sobota, 15 grudnia 2012

Lękajmy się niedouczonych absolwentów szkół wyższych


Sądziłem, że Polska ma najwięcej szkół wyższych, a z referatu doc. PhDr. Nadeždy Krajčová, PhD., którego wysłuchałem kilka dni temu wynika, że przoduje w tym zakresie Słowacja. Jest to następstwem zastosowanego wskaźnika liczby szkół wyższych w stosunku do liczby mieszkańców. Nie ma w tym żadnego paradoksu, że im więcej jest szkół wyższych, tym wyższy jest wskaźnik bezrobocia wśród dorosłych obywateli danego kraju. Na Słowacji najwięcej osób bez pracy jest właśnie wśród absolwentów szkół wyższych, a wśród nich - i to jest paradoksem - po kierunku praca socjalna i pedagogika.

Dziekan jednego z najlepszych Wydziałów Nauk Humanistycznych i Przyrodniczych Preszowskiego Uniwersytetu skierowała do akademików zapytanie: Czyżbyśmy mieli złe treści i system kształcenia, złych nauczycieli, zbyt mało pieniędzy? A może wszystkie te czynniki przyczyniają się do kryzysu lub tylko jeden z nich? Nie chciała jednak skupiać się na kwestiach finansowych, gdyż byłoby to najprostsze w naszym przematerializowanym świecie, gdyż to nie one świadczą o kulturze narodu i jego oczekiwaniach. Kultura, kształcenie nigdy nie były w dziejach ludzkości doceniane ekonomicznie. To jest paradoksem naszego życia. Nie mamy nań wpływu mimo, że dobrze wiemy jak silnie ekonomika rzutuje na funkcjonowanie uniwersytetu. Państwo nie spełnia nawet na poziomie 2% zobowiązania wynikającego z Deklaracji Lizbońskiej, które dotyczyło takiego właśnie poziomu finansowania szkolnictwa wyższego i nauki z budżetu państwa.

Nadežda Krajčová pyta zatem: co w tej sytuacji jesteśmy w stanie uczynić? Nie ulega dla niej wątpliwości, że mamy wpływ na przygotowanie kadr akademickich, skoro pracujemy w uniwersytetach. Stawiamy sobie cel, jakim jest wykształcenie wysoce profesjonalnie przygotowanej do pracy jednostki, otwartej, twórczej, pracowitej i zdolnej do nieustannej pracy nad sobą. Musi to być jednak zarazem osoba wysoce etyczna, a więc taka, która zna swoje granice, potrafi korzystać z wolności i pomnaża swoją mądrość. Musi zatem panować w uniwersytecie harmonia między nauką a kształceniem. Wydaje się jednak, że tak nie jest. Z czego to wynika?

Po pierwsze, uniwersytecka edukacja ma charakter masowy, co niesie z sobą nie tylko komplikacje organizacyjne, ale przede wszystkim związane z jakością studiowania i prowadzenia badań. Jeszcze nigdy i nigdzie tak nie było w dziejach szkolnictwa wyższego. Na uniwersytetach studiowali przede wszystkim najzdolniejsi, najbardziej ambitni młodzi ludzie. Ani państwo, ani regiony nie będą mieć profitów z tytułu przeciętnego wykształcenia swoich obywateli. Ilość osób studiujących rzutuje na tendencję obniżania wymagań także w stosunku do kandydatów na studia. Z szansy skorzystali przeciętni, gorzej przygotowani do studiów młodzi ludzie.

Po drugie, treści kształcenia, programy studiów nie zawsze odpowiadają potrzebom społeczeństwa. Kształcenie uniwersyteckie zawsze oferowało w przeszłości wszechstronną erudycję. Wielu studentów medycyny kończyło jeszcze studia z socjologii, etyki czy zarządzania. Dzięki wszechstronnej edukacji mogli szybciej i lepiej podejmować decyzje zawodowe, osobiste i w sprawach społecznych. Obecnie w grupach jest tak dużo studentów, że nie ma miejsca i czasu na dyskutowanie, wspólną rozmowę, dociekać ich wątpliwości i je rozwiewać czy uczyć się wzajemnie sztuki argumentowania profesjonalnych i własnych racji.

Po trzecie, kryzys edukacji akademickiej ma swoje źródła w redukcji etyki w postawach międzyludzkich. Post przemysłowe społeczeństwo jest wprawdzie postrzegane jako wyższego typu społeczeństwo nowoczesne, ale zarazem i mniej moralne. Bezbrzeżny indywidualizm, absolutyzacja wolności jednostki, ekstremalny poziom materialistycznych postaw społeczeństw, komercjalizacja kultury, preferowanie hedonistycznych doznań, hipokryzja, schizoidalność postaw wobec wartości sprawiają, że głównie młoda generacja utraciła grunt pod nogami. Pieniądze jako źródło życia silnych jednostek, osłabiają humanistyczny wymiar demokracji.

W codziennym życiu jest coraz częściej preferowany ideał siły i bogactwa. Arogancja władzy i moc pieniądza są implementowane do procesów edukacyjnych. Prowadzi to do coraz częstszych i zróżnicowanych form przemocy także w środowiskach szkolnych. Młodzież coraz szybciej orientuje się, że przekazywane jej w placówkach edukacyjnych wartości, nie są przestrzegane w świecie ludzi dorosłych, nie są też preferowane i uznawane w życiu społecznym. Skutkuje to dychotomią wpływów wychowawczych. Odnoszę wrażenie - mówiła Nadežda Krajčová - że rozwój moralny osobowości naszych studentów staje się w warunkach szkolnictwa wyższego już nieaktualny.

Na uniwersytet trafia młodzież, która nie osiągnęła stadium autonomii w swoim rozwoju moralnym. Nie posiada ona zinternalizowanych wartości, a zatem i nie dysponuje kompetencjami moralnymi. Z tego punktu widzenia rola szkoły wyższej powinna koncentrować się nie tylko na profesjonalnym kształceniu kolejnych pokoleń studentów, ale i ich moralnym, osobowościowym rozwoju, szczególnie, gdy dotyczy to kandydatów do nauczycielskiego i pedagogicznego zawodu. To właśnie w trakcie studiów studenci powinni doświadczać i uczyć się od swoich nauczycieli akademickich, co oznacza akceptacja, argumentowanie, sądzenie, krytyka rzeczowa i konstruktywna, rozsądne podejmowanie decyzji, zawieranie kompromisów, bycie tolerancyjnym i odpowiedzialnym.


Nadežda Krajčová apelowała zatem do pedagogów, do nauczycieli akademickich, by możliwy był powrót do stabilnych wartości, przygotowywanie wykwalifikowanych specjalistów, ludzi, którzy będą wiedzieć jak postępować i będą potrafili wykazać się w swoim zawodzie najwyższymi kwalifikacjami. Głęboka specjalizacja, a zarazem umiejętności kreatywne mogą stać się podstawą efektywnej samorealizacji obecnych studentów, kiedy trafią już do pracy. Nie należy zatem obniżać wymagań, byśmy wkrótce nie obawiali się braku kompetencji naszych absolwentów, kiedy przyjdzie nam korzystać z ich służby. Wyobraźmy sobie chirurga, który operując nas, nie będzie posiadał właściwej wiedzy i umiejętności, gdyż nie wymagaliśmy ich od niego w czasie studiów czy wyobraźmy sobie inżyniera budownictwa, który otrzymał dyplom nie za to, co wiedział i potrafił, albo wyobraźmy sobie, że nasze dzieci czy wnuków będzie kształcić niedouczony i zdemoralizowany absolwent studiów nauczycielskich. To nie jest zależne od finansów szkolnictwa wyższego, tylko od nas samych.

Jak widać z powyższego referatu słowackiej docent nauk przyrodniczych - problemy mamy wspólne.

(przekład z języka słowackiego: własny)

3 komentarze:

  1. Nie tylko niedouczonych, ale także bez jakiejkolwiek formacji charakteru.
    Jakoś gdzieś kształtowanie charakteru i ćwiczenie silnej woli rozmyło się na rzecz przeakcentowania osobowości i decyzyjności - czyli w zaniku są takie wartości jak świadomość, wolność i odpowiedzialność. To zaś oznacza, że więcej się poświęca uwagi uwarunkowaniom i wpływom społecznym niż aktywności własnej.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kształcenie uniwersyteckie zawsze oferowało w przeszłości wszechstronną erudycję." - a dzisiaj student pedagogiki nie wiem, kim był Korczak (przypadek rzeczywisty), a "dwukierunkowców" traktuje się hasłem: "Na co to Pani/Panu?". Lękajmy się, racja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypisz - wymaluj polska sytuacja..

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.