sobota, 17 listopada 2012

Kompromitująca CKE i MEN promocja "swoich" w oświacie

musi skutkować tym, że także ten obszar sfery publicznej, który jest finansowany z budżetu państwa, a zatem z naszych podatków, powinien być profesjonalnie zarządzany tzn. tak, by zaplanowane środki były wydatkowane właściwie, poprawnie, efektywnie, zgodnie z najwyższymi standardami i gospodarnością. Tak nie było, nie ma i obawiam się, że - jak długo szkolnictwo będzie bez nadzoru społecznego (bo przecież kontrola Sejmu jest pseudospołeczną, jako że dzieli się tu oświatowe szaty pod dyktando interesów partii politycznych) - nie będzie.

Tym samym nie ma co się dziwić, że każdy egzamin państwowy, a także wydatkowane środki na tzw. egzaminy próbne, był, jest i będzie obciążony błędami merytorycznymi i strukturalnymi, których sprawcami są dla nas bezimienni, a dla MEN i CKE chronieni -"swoi tfórcy" testów, którym trzeba dać zarobić. Co z tego, że każdego roku specjaliści alarmują, dziennikarze wyciągają przykłady niechlujstwa, niestaranności, niekompetencji na jaw, skoro i tak nie ma to znaczenia, gdyż mechanizmy funkcjonowania centralistycznie sterowanych instytucji od lat mają wkomponowany brak samokontroli. Tu każdy jest mędrkiem sam dla siebie. Ważne, by ktoś ważny stał za jego plecami, podpisał umowę o dzieło czy o pracę, a jak coś nie wypali, to przecież już przyzwyczailiśmy się do tego, że tak być może, a nawet musi. Nawet b. kurator Jerzy Lackowski przyznaje, że CKE powinno być instytucją działającą niezależnie od MEN, niepodlegającą żadnym naciskom administracyjnym.

Tegoroczną "wpadkę" CKE ujawnił jeden z nauczycieli gimnazjum, a sprawę opisała lokalna prasa. Już mu współczuję, bo wprawdzie stał się bohaterem obywateli, rodziców i ich dzieci, ale zarazem jest wrogiem numer 1 na liście tropicieli niekompetencji, ignorancji, a tym samym braku odpowiedzialności tych, którzy w ramach swoich obowiązków służbowych powinni wykonywać je z pieczołowitością. To jednak jest niemożliwe, bo zatrudnia się w centralnych instytucjach oświaty właśnie "swoich", znajomych i krewnych królika, byle tylko mieli kasę i legitymację służbową. Chroni ich powaga urzędu, którego status kompromitują tak jego zwierzchnicy, jak i zatrudnbiani w nim psuedospecjaliści. Tu trzeba mieć albo legitymację partyjną - obecnie w modzie jest PO i PSL, albo legitymację prorządowych związków zawodowych, albo rodzinne, przyjacielskie czy towarzyskie koneksje. I o tym mówi prof. Krzysztof Konarzewski, były dyrektor CKE: - "Testy przygotowywane są w sposób amatorski i brakuje nadzoru nad pracą osób, które to robią".

Pięknie. Społeczeństwo utrzymuje tych pseudospecjalistów, ale także tych, którzy im powierzają zadania publiczne. Anonimowość ma chronić przed odpowiedzialnością tak ich, jak i ich protektorów. To czekamy na kolejne błędy Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, która sama nie zdaje egzaminów od początku swojego istnienia. Zapomina się o tym, że za błędy najwyższą cenę płacą uczniowie. Nic dziwnego, że w naturalny sposób tracą zaufanie do władz oświatowych, a tym samym do instytucji państwowych, które zaprzeczają swoim ustawowym funkcjom.

To zaśpiewajmy, jak po EURO 2012 - "Nic się nie stało, w CKE - nic się nie stało, nic się nie stało, w CKE nic się nie stało..."

7 komentarzy:

  1. Prof.Konarzewski ze swoim "bankiem zadań" za dziesiątki milionów euro(oraz pomysłodawca metody konstrukcji nowej tragicznej podstawy programowej) powinien być ostatnią osobą wypowiadającą się na ten temat...:-(((
    Akurat sobie Pan Profesor znalazł autorytet...;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... Pan Profesor w ogóle mnie rozczarował; wydawało mi się, że nauka opiera się na wątpieniu, a nie powtarzaniu niesprawdzonych informacji. Autor artykułu w "rzepie" (mała litera zamierzona) nie do końca sprawdził informacje przekazywane przez nauczyciela, na którego powoływał się dziennikarz "Dziennika Zachodniego", i fala bełkotu o błędzie przelewa się przez internet, powtarzana przez ludzi ufających bardziej p. Grabkowi niż nauczycielom układającym zadania. Nieważne fakty, ważne, aby dało się komuś przywalić.

    OdpowiedzUsuń
  3. sprostowania w prasie i CKE nie dostrzegłem. Nie jestem jedyną osobą, która co roku odnotowuje błędy w konstruowanych zadaniach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprostowanie jest zbędne; naukowa rzetelność wymaga, aby sprawdzić przywoływane przez "rzepę" "fakty", chociażby w tak nienaukowym źródle, jakim jest wikipedia (tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_%C5%9Al%C4%85ska). O innych książkach, chociażby prof. Wyrozumskiego czy nawet Daviesa, nie wspominając. Rozumiem, że sensacja sprzedaje się lepiej; wiem, że w arkuszach CKE zdarzają się pomyłki; ale tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Dlatego też - doceniając niezwykły wkład Szanownego Autora w wysiłek skierowany na popularyzację tego, co naukowe - pozostaję i rozczarowana łatwością, z którą Autor "uwierzył/zaufał", ale również wyrozumiała wobec tego faktu, bo na blogu dzieje się wiele.

    OdpowiedzUsuń
  5. A co pan prof. Konarzewski zrobił jako dyrektor CKE, by poprawić przygotowywanie testów? Wprowadził może jakiś system selekcji autorów, nadzoru nad nimi, ponoszenia przez nich odpowiedzialności? Oj, chyba nie bardzo...
    "Konarzewski zasłynął i tym, że na dwa dni przed maturą 2008 r. sam zmienił pytania z WOS- u i polskiego. Mówił, że chciał uprościć, ale spowodował tylko pomyłki uczniów" - to z "GW". Ale i na tym blogu można znaleźć ciekawe komentarze m.in. na temat jego zaradności finansowej w CKE. Sam nieźle mieszał, ale teraz jako były dyrektor może już spokojnie krytykować. Poza tym Google twierdzi, że pan prof. pracuje sobie teraz w IBE, więc lądowanie było miękkie.
    Co do domniemanej wpadki CKE - czy zaszkodziła ona w jakiś sposób uczniom rozwiązującym (próbny przecież) test? Zresztą pod artykułem w "Rz" jest komentarz czytelniczki: "czy historycy zauważyli, że w sprawie "praw których nie miał" Kazimierz Wielki zawarł trzy traktaty" - ciekawe, prawda?
    Co do banku zadań, to projekt ma kosztować 45,5 mln zł, nie dziesiątki milionów euro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Projekt (na razie!) ma kosztować..., a będzie co u nas typowe, kosztować więcej.
      2.O ile umiem liczyć to 45,5 mln zł to grubo ponad 10 mln euro...;-)
      Krytykę prof.Konarzewskiego podzielam, a ma on dużo więcej 'zasług" - np.koncepcję nowej szczegółowej podstawy programowej(egzekwowanej administracyjnie) jako zestawu tematów do omówienia...:-((((

      Usuń
    2. Dzisiaj Operon z maturą próbną też się nie popisał (ani nikt też się chyba pod nią nie podpisał): "Temat 1. Kobiety upadłe. Analizując i interpretując podane fragmenty Lalki B. Prusa oraz Zbrodni i kary F. Dostojewskiego, scharakteryzuj bohaterki oraz przedstaw stosunek innych ludzi do nich. Wykorzystaj znajomość obu utworów". Daleko mi do uciekania od poruszania z młodzieżą trudnych tematów, ale postaci "kobiet upadłych" w literaturze to według mnie kwestia do rozmowy na lekcji, a nie na rozprawkę egzaminacyjną, nawet na egzaminie próbnym. Według Operonu młodzież nie musi się zastanawiać, dlaczego te kobiety zostały prostytutkami, dyskutować o dawniejszym społeczeństwie, pozycji w nim kobiet i ograniczonych możliwościach. Wystarczy, że w wypracowaniu nie krótszym niż dwie strony scharakteryzuje bohaterki oraz przedstawi stosunek innych ludzi do nich, wykorzystując znajomość obu utworów. Litości, czy naprawdę nie można było wybrać sensowniejszego tematu?

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.