wtorek, 9 października 2012

Nauczyciele, nie lenić się, tylko po godz. 15.00 do pracy!


Jeżeli został dobrze zarejestrowany przez dziennikarza Gazety Prawnej pogląd Prezesa ZNP Sławomira Broniarza, jakoby należało zmienić model kształcenia nauczycieli na taki, który pozwoli jednemu pedagogowi uczyć kilku przedmiotów, to chyba po raz pierwszy mamy do czynienia w dziejach związków oświatowych z faktem poparcia związkowego dla radykalnego zwiększenia bezrobocia w tej grupie zawodowej. Czyżby prezes ZNP był za takim rozwiązaniem? Gdyby je wprowadzić, to z biegiem lat należałoby systematycznie zwalniać nauczycieli z pracy, bo jeden mógłby pracować za trzech a nawet pięciu.

Już nawet nie chcę podpowiadać prezesowi i władzom MEN, że jest taki model alternatywnego kształcenia na świecie, sprawdzony od 90 lat, w ramach którego jeden nauczyciel naucza wszystkich przedmiotów od I klasy do X, by przed maturą kontynuowali to kształcenie specjaliści przedmiotowi. Taki model będzie właśnie prezentowany w czasie VII Międzynarodowej Konferencji „Edukacja alternatywna – dylematy teorii i praktyki”, jaka odbędzie się w Warszawie w dn. 19-21.10.2012 r. Nie wiedziałem, że jesteśmy tak aktualni z projektami prezesa ZNP.

Powróćmy jednak do rzeczonego wywiadu prezesa - chyba największego - związku zawodowego w kraju, który stwierdził:

- Wyobrażam sobie, że nauczyciel do godz. 14 pracuje w szkole, a od godz. 15 w ramach pensum zajmuje się np. pracą z osobami bezrobotnymi, niesamodzielnymi, wykluczonymi społecznie. Jest do tego lepiej przygotowany niż urzędnicy. To wymagałoby od nauczycieli rewolucji mentalnej, ale uważam, że to dobry pomysł.



Teraz przynajmniej wiemy, jak pojemny jest nauczycielski zawód. W związku z planowanym przez MEN podwyższeniem nauczycielom szkolnictwa publicznego czasu pracy w ramach godzin dydaktyczno-opiekuńczych tak, by właściwie byli oni w ciągu tygodnia przez 40 godzin w szkołach, mamy propozycję ZNP zwiększenia tych zadań o kolejne. Po lekcjach nauczyciel miałby godzinę na spożycie kanapki, bo na obiad do domu i tak już nie zdąży, skoro już od godz. 15.00 ma pracować z bezrobotnymi. Ja proponuję rozwinąć ten pomysł dla dobra państwowego budżetu, by od godz. 17.00 nauczyciel pracował z bezdomnymi, a między 18.00 a 20.00 jeszcze mógł dorobić w ramach nadgodzin jako streetworker w pracy z dziećmi ulicy tak, by mogły one już po „Dobranocce” pójść spać, skończywszy jarać skręta.

Można też wprowadzić trzyzmianowość w pracy nauczycieli wydłużając zadania tej służby publicznej na pełnienie dyżurów nocnych np. w patrolu bezpieczeństwa osiedlowego czy gminnego, czyhając za śmietnikiem na ewentualnych chuliganów czy rozbójników. Sądzę, że zawód nauczycielski zyska na tym w opinii społecznej, bo wreszcie będziemy mieli prawo czuć się nie tylko lepiej wykształconymi, ale i pielęgnowanymi oraz chronionymi społecznie. Proponuję rządowi D. Tuska i W. Pawlaka natychmiastowe przystąpienie do realizacji tego projektu, póki jest nań zgoda prezesa ZNP, póki się nie rozmyśli. Deficyt budżetowy zostanie bardzo szybko zniwelowany.

Nareszcie rząd będzie miał sukces oświatowy, bo od 5 lat są same kryzysy , błędy i kolejne skandale przetargowo-konkursowe. Wyobraźcie sobie państwo, jak w Polsce będzie dobrze. Zostaną zlikwidowane urzędy pracy, bo tym mogą zajmować się po godzinach dydaktycznych tzw. nauczyciele zawodu. Kto, jak nie oni, lepiej wie, czym jest zawód i jak go zdobyć oraz jak go wykonywać? Równocześnie będzie można zlikwidować wszystkie placówki pomocy społecznej, bo przecież tymi sprawami mogą się zająć nauczycielki przedszkoli – oczywiście też po swoich zajęciach w placówce – czy nauczyciele świetlic, pedagodzy i psycholodzy szkolni, ba, nawet wicedyrektorzy szkół mogliby pracować po godzinach. Kto zna lepiej problemy rodziny, jak nie nauczyciele, którzy opiekują się dziećmi w toku ich obowiązkowej edukacji? Jedyny kłopot, to jak pomóc rodzinom bezdzietnym? Nie ma problemu. Są nauczyciele bezdzietni i to oni powinni być „rzuceni na front” pomocy społecznej” po swoich szkolnych zajęciach.

Sądzę, że nie ma potrzeby pozostawiania policji na łasce losu i jej resortu. Można przeszkolić nauczycieli "przysposobienia obronnego" czy "edukacji do bezpieczeństwa", by po godzinach pracy zajęli się zadaniami drogówki czy obyczajówki. Nareszcie polska młodzież będzie nie tylko wyedukowana, ale i społeczeństwo stanie się dzięki dodatkowym zadaniom nauczycieli bardziej obywatelskie. Wreszcie moglibyśmy zaangażować pracowników kuratoriów oświaty czy MEN do bardziej wydajnej służby publicznej, powierzając im po godz. 15.00 zadania związane z nadzorem ruchu komunikacji miejskiej, kolejowej, autobusowej, budową metra czy podziemnej stacji Łódź Fabryczna. Dlaczego tylko nauczyciele mają pracować od godz. 15.00, chociaż górnej granicy prezes ZNP nam nie podał. A szkoda, bo osobiście bardzo Go lubię i cenię.

3 komentarze:

  1. Nauczyciele nie lenić się ... MEN chce skrócić urlop nauczycieli do 47 dni. Według wiceministra Macieja Jakubowskiego chodzi o takie doprecyzowanie przepisów dotyczących dni wolnych od zajęć dydaktyczno-wychowawczych, np. w czasie ferii świątecznych, by dyrektorzy szkół mogli w te dni wezwać nauczycieli w celu poprowadzenia dodatkowych zajęć z uczniami (09.10. Warszawa, PAP). Rzecz jasna, że do godz. 14 będą to zajęcia w szkole, a od godz. 15 w ramach wsparcia dla samorządów lokalnych mogą to być zajęcia w enklawach biedy.

    Łączę wyrazy szacunku
    Gienek

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z przedmówcą. Można mnożyć propozycje w celu wyrwania wolnego nauczycielom w czasie wakacji i ferii. Pytam tylko jaki ma to sens. Przecież nauczyciel winien pracować głównie z uczniem, a skoro uczniowie sąna wakacjach to jakim sposobem ściągnąć ich w dni wolne, dni wakacji na zajęcia do szkoły? I tak przecież jest już spory problem z wagarowiczami, którzy omijają szkołę szerokim łukiem.
    Jeszcze w szkołach podstawowyh dzieci są chętne by brać udział w pozalekcyjnych zajęciach. Gorzej już w gimnazjach i szkołach średnich-zwłaszcza w zawodowych, gdzie uczniowie podejmują pracę zarobkową lub zwyczajnie wolą się włóczyć. Poza tym aby proponować ciekawe zajęcia trzeba mieć kasę na narzędzia- a szkoły jak wiadomo cierpią nędzę. Jużi tak w wielu placówkach nauczyciele dokładają do zajęć żeby "zwerbować" dzieciaki do przyjścia na zajęcia i by mieć co wpisać w dziennik zajęć dodatkowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. W wielu szkołach nauczyciele nawzajem podbierają sobie uczniów na zajęcia dodatkowe, aby móc wykazać się pracą w ramach tzw. godzin karcianych.
    To wynalazek minister K. Hall doprowadził do takiego absurdu.
    Młodzież nie chce dodatkowo się uczyć. Na propozycję nauczyciela, który deklaruje pomoc w przygotowaniu do olimpiady lub konkursu przedmiotowego, uczniowie pytają: "Co ja z tego będę miał?"

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.