środa, 7 listopada 2012

Postmanowskie studia nie tylko amerykańskiej edukacji

Amerykanie wybierają prezydenta. Warto zatem w atmosferze dyskusji na temat tego, który spośród dwóch kandydatów byłby lepszy i który będzie rządził w Białym Domu, przywołać poglądy jednego z najbardziej popularnych w dobie współczesnej antropologów kultury, którego rozprawy są interesujące dla pedagogów, gdyż bezpośrednio dotyczą problemów edukacji szkolnej i wychowania.

Profesor Neil Postman (1931-2003) był profesorem Nowojorskiego Uniwersytetu na Manhattanie zyskując szacunek w świecie dzięki krytycznym studiom o amerykańskiej kulturze, w tym szczególnie o wpływie przemysłu środków masowego przekazu oraz nowych mediów na współczesne społeczeństwa i na demokrację. Wydał takie książki, jak: Nauczanie jako restauracja aktywności [1979], Zaginione dzieciństwo [1982], Zabawimy się na śmierć [1985], Technopol [1991], Koniec edukacji [1995] czy „W stronę XVIII stulecia. Jak przeszłość może doskonalić naszą przyszłość"[2002].

Jego książki nie są konstatacją rzeczywistej destrukcji procesów edukacyjnych w amerykańskiej oświacie, ale ostrzeżeniem przed możliwością jej spełnienia się, o ile społeczeństwo to nie uświadomi sobie tkwiących w nim postmodernistycznych wyzwań i zagrożeń. Niestety, nie mamy wciąż w Polsce przekładu jednej z najważniejszych rozpraw tego autora p.t. "Bez bogów. Koniec edukacji", której przekład na język niemiecki pomija w tytule jego główną część.Zredukowano bowiem orginalny tytuł do podtytułu. Tymczasem dla Postmana istotną rolę odgrywała dominująca w USA kwestia zaniku autorytetów, wielkich narratorów oświeceniowych, właśnie bogów, transcendencji. Jego zdaniem ich nieobecność pozbawia edukację szkolną sensotwórczego i aksjologicznego wymiaru.

Zdaniem N. Postmana każdy, kto zajmuje się problemami kształcenia dzieci i młodzieży musi rozstrzygnąć dwa zasadnicze problemy: techniczny i metafizyczny. Pierwszy z nich dotyczy metod i środków, dzięki którym młodzież zdobywa wiedzę, toteż pedagodzy zajmują się kwestią tego gdzie, kiedy i w jaki sposób powinno przebiegać nauczanie. Warto sobie jednak uświadamiać, że technika uczenia się jest bardzo często przeceniana, przez co przypisuje się jej więcej znaczenia, niż ona na to w rzeczywistości zasługuje. Jak powiada stare przysłowie: - Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu i wszystkie są właściwe. Podobnie jest z uczeniem się.

Nikt nie może powiedzieć, że ten czy inny rodzaj uczenia się jest najlepszy. Innym człowiekiem można wprawdzie stać się dzięki temu, czego się uczymy, ale potrzebna jest do tego nie tylko jakaś wizja, koncepcja czy światopogląd, ile przede wszystkim jego uzasadnienie, a to już jest kwestią metafizyczną. Nie chodzi tu Postmanowi o sprawę motywacji do uczenia się, budzenia zaciekawień treściami kształcenia, składanie egzaminów czy odrabianie prac domowych, ale o coś bardziej abstrakcyjnego, nie uświadamianego sobie przez uczniów i nie dość łatwego do opisu, a bez czego szkoła nie może funkcjonować. Szkoła bowiem ma tylko wówczas sens, kiedy uczniowie, ich rodzice i nauczyciele mają jednego, a jeszcze lepiej wielu bogów, którym mogliby służyć.

Jeśli Postman upomina się o Boga w szkolnej edukacji to dlatego, że jego zdaniem zajmuje on swoje poczesne miejsce jedynie w szkołach wyznaniowych. Tymczasem w szkołach publicznych brakuje idei transcendentnych, duchowych, które nadawałyby uczeniu się odpowiedni sens i jasność. Autor nie żądał przywrócenia oświacie publicznej wymiaru stricte religijnego, na bazie tradycji judeo - chrześcijańskiej, ale upominał się o wprowadzenie do niej jakiejś WIELKIEJ OPOWIEŚCI, metanarracji jako synonimu Boga. Nie ma to być jakakolwiek opowieść, ale taka właśnie, która nawiązywałaby do swoich źródeł i kreowała zarazem uczniom wizję przyszłości. Miałaby to być opowieść, bazująca na ideałach, określająca zasady współżycia, tworząca autorytety i - co najważniejsze - przekazująca poczucie ciągłości i świadomości celu.

Bóg - w tym sensie - jest dla Postmana "nazwą" jakiejś "Wielkiej Opowieści", mającej dość wiarygodności, kompleksowości i symbolicznej mocy, by stawała się w życiu każdego człowieka punktem oparcia. Autor tej książki nie chce przez to powiedzieć, że należy odrzucić wszelkie dotychczasowe narracje. Sam przeżył w swoim życiu trzy takie Wielkie Opowieści: komunizm, narodowy socjalizm i faszyzm, a każda z nich okazała się katastrofalna dla ludzkości. Każdy z tych "bogów" obiecywał swoim zwolennikom niebo, ale prowadził ich do piekła.

Człowiek jest taką istotą, która nie może żyć bez Boga nadającemu jemu sens, bowiem jego geniusz tkwi w zdolności kreowania dzięki opowieściom znaczeń, które nadają sens jego pracy, przekraczają historię, oświecają współczesność i nadają kierunek ich przyszłości. Do spełnienia tej funkcji wielkie opowieści nie muszą odpowiadać kryterium naukowej prawdziwości, gdyż mają one nadawać światu sens, bez konieczności naukowego jego opisywania.

Miarą "prawdy" lub "fałszu" takiej Opowieści jest to, czy daje ona ludziom poczucie osobistej tożsamości, poczucie wspólnoty oraz podstawę do moralnych zachowań oraz wyjaśnień tego, co nie może być przedmiotem badań. Życie ludzkie bez takiej opowieści nie ma żadnego sensu. Bez niego też uczenie się jest bezcelowe.

Brak owego sensu powoduje, że budynki szkolne zieją pustką, a nie nauką. Wielkie opowieści znajdują się w takich tekstach, jak Stary i Nowy Testament, Koran czy Bhagavadgita, ale w XVI wieku zostały one - zdaniem N. Postmana - uzupełnione o ich alternatywę, jaką stały się nauki indukcyjne z ich pierwszymi narratorami, a mianowicie: Kartezjuszem, Baconem, Galileo, Keplerem czy Newtonem. Nauka stała się kolejnym "bogiem", który przyczynił się do większej kontroli i władzy nad ludzkim życiem, od wszystkich innych bogów przed nią, ale z racji swojej niedoskonałości stworzyła ona kolejną wielką opowieść jaką jest technologia. O ile bowiem "bóg nauki" odpowiadał za obiektywne rozumienie świata i władzę nad nim, o tyle "bóg technologii" jako technologicznej twórczości i ludzkiego postępu opowiada się jedynie za władzą człowieka nad światem doczesnym. Oferuje zarówno biednym, jak i bogatym wygodę, korzyści i szczęście "tu i teraz".

Bóg ten, podobnie jak i jego poprzednicy, jest jednak - zdaniem Postmana - bogiem fałszywym. Lepiej jest bowiem posiadać w swoim życiu jakąś głęboką o nim prawdę, jakiegoś jednego boga, niż nie mieć żadnego. Co się bowiem dzieje, kiedy nie mamy żadnego boga? Jedni popełniają samobójstwo. Inni uzależniają się od narkotyków czy alkoholu, wchodzą na drogę przemocy. Niektórzy zakładają na siebie pancerz nieprzenikalnego egozimu. Wielu odnajduje pożałowania godną ucieczkę przed własnym lękiem w komercyjnym odtworzeniu niegdyś władczej opowieści.

Potrzebne jest zatem ludziom wołanie o narrację, która nada sens ich życiu, gdyż jej brak prowadzi do różnego rodzaju psychicznej traumy. Nie chodziło Postmanowi o to, by rozstrzygnąć, czy owa narracja prowadzi ludzi do nieba czy do piekła, gdyż lepiej jest znaleźć się w piekle, niż nigdzie. Życie w nicości oznacza bowiem egzystencję w sterylnej kulturze, a więc w kulturze bez wizji przeszłości czy przyszłości, bez organizujących ją zasad, bez wyraźnych autorytetów. Po co zatem szkołom taka kultura? Po co takiej kulturze szkoły?

3 komentarze:

  1. Panie Profesorze. Ilość komentarzy odzwierciedla jakość i skalę poruszonej problematyki - o sprawach najważniejszych, fundamentalnych nie lubimy i nie potrafimy rozmawiać. "Szkoda czasu na takie rzeczy", "to nie są tematy dla nas maluczkich, ale dla filozofów". Liczą się pragmatyka, praktyka, działanie, skuteczność. Pal sześć fora internetowe - to chyba nie są najlepsze miejsca do prowadzenia takich rozmów, powinniśmy to robić na żywo. Najlepszymi miejscami do takich debat są posiedzenia rad pedagogicznych i spotkania z rodzicami, zwane potocznie wywiadówkami.
    Każda edukacja, każda szkoła powinna posiadać swoją filozofię - tak zrozumiałem Pana tekst. Nie z wszystkimi tezami zgadzam się. Chciałbym rozmawiać na ten temat nie na blogach, nie z profesorami, ale ... na ternie szkoły. Zastanawiam się: czy wypada, czy to jest stosowne żebym w szkole mojego dziecka lub wnuka zadał takie pytanie: jaka jest filozofia tej szkoły ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym postawił takie pytanie. To nawet nie muso być kwestia filozofii, ale kanonu wartości które są konsekwentnie i spójnie realizowane w szkole. Ciekawe「 co i kto powie Panu na ten temat? Ile bedzie frazesów,a ile swiadomosci przejawów -symptomów realizowania jakichś celów? No właśnie - jakich?

      Usuń
  2. Cóż, Gilbert Keith ("Ortodoksja" - polecam!) prowadzi nas do wniosku, iż człowiek jest kopią, która tęskni do Oryginału; dopiero w tej relacji może odnaleźć samego siebie. Efektem współczesnej szkoły jest częściej zagubienie, niż odnalezienie czegokolwiek, a tym bardziej siebie. Nawet "Bóg" serwowany w naszych szkołach nie jest dobrą kopią Oryginału. Mam żal do szkoły o banalizację religii, o bylejakość jej nauczania, zwłaszcza w ważnym okresie dojrzewania. Bylejakość, która zniszczyło moje - cóż! może nie do końca udolne - ale jednak starania, aby Bóg był znaczącym punktem odniesienia dla kształtującej się tożsamości mojego dziecka. W szkole nauczyło się cynizmu, wobec którego jestem w tej chwili bezradna. Gimnazjum to bardzo trudny czas dla rodziców! Wstyd mi za banały, które zaczyna kojarzyć z religią. Inni nauczyciele zachowują polityczną poprawność. A młodzież potrzebuje sporów, tylko mądrych. Po co taki "fałszywy bóg"? I przyznaję, że gdy czytam takie albo o takich refleksyjnych, mądrych książkach, prowokujących do podstawowych pytań, zastanawiam się, czy pedagogika kończy się za drzwiami profesorskich pokojów? Panie Marianie! Myślę, że przekonanie iż to nie są tematy dla maluczkich, ale dla filozofów, nie wiąże się z niechęcią do dyskutowania o sprawach fundamentalnych, ale brakiem wiary w to, że to ma jakiekolwiek przełożenie na środowisko szkolne. Szkołę trzeba przeczekać - do takich wniosków doszło moje dziecko i ja, jako rodzic. Jako rodzic muszę być czujna i chronić dziecko, by szkoła nie zrobiła mu zbyt dużej szkody. W to, że nie zrobi żadnej - już nie wierzę i nie przekona mnie to, że od czasu do czasu pojawia się jakiś cudowny nauczyciel. On jest, na szczęście, moim sojusznikiem w tym, by chronić moje dziecko przed szkołą, ale on nie jest "szkołą". Przepraszam, ale szkoła jaka jest każdy widzi! Szkoła nie ma żadnej filozofii, bo szkoła nie jest wspólnotą, ale miejscem pracy. Tu się bywa i na wszelki wypadek nie ujawnia żadnych poglądów. Także nie dyskutuje się o Oryginale. Zwłaszcza nie dyskutuje się o Oryginale. Panie Profesorze! Nie wierzę, że może być jakiś kanon wartości realizowany w naszej szkole! To taki mój edukacyjny teleologiczny ateizm. Wierzę, że Pan Wiesław usłyszy same frazesy. Nauczyciele skrzętnie chowają swoje wartości, jeśli takie posiadają, a jeśli je prezentują to "prywatnie", nie "służbowo". To znaczy zaznaczają w ten sposób swoją barwniejszą i odważniejszą osobowość na bezkształtnej, nie ujawniającej swoich wartości masie ciała pedagogicznego. Proszę zwrócić uwagę, że ci "lepsi" nauczyciele, wychowawcy często prezentują swój nonkonformizm, a więc nawet programowo odcinają się od jakichś wartości swoje szkoły. Pracuję w szkole wyższej, ale nawet zaczynam to rozumieć. Był okres, że identyfikowałam się z uczelnią, nawet jedną, drugą i trzecią - ich wartości były moimi. Ale w każdej z nich następował po jakimś czasie proces destrukcji. A szkołach jest jeszcze gorzej i nauczyciele jeszcze bardziej zachowawczy. Jakie tam wartości? Procedury pro-jakościowe nie przewidują takiego pojęcia. Są elegancko sterylne teleologicznie. Są efekty kształcenia. I na uczelniach, i w szkołach. A nauczyciele nie realizują filozofii szkoły, tylko założenia podstawy programowej. I wszystko pod klucz (egzaminacyjny). Jakie wartości?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.