środa, 5 września 2012

Jak utrudnić absolwentom wybór innej szkoły wyższej?


Sytuacja jest coraz bardziej niepokojąca, bowiem absolwenci studiów I stopnia (studiów licencjackich), którzy nie chcą kontynuować ich w swojej dotychczasowej wyższej szkole prywatnej na poziomie studiów II stopnia (magisterskich), nie mogą dostać należnych im dyplomów, gdyż na polecenie właścicieli lub władz rektorskich tych szkół, pracownicy dziekanatów robią wszystko, by opóźnić ten fakt jak najdłużej. Czyni się to w najróżniejszy sposób: a to tłumacząc, że właśnie zabrakło formularzy, albo nie było rektora i brakuje jego podpisu na dyplomie, albo że pewnie gdzieś dyplom się zagubił i trzeba poczekać na wydanie duplikatu itp.

W ten sposób usiłuje się nieuczciwie zapobiec odchodzeniu absolwentów własnych szkół do innych uczelni, które też kształcą na danym kierunku na studiach II stopnia. Niektórzy twórcy tych nieuczciwych praktyk sprawdzili, że jak opóźnią wydanie dyplomu swoim absolwentom do momentu, w którym będzie zamknięta rekrutacja do szkół konkurencji, to ich studentom nie pozostanie nic innego, jak skorzystać z wymuszonej oferty. Wówczas można przypomnieć sobie porzekadła: "Z braku laku... "; "Na bezrybiu i rak rybą".

Tego typu nieuczciwe praktyki mają miejsce w wielkich miastach, gdzie o każdego studenta studiów niestacjonarnych II stopnia (magisterskich) prowadzi się walkę w sposób wyrafinowany i perfidny. Co ciekawe, włączają się w nie zatrudnieni w wyższych szkołach prywatnych na drugich etatach i na funkcjach kierowniczych (prorektorów, prodziekanów, kierowników katedr czy zakładów) pracownicy uniwersytetów, którzy za odpowiednią premią kanclerza zachęcają absolwentów tych szkół, by nie przechodzili do uczelni publicznej, do uniwersytetu czy akademii, bo tu będzie im łatwiej.

W tej sytuacji rektorzy uczelni publicznych powinni uzmysłowić sobie, z jakiego to powodu ich pierwszoetatowa kadra podejmuje działania o charakterze "sabotażowym". Tych praktyk nie da się udowodnić, ale do czasu. Absolwenci studiów I stopnia szkół prywatnych, które prowadzą także studia II stopnia na danym kierunku moga skierować do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów skargę na nieuczciwe praktyki szkoły, a odpowiednie kontrole wymuszą normy przyzwoitości odpowiednimi karami.

Mój blog nie jest miejscem do publikowania nazw szkół, których władze tak postępują, bo ofiary tych praktyk powinny mieć odwagę i oficjalnie zgłaszać patologie odpowiednim organom, a nie kierować anonimy czy narzekać na problem po kątach. Poza tym, niektóre skargi wcale nie muszą być prawdziwe. Absolwent, który złożył wszystkie egzaminy, w tym egzamin dyplomowy, rozliczył się ze swoją dotychczasową szkołą wyższą, a nie uzyskuje należnego mu dyplomu, może też wystąpić na drodze prawnej przeciwko szkole, która tak postępuje. Są wreszcie media, dziennikarze, którzy mogą ten problem nagłośnić.

A swoją drogą, niezłe świadectwo wystawiają sobie właściciele i władze szkół, w których mają miejsce tego typu praktyki.


2 komentarze:

  1. W większości znanych mi szkół wyższych, na ogół publicznych, dyplomy są wręczane we wrzesniu, albo nawet w październiku. Student może natomiast otrzymać z dziekanatu zaświadczenie o ukonczniu studiów, czasami nawet w dniu obrony. Komisjom Rekrutacyjnym takie zaświadczenie wystarcza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Profesor napisał o konkretnym zjawisku, a nie o tym, co się komuś wydaje czy co wie, na podstawie znanych sobie szkół. Mnie wsp nie chciała wydać przez 2 miesiące dyplomu mimo, że egzamin zdałam w czerwcu.

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.