niedziela, 25 listopada 2012

Dlaczego polski humanista przegrywa w zakresie cytowalności rozpraw naukowych z Adolfem Hitlerem a wygrywa z dwukrotną Noblistką?

Publish or Perish jest pro­gramem stwo­rzonym przez Anne-​Wil Harzing celem oblicza­nia wpływu i cyto­wań auto­rów - naukowców oraz cza­so­pism naukowych. Na tej podstawie rozstrzyga się o losach wniosków badawczych w naszym kraju, jak i poza granicami. Jeśli ktokolwiek chce ubiegać się o kluczową w nauce funkcję, dotację na badania naukowe czy rejestrację czasopisma na liście MNiSW, to powinien sobie jak najszybciej zainstalować ów program, by sprawdzić, co jest warta jego praca.

Mój przyjaciel postanowił przyjrzeć się temu, co oznacza (także w jego przypadku) ów słynny indeks Hirscha, kogo premiuje i jaki to ma związek z reprezentowanym przez niego poziomem nauki? Najpierw wpisał swoje nazwisko, a kiedy okazało się, że jako znany i ceniony w kraju naukowiec, reprezentujący nauki humanistyczne (Social Sciences, Arts, Humanities) ma 9 pkt., zaczął zastanawiać się, czy to dużo czy mało? Gdzie jest jakaś skala, punkt odniesienia, by mógł dokonać samooceny? Czy to oznacza, że im wyższy jest indeks Hirscha, tym lepiej to świadczy o światowym poziomie wyników jego badań naukowych? Czy na tej podstawie można weryfikować czyjąś przydatność do science?

Z ciekawości wpisał nazwisko - Adolf Hitler. Naukowcem nie był, ale... może to on powinien być punktem odniesienia? Bardzo szybko odpowiedni program przeliczył zasoby danych i podał wynik:

Hitler Adolf: all
Query date: 2012-11-24
Papers: 1000
Citations: 5479
Years: 124
h-index: 28
g-index: 65

Załamka!

Hitler jest trzykrotnie częściej cytowany niż on. Trzeba jakoś ratować własną duszę. Wpisał zatem kolejnego tyrana, tym razem z obozu wschodniego totalitaryzmu. Wynik był czterokrotnie gorszy od jego, bowiem h-index Józefa Stalina, podobnie jak Feliksa Dzierżyńskiego wyniósł zaledwie (czy aż?)2 pkt. A zatem nie jest tak źle.

Z kim jednak powinien się porównać, by być przekonanym o tym, co warte są jego rozprawy naukowe? Na jakim poziomie jest jego nauka?

Yes, Yes, Yes!

Miał pomysł. Wpisał nazwisko minister nauki i szkolnictwa wyższego - Barbary Kudryckiej. Jak porównywać się, to z tymi, którzy współcześnie tak wiele piszą i mówią na temat bylejakości polskiej nauki i polskich naukowców, zobowiązując ich do bardziej wytężonej pracy badawczej. Wynik był natychmiast:

Kudrycka Barbara: all
Query date: 2012-11-24
Papers: 22
Citations: 66
Years: 20
h-index: 4
g-index: 7


Ufff... odetchnął. Minister ma dwukrotnie niższy wynik od niego. Kiedy wpisał nazwisko Alberta Einsteina, zemdlał, bo jego h-index wyniósł 134. Do równowagi doszedł jednak, kiedy po wpisaniu nazwiska Marii Skłodowskiej - Curie indeks Hirscha wyniósł u dwukrotnie wyróżnionej Nagrodą Nobla - zaledwie 2 pkt., a u Karola Wojtyły tyle samo, co u niego - bo też 9 pkt. Można zgłupieć, mimo własnej mądrości, albo utracić mądrość w wyniku durnego wskaźnika h.


15 komentarzy:

  1. Panie Profesorze,
    Pana przyjaciel się myli - Pan także. Sprawdziłem i kompletnie nic się tu nie zgadza. Hitler nie ma prawa mieć H=28, bo poza "Mein Kampf" nie napisał niczego, co byłoby szeroko znane. Tak też jest w "PoP" - wśród najczęściej cytowanych prac aż pięciokrotnie pojawiają się różne tłumaczenia Mein Kampf - które nie powinny być zliczane jako osobne prace. Pozostałe publikacje, to nie publikacje Hitlera, ale O HITLERZE. Nietrudno się zorientować patrząc i na tytuły, i rok wydania.
    Polecałbym przyjacielowi najpierw kurs obsługi tego programu... Poza tym M. Skłodowska ma H=19, trzeba umieć szukać i wiedzieć, że dla świata wciąż jest "Marią Curie"... Karol Wojtyła ma H=17 - polecam wpis w "k-wojtyla"... Naprawdę czasem lepiej sprawdzić...
    A poza tym wszystkim - "PoP" jest bazą opartą o Google Scholar - nikt nie broni przyjacielowi sprawdzić swojego wpływu na podstawie Web of Science lub Scholar - tylko, że wtedy z jego H=9, zrobi się H=1 lub 2 - więc nie narzekałbym na PoP...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To ciekawe, o czym pisze anonimowy, tyle tylko, że indeks jest indeksem. wpisujesz swoje nazwisko i masz informację o tym, jak często jesteś cytowany. Wpisując Hitler otrzymujemy wskaźnik tego, jak jego teksty są cytowane także w opracowaniach, to oczywiste. Tak więc Anonimowy nie ma racji.
    W Google Scholar wskaźniki polskich naukowców są wyższe o co najmniej jeden punkt, a nie niższe.

    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednak Anonimowy ma rację. Indeks 124 oznaczałby, że Adolf Hitler napisał przynajmniej 124 dzieła, które były cytowane przynajmniej 124 razy. Przyjaciel z indeksem h=9 napisał pewnie wiele dzieł, ale tylko 9 z nich było cytowanych przynajmniej 9 razy.

    OdpowiedzUsuń
  4. ...no fajny pewnie program, tylko dlaczego jest dostępna jedynie wersja na PC a nie na ma MAC'a?. Nie posiadam komputera klasy PC tylko tego Apple Mac'a. Czuję się dyskryminowany:(

    a tak na marginesie. KAPITALNY WPIS, napisany w duchu satyrycznym, co sprawia, że czyta się go z przyjemnością:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Publikuj albo giń.
    http://www.polityka.pl/nauka/technika/1530095,1,malo-cytowan-polskich-uczonych.read

    OdpowiedzUsuń
  6. 1.Każde narzędzie wymaga do obsługi mądrego (!) człowieka do stosowania! Pańska krytyka jest typowo polska. Podobnie w Polsce absurdalne skutki niesie oparcie rekrutacji uczelnianej wyłącznie(!) na sumowaniu wyników matur.Harvard czy Cambridge też się na podobnym elemencie (matura lub coś podobnego(SAT)), ale tylko jako na elemencie dużo większej całości!!!
    2.Ani JPII, ani Adolf Hitler ani Józef Stalin ani Mao Tse Tung ani Włodzimierz Lenin nie aplikują o żadne granty ani etat uczelniany, a w swoim czasie na życie naukowe swoich krajów (i nie tylko!) wywierali znaczny (różny!) wpływ...;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakiej narodowości jest afirmacja przez Anonimowego tego narzędzia? Jakie są jego zalety?

      Joanna

      Usuń
  7. Otrzymałem list, którego Autor nie wprowadził jako komentarz do tego postu, toteż eliminując z niego pewne dane, nadam jego treści walor ogólny, gdyż są właściwym odczytaniem mojej ironii wobec powyższego narzędzia pomiaru osiągnięć naukowych:

    "Szanowny Panie Profesorze! W nawiązaniu do wpisu w Pańskim blogu na temat programu "Publish or Perish", chciałbym pocieszyć Pańskiego Przyjaciela, że nie jest odosobniony w dramacie przeżywania rozterek związanych z indeksem cytowań. Ja również zachęcony kiedyś wpisem w blogu "Warsztat badacza komunikacji" (http://ekulczycki.pl/) pokusiłem się o założenie sobie konta w serwisie Google Scholar, który z założenia oferuje informacje o cytowaniach tekstów posiadacza konta - ba, nawet nieświadomie poleciłem ów serwis innym. Przez mniej więcej trzy godziny "wklepywałem" na stronę serwisu listę swych publikacji i gdy już wszystko było na miejscu doświadczyłem stanu euforii, gdy okazało się, że ja nic nie znaczący początkujący przecieracz szlaków w nauce, mam aż 10 cytowań, z czego 2 w tzw. h-indeksie. Podobne osiągi uzyskałem korzystając z programu "Publish or Perish". Mam więc tyle samo co Maria Skłodowska-Curie! Radość trwała jednak krótko. I bynajmniej nie chodzi tu o fakt, że mój "dorobek cytowań" nie pasuje do ministerialnych założeń.

    Problem w tym, że zarówno Google Scholar jak i wspomniany programik jako cytowanie postrzega m.in.: moje własne teksty, które osobiście zamieściłem na uczelnianej stronie internetowej stworzonej dla moich studentów; jak również tytuły moich artykułów widniejące w spisach treści (!) książek pokonferencyjnych, których elektroniczna wersja widnieje na stronach internetowych bibliotek.

    Takich "cytowań" byłoby z pewnością o wiele więcej, gdyby jeszcze Scholar i Publish or Perish uwzględniały polskie znaki występujące w moim imieniu oraz w tytułach poszukiwanych tekstów. Z drugiej strony wiem o co najmniej kilkunastu prawdziwych cytowaniach moich książek w poważnych źródłach, ale po nich ani w serwisie Google Scholar, ani w programie "Publish or Perish" nie ma śladu.

    W Google Scholar istnieje opcja ich ręcznego dopisania, ale skoro nie pojawiają się w wyszukiwarce, to system i tak ich nie podlicza. Jeśli więc ktoś chciałby oceniać mój dorobek na podstawie tego rodzaju narzędzi, niech tylko powie kiedy ma zamiar to zrobić, a ja powstawiam sobie szybciutko na stronę internetową jeszcze kilkadziesiąt zeskanowanych tekstów; poproszę znajome bibliotekarki, by wstawiły do Internetu spisy treści publikacji pokonferencyjnych, w których zamieściłem cokolwiek; polecę studentom, by poplotkowali o zadanej czytance na forum internetowym uczelni - i w ten sposób pokonam w wyścigu o indeks Hirsha nie tylko Marię Skłodowską-Curie (która dowiedziawszy się o tym osiągnęłaby prędkość światła przewracając się w grobie ze śmiechu), ale nawet samego Adolfa.

    Dopóki nie powstanie krajowy indeks cytowań uwzględniający listy bibliografii i przypisy z polskojęzycznych publikacji z ostatnich X lat (w miejsce X należy wpisać dowolną liczbę: 10, 20, 50... - ciekawe którą wielkość urzędnicy uznają za jedyną słuszną, by uwzględniać ją w ocenie dorobku?), korzystanie z w/w narzędzi w odniesieniu do tekstów z nauk humanistycznych w języku polskim (a ten jest chyba w naszym kraju najistotniejszy, bo jak dotąd nie jesteśmy kolonią angielską) będzie można polecić jedynie jako przykład do wskazania w ramach zajęć warsztatowych dla studentów, których tematem będą "Odurzędnicze patologie w systemie percepcji i ewaluacji publikacji naukowych".

    - Swoją drogą to piękny temat na pracę naukową: chętnie go odstąpię za kilka cytowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadawca tego listu chyba nie rozumie idei narzędzia, jakim jest indeks H. Na szczęście plotki studentów w internecie nie są miarą cytowalności - chyba że w równoległym świecie pana nadawcy. Skoro pan nadawca uważa wykorzystanie indeksu H za patologię, niech wymyśli lepszy sposób. A jeśli chce, to niechże sobie tworzy krajowy indeks cytowań. Przynajmniej zobaczymy, ile tych cytowań ma. Skoro publikuje tylko po polsku, to nie wchodzi do światowego obiegu naukowego - i tyle.
      Na marginesie, do wyznaczania indeksu H lepsze są raczej bazy Scopus i Web of Knowledge.

      Usuń
    2. Od dłuższego czasu dyskutuje się w środowisku akademickim o potrzebie stworzenia polskiego indeksu cytowań. Może być polska lista czasopism typu B, to dlaczego nie polski indeks? Nie twierdzę, że indeks H jest patologią. Patologią jest takie tego odczytanie.

      Usuń
  8. Zawsze mnie interesowały te cytowania, przecież z faktu, że ktoś kogoś cytuje nie wynika jeszcze, że ów ktoś budzi podziw naukowy. Mogę np. zacytować Pana Profesora nie dlatego, że uważam Pana za kogoś kogo uwagi wydaja się być słuszne ale dokładnie odwrotnie. I jeśli mam rację to mamy dwa wyjścia, albo głosić przełomowe tezy dla danej dyscypliny albo pisać absolutne głupoty i liczyć, że ktoś je kiedyś przeczyta i w kontekście krytyki nas zacytuje...tak więc wybierając drugie wyjście formułuje taką oto tezę. NA TLE NAUKI ŚWIATOWEJ POLSKA WIEDZIE PRYM. NIE MA BOWIEM NA ŚWIECIE KRAJU, KTÓRY BYŁBY TAK PŁODNY W OSIĄGNIĘCIA NAUKOWE JAK NASZ. FAKT TEN ZAWDZIĘCZAĆ NALEŻY RACJONALNEJ I PRZEMYŚLANEJ POLITYCE WŁADZ URZĘDUJĄCYCH:)


    OdpowiedzUsuń
  9. Mam 3 monografie i ponad 30 artykułów opartych o badania archiwalne, mój indeks cytowań wynosi 0. Dalej będę robić "swoje" ale w staraniach o projekty z NCNu przez brak indeksu H, właściwie jestem bez szans.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ Anonimowy 26 listopada 2012 19:22

    To po prostu oznacza, że nikogo nie interesuje to, co robisz. Może publikujesz nie tam, gdzie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po prostu oznacza, że musi upłynąć trochę lat, by te badania weszły do "obiegu", bo są autorskie i oryginalne, a nie tworzone na zasadzie kompilacji i "skakania" po książkach innych.

      Usuń
    2. A gdzie trzeba?
      To sarkazm, bo takiej paranoi to dawno nie było...

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.