piątek, 30 listopada 2012

Projekt nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym


Nie jest to pierwsza ustawa tej koalicji, która jeszcze dobrze nie weszła w życie, a już musi być nowelizowana, gdyż generuje wiele patologii. Już nikt nie dochodzi tego, co jest ich przyczyną a co skutkiem, bo władze resortu musiałyby przyznać się do popełnienia wielu błędów, które powstały w wyniku tzw. troski o wyższą jakość kształcenia, stając się jej zaprzeczeniem.

Formułowane w resorcie tezy są ewidentną ucieczką przed odpowiedzialnością, zresztą nie tylko tej ekipy rządzącej. Kiedy czytam: "Niż demograficzny powoduje, że uczelnie silnie konkurują o liczbę studentów", to zastanawiam się, co jeszcze w naszym kraju ów niż będzie usprawiedliwiał, skoro zgodnie z jedną z prawidłowości społecznych, im czegoś jest mniej ilościowo, tym jakościowo powinno być lepiej? Wiadomo jednak, że nie jest to jedyny parametr zmian, który mógłby samoistnie wywierać negatywny wpływ na akademicką rzeczywistość. Mamy w kraju za dużo wyższych szkół w stosunku do liczby osób zainteresowanych podejmowaniem w nich studiów, a zarazem spełniających wymogi jakościowe kadr i ofert dydaktycznych.

Kiedy jednak nie potrafimy spowodować w szkolnictwie ponadgimnazjalnym, by jego absolwentów z maturą było więcej, to poszukujemy innej ścieżki dostępu do szkolnictwa wyższego, którą wpisujemy w ideologiczny polityczny program: ułatwienia studiowania osobom dojrzałym w ramach programu "Uczenie się przez całe życie" w specjalnym trybie uwzględniającym wcześniej uzyskane kwalifikacje i kompetencje. Ten ułatwiony dostęp do szkolnictwa wyższego osobom powyżej 25. roku życia zostanie zrealizowany przez nowy system potwierdzania posiadanych przez nich kompetencji, jakie zdobyli poza systemem szkolnictwa wyższego, a więc np. uzyskanych w procesie samodoskonalenia, wykonywania pracy zawodowej, uczestnictwo w kursach i szkoleniach, a także uznawanie kwalifikacji zdobytych w kolegiach zawodowych funkcjonujących w systemie oświaty. Proponuje się takim dorosłym uczestniczenie w mniejszej liczbie zajęć, a tym samym skrócenie czasu
odbywanych studiów lub zmniejszenie ich intensywności, np. uzyskanie 50% pkt ECTS w stosunku do normy, jaką muszą realizować studenci w powszechnie obowiązującym trybie.



Szkoły wyższe przekształcą się wkrótce w szkółki kwalifikacyjne, by z jednej strony nie powodować ich (samo-)likwidacją wysypu osób bezrobotnych, z drugiej zaś, by tym, którzy z różnych powodów nie uzyskali matury, sprawić przyjemność bycia studentami (Ciekawe czy przez całe życie?) Mają zatem pojawić się nowe mechanizmy w polityce resortu, które powinny doprowadzić do wyraźnego odróżnienia uczelni badawczych od uczelni zawodowych. Ministerstwo chce zmusić uczelnie i szkoły wyższe, by dokonały jednoznacznego przeprofilowania swojej misji w ramach wyspecjalizowania się w
kształceniu na kierunkach praktycznych. Tu jakość edukacji determinować będzie praktyczne umiejętności studentów. Natomiast uczelnie akademickie będą musiały przeprofilować się w uczelnie badawcze, w których kształcenie powiązane będzie
z realizowanymi w nich badaniami naukowymi oraz włączeniem w nie studentów.

W ten sposób system szkolnictwa wyższego składać się będzie w przyszłości z dwóch podstawowych typów uczelni: uczelni, kształcących przede wszystkim na profilu praktycznym (zawodowych), przygotowujących absolwentów do potrzeb rynku pracy, oraz uczelni, koncentrujących się na ogólnoakademickich programach kształcenia, z których część stanie się uczelniami badawczymi. Obecnie wszystkie uczelnie publiczne oraz nieliczne wyższe szkoły prywatne realizują oba modele równocześnie i w każdym z nich z osobna czują się i sprawdzają się lepiej lub gorzej.

Ministerstwo chce także ostrzegać klientów szkolnictwa wyższego przed lipnymi szkółkami, które w zdecydowanej większości ich założycieli miały i stały się dla nich głównie dochodem i biznesem prowadzonym kosztem jakiejkolwiek jakości kształcenia oraz zlekceważenia procesu badawczego. W celu ochrony uczelni niepublicznych, zapewniających wysoką jakość kształcenia i rzetelnie stosujących prawo przed negatywnymi skutkami niżu demograficznego, zapewniony zostanie studentom i kandydatom na studia skuteczny dostęp do informacji o uczelniach, które nie przestrzegają prawa oraz o kierunkach studiów, które otrzymały negatywną ocenę Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Projekt przewiduje też inne zmiany wzmacniające ochronę praw studentów.

Wyższe szkoły zawodowe, w tym większość wyższych szkół prywatnych (w szczególności na kierunkach tzw. „masowych” jak np. pedagogika, marketing i zarządzanie, socjologia) nie będą mogły kształcić na kierunku o profilu ogólnoakademickim, tylko praktycznym, zawodowym. Nareszcie resort przyznał, że trzeba przeciąć fikcję i pozór akademickości, ponieważ w uczelniach tych (publicznych i niepublicznych) studenci mają ograniczony dostęp do wysoko wyspecjalizowanej kadry naukowej (niższe wymogi dotyczące minimum kadrowego), a zajęcia dydaktyczne często odbywają się w dużych grupach wykładowych powoduje to erozję relacji „mistrz-uczeń”, a tym samym obniżanie jakości kształcenia.

Co ciekawe: Nowa regulacja wprowadza zasadę, że tylko ta podstawowa jednostka organizacyjna uczelni, która posiada uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora będzie mogła prowadzić kształcenie zarówno na kierunkach studiów o profilu praktycznym, jak i na kierunkach o profilu ogólnoakademickim. Natomiast jednostka organizacyjna nieposiadająca uprawnień do nadawania stopnia naukowego doktora będzie
zobowiązana do prowadzenia kształcenia na kierunkach o profilu praktycznym.


W Polsce, wśród niepublicznych szkół, których jednostki kształcą na kierunku pedagogika i posiadają uprawnienia akademickie do nadawania co najmniej stopnia naukowego doktora są tylko TRZY: DSW we Wrocławiu, Ignatianum w Krakowie i Pedagogium w Warszawie. To oznacza, że wydziały w niektórych uniwersytetach, politechnikach, akademiach publicznych, jak i w 99% wyższych szkół prywatnych nie będą mogły kształcić w profilu ogólnoakademickim. Koniec zatem z mydleniem kandydatom oczu, że w takich jednostkach i szkołach prowadzi się badania naukowe, wydaje rozprawy czy organizuje konferencje, skoro nie spełniły one dotychczas wymogu akademickości. Część z nich być może jeszcze podejmie wysiłek w kierunku naprawy i reorientacji swojej misji, ale będzie to "kropla" w morzu zakłamywania własnej rzeczywistości.

Ci, którym wydaje się, że to będzie łatwe, muszą powstrzymać swoje zachcianki oparte jak dotychczas na manipulacjach. Resort wprowadzi zmianę w tzw. minimum kadrowym w grupie samodzielnych nauczycieli akademickich, zatrudnionych w jednostce ubiegającej się o uruchomienie ogólnoakademickiego profilu kształcenia drugiego stopnia, które będzie musiało być równe liczbie osób określonej dla jednostki organizacyjnej uprawnionej do nadawania stopnia naukowego doktora, reprezentujących dziedzinę nauki lub sztuki, do której przyporządkowano dany kierunek. Tym samym także wiele z tych wyższych szkół prywatnych, które uzyskały prawo do kształcenia na kierunku magisterskim, będzie musiało zejść z kursu ogólnoakademickiego i przeprofilować swoja ofertę na wąsko zawodową edukację, albo zwiększyć zatrudnienie wśród samodzielnych pracowników naukowych i zająć się wreszcie nauką, a nie biznesem finansowanym z pieniędzy naiwnych studentów.

To tylko zapowiedzi niektórych zmian.

3 komentarze:

  1. niniejszy democik z pewnością pasuje http://demotywatory.pl/3982693/A-nasz-Minister-Edukacji

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Ministra wbija kolejny gwóźdź do trumny tym uczelniom niepublicznym, które prowadziły studia drugiego stopnia na określonych kierunkach. Oj, będzie się działo...!

    OdpowiedzUsuń
  3. :-/ sama jestem w trakcie sesji na pierwszego roku na wydziale pedagogiki w prywatnej szkole wyższej i po 8 miesiącach nauki stwierdzam iż stan faktyczny jest daleki od składanych obietnic przy okazji organizowanych przez szkołę drzwi otwartych i rekrutacji... kadra jak i oferta dydaktyczna pozostawia wiele do życzenia. Same "zaliczenia" w większości przypadków to kwestia Ipada lub telefonu komórkowego z dostępem do internetu. System oceniania... no cóż odnoszę wrażenie że równie dobrze mogłabym oddać kartkę z przepisem na domowe ciasto. W przypadku kiedy należy przygotować coś samemu grupę ogarnia oburzenie- "no jak płacę i jeszcze każą mi coś robić?!"... biję się w pierś i zastanawiam się głęboko jaki w tym wszystkim sens? gdzie w tym wszystkim miejsce dla takich ludzi jak ja którzy pragną się czegoś nauczyć, zdobyć wiedzę... a tu taka ciekawa perspektywa studiów drugiego stopnia :-(

    OdpowiedzUsuń