niedziela, 30 grudnia 2012

Zniew@lane umysły studentów ped@gogiki

Poszukiwałem w Internecie informacji o wymienionej przez autora recenzowanej przeze mnie pracy osobie, bo wydawało mi się, że nie jest możliwe, bym w danej dziedzinie wiedzy pedagogicznej mógł jej nie znać. Trzeba jednak mieć trochę pokory, bo przecież ukazuje się tyle artykułów, książek i internetowych tekstów, że być może umknęło coś mojej uwadze. Jakież było moje zadowolenie, kiedy po wrzuceniu do jednej z wyszukiwarek, pojawił się link do tekstu z nieznanym mi jak dotychczas nazwiskiem. Ba, po kliknięciu pojawił się tekst, z którego korzystał autor czytanej właśnie przeze mnie rozprawy.

Zerknąłem na nazwę portalu, z którego naukowiec ściągnął ów tekst, nie podając go jako źródła "swojej wiedzy". Porażające. Okazał się nim jeden z wielu cwaniackich portali, bo zapewne prowadzonych przez oszustów, którym jest wszystko jedno jak, byle tylko wyłudzić jak najwięcej kasy z tytułu zamieszczanych w nim reklam. To portal, w którym niedorozwinięci umysłowo studenci zamieszczają notatki z wykładów, na które uczęszczali lub jakie otrzymali od innych, równie niepełnosprawnych koleżanek lub kolegów z roku. Wrzucają byle co, bo chcą spełnić się w swoich altruistycznych postawach.

A co!!! Niech inni wiedzą, z czego powinni uczyć się na studiach pedagogiki, socjologii, psychologii czy filozofii. Po co mają chodzić do biblioteki, pożyczać książki, czytać czasopisma. Niech korzystają z ich notatek i nie męczą się, nie martwią, jeśli nagle prowadzący zajęcia poleci im napisanie jakiejś pracy, recenzji, zażąda dokonania analizy porównawczej. Tu są gotowce dla jełopów od jełopów. Przytoczę tylko kilka przykładów, by nie podejrzewano mnie o złośliwość czy przypisywanie części studentom zjawiska profesjonalnego analfabetyzmu. Cytuję dosłownie, ale nie podaję adresu stron, bo jeszcze ktoś się zachwyci:

* Pedagogika - od greckiego paidagogos - niewolnik prowadzący chłopców za rękę do szkoły. Termin oznacza naukę o wychowaniu i kształceniu jednostki ludzkiej przez cały okres jej życiowej aktywności w zależności od tego jaką jednostką wyodrębnioną jest subdyscyplina.

* Racjonalność emancypacyjna: Umożliwia wychowawcom wejście na wyższe, głębsze piętro świadomości'

* w pedagogice orientacji epistemologicznej – uznanie nie oczywistość i konwencjonalność kulturowo zdefiniowanego świata oraz niepowtarzalność sytuacji, motywów i racjonalności innych ludzi.


Są też na pomocowych stronach błędnie podawane imiona i/lub nazwiska przedstawicieli poszczególnych subdyscyplin pedagogiki:

- społecznej: Edmund Trępała;

- resocjalizacyjnej: Stanisław Jeglewski, Jarosław Pytka;

- gerontologia: Aleksander Komiński, Kinga Wiśniewska-Groszkowska, Jan Wołoszyn;

- "pedagogika socjologii": koncepcji Dicleia, Sergiusz Hesen.


Poziom skrótów bezmyślności zamyka pogląd, jakoby: Zadaniem pedagogiki negatywnej było wszelkie oddziaływanie wychowawcze. Istotnie, ma ono już miejsce, na stronach z treścią rzekomych wykładów.

15 komentarzy:

  1. Panie Profesorze! Bardzo ważna wiadomość! Mam nadzieję, że zamieszczone tu słowa przeczytają studenci i skłonią ich one do poszukiwania wiedzy w książkach, publikacjach naukowych i periodykach, a nie - jak to coraz częściej się dzieje - wyłącznie w Internecie. W sieci znajdują się ciekawe artykuły, ale trzeba czytać je uważnie i z dystansem.

    Faktycznie porażający jest plagiat wspomnianego naukowca.Przykre, że człowiek, który winien nieustannie doskonalić się w swojej dziedzinie i dawać studentom wzór do naśladowania poszedł na łatwiznę. Nie wierzę, aby zrobił to bezmyślnie.

    Z serdecznymi pozdrowieniami oraz życzeniami wszelkiej pomyślności w nadchodzącym roku, Karolina Kasprzak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszą rolą jako nauczycieli akademickich jest poakzywanie studentom i doktorantom, że Internet jest także śmietnikiem.
      Łączę serdeczne życzenia na Nowy Rok! Pomyślności!

      Usuń
  2. Jak to mi powiedział jeden ze studentów, kiedy zaznaczyłem mu teksty z internetu z takich stron: Pan chce aby napisać pracę bez korzystania z internetu? Nie da się napisać!
    I jakiś procent takich osób pisze później doktoraty.
    Jak opowiadała mi znajoma, recenzująca artykuł do pracy zbiorowej jednego "naukowca" tuż, tuż przed habilitacją, kiedy jej tekst wrzuciła w wyszukiwarkę, okazało się, że 70-80% to plagiat internetowy. Kiedy zwróciła jej uwagę usłyszała: każdy tak robi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nie każdy tak robi, a jej mechanizm obronny jest świadectwem destrukcji osobowości. Dla niej "każdy" znaczy "tak samo nieuczciwy, jak ona".

      Nie mam nic przeciwko temu, by korzystać z tekstów zamieszczonych w internecie, tylko trzeba odrózniać wśród nich ziarna wiedzy naukowej od plew i w przypadku powoływania się na te pierwsze, podawać przypis. To, że niekórzy wydają czasopisma okreśłane nawet przez nich jako naukowe, weryfikuje się nędzą tekstów w nich zamieszczonych. Tu także trzeba umieć odczytywać jakość.
      Ot, takie minimum uczciwości i rzetelności naukowej.

      Usuń
  3. Z jednej strony faktycznie jest to wina studentów, faktycznie jesteśmy jełopami, ale powiedzmy sobie szczerze jeszcze większe jełopy nas uczą skoro zgodziły się na taki a nie inny profil kształcenia. A w imię czego oczywiście pieniędzy.
    Uczelnie i sławetni profesorowie którzy tak się burzą na obecne kształcenie brali czynny udział przy jego układaniu.

    Pozostaje Pytanie, kto pierwszy ma się zmienić, studenci uważani przez profesorów za jełopów nie godni przebywania w ich jaśnie oświeconym towarzystwie. Których traktują jak kolejną zgraje ludzi którym muszą sprzedać troszkę wiedzy.
    Czy może Ci profesorowie którzy biorą udział w tworzeniu profili kształcenia powiedzą dość koniec lecenia na kasę zaczynimy ich wreszcie kształcić a nie tylko mówić o tym.

    Pragnę podzielić się jeszcze jednym, przykłady zawsze płyną do nas szerokim strumieniem od góry.
    Więc skoro my się psujemy jak popsuty musi być ten szczyt.

    Ale przecież od lat się nic nie zmienia przecież już Gombrowicz w Ferdydurke pisał o ciele pedagogicznym.
    Cielsko gnije nadal a my z nim studenci i uczniowie, i to zawsze my będziemy winni.

    Z poważaniem
    Michał Patrzałek

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmieniać musza się w pierwszej kolejności nauczyciele, a więc ci, którzy kształcą, ale jeśli student ma ograniczoną poczytalność i nie potrafi nawet zrobić notatki z wykładu tylko taki bełkot wrzuca do internetu jako wykład, to jest to trochę jak zabawa w głuchy telefon.
    Natomiast nie wiem, o jakich profilach kształcenia Pan pisze - ogólnoakademickim i zawodowym? Czy ma coś innego na uwadze?
    Jeśli studenci są gotowi płacić za swoje studia uczęszczając na zajęcia do "zgniłych cielsk", to do kogo powinni mieć pretensje? Po co im płacą? Jak rynek, to rynek. To nie studiuj u jełopa, a rynkowo wykluczysz go z gry. Chyba, że ktoś woli jełopa, bo dzięki temu nie musi się wysilać, a ponarzekać zawsze może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Zgadzam się że informacje tak przekazywane są nic nie warte, ale na zajęciach często jest bełkot a potem egzamin który z tym bełkotem wykładowym często nie ma nic do rzeczy.

      Ba czasem trzeba pisać błędnie bo tak woli nasz wykładowca...

      Co ciekawe ten sam problem dotyka prac naukowych, zbierając informacje do swojej pracy tylko inżynierskiej, napotkałem na publikacje, zwłaszcza nowe które moim zdaniem, nigdy nie powinny być wydane, opis eksperymentów w nich jest nie do otworzenia. I taka praca nazywa się publikacją naukową?
      I tu kolejny problem im więcej prac tym teoretycznie lepsza uczelnia, większe fundusze nikt nie sprawdza ich jakości.

      To dzieje się na wszystkich szczeblach nauczania, trafiliśmy w błędne koło.
      Ja studiuje na studiach technicznych i sam często jestem świadkiem rozmowy z wykładowcami których się pyta po co ten przedmiot rok temu było to samo? Po to żeby mieli wyrobione godziny dydaktyczne.

      Nie uważam ich za złych nauczycieli, ale sami wiedzą ze uczą czegoś co jest nie potrzebne, lub nie w taki sposób żeby nas nauczyć, ale nie ma innego sposobu, żeby mogli prowadzić prace naukowe.

      Proces rozkładu dotyczy wszystkich uczelni, powiedziałbym że tych państwowych zwłaszcza, bo tam możliwość wywierania zmiana przez studentów jest jeszcze mniejsza, "-przecież za te studia nie płacicie".

      Należy spojrzeć jeszcze tylko z jednego kierunku jaki student ma wpływ na wybór nauczyciela, bardzo mały lub żadny. Czasem musimy zgodzić się na jełopów, na szczęście na każdego takiego wykładowce przypada taki który uczy i pokazuje jak uczyć. Miałem szczęście trafić właśnie na takich, szkoda tylko że Oni boją się podnieść rękawice i zawalczyć o lepszą jakość.

      Naprawdę chciałbym móc coś zmienić, ale powiem szczerzę nie mam zielonego pojęcia jak.
      Bo z każdym rokiem rozumiem mniej to co się dzieje.


      Usuń
    2. Tu się zgadzam z diagnozą, ale trzeba ją jednak traktować wycinkowo, być może instytucjonalnie. Jeśli trafiam na taki "beton umysłowy", to z braku środków walki (chociaż można uruchamiać ruch protestu via samorząd studencki, Parlament Studencki, kierować oceny do Polskiej Komisji Akredytacyjnej itp.) muszę to jakoś przeżyć, ale to nie powód, by taki bełkot zamieszczać w internecie jako wzór tekstu do powielania.
      Na szczęście - jak Pan pisze - są też fachowcy, ludzie godni szacunku, dla których wiedzy warto przetrzymać i skończyć studia. A potem, można podjąć pracę naukową i "rozjechać" w krytyce naukowej pseudorozprawy. Uczę tego moich doktorantów i zachęcam do takiej pracy studyjnej, by nie przyjmowali bezmyślnie jakiejś rozprawy jako naukowej tylko dlatego, że wydało ją Wydawnictwo UJ czy UW. Zdarzają się tu bowiem takie knoty, że prace studenckie są na wyższym poziomie niż niektórych doktorów czy doktorów habilitowanych i profesorów. Tak też bywa. Od tego jesteśmy, by pisać, krytykować, nie godzić się na ten śmietnik. Także w internecie.

      Usuń
  5. Panie Profesorze, trafiłam na Pana blog, ponieważ uczę się z podręcznika akademickiego pod Pana redakcją i zainteresowała mnie osoba autora. Blog jest fascynujący! Myślałam, że jestem ostatnią osobą, której bliskie są zagadnienia poprawności językowej, rozumienia różnych pojęć i skutecznego szukania odpowiedzi, jeśli czegoś nie wiem. "Pedagogika (...). Termin oznacza naukę o wychowaniu i kształceniu jednostki ludzkiej przez cały okres jej życiowej aktywności w zależności od tego jaką jednostką wyodrębnioną jest subdyscyplina." Cytat ten rozłożył mnie na łopatki, a mój nagły głośny śmiech uświadomił, że, w gruncie rzeczy, cudownie jest znajdować takie "kwiatki"... I tym optymistycznym akcentem życzę Panu Profesorowi (i sobie) dalszego pisania, bo już jestem fanką bloga Pana Profesora.

    Z poważaniem,
    Marzena Staliś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, kiedy "takie kwiatki" są publikowane lub wypowiadane z całą powagą jako naukowe. Może ktoś powoła do życia kabaret pedagogiczny i będzie pisał teksty dla artystów. Edukacja i nauka to przecież znakomite obszary dla satyryków. Zapraszam do czytania i komentowania, a nawet sugerowania spraw, o których warto wspólnie rozmawiać.

      Usuń
  6. hmmm...to może by tak Pan Profesor jakieś podsumowanie (oczywiście skrótowo) kończącego się roku napisał...pół żartem pół serio w kategoriach "hity" czyli co "dobrego" merytorycznie godnego uwagi wydarzyło się na polu edukacyjno-naukowym oraz "kity" czyli co sprawiło, że albo uśmiał się Pan ze śmiechu czytając o danym wydarzeniu, tudzież zapłakał nad takowym. I być może takie podsumowanie stałoby się coroczną tradycją niniejszego bloga...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, planuję takie podsumowanie. Dziękuję za zachętę.

      Usuń
  7. Wywołał Pan Profesor słowo kabaret, być może spodoba się Panu film:

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=6W4whEytGoI

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie Profesorze, gratuluję odwagi! Niestety pan Dziekan zakłada, że na studia na UAM należy przyjmować wszystkich, byleby tylko nie byli analfabetami. Ja zostałem doktorem, żeby te tumany mogły być magistrami.
    Łączę pozdrowienia

    Arnold

    OdpowiedzUsuń
  9. To dziwię się, że Arnold ma taki kłopot, bo mógł zostać magistrem po UAM na wspomnianym przez siebie poziomie. A tak to nie wiadomo, czy dr przed nazwiskiem znaczy doktor czy może jednak dureń? Trzeba było iść na fizykę a nie. zamęczać swoją frustracją większość studentów z wyższą kulturą, taktem i inteligencją.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.