piątek, 5 października 2012

Polska szkoła kroczy w niewłaściwym kierunku - PROJEKT LISTU OTWARTEGO 34

Napisał do mnie zatroskany rodzic nie tylko o własne dzieci, ale o stan polskiej oświaty, na którą one są skazane.

Panie Profesorze.

14 marca 1964 roku Antoni Słonimski złożył w Urzędzie Rady Ministrów dwuzdaniowy list protestacyjny przeciw cenzurze, który później określano, z powodu liczby sygnatariuszy, jako "List 34".

Szanowny Panie Profesorze.

Zacznę od przytoczenia dialogu, a raczej jego schematu, jaki co jakiś czas mam okazję prowadzić z moimi znajomymi nauczycielami.

- Co słychać na waszych blogach, coś się dzieje ?

- Wymiana poglądów trwa. Jest znaczny consensus co do diagnozy.

- I co dalej, są jakieś efety ?

- Niestety, nie ma. Ale widzę, że środowisko akademickie, profesorowie mają podobne diagnozy, więc może coś ruszy się.

- Bzdury mówisz, naiwny jesteś. Nic się ruszyło i nie ruszy ! Wy sobie piszecie, gadacie, zgadzacie się ze sobą - i nic z tego nie wynika, marnujesz tylko czas.

"Twoi" profesorowie robią sobie badania, konferencje, wydają publikacje - i co ? - kto o tym wie, kto słyszy ich głos ? Siedzicie wszyscy, wy - amatorzy i oni - profesorowie, w zamkniętym kręgu i mówicie do siebie nawzajem. Nauczyciele, rodzice, uczniowie i masowa opinia publiczna nic nie wiedzą o waszych diagnozach, krytykach, wizjach i cytatach.

Moi rozmówcy mają niestety rację. Zwykli ludzie, czyli rodzice, nauczyciele i uczniowie nie znają opinii ekspertów, profesorów, akademików. Mamy takie czasy, że nie wystarczy nawet konferecja prasowa, żeby dotrzeć do "wszystkich". No chyba, że jakiś facet na tej konferencji strzeli sobie w stopę, albo obleje wodą dziennikarza, itp. To też jest jakiś pomysł. Stąd mój "odwieczny" postulat: napisać list otwarty, apel lub protest, pod którym podpiszą się:

- Wariant 1: 34 znakomitości świata nauki i kultury, szczególnie z obszaru nauk pedagogicznych. Widziałbym tu profesorów: Śliwerski, Dylak, Dudzikowa, Kłakówna, Zawodniak, itd.

To byłby odpowiednik listów intelektualistów za czasów komuny, poczynając od listu 34.
Obawiam się, że teraz będzie trudniej zebrać podpisy 34 profesorów niż było to w Peerelu. Obym mylił się.

- Wariant 2: szeroka grupa obywateli, na przykład uczestników Kongresu Obywatelskiego.

Taki list nie jest potrzebny "profesorom", potrzebują go "maluczcy".

Najlepiej byłoby zrobić oba warianty - najpierw pierwszy, po chwili drugi.
Pierwszy wariant uważam, za bardzo ważny. I nie o to chodzi, że taki list-petycja coś zmieni. Bo nie zmieni, tak jak nie zmienił "List 34". On spełni wielką rolę jeżeli tylko dotrze do przestrzeni publicznej.

Wszystkie kongresy, konferencje, debaty, artykuły w gazetach, publikacje naukowe i książkowe, blogi i portale są działaniami bardzo pozytywnymi, ale o charakterze niszowym. 30-sekundowy news w Wiadomościach + w Panoramie + kilkakrotne powtórzenie w TVP Info + w Polonia 24 + w TVN jest w naszych czasach istotniejszy niż godziny debat i kilometry tekstów. Takie COŚ spowoduje "zassanie" NEWSA przez miliony rodziców, nauczycieli i różnych zwykłych ludzi, ale także, co bardzo ważne, przez dziennikarzy. I to COŚ będzie wracać czkawką w różnych miejscach.

Taki list protestacyjny, który zaistniał w telewizjach, będzie obecny w internecie i w głowach ludzi. Będzie o nim się mówić po cichu w pokojach nauczycielskich. Ja będę mógł go wydrukować i wręczyć wszystkim rodzicom na wywiadówce. Nauczyciel, zwykły rodzic lub uczeń będzie miał się do czego odwołać, co zacytować. Najważaniejsze: każdy będzie cytował TO SAMO, a nie tak jak teraz: każdy mówi o tym samym ale inaczej, jesteśmy kompletnie rozproszeni.

Kolejny bardzo ważny aspekt: "List 34" nic nie zmienił, zaszkodził tylko jego autorom. Ale brak tego listu i kolejnych tego typu działań byłby katastrofą. Ten brak byłby materialnym dowodem dla masy zwykłych ludzi, że intelektualiści popierają system komunistyczny. Rozumowanie jest proste: jeśli najmądrzejsi nie protestują, to znaczy że popierają, że wszystko jest w miarę prawidłowe i idziemy w dobrym kierunku. Identyczny przekaz w sprawie oświaty otrzymują teraz zwykli ludzie, nauczyciele, rodzice i urzędnicy. Taki "List 34" przerwałby ten przekaz. To byłaby jego najważniejsza rola. Brak takiego skonsolidowanego głosu, powoduje, że głosy krytyczne i wizjonerskie są wołaniem na puszczy. Psy szczekają, karawana idzie dalej - to naturalny proces. Gdy zabieram głos na wywiadówce, to robię z siebie idiotę. Gdybym miał w ręce taki list, mógłbym oprzeć się na jego treści i na autorytecie jego sygnatariuszy.

Przykład. Znalazłem coś takiego: ZAKŁAD POLITYKI OŚWIATOWEJ I EDUKACJI OBYWATELSKIEJ. Jeżeli z tego zakładu nie płynie do narodu fala krytyki wraz propozycjami sanacji obecnego systemu oświaty, to znaczy że uczeni uważają, że polityka oświatowa i edukacja obywatelska są okej. Jeżeli PAN nie zabiera głosu w sprawie, to znaczy, że nie ma sprawy. Niechby tylko środowisko uczonych Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM wysłało w eter wspólne oświadczenie, to byłby już prawdziwy sukces, pretekst i pierwszy krok do debaty społecznej, obywatelskiej. Milczenie profesorów jest odbierane przez opinię publiczną jak aprobata dla obecnego systemy oświaty.

To wszystko co napisałem brzmi zapewne naiwnie. Ale w dobie internetu nie wiadomo co to znaczy "naiwnie". Najprostsze i "naiwne" pomysły zmieniają teraz świat w mgnieniu oka. Przykład pozytywny: Facebook. Przykład negatywny: bzdurny filmik o Mahomecie zrobiony przez dwóch ludzi.

Iosif Brodski: „Jeśli nie budujemy szkół, które uczą myślenia to budujmy więzienia”.

Z wyrazami szacunku

Wiesław Mariański


Zapytałem Autora powyższej inicjatywy, czy ma pomysł na treść takiego listu? Otrzymałem ją i udostępniam. Co Panstwo sądzicie o tym?


Projekt LISTU OTWARTEGO

MEN działa jakby był właścicielem szkoły i stwórcą edukacji. Najistotniejsze decyzje dotyczące uczniów i nauczycieli zapadają w anonimowej centrali, co prowadzi do ubezwłasnowolnienia, nauczycieli, uczniów i rodziców. Są oni sprowadzeni do roli wykonawców najniższego szczebla w niedemokratycznym systemie oświaty.

Szkoła zarządzana i kontrolowana odgórnie skoncentrowana jest na ocenianiu. Wszelkie inne działania i wartości są traktowane drugorzędnie.

Szkoła działa niezgodnie prawami naturalnymi i z fundamentalnymi zasadami cywilizacji, kultury i nauki, a często niezgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Nie odwołuje się w swojej praktyce do zasad: szacunku, dialogu, zróżnicowania, wyboru, rozwoju i sukcesu. Szkoła nie korzysta z osiągnięć nauki, w szczególności pedagogiki, psychologii, medycyny, wyników badań nad mózgiem, historii, filozofii i etyki.

Działania szkoły nie harmonizują z otaczającą rzeczywistością, której znamionami są: dialog społeczny, szacunek i tolerancja, swobody obywatelskie, państwo prawa, zróżnicowanie idei, poglądów i postaw, edukacja i aktywność na rynku pracy przez całe życie, Internet i komunikacja elektroniczna, kultura masowa, powszechna dostępność dóbr i konsumpcja.

Szkoły nie realizują w praktyce celów edukacji deklarowanych w swoich statutach, poza jednym: przygotowują do testów i egzaminów z wiedzy, która dla większości uczniów nigdy nie będzie przydatna. Testy nie mierzą wiedzy i umiejętności, lecz w jakim stopniu nauczyciel i uczeń potrafią przygotować się do zdawania testów.
Szkoła hamuje rozwój osobisty i społeczny uczniów.

Szkoła powinna być miejscem dialogu nauczycieli, uczniów, rodziców, ekspertów. Dialog powinien być jedną z zasad fundamentalnych i codzienną praktyką szkoły.
W oświacie powinien być dopuszczony pluralizm wizji, modeli szkół, ścieżek edukacji.
Matura nie może być jedynym punktem końcowym edukacji. Matura zabija ciekawość poznawczą i kreatywność nauczycieli i uczniów. Ich działania są skoncentrowane na przygotowaniu do egzaminu końcowego, a nie na rozwoju wiedzy, umiejętności i charakteru człowieka.

Należy zmienić usytuowania, strukturę i zadania MEN. To powinien być urząd, niezależny od układów partyjnych władzy, zorganizowany na podobnych zasadach jak UOKiK, Rzecznik Praw Obywatelskich albo wręcz NBP.

Należy odejść od zasady „wszyscy mają uczyć się tego samego w tym samym czasie”. Edukacja ucznia powinna być procesem dynamicznym i elastycznym, dostosowanym do jego możliwości i potrzeb. Dlatego nauczyciel wraz uczniem powinni być współuczestnikami procesów uczenia i uczenia się, w szczególności: planowania treści, tempa realizacji oraz oceny

Szkoła powinna zajmować się w mniejszym stopniu przekazywaniem wiedzy, a bardziej jej poszukiwaniem i rozwiązywaniem problemów. Szkoła powinna mniej zajmować się ocenianiem, wynikami i ewaluacją, a bardziej budowaniem właściwych relacji człowieka z człowiekiem i człowieka ze społeczeństwem.

Należy oceniać osiągnięcia uczniów, a nie w jakim stopniu wypełnili normy postawione przez szkołę. Każdy uczeń potrafi coś stworzyć, zbudować, osiągnąć. Szkoła powinna zainspirować ucznia i wesprzeć w poszukiwaniu dróg prowadzących do osiągania sukcesów.

„Jeśli ktoś chce nauczyć Jasia matematyki, musi znać matematykę … i Jasia”.

11 komentarzy:

  1. Witam Pięknie

    potrzeba takiego myślenia ,takich osób jak autor listu. Dziś takie zachowanie faktycznie budzi zdziwienie ,zaskoczenia w "TYM" świecie ale wydaje mi się że to ostatni dzownek aby marność nad marnościami nas nie ogarnełai przyszłe pokolenia. Bardzo sie ciesze ,że wogóle są osoby postrzegające rzeczywistość jak p.Marian dlatego chętnie podaję swoje namiary maciej.kret@95-200.pl proszę i liczę na kontakt. z pozdrowieniami MK>

    OdpowiedzUsuń
  2. Z zasady nie komentuję wypowiedzi na forach i blogach, ale czytam, by mieć orientację w tym, czym żyje środowisko (w tym wypadku pedagogiczne). Gdy pojawiła się propozycja listu otwartego, pomyślałam "wreszcie!". Wreszcie szansa na użytek z nauki! Wreszcie szansa przejęcie odpowiedzialności przez autorytety! I co - w odpowiedzi na pytanie, co o tym sądzicie? Gdzie ci krytyczni dyskutanci i osoby, którym leży na sercu zmiana polskiej szkoły? Czy na długą listę komentarzy można liczyć tylko pokazując ploteczki z uczelnianego światka, upadki prywatnych uczelni, sylwetki ich właścicieli, założycieli i "pogrążycieli"? Jestem wprawdzie biernym czytelnikiem, ale gdzie odpowiedzi na propozycję wszystkich aktywnych? Toż to mógłby być jeden z najważniejszych wpisów na tym blogów? Co się dzieje? Czy nikt już nie wierzy w jakąkolwiek zmianę? Czy skazani jesteśmy na totalna degrengoladę?

    OdpowiedzUsuń
  3. @Anonimowy 8 października 2012 20:18
    Pani słowa są bardzo gorzkie ... i bardzo prawdziwe.
    Pisze Pani: "szansa na przejęcie odpowiedzialności przez autorytety!"
    Kto czuje się odpowiedzialny, kto chce, kto może ? A kto uważa, że stan polskiej szkoły leży poza zakresem jego odpowiedzialności ? A kto po prostu umywa ręce ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo czuję gorycz. Wszyscy widzimy, że jest źle, a gdy pojawia się szansa zabrania głosu przez środowisko - cisza. Gdybym chociaż zobaczyła komentarze, typu "nie, nie zgadzam się" albo "nie, to nie ma sensu" uznałabym to za jakiś głos w dyskusji. A tak? Co? Udawanie, że nie ma tematu? Bardzo dziękuję Panie Wiesławie, za choć taki odzew. Bardzo szanuję, że podpisuje się Pan swoim nazwiskiem. Ja już się "przejechałam" na internecie i dlatego tego nie uczynię. I dlatego - jak już pisałam - raczej nie zabieram głosu w internetowych dyskusjach. Ale z niemym przerażeniem patrzyłam na całkowity brak reakcji na taki temat. Post - jak zaklęty. Zaraz zniknie, wyparty przez kolejne, a odpowiedzi prawie wcale. A przecież wiem, że ten blog ma wielu czytelników. Czy naprawdę pozwalamy przegrać polską szkołę i nawet nie próbować się odezwać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja skromnie dodam kilka słów od siebie...jako rodzic, jako uczeń drugiego roku na kierunku wczesnoszkolnym i przedszkolnym. Jednym tchem odczytałam Pana słowa i podobnie jak Pani Anonimowa ucieszyła mnie treść listu otwartego. Pomyślałam -tak! Nareszcie! Ja też marzę o tym, by ktoś naprawił zło w oświacie polskiej, ale nie takim jak ja maluczkim, jest to dane, a widząc tą stagnację, obawiam się, że dalej nic nie ulegnie zmianie. I żywię głęboką nadzieję, że sił po drodze nie zabraknie, by kształcić tych, którzy kształceni być po prostu nie mogą bo system nie ma czasu na wychowanie.Pozdrawiam. Magdalena.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowni Państwo;
    Wydaje mnie się, że zrzucanie odpowiedzialności za całe zło czy też stagnacje w polskiej szkole na autorytety pod pretekstem swojej bezradności wobec ogromu problemów trudno rozwiązywalnych jest stosunkowo dość wygodną strategią działania. Myślę, że przesadnie koncentrujemy się na stawianiu wymogów innym nie dostrzegając tego, że najpierw należałoby wydaje się zacząć wymagać od siebie samego. Inną kwestią jest to,że do zaistnienia zmian potrzeba w moim odczuciu przeobrażenia systemu moralnego w każdym z ludzi a nie jedynie uzależnianie stanu rzeczy od władzy - jacy ludzie taka władza (bez obrazy idzie mi jedynie, że tych na górze także należy przypisać mimo wszystko do rodzaju ludzkiego). Wielki szacunek dla autora listu za odwagę, bo chyba o nią tu idzie z drugiej strony uważam, że do takich inicjatyw potrzeba całkowitej zgody ze strony środowiska naukowego (a o nią trudno chyba będzie). Po za tym jak wyszczególnić nazwiska tych najwspanialszych i najodważniejszych (w oparciu o jakie kryteria)?
    Pozdrawiam Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za każdy komentarz i za słowa uznania. Komentarzy jest niewiele - są tym bardziej cenne. Są wsparciem - dla mnie, dla sprawy, dla każdego z nas, komu leży na sercu stan naszej oświaty.
    Panie Andrzeju. Pisze Pan "najpierw należałoby wydaje się zacząć wymagać od siebie samego" + "przeobrażenia systemu moralnego w każdym z ludzi". Zgadzam się w pełni. Właśnie stąd moja propozycja Listu 34 - listu, który byłby inspiracją, podstawą, legitymacją dla nas "maluczkich". Taki list ułatwiłby "mi" przeobrażanie siebie i przeobrażanie szkoły w "moim", lokalnym środowisku. Brak takiego listu jest wielkim utrudnieniem. Jego brak jest inspiracją dla bierności, apatii, milczenia, dla postawy pogodzenia się z losem szkolnym. Jego brak jest utwierdzeniem dla ministra i wszelkich władz sterujących oświatą - jest dobrze, idziemy w dobrym kierunku". Skąd wziąć 34 profesorów ? - Może poszukajmy wspólnie, niech każdy "przyprowadzi" tylko jednego.
    Pani Jolu (czy zgadłem ?), pisze Pani: " Gdybym chociaż zobaczyła komentarze, typu "nie, nie zgadzam się" albo "nie, to nie ma sensu" uznałabym to za jakiś głos w dyskusji." To kapitalna diagnoza sytuacji. Pisze o tym profesor Zawodniak: "rozmaite głosy, a także zbierane wnioski i materiały, rozmijają się w przestrzeni dyskursywnej, nie współtworzą całości, ani nawet nie komunikują się ze sobą. Zamiast wytwarzać obszary dialogu, tworzą coś na wzór dyskursywnych enklaw." My już nawet nie wiemy, czy są jacyś przeciwnicy i zwolennicy obecnego kierunku systemu oświaty, nie spotykamy się, jedni i drudzy, żeby rozmawiać, spierać się, kłócić się.
    Pani Leno. "system nie ma czasu na wychowanie". Chyba na uczenie też ma coraz mniej czasu. Szkoła przypina wielki młyn, który miele równo, systematycznie i w pośpiechu.

    Zatem co robić ? Może macie jakieś pomysły ? Komu wysłać taki List-Apel ? Gdzie go opublikować, może na Facebooku ? Może znacie jakieś portale, które mogą być dobrą platformą, nie tylko do gadania, ale dla uruchomienia działań ? Ja znam edunews.pl oraz osswiata.pl (tutaj prowadzę swój blog - zapraszam).

    Z wyrazami szacunku dla wszystkich, którzy są za lub przeciw
    Wiesław Mariański

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Wiesławie, w dn.12-13 listopada odbędzie się posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Przekażę to przesłanie i list 34 by Zespół ds Polityki Oświatowej zajął stanowisko. Czy to uczynią? Nie wiem. Jest to jednak jedna z możliwych dróg. Ja w każdym razie pod tym się podpisuję.

      Usuń
    2. Szanowny Panie Wiesławie;
      Bardzo twórcze podejście, ze swojej strony mogę zapewnić, że będę rozpowszechniał Pana idee i rozmawiał z ludźmi, którzy widzą potrzebę zmian i coś w tym kierunku także starają się działać. Jeśli będzie trzeba zbierać jakieś podpisy jak mniemam wśród wykładowców, bądź nauczycieli to wyrażam chęć pomocy. I również uważam, że potencjał jaki niosą współczesne media wart jest uwagi i właściwego wykorzystania - protest jest ważny jednak warto wspólnie zająć się refleksją nad alternatywnym projektem organizacji systemu (choć zapewne wielu Profesorów czyni to już od dawna). Z subiektywnych obserwacji i doświadczeń mniemam,że trudno o jakiekolwiek działania oddolne, inicjatywy ze strony studentów itp. - często bywają zwalczane, jednak to nie znaczy że nie warto próbować. Powodzenia życzę i liczę na owocny rozwój wydarzeń.
      Z wyrazami uznania Andrzej

      Usuń
  8. Nie Jola (nie zgadł Pan, a ja konsekwentnie zatrzymam dla siebie swoją tożsamość - przepraszam!)...
    Bardzo mnie cieszy, że udało mi się jednak rozniecić swoim wpisem iskierkę zainteresowania tym ważnym pomysłem. I bardzo cieszy mnie deklaracja Pana Profesora przekazania inicjatywy Komitetowi Nauk Pedagogicznych! W zakresie swoich maleńkich możliwości "zaczęłam od siebie" - używając określenia Pana Andrzeja. Jako rodzic, a jednocześnie pedagog, robiłam naprawdę wiele - i aktywnie wspierając szkołę w jej pozytywnych działaniach, i przeciwstawiając się edukacyjnym absurdom czy po prostu złu. NIE ZMIENIŁAM jednak tymi działaniami szkoły! Za maleńka jestem! Można powiedzieć, że byłam / jestem matką czujną na obszary zawodności szkoły względem moich dzieci i jakoś udało mi się (chyba mogę tak powiedzieć - skoro dzieciaki już na szkolnym finiszu) ochronić ich osobowość przed tym, co postrzegam w owej szkole jako niedostatki lub wręcz zło. A coraz więcej widzę tego. Natomiast nie chcę się zgodzić na taką edukację i taki kierunek zmian, tym bardziej, że od lat słucham wypowiedzi tylu mądrych ludzi - profesorów, i także chciałabym, żeby z tych rozważań zrobić jakiś użytek! Wiem, że trudno o jeden wspólny zgodny głos w środowisku uprawiającym spory zawodowo, ale - po pierwsze: autorytety powinny potraktować osiągnięcie konsensusu jako zadanie publiczne, po drugie: jak uczy psychologia społeczna łatwiej osiąga się go w sytuacjach zagrożenia. A polska oświata i polska szkoła są zagrożone. Krzyczmy o tym! Krzyczcie w naszym imieniu, Państwo Profesorowie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowni Zebrani !
    Otrzymaliśmy dobrą wiadomość od prof. Śliwerskiego ! Każda dobra wiadomość jest wsparciem. Czekamy na wieści, Panie Profesorze.

    Pani "Jolu". Jestem pełen uznania dla Pani. Jestem pełen uznania dla wszystkich nauczycieli, którzy z osobistej inicjatywy robią własną, dobrą szkołę - często idąc pod prąd, kosztem nadmiernego wysiłku, samotnie. Myślę, że marzeniem każdego rodzica jest trafić na takiego nauczyciela jak Pani. Problem widzę w tym, że trzeba mieć duże szczęście żeby trafić. Nie godzę się na oświatę opartą losowym szczęściu.

    Panie Andrzeju. Dziękuję za głos. "warto wspólnie zająć się refleksją nad alternatywnym projektem organizacji systemu (choć zapewne wielu Profesorów czyni to już od dawna)." Uważam, że trafił Pan w fundamentalne zagadnienie "rewolucji oświatowej". Jest nim zasada wyboru. Dlatego do tej zasady ciągle odwołuję się we wpisach na moim blogu www.osswiata.pl. Człowiek ma możliwość, potrzebę i konieczność dokonywania wyborów - wydaje mi się, że to jest jeden z filarów naszej judeo-grecko-rzymsko-chrześcijańskiej cywilizacji. Szkoła wyłamuje się z tej zasady. System oświaty, edukacja powinny być "alternatywne". Uczeń, nauczyciel, szkoły, rodzice powinni być stawiani przed możliwością i koniecznością dokonywania wyborów. Alternatywne szkoły, modele pedagogiczne, ścieżki edukacji. Taka jest potrzeba, bo tak działa świat. Są jakieś pierwsze próby, ale wydają się być skazane na niepowodzenie w systemie sterowanym centralnie i pozbawionym dialogu.
    Twórzmy alternatywne wizje oświaty. Oby tylko obecny, jedynie słuszny system edukacji, nie został zastąpiony innym - również jedynym i słusznym.

    Z wyrazami nadziei
    Wiesław Mariański

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.