wtorek, 30 października 2012

Nowe czasopismo oświatowe


ukazał się już trzeci numer nowego czasopisma oświatowego na polskim rynku pod ciekawą nazwą: NOWE HORYZONTY EDUKACJI. Nowoczesna Edukacja, Nauka, Technologie, Innowacje, którego wydawcą jest oficyna Via Ferrata Wojciecha Ratajka we Wrocławiu. Redaktorem naczelnym, kwartalnika jest prof. dr hab. Zdzisław Ratajek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Periodyk ma piękną szatę graficzną i drukowany jest na kredowym papierze. Widać wysoką dbałość o estetykę, zgodnie z zasadą, że tekstów o jakości edukacji nie warto publikować w czasopiśmie o niskiej jakości edytorskiej. Mimo wszystko, wolę tak profesjonalnie konstruowane edycje od często ważkich problemów, ale prezentowanych przez popkulturowych lub pseudonaukowych autorów na makulaturowym papierze i w wersji on line.

Czasopismo wydawane jest regularnie, z dużą troską redakcji o dobór autorów, jakość oferowanych przez nich artykułów i formę przekazu. W najnowszym numerze są interesujące wywiady, których rozmówcy odsłaniają w polityce rządu przyczyny patologii polskiego środowiska akademickiego i oświatowego. O tym pierwszym wypowiada się b. rektor Uniwersytetu Wrocławskiego - prof. dr hab. Leszek Pacholski, znany z ciętego języka o polskim środowisku akademickim i jasnej wizji koniecznych w nim zmian.

Prof. L. Pacholski mówi zatem o sprawach, które można poszerzyć także o własne komentarze, jak o nadregulacji prawnej w naszym szkolnictwie, ograniczaniu przeze MNiSW oraz PKA autonomii uczelni, fatalnym zarządzaniu publicznymi uniwersytetami, politechnikami czy akademiami, braku w nich zdolnych menadżerów (byle nie wzorować się na tych z wyższego szkolnictwa prywatnego w naszym kraju, bo ma ono w przeważającej mierze patologiczny charakter), braku oceny wiarygodności kandydatów na rektorów, dziekanów, kierowników podstawowych jednostek, którzy mają często sprzeczne interesy, kiedy uwikłani są w dodatkową pracę u konkurencji.

Słusznie wskazuje na to, jak uczelnie publiczne nie strzegą swoich praw własności, pozwalając profesorom uniwersyteckim na pracę w uczelniach prywatnych w tym samym mieście. To jest działanie samobójcze, destrukcyjnie i moralnie podważające wiarygodność instytucji na rynku akademickim. Bizantyjskie podejście do stopni i tytułów naukowych uniemożliwia dostęp do uczelnianych stanowisk uzdolnionych jednostek. Kultywowany jest nepotyzm w zatrudnianiu kadr akademickich, zaś ani rektorzy, ani dziekani nie są rozliczani z marnych osiągnięć pracowników naukowo-dydaktycznych. Uczelnie publiczne przechowują niewydolnych naukowo pracowników, zaś prywatne nieudolnych dydaktycznie, gdyż nauki nie rozwija się w nich z zasady, bo przecież mają służyć prywatnym interesom ich założycieli.


Drugim rozmówcą jest Jan Wróbel - dyrektor I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, które znane jest jako "szkoła demokratyczna na Bednarskiej". To z tej szkoły zamieściłem w rozprawie "Edukacja alternatywna w XXI wieku" (red. Z. Melosik, B. Śliwerski, Kraków, Oficyna Wydawnicza "Impuls" 2010) płytę DVD z reportażem filmowym o genezie powstania i funkcjonowaniu tej szkoły. Szkołę demokratyczną postrzega jako środowisko społeczne, którego nauczyciele chcą realizować ducha demokracji, sami będąc dla swoich uczniów silną elitą intelektualną stanowiącą tak o szkole, jak i zasadach realizowania w niej określonego programu kształcenia i zasad samowychowania. Jak trafnie stwierdza: Szkoła musi reagować na uczniów, których ma, a nie modelować ich tak, jak sobie wymyśliła, bo to się nigdy nie udaje na dłuższą metę.

Szkoła demokratyczna, jaką reprezentuje ów rozmówca, opiera się na edukacji autorskiej nauczycieli, na ich suwerennych pomysłach edukacyjnych, zaś dyrektor interweniuje tylko wówczas, kiedy jest to konieczne. Nauczyciele wspólnie z uczniami budują wspólnotę komunikacyjną, w której uczą się i zdobywają nowe doświadczenia. Dyrektor nie rządzi zespołem nauczycielskim, tylko - samemu będąc jego członkiem - jest kimś, kto zarządza ludźmi przez okres pełnienia swojej roli, a potem wraca na swoje liniowe stanowisko. Do szkoły i chęci uczenia się w niej przyciąga znakomity nauczyciel, a nie oferta programowa. Polska szkoła potrzebuje więcej samodzielności i możliwości wyboru spośród wielu różnych dróg. Jakże ucieszył mnie - zbieżny także z moim punktem widzenia na oświatę w Polsce - pogląd dyrektora i znanego publicysty zarazem:

Nie uważam za niezbędne - stwierdził Jan Wróbel - istnienie kuratorium, ani Ministerstwa Edukacji Narodowej. Nie ma Ministerstwa Rodziny, a rodziny w Polsce istnieją, i większość z nich jest udana. To, co jest niezbędne, to pragnienie rodziców, aby ich dzieci ukończyły szkołę i pragnienie młodych ludzi, aby się kształcić.

4 komentarze:

  1. Co do opowieści pana Wróbla o jego "demokratycznej szkole" to jak powiedział rosyjski dysydent A.Zinowiew:"Słowa są tańsze nawet od kartofli"...;-)
    Co do zbędności MEN i całej tej biurokracji -pełna zgoda!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba jednak dodać, że periodyk jest również przedsięwzięciem komercyjnym, obliczonym na reklamę (na stronie wydawcy, periodyku oraz w dodatku "Przewodnik po dostawcach"), producentów, dystrybutorów i dostawców sprzętu, programów, pomocy dla szkół itd., czego wydawca nie kryje, a wręcz - w sposób oczywisty - eksponuje. Zarabianie nie jest wprawdzie grzechem, ale warto o tym pamiętać o takim usytuowaniu wydawcy, czytając zawarte w czasopiśmie teksty oraz propagując je w środowisku naukowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde czasopismo , każda gazeta jest komercyjna, bo przeciez ktoś musi dać środki na ich wydanie, więc nie bardzo rozumiem ten komentarz, który sugeruje jakąś niestosowność. Mogę zatem ze wojej strony zapewnić, że sam opublikowałem w nim felieton i artykuł nie pobierając z tego tytułu żadnego honorarium. Gdybym jednak takowe otrzymał, uznałbym to za właściwą reakcję wydawcy na wykonaną pracę. U nas panuje jakiś dziwny mit, że to, co dotyczy edukacji i szkolnictwa wyższego ma być bezinteresowne i misyjne, natomiast jak przyjedzie do domu hydraulik, to musimy mu za jego pracę zapłacić, bo inaczej woda będzie nas zalewać. Tymczasem zalewa nas demagogia.

      Usuń
  3. ahhahaha, dobre! Rzeczywiście, ma Pan rację! Za taxi trzeba płacić, za usługę tele trzeba płacić, za wizytę u lekarza trzeba płacić (chociaż płacimy ubezpieczenie), a autorom artykułów edukacyjnych nie trzeba płacić, oni to robią dla kaganka oświaty (alebo w kagańcu).....Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.