W obu krajach wydano w ciągu ostatniej dekady wiele książek jubileuszowych z okazji różnych wydarzeń, a obejmujących istotne dla każdego z państw wydarzenia, ich rocznice, jak przede wszystkim klasykę spośród dzieł naukowych, które godne są obustronnego upowszechnienia.

Przetłumaczono z języka ukraińskiego na język polski kilkanaście książek, w tym: Mistrzostwo Pedagogiczne autorstwa profesora Iwana A. Zjaziuna, pierwszego Ministra Oświaty w wolnej Ukrainie; Filozofia edukacji oraz Filozofia antropocentryzmu w edukacyjnej przestrzeni, autorstwa profesora Wasyla G. Kremieńa, wieloletniego Prezydenta Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy, Ministra Oświaty i Nauki Ukrainy w latach 1998 – 2005; Społeczeństwo zorganizowane – autorstwa Wiktora W. Andruszczenko - Rektora Uniwersytetu Pedagogicznego im. Dragomanowa w Kijowie, Wiceministra Oświaty i Nauki w latach 2007 – 2009; Podstawy teorii wychowania - Iwana D. Becha Dyrektora Instytutu Wychowania Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy w Kijowie; Podstawy psychopedagogiki korekcyjnej. Oligofrenopedagogika Wiktora M. Syniowa - Dyrektora Instytutu Pedagogiki Korekcyjnej i Psychologii Narodowego Uniwersytetu im. Dragomanowa w Kijowie i wiele in. pozycji książkowych.
(fot. F. Szlosek, S. Myronchuk)

Przetłumaczono z języka polskiego na język ukraiński kilka pozycji książkowych wybitnych, polskich pedagogów, w tym, m. in. profesorów - Tadeusza Nowackiego, Czesława Kupisiewicza , Franciszka Szloska , Heleny Marzec, Grzegorza Kiedrowicza i innych autorów. Wydano 13 tomów rocznika pt.” Pedagogika i psychologia oświaty zawodowej” pod redakcją Iwana A. Zjaziuna, Nelli Nyczkało oraz Tadeusza Lewowickiego i Jolanty Wilsz. Zorganizowano 12 wspólnych konferencji naukowych, w tym 7 na Ukrainie i 5 w Polsce dotyczących teoretycznych i praktycznych podstaw pedagogiki i procesu edukacyjnego. Wydano 12 tomów książek stanowiących efekt wspomnianych tu konferencji oraz pozycje książkowe, które są pokłosiem Forów Naukowych „POLSKA-UKRAINA” (np. Kształcenie ustawiczne do wielokulturowości, pod red. Tadeusza Lewowickiego i Franciszka Szloska.

W 1999 roku nieformalnie, a w 2005 roku oficjalnie powołano do życia Towarzystwo Naukowe „Polska-Ukraina”. Zrealizowano ponad 40 staży naukowych w ukraińskich i polskich uczelniach oraz instytutach naukowo – badawczych. Prowadzone są wspólne badania w ramach unijnych programów m.in. Leonardo da Vinci. Zainicjowany przez prof. Jerzego Buzka konkurs pt.” Debiut naukowy – Zrównoważony rozwój” rozszerzono o udział ukraińskich studentów i doktorantów. Zorganizowano wymianę studentów pomiędzy kilkoma uczelniami Polski i Ukrainy. Pośredniczono w nawiązaniu współpracy wielu środowisk naukowych i naukowo - dydaktycznych, które zaowocowały podpisaniem dwustronnych umów akademickich.


Jak na kilkanaście lat wzajemnej współpracy, to jest to bardzo duży dorobek naukowy, dzięki któremu możemy wzajemnie uczyć się od siebie swoistości nauk o wychowaniu i wzbogacać o idee, praktyki i nieobecne w świadomości obu społeczeństw wymiary troski o edukację, pozwalające doskonalić w obu krajach procesy oświatowe, wychowawcze, ale i metodologię własnych badań. To, co nas niewątpliwie zbliża do siebie, to myślenie kategoriami autentycznej edukacji rozumianej jako wspomaganie rozwoju osobowości młodych pokoleń, a szczególnie ich świata duchowego. To także zmaganie się pedagogów obu krajów z przeciwnościami losu, by zagwarantować godne warunki do życia pełnią życia, by – jak pisał prof. Tadeusz Nowacki – umieć przeżywać odpowiedzialność za siebie, swój świat i innych.

Brakuje nam dzisiaj autora promowanej właśnie książki „Marzenia”, który tyle serca i własnego zaangażowania włożył także w akademicką współpracę między naszymi narodami. Są jednak jego uczniowie, kolejni mistrzowie, pedagodzy, jak prof. S.M. Kwiatkowski, F. Szlosek czy zakorzenieni już w polskich uczelniach publicznych i niepublicznych na stałe profesorowie ukraińskich szkół wyższych, którzy kontynuują i pogłębiają walory tej współpracy. Istotnie, poszerzanie polsko-ukraińskiej współpracy akademickiej rodzi nadzieję na włączenie się także z naszym udziałem Ukrainy w struktury Unii Europejskiej, a wymiana naukowa i kulturalna są najlepszą forpocztą tego typu przemian.

Już teraz musimy jednak mieć więcej możliwości do poznania, zrozumienia i doskonalenia także naszych, narodowych rozwiązań oświatowych, prawnych, by były przestrzegane prawa człowieka, nawet jeśli obecne ustawodawstwo temu nie sprzyja w wymarzonym zakresie. Profesor Wasyl Kremień pisze w jednej ze swoich rozpraw, że (…) dla postępu historycznego konieczne jest wspólne zaufanie do władzy. My dodajemy do tego doświadczenia ewolucyjnego doskonalenia prawa, potrzebę włączania się świata nauki i oświaty w szeroko pojmowaną socjalizację polityczną społeczeństw, by nie dochodziło w nich do absurdów czy paradoksów, kłócących się z humanizmem, o który tak zabiegamy własną aktywnością pedagogiczną.


W każdym otwartym, pluralistycznym społeczeństwie potrzebny jest udział pedagogiki w budowaniu kultury społecznego oporu, rozumianego jako opór transformatywny, który nie anarchizuje życia społecznego, nie paraliżuje szeroko rozumianej władzy, ale wspomaga każdą ze stron obywatelskiego życia w odnajdywaniu rozwiązań godnych ponowoczesnego humanizmu. Szkolnictwo wyższe może w tym zakresie odegrać istotną rolę, dlatego takie spotkanie, jak dzisiejsze, utwierdza mnie w przekonaniu, że warto, często wbrew poprawności politycznej, prowadzić współpracę ponad podziałami, ponad nieczytelnością czy propagandową manipulacją, by przekraczane były granice na rzecz budowania w każdym z nas mistrzostwa pedagogicznego.

Przed nami wspólne Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, które – mam nadzieję – otworzą granice naszej gościnności, sprawności organizacyjnej i szeroko rozumianej kultury pedagogicznej. Spełniają się bowiem marzenia nie tylko młodych pokoleń o organizacji święta sportu w ramach jednej z jego dyscyplin, ale i to, o czym pisze Tadeusz Nowacki uczulając nas w swojej rozprawie na to, by obok marzeń stosunkowo płytkich, codziennych, krótkookresowych, mieć także marzenia znacznie głębsze i poważniejsze, bo są one podstawą dążeń między- i transkulturowych. To one nadają sens naszemu życiu, gdy otwierają perspektywę na realizację pożądanych idei. A zatem podążajmy za własnymi marzeniami, by spełniały się nie tylko te, które są realizowalne, ale także te - wynoszące nas ku szczytom własnych dążeń i wyobraźni.

środa, 16 maja 2012

Ubóstwo dzieci z nowobogackich rodzin

Przysłuchiwałem się wczoraj dyskusji pani dr hab. Heleny Marzec profesor Piotrkowskiej Filii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, jaką prowadziła ze swoimi studentkami pedagogiki na temat zmieniającej się funkcji rodziny w wychowaniu dzieci. W trakcie wymiany poglądów przytaczała wyniki badań jakościowych (opublikowane przez nią wcześniej w rozprawie pt. Dobrobyt materialny szansą czy zagrożeniem wychowania w rodzinie, Piotrków Trybunalski: Naukowe Wydawnictwo Piotrkowskie 2006) na temat dzieciństwa dzieci z rodzin o wysokim statusie materialnym. Wspomniane badania przeprowadziła artystka plastyk dr A. Kiełkiewicz - adiunkt z tej uczelni, która zadała dzieciom prace na temat czasu wolnego, jaki spędzają w swoich rodzinach. Pokazane studentkom rysunki rzeczywiście głęboko poruszyły młode kobiety, przygtowujące się nie tylko do zawodu pedagoga, ale w jakiejś mierze także do swojej przyszłej roli macierzyńskiej i rodzicielskiej. Oto wybrane trzy ilustracje w wykonaniu uczniów ze szkoły podstawowej oraz ich dziecięce wyjaśnienie:

Praca dziecka „Mój dom” – (s. 139)


W moim domu jest wszystko co tylko się da za duże pieniądze kupić. W moim pokoju też. Jestem jedynakiem, więc moi rodzice o mnie dbają, no bo o kogo niby mają się troszczyć, jak nawet psa ani kota tu nie ma. Mam w pokoju kolorowy telewizor, magnetofon, dużo muzyki na płytach i mnóstwo książek we własnej bibliotece. Dla mnie jednak to więzienie! Siedzę nieraz i zazdroszczę biednym dzieciom. Mnie nie wolno wyjść, bo się ubrudzę albo i zarażę. Żadnych kolegów, bo to wszystko, hołota obok – mówi tata. Nie wytrzymam tego! Mam o to wielki żal do rodziców, ale proszę im tego nie mówić. Będą wymówki! Oni przecież wiedzą najlepiej co mi jest do szczęścia potrzebne – tak mówią.

Praca dziecka „Mój dom” nr 2 – (s. 140)


Pani może myśli, ża zapomniałam oczy i usta, że to niedokończone? Wcale nie! To się będzie nazywało „ślepy portret”, bo my z mamą to już nie chcemy patrzeć na to, co z nami będzie przez tatusia. I co z tego, że on nam daje dużo pieniędzy, że jedziemy na wczasy do Włoch i do Hiszpanii, co z tego?!!! Tak w rzeczywistości jest, że my go nie obchodzimy, bo nas bije jak się zdenerwuje. Ale nikt o tym nie wie, tylko jedna pani sąsiadka, bo mamusia do niej uciekła kiedyś i ona się litowała nad losem naszym – matki i córki.

Praca dziecka – Mój tata” (s. 142)


Mama mówi, że jak tata upije się, to wygląda jakby diabeł w niego wstąpił i tak to jest właśnie, że muszę się za niego wstydzić przed blokiem. Ale jemu nikt w oczy nie powie, bo ma ważność ze względu na to, że jest dyrektorem i pan Heniek i pan Bronek mu podlegają, a są z tego samego bloku, tylko mają po jednym mieszkaniu, a my po dwa, razem 6 pokojów i dwie łazienki, bo to ma być potem dla mnie, jak się ożenię….

Przywołałem powyższy wycinek badań, gdyż w dn. 18 - 19 maja br. trwać będą Łódzkie Dni Rodziny. Jak piszą Organizatorzy:

Współczesna rodzina przeżywa kryzys, jest wartością niedocenianą i marginalizowaną. Tymczasem to od rodziny zależy przyszłość każdego z nas. Prawdziwa władza jest w rękach rodziców wychowujących przyszłych polityków, przedsiębiorców, pracodawców i pracowników. Przypomnieniu roli rodziny służą, odbywające się już od 19 lat, Łódzkie Dni Rodziny. W bieżącym roku trwają od 12 do 27 maja. Tegorocznym hasłem przewodnim jest „Geniusz Matki”, co nawiązuje do 25. rocznicy wizyty Jana Pawła II w Łodzi, który podkreślił w naszym mieście wyjątkową rolę macierzyństwa.

Głównymi organizatorami Łódzkich Dni Rodziny są Centrum Służby Rodzinie w Łodzi oraz Fundacja Służby Rodzinie „Nadzieja”. Łódzkie Dni Rodziny współfinansowane są przez Miasto Łódź. Program obejmuje: konferencje, warsztaty, spotkania integracyjne, Jubileusz Małżeństw oraz festyn dla rodzin.
Więcej informacji: http://www.csr.org.pl/ldr/XIX/

Może warto sięgnąć głębiej w czasie konferencyjnych debat do sytuacji dzieci, których socjalizacja wcale nie musi być lepsza tylko dlatego, że ich rodzice są zamożnymi ludźmi. Pieniądze - jak się okazuje - szczęścia nie dają. Wielu ich pozbawiają.