niedziela, 9 grudnia 2012

Edukacja przedszkolna między Scyllą mądrości dzieci a Charybdą durnoty wizytatorów

Kiedy pojawiały się w prasie artykuły dotyczące tego, że w przedszkolach zabrania się nauczycielom nauczania dzieci sześcioletnie czytania, byłem wobec tych doniesień sceptyczny. Pomyślałem sobie, że być może w jakimś regionie kraju jest niedouczony wizytator kuratorium oświaty, który usiłuje z pozycji władzy wymuszać postawy bezwzględnego posłuszeństwa pedagogów przedszkolnych wobec jakichś bezmyślnych regulacji prawnych.

Najpierw sięgnąłem do dokumentu: PODSTAWA PROGRAMOWA WYCHOWANIA PRZEDSZKOLNEGO DLA PRZEDSZKOLI, ODDZIAŁÓW PRZEDSZKOLNYCH W SZKOŁACH PODSTAWOWYCH ORAZ INNYCH FORM WYCHOWANIA PRZEDSZKOLNEGO - gdzie czytam m.in.:

Podstawa programowa wychowania przedszkolnego opisuje proces wspomagania rozwoju
i edukacji dzieci objętych wychowaniem przedszkolnym. Przedszkola, oddziały przedszkolne w szkołach podstawowych oraz inne formy wychowania przedszkolnego w równej mierze pełnią funkcje opiekuńcze, wychowawcze i kształcące. Zapewniają dzieciom możliwość wspólnej zabawy i nauki w warunkach bezpiecznych, przyjaznych i dostosowanych do ich potrzeb rozwojowych.

Celem wychowania przedszkolnego jest:

1) wspomaganie dzieci w rozwijaniu uzdolnień oraz kształtowanie czynności
intelektualnych potrzebnych im w codziennych sytuacjach i w dalszej edukacji;
(...)

5) stwarzanie warunków sprzyjających wspólnej i zgodnej zabawie oraz nauce dzieci
o zróżnicowanych możliwościach fizycznych i intelektualnych
;

(...)

10) zapewnienie dzieciom lepszych szans edukacyjnych poprzez wspieranie ich
ciekawości, aktywności i samodzielności, a także kształtowanie tych wiadomości
i umiejętności, które są ważne w edukacji szkolnej
."

Wynika z tego dokumentu, że jeśli pięciolatek czy sześciolatek, który miał to szczęście, że nie poszedł wcześniej do szkoły, potrafi już rozpoznawać litery albo nawet czytać, to nauczyciele wychowania przedszkolnego - zgodnie z powyższą "Podstawą..." - nie tylko mu na to pozwolą, ale i wspomogą w tej umiejętności.

Tymczasem coraz częściej słyszę o tym, że są przedszkola, w których wizytujący je pracownicy nadzoru pedagogicznego nie tylko zabraniają wspierać rozwój dzieci, ale i żądają od dyrektorek placówek dyscyplinarnego ukarania niepokornych wobec pseudoroszczeń nauczycielek. Ich zdaniem one powinny powstrzymywać dzieci przed takim rozwojem. Od nauczania jest szkoła, klasa I, a nie przedszkole.

Jakiś urzędas przeczytał w powyższym dokumencie, że dzieci powinny wykazywać
się pod koniec wychowania przedszkolnego gotowością do nauki czytania i pisania; gotowością, a nie umiejętnością!!! To znaczy, że jeśli ową umiejętność nabyły w domu, to trzeba ją wygasić, powstrzymać, a już na pewno nie należy jej rozwijać w toku edukacji przedszkolnej.

Chyba śnię, albo żyję w kraju pedagogicznych i psychologicznych analfabetów. Czy wyobrażacie sobie państwo sytuację, w której nauczyciele przedszkoli informują dzieci, że jak przyjdzie do nich pani wizytator (taka baaardzo, baaaardzo ważna pani), to na pytanie o to, czy mają zajęcia z czytania, niech stanowczo temu zaprzeczą np.:

- "Ależ skąd!
- A co to jest czytanie?
- Nigdy w życiu?
- My nawet nie znamy liter!
- A powinnyśmy umieć już czytać? itp.

Dzieci mają - pisząc kolokwialnie - "rżnąć głąba", nie przyznawać się do tego, że pani nie tylko pozwala im czytać, ale i prowadzi stosowne ćwiczenia w tym zakresie.

I jeszcze jedno: nauczycielki chowają na czas wizytacji wszystkie pomoce dydaktyczne, które wskazywałyby na ich zastosowanie w czasie zajęć edukacyjnych w zakresie kształtowania umiejętności czytania.

Pogratulować polskiej oświacie tak nieoświeconych (mówiąc wprost - durnych) wizytatorów!

Pedagodzy-naukowcy ostrzegali:

Dorota Dziamska z Pracowni Pedagogicznej im. prof. Ryszarda Więckowskiego stwierdziła, że kształtowanie kompetencji alfabetyzacyjnych w podstawie programowej dla sześciolatków zostało zupełnie pominięte. A to wielki błąd, który przyniesie w kolejnych pokoleniach dzieci poważne konsekwencje (...)

11 komentarzy:

  1. E tam, zaraz "durni wizytatorzy"... Ależ to przecież bardzo przyszłościowa koncepcja! Biorąc pod uwagę, że najbardziej nęci to, co zakazane - dzieci, którym nie wolno czytać, tym chętniej będą uczyły się tej obłożonej tabu czynności. Natomiast nie rozumiem, dlaczego w takim razie dyskryminowana jest matematyka? Gdybyśmy zakazali również liczenia, matematyka od razu stałaby się atrakcyjniejsza! Żeby nie było przy tym pokus liczenia na palcach, dzieci chodziłyby do przedszkola z rękawicach z jednym palcem, a najlepiej w bokserskich. Proponuję również dzieciom zabronić wchodzenia do bibliotek - może wzrośnie nam w końcu wskaźnik czytelnictwa w narodzie. A gdyby tak jeszcze raz kategorycznie zabronić uczniom w ogóle chodzenia do szkoły, może uporalibyśmy się w końcu z plagą wagarów? To, proszę Państwa, zapewne wszechstronnie przemyślana strategia! Po prostu geniusz wizytatorów tak dalece wyrasta ponad nauczycielską przeciętność, że nie potrafimy docenić tych wizjonerskich rozwiązań!

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem niepokojące jest przede wszystkim to, że ani dyrektor placówki ani grono wizytowanych nauczycieli nie potrafią podać argumentów wynikających z wiedzy o rozwoju dziecka(którą przecież powinni dysponować), które wizytatorowi zmieniłyby sposób oceny ich działań edukacyjnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem najbardziej niepokojące jest to, że ani dyrektor placówki ani wizytowani nauczyciele, nie potrafią przedstawić wizytatorowi argumentów, odnoszących się do rozwoju dziecka(które jako pedagodzy powinni umieć przytoczyć bez problemu), które podważyłyby sposób dokonywania oceny ich pracy wychowawczej. Skąd lęk przed niedouczonymi? z własnego niedouczenia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Około 60% dzieci chodzi do przedszkola, na wsi ten odsetek jest zdecydowanie niższy, chyba około 30%. Podaję z głowy dane.
    Dzieci z umiejętnością nauki czytania w klasie I szkoły- to wyjątki, za to dość często jest taka sytuacja, że jeżeli dziecko czyta- to rodzice koniecznie chcą je posłać rok wcześniej do szkoły.
    Niektórzy nauczyciele nie radzą sobie w nauczaniu, jeżeli mają dzieci umiejące czytać, znające litery, skoro nauczycli ich monografii litery. Nie umieją pracować wielopoziomowo.
    Problem jest prosty (dla dobrego nauczyciela), ale dla niektórych złożony (dla niedoświadczonych nauczycieli).
    Z drugiej strony Profesor Gruszczyk_Kolczyńska napisała kiedyś, że autorskie programy wychowania przedszkolnego, opracowane według podstawy programowej mogą rozszerzać ten zakres edukacji, ponieważ zadatki uzdolnień matematycznych ujawniają się już u dzieci w wieku przedszkolnym. Rozszerzyłbym tu to twierdzenie i na zakres językowy.
    Centralne rozdzielnictwo zawsze mnie deprymowało.

    OdpowiedzUsuń
  5. ups...Panie Profesorze no to przyznaję się bez bicia, że mój 5 letni syn już potrafi czytać...ale to wina żony, ja nawet zabraniałem na wierzchu trzymać książek, i wie Pan co...moja żona która pracuje w przedszkolu nauczyła czytać inne dzieci. Panie Profesorze błagamy i prosimy aby na nas nie donosił do ministerstwa, oduczę syna czytać i każę to samo uczynić rodzicom tych dzieci które uczyła moja żona przysięgam. A mówiłem "uważaj bo się dobiorą". A teraz muszę uciekać bo dziecko moje właśnie sięga po Kubusia Puchatka...najświętsza Panienko ON ZACZYNA CZYTAĆ I TO NA GŁOS NIEEEEE!!!!!!. A co jeśli wkrótce sięgnie po długopis i zacznie pisać, wtedy wszystko się wyda...rany co ja narobiłem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to "klops", a co mają zrobić teraz przedszkola pracujące koncepcją min. Jagody Cieszyńskiej ?, mój 5-latek czyta, a co gorsze, każdą nową zabawkę rozpoczyna od ...czytania ??? instrukcji

      Usuń
    2. 14 lat temu moja córka miała 5 lat i umiała juz płynnie czytac i pisać. Sama chciała się nauczyć więc ją nauczyłam......Dzisiaj studiuje medycynę. Ale 14 lat temu, choć była już Łybacka, która zniszczyła podst.szkoły 8-letnie, wprowadzając demoralizujące dzieci gimnazja, to jeszcze nie było tuska, hall i szumilas....A właściwie rzec by należało, iż ch mocodawcy, nie byli jeszcze tak bardzo aktywni na niwie ogłupiania dzieci, młodzieży, i niszczenia edukacji w Narodzie Polskim! W mojej ocenie jest to celowe działanie polskojęzycznych okupantów Polski. Polak niepodległy NIGDY nie niszczyłby nauki, gospodarki itd.

      Usuń
  6. Powinny robić to co robią-czyli swoje.Od kilku lat krążą opowieści o tym, jak to kuratorium zabroniło realizować przyjęty w przedszkolu program wychowania. Nigdy nie usłyszałem jednak żadnych konkretów - w jakim przedszkolu, kiedy, przy jakiej okazji wizytator taki zakaz wydał.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żeby nam nie zginęło niezwykle istotne w tej historii: wizytatorzy (i słuchający ich dyrektorzy) nie rozumieją idei podstawy programowej!!! Która to podstawa podaje do wiadomości opinii publicznej, co każda szkoła MUSI zrobić, nie zabraniając wszelako robić szkołom coś więcej.

    Straszne czasy niekompetencji wszelakiej.




    OdpowiedzUsuń
  8. Chodzi o przymuszenie(!!!) rodziców by posłali dzieci w wieku 6 lat do szkoły i tylko o to. Jakieś panie Hall/Szumilas/Krajewska wraz z panem Bonim sobie to, nie wiadomo skądinąd po co, wymyśliły i tak ma być. I nie będzie sobie jakieś przypadkowe społeczeństwo decydować o losie swoich dzieci...;-)
    To nie jest kwestia głupoty wizytatorów - oni tylko robią to, czego od nich szefowie wymagają na podstawie powielaczowych i ustnych poleceń!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mądrego, rozumnego nadzoru w naszym kraju daleko szukać; prawdę mówiąc nie wiem czy jest to jeszcze możliwe... Sztywne trzymanie się wydumanych procedur jest prostsze niż myślenie, które może niektórych czasem zwyczajnie boli....Prawdąjest, że w przedszkolach nauczycielki nie uczą czytania, zasłaniając się wskazaniami kuratorium (?), a później, gdy dzieci trafiają do I klasy wymaga się od nich tejże umiejętności (sic!). Jedyna nadzieja, w tym całym zgiełku, w coraz mądrzejszych i bardziej świadomych rodzicach, którzy w skrytości własnych mieszkań, wspierają dzieci w rozwoju, bez względu na przepisy, procedury i zalecenia.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.