piątek, 7 września 2012

Zła szkoła w opinii naukowców, dziennikarzy i społeczników


Nie trzeba było być jasnowidzem, żeby spodziewać się wraz z nowym rokiem szkolnym kolejnego ataku mediów na ... polską szkołę, w tym jedni napastują nauczycieli, inni uczniów, a jeszcze inni rodziców. Jakoś nikt nie chce tknąć tego, co jest źródłem złej szkoły w naszym kraju, czyli jej władz centralnych. No tak, ale jakież to łatwe, kiedy ponarzeka się na tych, którzy są w strukturalnej pułapce i nie mają wyjścia. Chcą i/lub muszą pracować w szkolnictwie publicznym, gdyż nie mają możliwości wyzwolenia się z okowów nonsensownego i patologicznego władztwa MEN. Mimo najlepszej woli, najznakomitszych kompetencji, najwyższej motywacji do pracy, kreatywności i poświęcenia nauczyciele skazani są na złą szkołę, nie dlatego, że ona sama w sobie jest zła, niereformowalna, ale przede wszystkim z powodu autorytarnych, centralistycznych praktyk panowania urzędu i podporządkowanego mu nadzoru pedagogicznego (cóż za ładna nazwa, jakże korespondująca z nadzorem penitencjarnym czy bankowym) nad podmiotami edukacji publicznej.

Niektórzy mieli czy mają taką możliwość, jak znakomicie odsłonił to w swoim najnowszym wywiadzie dla tygodnika "Uważam Rze" prof. Aleksander Nalaskowski z UMK w Toruniu, założyciel i dyrektor niepublicznej Szkoły Laboratorium. Jest ona usytuowana poza przestrzenią publicznej oświaty. Jak prowadzi się szkołe niepubliczną, to można narzekać na szkołę publiczną i mieć w tym niemalże stuprocentową rację. Gdyby bowiem nie było ku temu powodu, to nie tworzyłby własnej szkoły, poza strukturami i mackami władzy centralnej. Kiedy jest się "na swoim", to prawie wszystko to, co toczy się "za kratami" dyrektywnie, odgórnie sterowanego szkolnictwa publicznego, zasługuje na współczucie, litość, odruchy żalu lub poczucie satysfakcji, że skoro tak chcieli, to tak mają.

Jest w tym jakaś racja. W końcu naród chciał po raz czternasty ministra edukacji (wyłączam z pełnej gamy postsocjalistycznych liderów tego resortu jedynie Henryka Samsonowicza) właśnie taką władzę i takich ministrów, więc niech nie narzeka. A co jest w publicznej oświacie? Jak trafnie mówi Aleksander Nalaskowski: brak wspólnoty celów i wartości kształcenia, bez których trudno jest mówić o jakiejkolwiek misji edukacji. Istotnie, to jest raczej dymisja. Tu "każdy chce czego innego: jedni dobrze wykształconego patrioty, inni człowieka, który patriotyzmu nie znosi. Jedni dobrego przyszłego ojca czy matki, inni geja., który będzie doznawał samej tolerancji. Niektórzy żądają specjalisty, pozostali obywatela gruntownie wykształconego. (...) Tak naprawdę od szkoły wymaga się tylko tego, by uczniowie w niej będący byli bezpieczni, by silniejsi uczniowie nie tłukli słabszych i żeby były im stworzone warunki do pewnych wyborów. Szkoła staje się więc tylko przedsięwzięciem technicznym, pustym rytuałem.

W tym samym numerze mamy tekst Piotra Legutki p.t."Szkoła broni się przed... rodzicami", który wykazuje, że szkoła publiczna, a resort edukacji w szczególności, bronią się przed rodzicami arogancją i stawianiem ich pod ścianą, przed faktami dokonanymi. Nic nie jest w stanie powstrzymać władzy, która nie liczy się ani z opiniami ekspertów, naukowców czy apelami publicystów, ani też z głodówkami zdesperowanych i przerażonych rodziców nie tylko obniżeniem wieku obowiązku szkolnego, zamykaniem szkół w małych miejscowościach i na wsiach, ale i wyjałowionymi reformami programowymi w szkolnictwie gimnazjalnym i ponadgimnazjalnym.

Ostatni tydzień, to same wyroki skazujące polską szkołę publiczną na "edukacyjny gułag". Poczytajmy:

- dr hab. Michał Federowicz, dyrektor podległego MEN - Instytutu Badań Edukacyjnych proponuje w tygodniku "Przegląd", by "przewietrzyć szkoły publiczne". Kto je będzie wietrzył? Oczywiście władza centralna. Jego zdaniem szkołom jest potrzeba (...) nowocześnie pojmowanego leadershipu, przywództwa. Nie tradycyjnego, gdzie jeden mówi, a reszta słucha, ale przywództwa uczestniczącego, takiego, które uprawomocnia podwładnych. W takim kierunku powinna iść szkoła".

Kiedy jednak przeczytamy ten wywiad, to zauważymy wynikającą z niego propozycję "przewietrzania szkół". W świetle tego panaceum, kto ma poczucie, że nie daje sobie rady w szkole, ma problemy z uczniami lub ich rodzicami, jest wypalony, to niech z niej odejdzie i znajdzie sobie główne źródło utrzymania poza szkołą. "Stabilizacja od strony utwierdzenia statusu nauczyciela i gwarantowania bezpieczeństwa pracy to model sprzed wielu pokoleń, zresztą nie tylko w Polsce, który mści się brakiem bodźców rozwojowych - powiada M. Fedorowicz. Do szkół idzie niż demograficzny, więc jakąś ideologię trzeba do tego dorobić, by zwolnić miejsca dla innych. W szkole publicznej nie powinna być stabilizacja kadrowa, gdyż ją trzeba właśnie przewietrzać, zwalniając jednych nauczycieli i zatrudniając w ich miejsce innych. Taki dyrektor-leadership, ich przywódca - powinien im "ułatwić przejście, ale jednocześnie powiedzieć, że trzeba ruszyć głową w inną stronę". Okręt flagowy "oświaty publicznej" - pod flagą MEN i IBE zmierza - zdaniem M. Fedorowicza - w dobrą stronę. A jakże.

Prezes Stowarzyszenia Rodzice w Edukacji pani Elżbieta Piotrowska-Gromniak, nauczycielka, krytykując szkolnictwo publiczne na łamach "Tygodnika Powszechnego" przyznaje, że sama wysłała swoją córkę do niewielkiej szkoły społecznej, by rozwijała się w atmosferze i poczuciu bezpieczeństwa, z gwarancją zindywidualizowanego toku kształcenia, które tak ważne są w pierwszych latach edukacji. Dopiero po latach wczesnej edukacji znalazła córce dobrą szkołę publiczną. Odsłania pozory MEN-owskich rozwiązań, które miały służyć wspomaganiu dzieci o specjalnych potrzebach. Wyobraźmy sobie polską szkołę publiczną: trzydziestka dzieci, w tym np. kilkoro uzdolnionych. I dla każdego musi powstać specjalny zespół. Niektórzy nauczyciele mogą więc być w pięciu takich specgrupach w zaledwie jednej klasie, a wychowawca jest przewodniczącym każdej z nich! I oczywiście trzeba też prowadzić dokumentację pracy każdego zespołu. Moja koleżanka nauczycielka mówi: "Jestem w dziesięciu zespołach, po prostu nie mam jak w nich pracować". A więc ktoś znowu nie pomyślał o organizacji pracy, wpadł na pomysł oderwany od rzeczywistości. Dlatego zespoły te mogą okazać się fikcją, i wtedy będzie konieczna kolejna korekta. Dlaczego tak to wymyślono? By była możliwość kontroli.

Witold Kołodziejczyk - redaktor naczelny "Edukacji i Dialogu", której najnowszy numer właśnie się ukazał, w swoim "wstępniaku" stawia kluczowe pytanie: "Dokąd zmierza polska szkoła, czyli o braku wizji", i odpowiada na nie: Gdybym miał wymienić największe zaniechanie w polskiej szkole, to na pewno wskazałbym na brak jasnej wizji narodowej edukacji. Brakuje też ponadpartyjnej debaty w sferze publicznej, jak i strategii rozwoju polskiej edukacji. Taką posiada już prawie każda szanująca się i nastawiona na rozwój gmina. Tylko nie ma jej MEN.

Do tej debaty włącza się prof. Marcin Król, który w swoim felietonie w tygodniu "Wprost" retorycznie pyta: "Po co nam (taka) szkoła?" i odpowiada: Ani edukatorzy, ani politycy, ani społeczeństwa nie umieją bowiem rozstrzygnąć podstawowej kwestii: czy uczymy po to, żeby potem wiedza przydała się w życiu, czy uczymy po to, żeby młody człowiek się ogólnie rozwijał i interesował światem, a wiedzę szczegółową zdobywał wtedy, kiedy będzie ona niezbędna. Profesor użala się nad biednymi uczniami, którzy zamiast grać w piłkę, muszą chodzić do szkoły, a przy tym dzieli się swoją diagnozą na temat możliwych powodów tak złego stanu rzeczy szkolnej i braku nadziei na lepszy:

Nie zmienimy stanu rzeczy w edukacji jedną decyzją administracyjną. Ale z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego warto może, zamiast zajmować się banialukami, zacząć się zastanawiać nad treścią i sensem nauczania szkolnego. Na świecie taka debata toczy się od dobrych kilku lat i już wiadomo, że szkoła w tradycyjnym kształcie się nie utrzyma. Że świat potrzebuje ludzi mądrych, którzy wiedzą, gdzie szukać potrzebnych informacji. Żeby jednak zmiana była możliwa, społeczeństwa muszą zacząć cenić zawód nauczyciela, który na wysoką ocenę musi sobie zasłużyć. Obecnie w Polsce 90 proc. nauczycieli to ludzie, którzy nie znaleźli innej pracy, lub ludzie, dla których pensja nauczyciela jest ponętna. Biedne nasze dzieci – muszą znowu zaczynać tę nonsensowną harówkę, muszą uczyć się pod test, pod prezentację, żeby potem nic nie wiedzieć i na pierwszym roku studiów rozpaczliwie pytać, jak samodzielnie napisać pracę roczną. Znacznie lepiej by było, gdyby zamiast tego pograły w piłkę.

9 komentarzy:

  1. MEN kierują osoby, które znają szkołę jedynie jako miejsce nakazów i zakazów. Taki system nakazowo-rozdzielczy wymaga nadzoru i nieustannych wizytacji.
    MEN kojarzy się jedynie z niekompetencją, arogancją i biurokracją. Do tego ostatniego zadania przykłada się z niezwykłą gorliwością jednostka podrzędna MEN – ORE.
    A nadgorliwość zawsze jest gorsza od sabotażu....

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowni Państwo;
    Jestem prostym człowiekiem (laikiem) rozumiejącym, że na skomplikowane dylematy systemu edukacji nie ma jednoznacznych recept. Jak zauważa Bauman na globalne problemy nie wystarczą lokalne rozwiązania, po za tym wydaje się, że przepaść między teorią, a praktyką szkolną jest nie do przeskoczenia. Jedno mnie natomiast dziwi i zawsze zastanawia mianowicie; rozumiem, że nigdy nie będzie całkowitej zgody co do kierunku rozwoju i systemu oświatowego, ale nie bardzo ogarniam to, że nie doszło jeszcze do publicznej oświatowej debaty. Przecież mogłaby się ona odbyć nawet w cyberprzestrzeni, czy naprawdę brak dobrej woli ze strony wykształconych Polaków? Jeśli ludzie nauki zjednoczyliby się i doszli między sobą do porozumienia i opracowali nowy system czy wówczas możliwe byłoby wywarcie presji na politykach i wprowadzenie owego projektu w życie?
    Pozdrawiam Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda,że o polskiej edukacji wypowiadają się(mają taką możliwość) prawie wyłącznie utytułowani naukowo dyletanci, których oderwane od rzeczywistości recepty przypominają "Poradnik radosnego seksu" napisany przez Marsjan dla Ziemian...;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyletanci czekają na wypowiedź mędrca! Tylko żebyśmy nie padli z wrażenia.

      Usuń
  4. Szkoła przedsięwzięciem marketingowym? Robocza próba oddolnego przedefiniowania pojęć

    Szkoła - przedsięwzięcie administracyjno-organizacyjno-prawno-marketingowe*; zajmuje się świadczeniem usług zbliżonych do oświatowych; nadrzędnym celem szkoły jest wydanie świadectwa szkolnego oraz obrót innymi drukami szkolnymi.

    Uczeń - osoba zarejestrowana w spisie uczniów szkoły; otrzymuje (zwykle po wyrejestrowaniu) świadectwo szkolne (przeważnie za dany rok szkolny). Obecnie w Polsce uczeń to odbiorca (klient) usług w zakresie technik rozwiązywania testów szkolnych.

    Dyrektor szkoły - osoba zarządzająca i koordynująca całością usług zbliżonych do oświatowych; pracodawca nauczyciela; menedżer odpowiedzialny za nadzór nad zapewnieniem optymalnych standardów obsługi ucznia-klienta;

    Nauczyciel - osoba trudniąca się świadczeniem usług zbliżonych do oświatowych na rzecz ucznia-klienta. Obecnie w Polsce nauczyciel to specjalista obsługi komputera oraz ekspert w zakresie technik rozwiązywania testów szkolnych. Potocznie: [nauczyciele] to tzw. "tania siła robocza".

    Wychowawca klasy - osoba pełniąca rolę doradcy i konsultanta w stosunku do ucznia-klienta jako członka klasy szkolnej. Potocznie: [wychowawcy klas] to "ogarniacze" uczniów-wychowanków.

    *Dawniej: instytucja oświatowo-wychowawcza; zajmowała się kształceniem, opieką i wychowaniem.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Gienek



    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że pan pedagog nawet nie potrafi napisać poprawnie nazwiska M. Federowicza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zła szkoła... w opinii rekrutera:
    "rozmawiałem niedawno z kandydatem. Nie potrafił znaleźć miasta Łodzi na mapie Polski. Być może dlatego, ze mapa była za duża, być może ze względu na stres. Próbowałem dociec gdzie leży problem. W odpowiedzi usłyszałem , że zadaję pytania niezgodne, z jego wykształceniem ! Facet faktycznie był świeżo po studiach, kierunku nie pomnę. Zastanawiałem się przez chwilę czy nie zadać łatwiejszego pytania, na przykład który bok tej nieszczęsnej mapy to jest północ. Ale się bałem, uwierzcie mi, że się bałem o to co mogę usłyszeć w odpowiedzi. Serdecznie gratuluję wszystkim ministrom edukacji III i IV RP".
    Cytat pochodzi z:
    http://biznes.onet.pl/glupszy-od-szefa-szuka-pracy,18563,5243370,3,news-detal

    OdpowiedzUsuń
  7. Potrafi, tylko automatyczna korekta w PC w czasie zapisu treści musiała zmienić i powstał błąd czeski. Widać nazwisko Fedorowicz było w słowniku, a pana Federowicza nie. Przepraszam i uzupełniam. Takie literówki nie są przecież zamierzone. Zdarzają się każdemu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zła szkoła w opinii naukowców, dziennikarzy i społeczników, ale za to dobra w opinii minister oświaty:
    http://metromsn.gazeta.pl/Wydarzenia/1,127307,12409046,Szkolna_niemoc_ministra_szkolnictwa__Minister_edukacji_.html

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.