wtorek, 11 września 2012

Manipulacje filozofa


Pan dr hab. Wojciech Sławomir Krysztofiak - filozof z Uniwersytetu Szczecińskiego, specjalista w zakresie fenomenologii, logiki filozoficznej, metodologii, nauki o poznaniu i komunikacji opublikował w swoim newsweekowym blogu aż dwa artykuły o tym, jak to kompromitująco jawi mu się stan polskiej pedagogiki, w tym na tle Afryki. Rozumiem, że chodzi mu o światowyj poziom rozwoju pedagogiki w Afryce. Nie wiedziałem, że trzeba aż takich porównań, by wzrosło zainteresowanie jego blogiem, ale pewne z zawartych w nim treści budzą szczególny podziw. Przytoczę zatem oba jego wpisy, bo zapewne nasi pedagodzy nie mieli jeszcze możliwości zapoznania się z pierwszą w tym kraju od lat filozoficzną diagnozą stanu nauk pedagogicznych. Przeczytajmy uważnie, bo warto:


Katastrofalna kondycja polskiej pedagogiki

Polska, typowa szkoła wyższa jest lepsza w dziedzinie naukowego uprawiania pedagogiki jedynie od typowej szkoły wyższej w Gruzji, Rosji, Czarnogórze, na Białorusi, w Azerbejdżanie, Albanii, Mołdawii i na Ukrainie. W Izraelu na publikację tekstu pedagogicznego, który spełnia międzynarodowe standardy naukowości, trzeba przeciętnie czekać w losowo wybranej szkole jedynie 116 dni, podczas gdy w Polsce ponad 45 lat. Jeden polski „pedagog-naukowiec” pisze pracę spełniającą międzynarodowe standardy akademickie w ciągu prawie 395 lat.

SCImago Lab, hiszpańska instytucja analiz scjentometrycznych, najbardziej prestiżowy ośrodek badawczy tego typu w Europie, publikuje na swojej stronie internetowej rankingi osiągnięć naukowych wszystkich państw dla poszczególnych dyscyplin naukowych.[1] Prezentowane dane mają charakter ilościowy. Dotyczą ilości opublikowanych tekstów naukowych za lata 1996 – 2010 w najbardziej liczących się czasopismach naukowych na świecie dla każdej dyscypliny naukowej, a także – ilości cytowań artykułów naukowych.
W naszym kraju w mediach rozgorzała dyskusja na temat katastrofalnego stanu edukacji powszechnej. Politycy proponują „idiotyczne” sposoby administracyjnego uzdrowienia sytuacji (na przykład, likwidacja gimnazjów). Nikt jednak nie zauważa tego, że przyczyną tego stanu jest fatalny poziom przygotowania do zawodu polskich nauczycieli w klasach I – III. Potwierdzają to dane scjentometryczne, pokazujące jakość wytworu naukowego polskiej pedagogiki. Jeśli w szkołach wyższych uprawia się „pseudo-naukę pedagogiczną”, to nie można dziwić się temu, że absolwenci pedagogicznych kierunków studiów nie nadają się do pracy w szkołach podstawowych. Powiedzenie: jaki nauczyciel, taki jego uczeń, maluje w sposób najbardziej adekwatny kondycję rodzimego szkolnictwa na poziomie podstawowym.

Poniżej prezentuję europejski ranking wyników naukowych w zakresie pedagogiki z uwagi na liczbę opublikowanych tekstów naukowych przez przeciętną szkołę wyższą w danym kraju w oknie czasowym 15-tu lat (od 1996 do 2010), w 525 najbardziej prestiżowych czasopismach z zakresu dyscyplin pedagogicznych na świecie[2] Pierwsza cyfra informuje o tym, ile tekstów naukowych typowa szkoła wyższa opublikowała w danym kraju w przeciągu 15 lat, druga cyfra oznacza to, ile tekstów naukowych w zakresie pedagogiki „napisał dany kraj” w przeliczeniu na milion mieszkańców w okresie 15 lat, zaś trzecia oznacza globalną produkcję tekstów pedagogicznych (obliczana w sztukach) w piętnastoletnim oknie czasowym danego kraju. Ostatnia cyfra oznacza to, ile czasu potrzebuje przeciętna szkoła w danym kraju na napisanie jednego artykułu w zakresie pedagogiki, który byłby publikowalny w którymś z prestiżowych czasopism.

Oto ranking:
1. Izrael 47.23, ( 209.85, 1606), 116 dni
2. Wielka Brytania 45.05, (231.38, 14101), 121 dni
3. Szwecja 20.56, (113.65, 1028), 266 dni
4. Finlandia 18.18, (169.65, 891), 301 dni
5. Cypr 15.76, (337.53, 268), 347 dni
6. Holandia 14.63, (130.13, 2166), 1 rok i 9 dni
7. Malta 13.00, (128.7, 52), 1 rok i 56 dni
8. Irlandia 12.49 (147.26, 612), 1 rok i 73 dni
9. Turcja 11.50, (26.64, 1886), 1 rok i 111 dni
10. Norwegia 11.12, (158.05, 734), 1 rok i 127 dni
11. Grecja 11.12, (66.40, 712), 1 rok i 127 dni
12. Hiszpania 8.39, (48.92, 1981), 1 rok i 288 dni
13. Belgia 6.87, (60.07, 625), 2 lata i 67 dni
14. Islandia 6.75, (177.6, 54), 2 lata i 81 dni
15. Niemcy 5.32, (26.31, 2167), 2 lata i 299 dni
16. Chorwacja 4.76 (26.49, 119), 3 lata i 55 dni
17. Estonia 4.06, (108.56, 142), 3 lata i 253 dni
18. Słowenia 3.95, (76.73, 154), 3 lata i 291 dni
19. Portugalia 3.65, (37.65, 402), 4 lata i 40 dni
20. Szwajcaria 3.52, (49.72, 377), 4 lata i 95 dni
21. Luksemburg 3.50, (28.81, 14), 4 lata i 104 dni
22. Włochy 3.50, (12.76, 742), 4 lata i 104 dni
23. Dania 3.22, (52.87, 290), 4 lata i 240 dni
24. Serbia 2.95, (11.59, 118), 5 lat i 31 dni
25. Austria 2.64, (24.74, 203), 5 lat i 249 dni
26. Bułgaria 2.57, (20.51, 149), 5 lat i 305 dni
27. Słowacja 2.18, (13.20, 72), 6 lat i 321 dni
28. Litwa 1.94, (25.53, 91), 7 lat i 267 dni
29. Francja 1.54, (15.38, 956), 9 lat i 270 dni
30. Węgry 1.35, (10.37, 103), 11 lat i 40 dni
31. Macedonia 1.06, (9.22, 19), 14 lat i 55 dni
32. Bośnia i Hercegowina 1.00 (16.12, 74), 15 lat
33. Czechy 0.99, (8.02, 82), 15 lat i 55 dni
34. Łotwa 0.71, (18.26, 41), 21 lat i 46 dni
35. Rumunia 0.56, (2.79, 62), 26 lat i 287 dni
36. Armenia 0.50, (4.29, 14), 30 lat
37. Polska 0.33, (3.79, 146), 45 lat i 166 dni
38. Gruzja 0.32, (4.75, 22), 46 lat i 319 dni
39. Rosja 0.17, (1.18, 180), 88 lat i 86 dni
(...)
Bez wątpienia zaprezentowany ranking jest wstrząsający. Polska, typowa szkoła wyższa jest lepsza w dziedzinie naukowego uprawiania pedagogiki jedynie od typowej szkoły wyższej w Gruzji, Rosji, Czarnogórze, na Białorusi, w Azerbejdżanie, Albanii, Mołdawii i na Ukrainie. Porównując Polskę na przykład z liderem rankingu, czyli typową szkołą wyższą w Izraelu, musimy dojść do nadzwyczaj przykrego dla nas wniosku. W Izraelu na publikację tekstu pedagogicznego, który spełnia międzynarodowe standardy naukowości, trzeba przeciętnie czekać w losowo wybranej szkole jedynie 116 dni, podczas gdy w Polsce ponad 45 lat.

W Polsce jest obecnie zarejestrowanych ze stopniem doktora 3882 naukowców pracujących w dyscyplinach pedagogicznych. Osoby te w 15-letnim oknie czasowym opublikowały 146 artykułów naukowych, spełniających międzynarodowe standardy akademickie. Postaram się wyręczyć p. Minister Edukacji Narodowej i odrobić zadanie domowe: Ile lat potrzebuje przeciętny, polski „pedagog-naukowiec” na napisanie artykułu naukowego, spełniającego akademickie, międzynarodowe standardy naukowości (zadanie które powinien umieć rozwiązać każdy gimnazjalista)?

Oto rozwiązanie: Skoro w ciągu piętnastu lat 3882 osoby napisały 146 tekstów naukowych, to jedna osoba w tym okresie napisała 0.038 pracy naukowej (stosujemy algorytm proporcji). Skoro jedna osoba pisze 0.038 artykułu naukowego w ciągu 15 lat, to jeden polski „pedagog-naukowiec” pisze pracę spełniającą międzynarodowe standardy akademickie w ciągu prawie 395 lat (stosujemy kolejny raz algorytm proporcji). Dla porównania przeciętnemu polskiemu logikowi napisanie jednej przyzwoitej pracy zajmuje niespełna 12 lat. Ponieważ średnia życia wynosi poniżej 100 lat, wnioskujemy, że prawdopodobieństwo napisania poważnego artykułu naukowego przez typowego, polskiego „pedagoga-naukowca” jest bliskie 0%. To jest katastrofa. A dla naszych dzieci tragedia.

Będę Stańczykiem!!! Apeluję do p. Minister Edukacji Narodowej. Na Pani ciąży obowiązek ratowania polskiej oświaty – w tym wypadku likwidacji instytutów pedagogiki w większości szkół wyższych w Polsce. Na ministrze, który nie dokona rewolucyjnych zmian w instytutach, katedrach i pracowniach pedagogicznych w naszych szkołach wyższych, będzie ciążył zarzut zdrady stanu, gdyż polska edukacja jest mordowana. Dane są nazbyt jednoznaczne, żeby z nimi dyskutować. Utrzymywanie obecnego stanu rzeczy jest zbrodnią przeciwko obecnym i przyszłym pokoleniom obywateli naszego państwa.

********************************

W następnym felietonie Autor omawia kondycję polskiej pedagogiki na tle afrykańskich osiągnięć w tej dyscyplinie, w szczególności w odniesieniu do krajów biednych i targanych wojnami:
Pedagogika polska na tle Afryki

Ponieważ polska pedagogika jest w sytuacji katastrofalnej, warto dokonać porównania efektów pracy rodzimych szkół wyższych, w zakresie dyscyplin pedagogicznych, z wynikami uzyskiwanymi przez szkoły wyższe w poszczególnych państwach afrykańskich. Okazuje się, że Polska zajmuje na kontynencie afrykańskim 31 pozycję w rankingu produkcji tekstów w światowych, prestiżowych, pedagogicznych czasopismach przypadających na przeciętną szkołę wyższą danego państwa.

Pierwsza cyfra, w rankingu poniżej, oznacza liczbę wytworzonych artykułów naukowych z zakresu pedagogiki przez typową szkołę wyższą w danym państwie w 15-letnim oknie czasowym. Kolejna cyfra (pierwsza w nawiasie) wskazuje na globalną produkcję tekstów pedagogicznych danego państwa w przeciągu piętnastu lat (od 1996 do 2010 roku). Trzecia cyfra oznacza liczbę szkół wyższych w danym państwie. Oto ranking:

1.Botswana 21.00 (105, 5)
2. Lesotho 13.00 (13, 1)
3. Erytrea 7.00 (7, 1)
4. Afryka Południowa 4.00 (100, 25)
5. Malawi 3.86 (27, 7)
6. Suazi 4.50 (9, 2)
7. Namibia 3.50 (14, 4)
8. Kenia 2.91 (128, 44)
9. Nigeria 2.16 (281, 130)
10. Uganda 2.12 (53, 25)
11. Zimbabwe 2.09 (23, 11)
12. Gambia 2.00 (2, 1)
13. Niger 2.00 (2, 1)
14. Ghana 1.82 (62, 34)
15. Mauritius 1.67 (10, 6)
16. Zambia 1.55 (14, 9)
17. Rwanda 1.28 (9, 7)
18. Tanzania 1.21 (40, 33)
19. Mozambik 1.00 (9, 9)
20. Sierra Leone 1.00 ( 2, 2)
21. Wybrzeże Kości Słoniowej 1.00 (3, 3)
22. Republika Środkowej Afryki 1.00 (1, 1)
23. Egipt 0.84 (48, 57)
24. Etiopia 0.73 (24, 33)
25. Senegal 0.62 (5, 8 )
26. Togo 0.50 (1, 1)
27. Burkina Faso 0.50 (2, 4)
28. Kamerun 0.43 (6, 14)
29. Algeria 0.36, (26, 72)
30. Tunezja 0.34 (19, 55)
31. Polska 0.33 (146, 448)
(...)
Zaprezentowany ranking pokazuje to, że losowo wybrana polska szkoła wyższa jest gorsza pod względem wartości naukowej publikowanych tekstów naukowych od losowo wybranych szkół w 30 krajach Afryki. Oznacza to, że w typowej szkole wyższej, działającej w Botswanie (tu pedagogika jest rozwijana na jednym z najwyższych na świecie poziomów), Kenii, Ugandzie, Senegalu czy Kamerunie, pedagodzy osiągają lepsze rezultaty naukowe niż te, które są osiągane w losowo wybranej szkole wyższej naszego kraju.

31-sze miejsce zajmowane przez Polskę w afrykańskim rankingu osiągnięć naukowych szkół wyższych w dyscyplinach pedagogicznych jest ze względów oczywistych skandalem. Wynik ten zawdzięczamy rozdrobnieniu ilościowemu szkół wyższych w Polsce. Ale nawet redukcja połowy z tych szkół poprawiłaby naszą pozycję jedynie do 25-go miejsca w Afryce. Nadal bylibyśmy gorsi od Etiopii (kraju targanego suszami i głodem), Sierra Leone (jeden z najbiedniejszych krajów świata), Rwandy (potarganej nie tak dawno krwawą rzezią domową) czy pustynnej Namibii.

W przeliczeniu na milion mieszkańców nasza produkcja naukowa (czyli wydajność naukowa) na tle rezultatów afrykańskich państw nie wygląda jednak najgorzej. Dla piętnastoletniego okna czasowego taki ranking wydajności naukowej w obszarze badań pedagogicznych przedstawia się następująco:

1. Botswana 50.8
2. Mauritius 7.67
3. Lesotho 6.75
4. Suazi 6.75
5. Namibia 6.52
6. Polska 3.79

W porównaniu z Afryką, milion polaków produkuje więcej tekstów pedagogicznych spełniających standardy naukowości niż milion obywateli większości państw „czarnego lądu”. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że w większości państw afrykańskich PKB per capita jest wielokrotnie niższy niż w Polsce, to ten nasz sukces w Afryce (siódme miejsce) staje się marny. W społeczeństwach tego kontynentu nie inwestuje się wymaganej ilości zasobów finansowych w rozwój nauki z racji biedy. Gdyby Afryka miała tyle pieniędzy, ile posiadają polscy przedstawiciele nauk pedagogicznych, pobiłaby nas pod względem wydajności naukowej z kretesem.

Można obliczyć wskaźnik lenistwa naukowego pedagogów dla każdego państwa. Wyższy poziom zamożności danego społeczeństwa powinien skutkować wyższą wydajnością naukową. Znaczy to, że mając więcej pieniędzy, powinniśmy lepiej naukowo pracować. Okazuje się jednak, że wzrost zamożności społeczeństwa nie musi prowadzić do wzrostu jego wydajności naukowej. Mówiąc metaforycznie, czasami jest tak, że mając więcej pieniędzy, efektywniej nie pracujemy.

Taką sytuację zwykle określamy jako lenistwo w pracy. Intuicyjnie mówiąc, wskaźnik lenistwa naukowego w danej dyscyplinie jest miarą bogactwa przypadającego na jednostkę wydajności naukowej w danej dyscyplinie. Im niższy ów wskaźnik dla danego społeczeństwa w odniesieniu do określonej nauki, tym lenistwo naukowe jej reprezentantów jest niższe. Jeśli nie jesteśmy leniwi, to nie potrzebujemy wielkich bogactw, aby pracować wydajnie. Poziom bogactwa danego społeczeństwa mierzy się wartością PKB per capita.

Zatem aby obliczyć wskaźnik lenistwa w danej dyscyplinie dla danego państwa, wystarczy podzielić wartość jego PKB per capita na wartość jego wydajności naukowej w tejże dyscyplinie. Tak otrzymana liczba dla dyscyplin pedagogicznych będzie wyrażała to, jaki jest wymagany PKB per capita dla danego państwa wystarczający na to, aby milion obywateli w ciągu roku wyprodukowało jeden tekst naukowy z zakresu pedagogiki, który mógłby zostać opublikowany w którymś z ponad 500 prestiżowych czasopism naukowych. Polscy pedagodzy są naukowo leniwi w stopniu porównywalnym z lenistwem naukowym pedagogów z Burundi, Togo i Tunezji. Uzyskana przez Polskę wartość parametru lenistwa naukowego w zakresie pedagogiki nie napawa optymizmem. Przy utrzymaniu obecnego poziomu życia w Polsce, osiągnięcie przyzwoitej wydajności naukowej w granicach 20 000 wymagałoby czterokrotnego (czyli o 400 %) poprawienia wydajności naukowej pedagogów. Z kolei wyniki dla państw afrykańskich są nadzwyczaj optymistyczne. Pomimo przejmującej biedy w tych krajach, afrykańscy pedagodzy pracują efektywnie w stosunku do swojej zamożności, pracują relatywnie na podobnym poziomie jak większość ich europejskich kolegów.

Lenistwo naukowe jest powodowane czteroma czynnikami: lękiem przed publikacją wyników z uwagi na oczekiwaną stratę, brakiem kompetencji, brakiem narzędzi pracy oraz brakiem motywacji (brakiem oczekiwania na zysk). W wypadku pedagogiki, czynnik narzędziowy nie może być brany pod uwagę w Polsce, gdyż uprawianie tej dyscypliny naukowej wymaga kredy, tablicy i książek (na to nas stać). Polska nie jest krajem totalitarnym, więc publikowanie wyników naukowych w zachodnich czasopismach pedagogicznych nie skutkuje „kłopotami w pracy”. Z drugiej strony ogrom „makulaturowego wytworu pedagogicznego” w Polsce jest zatrważający; więc nie można odmówić naszym pedagogom motywacji do pisania swoich dzieł naukowych. Pozostaje więc czynnik kompetencyjny – lenistwo polskich pedagogów jest powodowane przez niski poziom ich kompetencji. Wydaje się, że o tym poziomie decyduje głównej mierze brak choćby biernej znajomości języków obcych, uniemożliwiający pedagogom obcowanie ze światowym dorobkiem naukowym, a w konsekwencji prowadzenie badań spełniających międzynarodowe standardy.

Przy wysokich wartościach wskaźnika lenistwa naukowego, świadczących o brakach kompetencyjnych w danej dyscyplinie, finansowe strategie sanacji (wzmacniające motywację w wytwarzaniu nauki) nie pomagają. W naszym wypadku wymagana jest likwidacja dotychczasowej struktury administracyjnej polskiej pedagogiki. Następnie należy zorganizować strukturę umożliwiającą związanie badań kognitywistycznych (prowadzonych przez polskich logików i psychologów poznawczych) z pedagogicznymi.


Jak dla mnie, to bomba. Czekamy teraz na podobną analizę, tylko dotyczącą rozwoju polskiej filozofii na tle jej dokonań w Afryce. Mamy jeszcze kilka kontynentów do porównań i szereg innych nauk społecznych oraz humanistycznych, które należałoby uczynić przedmiotem komparatystyki publicystycznej. Ciekawe, co sądzą na ten temat pedagodzy?

Kilka uwag do braku logiki w rozumowaniu Autora:

1) W krajach anglojęzycznych nie ma pedagogiki jako dyscypliny naukowej. Posługiwanie się kategorią "education" nie ma nic wspólnego z kontynentalną pedagogiką;

2) Założenie, że każdy, kto czyni przedmiotem swoich badań edukację, jest pedagogiem, jest nielogiczne. To tak, jak każdy, kto bada dziecko musiałby być pediatrą czy pedologiem. Otóż edukacją zajmują się przedstawiciele większości nauk humanistycznych, społecznych, ale i matematyczno-przyrodniczych (dydaktyka kształcenia w tych naukach) czy technicznych. Edukacją zajmuje się także filozofia, więc gdyby trzymać się tej logiki konstruowania zbiorów, to i filozofia byłaby pedagogiką, a tego chyba by autor tych tekstów nie życzył sobie.

3) Wystarczy zajrzeć do bazy naukowej OPI, by przekonać się, że nie ma w Polsce 3882 naukowców pracujących w dyscyplinach pedagogicznych, tylko ok. 540, którzy przyznają się do uzyskania kwalifikacji naukowych w dyscyplinie naukowej - pedagogika. Nie wiem zatem, jak to nasz filozof policzył, że jest nas prawie 4 tys. bo jeśli tak, to musiałby zaliczyć do nich także samego siebie. Jest w końcu nauczycielem akademickim, czyli ma jakiś związek z edukacją.

4) Co to znaczy, dyscypliny pedagogiczne? Czy to jest dla filozofa tożsame z pedagogiką jako dyscypliną naukową, w ramach której prowadzone są awanse naukowe - nadawane stopnie naukowe i tytuły naukowe? To może jest filozofia i dyscypliny filozoficzne, które w tym afrykańskim rankingu także występują?

Przypomniało mi się zadanie logiczne z toku studiów na kierunku pedagogika:
Czy jeśli kura zniesie jajko w chlewie, to musi wylęgnąć się z niego świnia?



21 komentarzy:

  1. Cha cha cha...
    jakie "filozoficzne" podejście filozofa, ale ręczę, że indeks cytowań po tym "artykule" poszybuje panu Krysztofiakowi w górę. No to pedagodzy drodzy,stajemy jak te szczury do wyścigu- przecież liczy się to, gdzie publikujemy nie to, co piszemy.
    Cha cha cha...

    OdpowiedzUsuń
  2. No w sumie przydałoby się jakby poszybował, bo na razie 13 cytowań 16 artykułów opublikowanych w latach 1991-2007 i indeks H=2 szałem nie jest... Mógłby się Pan Krysztofiak zająć naukowym pisaniem, to i filozofii by lepiej zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
  3. "W wypadku pedagogiki, czynnik narzędziowy nie może być brany pod uwagę w Polsce, gdyż uprawianie tej dyscypliny naukowej wymaga kredy, tablicy i książek (na to nas stać)".

    Gratuluję wyobrażeń prof. Krysztofiaka o pedagogice, jako dyscyplinie badawczej. W zasadzie przecież to samo można by było powiedzieć o polskiej szkole: po co kruszyć kopie o wydatki na oświatę, jeśli na kredę starcza... Najgorsze, że właśnie dostęp do książek światowych jest tak kosztowny - powiedziałabym zaporowo - dla polskiego naukowa. Nowe, aktualne, wartościowe książki, czy to ściągane "ze świata", czy zagraniczne publikacje kupowane w polskich księgarniach, to przeciętnie wydatek rzędu 80-150 dolarów; bestselery naukowe - jeszcze więcej. Wzrusza mnie super-promocja z przeceną z 400 na 320 zł! Prywatna prenumerata dobrego czasopisma zagranicznego z własnej wąskiej specjalizacji - kwoty straszne! Pojedyncze numery - jak monografie. Biblioteki uczelniane też kombinują, co tańsze, a nie co bardziej uznane w świecie i jak mieć więcej za mniej. Bezpłatne bazy - drugorzędne. Bezpłatne zasoby internetowe artykułów - najczęściej nie młodsze niż 2-3 letnie. Bez przeglądu światowych aktualności - nie sposób startować do tych tzw. prestiżowych czasopism zagranicznych. Wybawieniem wyjazdy od czasu do czasu za granicę z dostępem do bibliotek i strategia: nakserować co się da - część "na ślepo" nie trafiona, część się jakoś wykorzysta, by pokazać, że jest się zorientowanym w aktualnych trendach i stanie badań; czasem pomocni okażą się zaprzyjaźnieni studenci na Erazmusach, czasem znajomi za granicą. Nie udawajmy, że stać nas na książki. Uważam, że mnie nie stać, choć i tak kupuję co się da, okradając swoją rodzinę (ale niby inwestuję w przyszłość :)). Gdy uda mi się dorwać do jakiegoś (czyt. czyjegoś czy jakiegoś uczelnianego zagranicznego) dobrego księgozbioru łapczywie czytam wszystko. Potrafię pracować po kilkanaście godzin na dobę. Potrafię poświęcić wiele tygodni na opracowywanie czegoś. Nie jestem więc leniwa. Nie uważam, że brak mi kompetencji.
    Przypomina mi to jednak szycie "modnych ciuchów" z niczego w okresie PRL-u. Sukienki z szalików czy chusteczek do nosa, spódnice z pieluchy. Podziwiałyśmy pomysłowość i dobry gust Polek, które potrafią zrobić coś z niczego i mimo totalnej pustki w sklepach chodzą "tak dobrze" ubrane. Nie oszukujmy się. Ulica to znosiła, nawet z wdziękiem; salony - niekoniecznie. Dlatego teraz też nam daleko od naukowych salonów!
    Ponadto przy takim sposobie dostępu do najnowszej literatury (co się uda upolować) nie ma płaszczyzny dyskusji, bo każdemu udaje się upolować co innego. A więc nie mamy wspólnego pola koncentracji na tym, co najnowsze w nauce światowej. Stać nas na dostęp do polskich książek (niekoniecznie na same książki) i to skazuje nas na zaściankowość, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowni Państwo
    Tragedią polskiej pedagogiki jest to,ze jest ufilozoficzniona; dlatego zgodzę się,że pewna część filozofii to źle pojęta pedagogika; niestety sa filozofowie, którzy odpowiadaja na pytanie: Co jest ważne? Pedagodzy polscy z tego zawsze skrzętnie korzystali - uprawiając przez lata pedagogike marksistowską, a obecnie katolicka. Polska pedagogika jest zideologizowana.
    W swoich felietonach stwierdziłem - zarównow interesie pedagogiki jak i logiki jest związanie obu dyscyplin pof hasłem kognitywistyki; róbmy wspólnie pedagogikę kognitywna; badajmy mechanizmy uczenia się; i na tej podstawie konstruujmy modele nauczania.

    Zawiode Państwa, ale mam grant badawczy z dziedziny (w pewnym sensie pedagogicznej) - zajmuję się mechanizmami uczenia się arytmetyki na poziomie wczesnoszkolnym i przedszkolnym; interesują mnie fazy w myśleniu matematycznym "przed-dojrzałe"; oczekiwałbym tego, aby pedagodzy równiez zajęli sie kognitywistyka arytmetyki.

    W Uniwersytecie Szczecińskim jest niemal wszystko co się ukazuje współcześnie zw studiów edukacyjnych (czyli pedagogicznych); zarzut, że nie ma źródeł jest nieprawdziwy; w UW i innych uniwersytetach jest taki sam zasób (Springer, Wiley, Elsevier)_

    Jesli chodzi o wszystkie naukowe cytowania mam ich prawie 70 (w tym w: State University of New York, University of California at Irvine, Universidad de campinas, University of Honk Kong, Catholic University of Peru); wiekszość to cytowania z UJ, UW, UMCS (mam tylko jedno cytowanie kolegi z rodzimej uczelni); rzeczywiście tych miedzynarodowych mam mniej - ale też i mniej napisałem; choć o kilkaset procent przewyższam średnią.

    Rzeczywiście z filozofia polską równiez nie jest najlepiej; ale mamy dział logikę, w którym zajmujemy 11 miejsce na świecie.

    Nie napisałem tekstu dla popularności; napisałem go dla wyrwania pedagogów z błogiej, leniwej drzemki.

    Zapraszam dodatkowo do lektury tekstu (nieco żartobliwego)
    http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/644373,pedagogika-polska-na-tle-afryki.html
    Wojciech Krysztofiak

    OdpowiedzUsuń
  5. Dodam, że w Bazie Nauki Polskiej, w podbazie "Ludzie nauki" po wpisaniu hasła "pedagogika" (czyli specjalności naukowej), baza oddaje 3886 nazwisk.
    Wojciech Krysztofiak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Doktorze Habilitowany Filozofii,
      Pańskie obliczenia są nie tylko pozbawione logiki, ale i dociekliwości, która powinna charakteryzować filozofa-kognitywistę. Baza Nauki Polskiej obejmuje wszystkich doktorów, doktorów habilitowanych i profesorów, którzy w kwestionariuszu SYNABA wpisali "pedagogika" jako dyscyplinę nauki, z której uzyskali promocję naukową. Są wśród nich osoby, które już dawno nie żyją, które nigdy, z różnych zresztą powodów, nie podjęły pracy naukowej. Sam mam wypromowanych doktorów, którzy pracują w oświacie, a nie w szkolnictwie wyższym. Są wreszcie wśród nich osoby, które już od ponad 20 lat są na emeryturze, bowiem ta baza powstała w 1991 r.!!! Cieszymy się ich życiem, obecnością, także tych spośród emerytowanych, którzy jeszcze tworzą, ale nie są zatrudnieni w żadnej szkole wyższej, a jeśli nawet jest nią wyższa szkoła prywatna, to ta z racji braku uprawnień akademickich, do nadawania stopni naukowych, nigdzie ich nie wykazuje, gdyż jej rolą jest tylko i wyłącznie kształcenie zawodowe, a nie rywalizowanie w świecie nauki. To tak, jakby oczekiwał Pan, żeby każdy, kto ukończył studia filozoficzne , a nawet uzyskał stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, mimo swojej pracy poza środowiskiem akademickim, musiał być uwzględniany wśród tych, którzy powinni przyczyniać się do rozwoju nauki. To, o Pan wypisuje, jest zatem nie tylko ABSURDEM, ale i stawia pod znakiem zapytania , czego nauczą się dzieci w ramach Pańskiego eksperymentu kognitywistycznego? Czy przypisze Pan swoje osiągnięcia lub porażki do pedagogiki czy do filozofii? Doprawdy, można apelować o naprawę każdego środowiska naukowego, ale NAUKOWEGO w sensie akademickim, a nie związanego z oświatą, z kształceniem innych, wykonującego inne zawody lub w ogóle nie pracującego zgodnie ze swoim wykształceniem. To, że ktoś uzyskał stopień naukowy doktora wcale nie oznacza, że jest naukowcem. Czy to mieści się w Pańskiej logice?
      Wykaz 3886 nazwisk nie ma zatem nic wspólnego z wszystkimi osobami (elementami zbioru), któremu przypisał Pan miano "pedagodzy-naukowcy". Część tego zbioru stanowią pracownicy naukowo-dydaktyczni uniwersytetów i akademii, których jednostki (katedry, instytuty czy wydziały) posiadają uprawnienia do nadawania stopni czy także tytułów naukowych na podstawie dorobku naukowego z pedagogiki. Niech Pan jednak wymaże tę magiczną, a raczej służącą do demagogii liczbę i ni ewprowadza opinii społecznej w błąd. Wystawia Pan bowiem sobie, a nie pedagogom, fatalne świadcetwo.


      Usuń
    2. Szanowny Panie Doktorze Habilitowany Filozofii,
      Pańskie obliczenia są nie tylko pozbawione logiki, ale i dociekliwości, która powinna charakteryzować filozofa-kognitywistę. Baza Nauki Polskiej obejmuje wszystkich doktorów, doktorów habilitowanych i profesorów, którzy w kwestionariuszu SYNABA wpisali "pedagogika" jako dyscyplinę nauki, z której uzyskali promocję naukową. Są wśród nich osoby, które już dawno nie żyją, które nigdy, z różnych zresztą powodów, nie podjęły pracy naukowej. Sam mam wypromowanych doktorów, którzy pracują w oświacie, a nie w szkolnictwie wyższym. Są wreszcie wśród nich osoby, które już od ponad 20 lat są na emeryturze, bowiem ta baza powstała w 1991 r.!!! Cieszymy się ich życiem, obecnością, także tych spośród emerytowanych, którzy jeszcze tworzą, ale nie są zatrudnieni w żadnej szkole wyższej, a jeśli nawet jest nią wyższa szkoła prywatna, to ta z racji braku uprawnień akademickich, do nadawania stopni naukowych, nigdzie ich nie wykazuje, gdyż jej rolą jest tylko i wyłącznie kształcenie zawodowe, a nie rywalizowanie w świecie nauki. To tak, jakby oczekiwał Pan, żeby każdy, kto ukończył studia filozoficzne , a nawet uzyskał stopień naukowy doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, mimo swojej pracy poza środowiskiem akademickim, musiał być uwzględniany wśród tych, którzy powinni przyczyniać się do rozwoju nauki. To, o Pan wypisuje, jest zatem nie tylko ABSURDEM, ale i stawia pod znakiem zapytania , czego nauczą się dzieci w ramach Pańskiego eksperymentu kognitywistycznego? Czy przypisze Pan swoje osiągnięcia lub porażki do pedagogiki czy do filozofii? Doprawdy, można apelować o naprawę każdego środowiska naukowego, ale NAUKOWEGO w sensie akademickim, a nie związanego z oświatą, z kształceniem innych, wykonującego inne zawody lub w ogóle nie pracującego zgodnie ze swoim wykształceniem. To, że ktoś uzyskał stopień naukowy doktora wcale nie oznacza, że jest naukowcem. Czy to mieści się w Pańskiej logice?

      I jeszcze jedno. Może Pan apelowac do minister Barbary Kudryckiej, by zlikwidowała wszystkie instytuty pedagogiki, bo w reformie oświaty jest chaos. Ośmiesza się Pan po raz kolejny. Warto wziąć pod uwagę to, że żaden polski instytut naukowy - pedagogiczny nie ma nic wspólnego z MEN i reformami tego resortu. Powinien Pan to wiedzieć, skoro zabiera się do eksperymentowania w przedszkolach i edukacji elementarnej. Powiększa Pan wraz z MEN strefę interwencji w oświatę tych, którzy nie mają stosownych kompetencji. Oczywiście, te Pańskim zdaniem są zbyteczne, bo pedagogika jest za Afryką.
      Gratuluję rozumowania.

      Usuń
  6. Szanowny Panie Wojciechu, proszę pisać poprawną polszczyzną! to poważny blog! pozdrawiam
    Marek

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny Panie
    W postach posługuję się językiem potocznym; Pan chyba umie czytać; domniemuję. Można łatwo odróznić "a" od "ą", czy "z" od "ż", itd. Literacko wyżywam się w felietonach i artykułach naukowych - moi redaktorzy wydawniczy, na ogół nie narzekają na moją polszczyznę. Szkoda, że jest Pan tak "nadmuchany" swoją powagą. Nie odpowiedział Pan na moje zarzuty: (1) liczba pedagogów, która Pan podał, jest absurdalnie niska; wystarczyło przemnozyć 15 uniwersytetów razy 50 i wyszłoby Panu ponad 700 pedagogów pracujących w najważniejszych szkołach wyższych; a szkół mamy prawie 450.; (2) fałszywie Pan podał mój indeks cytowań; (3) nie sprawdził Pan tego, czym obecnie się zajmuję - modelowaniem formalnym procesów akwizycji mentalnej osi liczb; (4) zaprezentował Pan mnie jako obrońcę filozofii - zasadniczo prezentuję stanowisko metafilozoficzne "afilozofizmu", zgodnie z którym większość filozofii stanowi ideologiczną manipulację; gdyby Pan sprawdził, to przekonałby sie Pan,że jestem scjentystą i neopozytywistą (w pewnym znaczeniu tej kategorii).

    Na koniec, czepia się Pan literówek - dyskusja na blogu nie jest zdawaniem matury ani klasówką w szkole. Teraz ja pozwolę sobie na "nadmuchanie" - prosze mnie tytuyłować "per prof." - tak niestety na moim blogu dyskutanci mnie tytułują; ale już niedługo - pozostanę prof. do marca; bo właśnie pedagodzy, którzy mają władzę w US na Wydziale Humanistycznym (i ani jednej poważnej, zagranicznej publikacji - za to publikacje w kurii biskupiej) zdegradowali mnie. Pedagodzy w Polsce zawsze prezentowali postawę serwilistyczną; najpierw budowali ochoczo socjalistycznego człowieka a dzisiaj ochoczo wychowuja na "porządnego Polaka-katolika". A kiedy zaczną Państwo uczyć? - literek, cyferek, czytania, liczenia, interpretowania rzeczywistości doświadczanej. Czy polscy pedagodzy zajmują się czymś naprawdę poważnym społecznie? - czy wyparcowali model "wychowawczy" przeciwdziałania anty-autystycznego (w rozumieniu autyzmu społecznego, który odpowiada za jedną z najwyższych na świecie wartości społecznej nieufnosci w Polsce)? Takie pytania mogę mnożyć, oj, długo, długo.

    Wojciech Krysztofiak (dr hab. prof. US - autor publikacji naukowych w: "Synthese", "Husserl Studies", "Semiotica", "Axiomathes", "Filozofia Nauki", "Przegląd Filozoficzny", "Ruch Filozoficzny", "Diametros").

    OdpowiedzUsuń
  8. indeks podawałem ja - więc przeklejam wynik - z bardzo liberalnego Publish or Perish. Podyskutowałbym, ale zarobiony jestem pisaniem na listę F... Czytelników przepraszam za mało strawną formę.

    Query: w-krysztofiak: all

    w-krysztofiak: all
    Query date: 2012-09-11
    Papers: 16
    Citations: 13
    Years: 22
    Cites/year: 0.59
    Cites/paper: 0.81/0.0/0 (mean/median/mode)
    Cites/author: 13.00
    Papers/author: 13.07
    Authors/paper: 1.75/1.0/1 (mean/median/mode)
    h-index: 2
    g-index: 3
    12 paper(s) with 1 author(s)
    2 paper(s) with 3 author(s)
    2 paper(s) with 5 author(s)
    Szczegóły niżej

    Cites,Authors,Title,Year,Source,Publisher,ArticleURL,CitesURL
    6,"W Krysztofiak","Phenomenology, possible worlds and negation",1991,"Husserl studies","Springer",
    3,"W Krysztofiak","Noemata and their formalization",1995,"Synthese","Springer",
    2,"W Krysztofiak","Problem opozycji realizmu i idealizmu epistemologicznego [The Problem of Epistemological Realism-Idealism Opposition]",1999,"Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej,
    1,"W Krysztofiak","The phenonenological idealism controversy in light of possible worlds semantics",2007,"Axiomathes","Springer"
    1,"W Krysztofiak","Negacja, podmiot, predykat i teza Geacha",1994,"Zeszyty Naukowe
    0,"W Krysztofiak","The grammar of philosophical discourse",2012,"Semiotica","philpapers.org","",
    0,"W Krysztofiak","EXISTENTIALISM FROM THE SPEECH ACTS THEORY'S POINT OF VIEW",
    0,"W Krysztofiak","Indexed Natural Numbers in Mind: A Formal Model of the Basic Mature Number Competence",0,"Axiomathes","Springer",
    0,"…, M Górna, W Janikowski, W Krysztofiak…","Interdyscyplinarne Warsztaty Czynności mowy. Modele teoretyczne i ich zastosowania Pobierowo, 14-16 października 2011",0,"mwitek.univ.szczecin.pl","","","http://scholar.google.com/scholar?q=related:mXt7AYnk6ogJ:scholar.google.com/&hl=en&num=100&as_sdt=0,5"
    0,"H Hadrys, W Krysztofiak, S Okulski","Rozwoj paradygmatu mechaniki klasycznej",1991,"","Uniw. szczecinski Szczecin","",""
    0,"H Hadryś, W Krysztofiak, S Okulski","Rozwój paradygmatu mechaniki klasycznej",1991,"","Uniwersytet Szczeciński","",""
    0,"W Krysztofiak, H Perkowska, U Szczeciński, ZH Filozofii…","Szkice z fenomenologii i filozofii analitycznej: konferencja naukowa, zorganizowana przez Zakład Historii Filozofii i Międzyuczelniany Instytut Wiedzy …",1993,"","Uniwersytet Szczeciński","",""
    0,"W Krysztofiak","„Próba formalizacji pojęcia noematu”,[w:] Perzanowski J., Pietruszczak A.,(red.)",1997,"Byt, logos, matematyka. Filozofia/Logika! Filozofia …","","",""
    0,"W Krysztofiak","MULTI-TEMPORAL COUNTING STRUCTURES. INDEXED NATURAL NUMBERS IN LIGHT OF COGNITIVE ARITHMETIC (Multi-temporalne struktury obliczeniowe. …",0,"order","cejsh.icm.edu.pl","http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/cgi-bin/getdoc.cgi?11PLAAAA089926","http://scholar.googleusercontent.com/scholar?q=cache:lx8YzKBkcZ8J:scholar.google.com/+author:w-krysztofiak&hl=en&num=100&as_sdt=0,5"
    0,"W Krysztofiak","Department of Philosophy University of Szczecin ul. Krakowska 71/79 71-004 Szczecin",0,"diametros.iphils.uj.edu.pl","","","http://scholar.googleusercontent.com/scholar?q=cache:IVbh5hMf6I4J:scholar.google.com/+author:w-krysztofiak&hl=en&num=100&as_sdt=0,5"

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie,
    Pana tekst wśród pedagogów (akademickich) , którzy go czytali z pewnością wywołał pewną konsternację. Przypuszczam jednak, że wynika ona nie tyle z trafności Pańskiej argumentacji, ale raczej z Pańskiej, po części, nieznajomości problematyki.
    1. Podzielam uwagi Prof. Śliwerskiego wyrażone w komentarzu do Pańskich tekstów. Ważny jest tu szczególnie fakt, że angielski termin „education” nie jest w pełni przekładalny na „pedagogika”. W kulturze anglosaskiej, jak wspomniał Pan Profesor, nie ma odpowiednika wyrażenia „pedagogika”. Jeśli traktować to jako dyscyplinę naukową, to najbliższe określenia to „Educational Research” lub (w mniejszym stopniu) „Philosophy of Education”. W tradycji anglosaskiej edukacją zajmują się przede wszystkim psycholodzy, socjolodzy i filozofowie (zorientowani na problemy edukacji). W Polsce są to przede wszystkim pedagodzy. Jeśli zatem Pańskie zarzuty o małej produktywności naukowej miałyby być trafne w odniesieniu, do pedagogiki, to są również trafne wobec środowiska polskich filozofów. W Polsce filozofów, którzy zajmują się edukacją (wychowaniem) można policzyć na palcach jednej ręki, natomiast w samej Wielkiej Brytanii jest ich zdecydowanie więcej (patrz: np. analityczna filozofia wychowania; co najmniej kilkanaście nazwisk). Artykuły w czasopismach naukowych zakresu edukacji na zachodzie piszą wcześniej wymienieni specjaliści różnych dyscyplin, w Polsce, obowiązek ten spoczywa w zdecydowanej większości na pedagogach. W oczywisty sposób przekłada się to na ilość tekstów naukowych.
    2. Problem małej ilości prac polskich pedagogów pisanych w języku angielskim istnieje. Jednak wydaje się on być bardziej złożony niż Pan to proponuje. Otóż wiele prac naukowych dotyczy problemów wychowania w kontekście polskim; jeśli są to badania empiryczne, to dobór próby badawczej ogranicza się z reguły do populacji np. uczniów polskich. Ma to swoje uzasadnienie; proszę nie zapominać, że pedagogika jest nauką zorientowaną praktycznie. W związku z tym, publikowanie badań za granicą, które w dużej części dotyczą Polski, w wielu wypadkach nie ma sensu. Porównanie do logiki, na co Pan wskazuje, jest nieporozumieniem; język logiki (podobnie jak jej problemy) jest językiem uniwersalnym; prawo niesprzeczności nie obowiązuje przecież tyko w Polsce.
    3. Pisze Pan:
    „W naszym kraju w mediach rozgorzała dyskusja na temat katastrofalnego stanu edukacji powszechnej. Politycy proponują „idiotyczne” sposoby administracyjnego uzdrowienia sytuacji (na przykład, likwidacja gimnazjów). Nikt jednak nie zauważa tego, że przyczyną tego stanu jest fatalny poziom przygotowania do zawodu polskich nauczycieli w klasach I – III. Potwierdzają to dane scjentometryczne, pokazujące jakość wytworu naukowego polskiej pedagogiki. Jeśli w szkołach wyższych uprawia się „pseudo-naukę pedagogiczną”, to nie można dziwić się temu, że absolwenci pedagogicznych kierunków studiów nie nadają się do pracy w szkołach podstawowych. Powiedzenie: jaki nauczyciel, taki jego uczeń, maluje w sposób najbardziej adekwatny kondycję rodzimego szkolnictwa na poziomie podstawowym.”
    O ile się nie mylę, to przedstawia Pan tu następujące rozumowanie:
    Zał. 1. Polska pedagogika naukowa jest w stanie katastrofalnym
    Zał. 2. Pedagogika kształci przyszłych nauczycieli
    Zał. 3. Jeśli x jest kształcony przez y, to y ponosi odpowiedzialność za przyszłe zachowanie x
    Z tego:
    Wniosek 1. Pedagogika jest odpowiedzialna za przyszłe zachowania nauczycieli
    Zał. 4. Nauczyciele są do zawodu przygotowani „fatalnie”
    Zatem:
    Wniosek 2. Polska pedagogika naukowa, będąca w stanie katastrofalnym jest odpowiedzialna za fatalne przygotowanie nauczycieli

    OdpowiedzUsuń
  10. c.d.
    Co do zał. 1, uzasadnia Pan to przytaczanymi badaniami, jak zostało wskazane wcześniej nie są one bezdyskusyjne, a z pewnością nie w pełnie adekwatne (patrz komentarz Prof. Śliwerskiego oraz punkty 1 i 2 mojego komentarza)
    Co do zał. 2, to wskazuje ono na podstawową Pańską nieznajomość pedagogiki jako dyscypliny naukowej. Zadaniem pedagoga nie jest kształcenie przyszłych nauczycieli, owszem są supdyscypliny, które się tym zajmują, ale rola pedagogiki jest dużo szersza i przyjmuje również charakter badań teoretycznych. Nauczycielem z reguły zostaje się po ukończeniu studiów kierunkowych, np. matematyka i po późniejszym (kilkumiesięcznym) kursie pedagogicznym, na którym pedagogika stanowi jeden z przedmiotów (ok. 30 godzin). Jeśli zatem nawet zał. 3 jest prawdziwe (co jest również kwestią dyskusyjną), to za kształcenie nauczycieli pedagog odpowiedzialny jest w nikłym stopniu.
    Jeśli zaś chodzi o nauczycieli wczesnoszkolnych, to z doświadczenia wiem, że są to często osoby, które w trybie zaocznym, najczęściej na prywatnej uczelni, po dwu-, lub trzyletnich studiach zdobywały wykształcenie (sprawa kształcenia na prywatnych uczelniach to ważny, ale odrębny problem).
    Co do zał. 4, trzeba by się odwołać do jakichś badań. Sprawa nie wydaje się tak prosta, jak Pan ją przedstawia. Powodów ewentualnych niepowodzeń nauczycieli może być wiele, część z nich może leżeć po stronie samych uczniów, może problemy z motywacją (znów złożony problem), a może nieadekwatny program, itd. Z tego, że nauczyciele doznają niepowodzeń w szkole, nie wynika, że są źle wykształceni. Możliwe, że tak jest, ale problem wydaje się być złożony, a przynajmniej wymaga badań (pedagogicznych).
    Krótko mówiąc, Pańska argumentacja opiera się albo na fałszywych, albo słabo uzasadnionych przesłankach, przez co i sam wniosek jest taki.
    (uzupełnienie) Pisze Pan:
    „Nikt jednak nie zauważa tego, że przyczyną tego stanu jest fatalny poziom przygotowania do zawodu polskich nauczycieli w klasach I – III. Potwierdzają to dane scjentometryczne, pokazujące jakość wytworu naukowego polskiej pedagogiki.”
    Według Pana, fatalny stan przygotowania nauczycieli potwierdzają badania scjentometryczne. Rozumiem, że wyrażenie „potwierdzają” można interpretować na co najmniej 2 sposoby: (1) „x zostało potwierdzone przez y”, jak wtedy kiedy mówimy „choroba C została potwierdzona przez lekarza przez stwierdzenie objawów XYZ”; wtedy jednak występowanie zestawu objawów jest wskaźnikiem występowania choroby. W tym przypadku, chodziłoby o to, że badania scjentometryczne wskazują na fatalny poziom przygotowania nauczycieli. To jednak starałem się podważyć powyżej. (2) „x zostało potwierdzone przez y” może być też interpretowane jak wtedy, gdy mówimy: „odnalezienie szczątków gatunku G w Europie potwierdza teorię o istnieniu gatunku G w Europie”. W tym przypadku chodziłoby o to, że dane z badań socjometrycznych potwierdzają opinie o fatalnym poziomie przygotowania polskich nauczycieli. Jest to jednak rozumowanie indukcyjne. Tak jak fakt odnalezienia szczątków gatunku G w Europie może być niewystarczający dla uzasadnienia tezy o jego istnieniu (możliwe, że ktoś te szczątki przewiózł z innego kontynentu), tak i badania, na które Pan się powołuje nie mogą stanowić wystarczającego uzasadnienia dla wniosku o fatalnym nauczania. Trzeba tu z pewnością dodatkowego uzasadnienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. c.d.
    Przejdę teraz do Pańskiego komentarza pod tekstem. Pisze Pan:
    ” Tragedią polskiej pedagogiki jest to,ze jest ufilozoficzniona; dlatego zgodzę się,że pewna część filozofii to źle pojęta pedagogika; niestety sa filozofowie, którzy odpowiadaja na pytanie: Co jest ważne? Pedagodzy polscy z tego zawsze skrzętnie korzystali - uprawiając przez lata pedagogike marksistowską, a obecnie katolicka. Polska pedagogika jest zideologizowana.”
    1. Twierdzi Pan, że pedagogika jest „ufilozoficzniona” i na tym polega jej „tragedia”. Wykazuje się Pan tu brakiem znajomości chociażby podstawowych definicji pedagogiki (wystarczy Wikipedia). Pedagogika była i jest nauką ściśle związaną z filozofią. Jednym z jej zadań jest próba ustalenia celów wychowania i skonstruowania spójnego systemu wychowawczego. Inna sprawa, że zadanie to, z filozoficznych (logicznych) powodów jest niewykonalne. Jest to jednak powód, dla którego powstaje wiele pedagogik, opartych na różnych systemach filozoficznych. Nie ma w tym nic złego, dopóki jeden system nie jest absolutyzowany. Część problemów pedagogiki pokrywa się z problemami, którymi zajmuje się filozofia (np. możliwość wyróżnienia danych norm w wychowaniu czy celu wychowania). Tym zajmuje się pedagogika ogólna, która zresztą często określana jest jako filozofia wychowania. Pańska propozycja odfilozoficznienia pedagogiki wydaje się zupełnie arbitralna, a jej konsekwencją byłoby sprowadzenie pedagogiki do jednej z subdyscyplin psychologii bądź socjologii.
    2. Twierdzi Pan, że polska pedagogiki jest katolicka. Na jakiej podstawie? Zgodzę się, że są ośrodki, na których uprawia się taką pedagogikę (np. KUL), ale są i inne, które z religią mają niewiele wspólnego. Podobnie jest z filozofią (patrz: tomizm na KUL-u, filozofia analityczna na UW).
    3. Postuluje Pan aby związać pedagogikę z kognitywistyką, na to zgoda. Zagadnienia z zakresu kognitywistyki są z pewności niezbędne w kształceniu pedagogów. Jak do tej pory, robi się to w stopniu niewystarczającym. Jednak nie może się redukować pedagogiki do kognitywistyki; konstruowanie modelów uczenia się/nauczania, itd. to ważna zagadnienie, ale nie jedyny problem, przed którym stoi pedagogika. Myślę, że może to funkcjonować ewentualnie pod nazwa pedagogiki kognitywnej, ale traktowana jako subdyscyplina pedagogiki.
    Krótko mówiąc, w większości spraw nie zgadzam się z Panem. Widzę jednak problem w pedagogice; jest to brak kultury krytycznej dyskusji (wewnętrznej krytyki), tak, jak to ma miejsce w filozofii.
    Niech będzie tyle…
    Mimo wszystko dziękuję za poruszenie ważnego tematu,
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. http://scholar.google.pl/scholar?q=%22w-krysztofiak%22&btnG=&hl=pl&as_sdt=0

    OdpowiedzUsuń
  13. Szanowny Panie Profesorze dr hab. US, Pan tak na poważnie czy dla dowcipu z tymi publikacjami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie
      Jestem nadzwyczaj poważny; uważam,że zasadniczo publikacje są sprawdzianem wartości pracownika naukowego. 80% kadry w instytutach pedagogicznych zajmuje miejsce innym, "młodym pistoletom"; polska pedagogika jest tak anachroniczna, że nie mieści się w miedzynarodowych kategoriach indeksowych (jedynie w UAM przemienili się na Wydział Studiów edukacyjnych "czy jakoś tak").
      Pana indeks jest niekompletny; jak Pan chce mogę przesłać Panu pełny indeks cytowań.

      Usuń
    2. Szanowny Panie;
      Być może publikacje świadczą o wartości pracownika naukowego, ale nie koniecznie muszą być odzwierciedleniem wielkości Człowieka. Osobiście wydaje mnie się że za wszelką cenę stara się Pan Doktor Habilitowany odegrać na pedagogach za pozbawienie tytułu profesorskiego, a odbywa się to poprzez stereotypizacje rzeczywistości (o czym pisał Pan prof. Śliwerski). Po za tym próba przeniesienia dyskusji na własny blog ma jak mniemam zwiększyć jego poczytność?
      Pozdrawiam Andrzej

      Usuń
  14. (Jakiś problem z dodawaniem komantarzy. Mój wyskoczył kilka razy, a dodawałem go 2 dni temu (potem powtórzyłem, bo przez kilkanaście godzin nie pojawił się))

    OdpowiedzUsuń
  15. Proszę się nie gniewać, ale z faktami się nie polemizuje. Nawet jeśli pewne dane są nieścisłe, to nadal umiędzynarodowienie i niestety jakość prac naukowych polskiej pedagogiki jest na poziomie przeciętnej afrykańskiej. Świadczą o tym choćby niektóre wpisy pod artykułami na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny chyba anonimowy logik, który nie zna faktów, ale komentuje artefakty jako fakty. To jest niestety przypadłość, która musi być głęboko skrywana, a w takich sytuacjach jest ujawniania. Tak profesor Śliwerski, jak i komentatorzy słusznie piszą o manipulacji logika ze Szczecina, który przyznaje się do tego, że w jakiejś uczelni ośmielono się nie docenić jego "wybitnego dorobku pedagogicznego" i teraz z wyszukuje zgodnie ze swoim poziomem (a potwierdzonym przez uczelnię) informacje, których nawet nie potrafi czytać ze zrozumieniem. To jednak pedagogika polska jest na wysokim poziomie, skoro powstrzymała awans takiego "logika". To musiał być w takim razie poniżej poziomu afrykańskich studiów o edukacji i nadal nie rozumie ani pedagogiki, ani siebie. Chyba żadnej z książek prof. L. Witkowskiego nie byłby w stanie przeczytać ze zrozumieniem. Niektórzy komentatorzy nie są w stanie nawet pojąć faktu, że w krajach anglojęzycznych nie ma pedagogiki, więc wszelki pismaki, które używają słowa "edukacja" z Zimbabwe wraz ze swoimi wybitnymi rozprawami nie dorastają do pięt wielu polskim pedagogom. Tamci są wykazywani w rankingu, a jakże. Niech zatem nasz logik pisze i publikuje w Afryce. Tam go zrozumieją i docenią. Dlaczego tam nie stara się o profesurę z pedagogiki?

      Piotr

      Usuń
    2. Błąd w postrzeganiu i ocenianiu pedagogiki wynika z utożsamianiem jej z patologiami polskiej oświaty, chaosem centralistycznie sterowanych reform edukacyjnych, pozorowaniem przez MEN współpracy z naukowcami-pedagogami (tych wykorzystuje się do konsultacji, po czym i tak czyni swoje, ale opinii publicznej przekazuje się, że była współpraca z takim czy innym profesorem lub zespołem naukowców) i ignorancją władzy.
      Rankingi, o których była tu mowa, nie są w żadnej mierze wiarygodne ze względu na to, że polska pedagogika musiała w okresie 20-lecia III RP zająć się najpierw odbudową swojej wiarygodności wewnątrz kraju. Piszę o tym w tomie pozjazdowym, wydanym w UMK w Toruniu. Pan dr hab. W. Krysztofiak ma cząstkę racji, prowokując swoją skrajną oceną do wyjścia polskich naukowców na zewnątrz. Można oczywiście postawić pytanie: tylko po co? Rankingi i konkurencja mają sens, jeśli z tego wynikają konkretne wartości. W humanistyce i naukach społecznych nie ma taka rywalizacja żadnego sensu, w odróżnieniu od przedstawicieli nauk medycznych, technicznych, przyrodniczych itp., gdyż te są naukami wymiernymi, a ich wyniki porównywalnymi. "Sukcesy" oświaty w Ghanie mają się nijak do uwarunkowań i sukcesów edukacji w Polsce. Nie twórzmy już - jak ktoś zauważył - artefaktów z nieporównywalnych faktów. Co z tego, że one są? Fetysz parametrycznej oceny osiąga szczyty absurdu.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.