środa, 12 września 2012

Gdzie ci pedagodzy są?


Tezy i obliczenia dr hab. W.S. Krysztofiak - filozofa z Uniwersytetu w Szczecinie wywołują duże zainteresowanie wśród czytelników mojego blogu. Uprzedzam naszego oponenta, że mój blog nie jest komercyjny, a zatem liczba wejść ma bezinteresowny charakter ze strony czytelników i dla prowadzącego, dla każdego, kogo zainteresuje którykolwiek z wpisów czy komentarzy. Szokująca liczba wymienionych przez logika pedagogów-naukowców, którzy śmierdzą leniem, biorą płace z publicznej kasy i nie publikują niczego godnego nie tylko Jego uwagi, ale całego świata, w tym szczególnie afrykańskiego spowodowała, że zajrzałem do Bazy Nauki Polskiej, by odpowiedzieć sobie na pytanie, GDZIE SĄ CI PEDAGODZY- NAUKOWCY?

KIM ONI SĄ, że tak trącą leniem? Kto dał im stopnie naukowe? Gdzie pracują? Dlaczego niczego nie tworzą? Może jednak nasz Doktor Habilitowany Filozofii z USz ma rację? Może jednak ponad 3,8 tys. pedagogów - naukowców to jakieś pasożyty w kwiecie wieku, które żyją na koszt społeczeństwa, a tu taki kryzys gospodarczy kraju, a zarazem taki upadek oświaty... i wszystko to przez nich?!!! Ja bym skierował sprawę do prokuratury i do NIK-u. Niech podejmą śledztwo, niech sprawdzą, dlaczego nie pracują, tylko biorą kasę publiczną! A co!

Sam też sprawdzam. Leniem nie jestem. Oto kilka przykładów, bo gdybym poświęcił uwagę tylu tysiącom zarejestrowanych w bazie MNiSW pedagogów, to nikt by tego nie przeczytał, tylko usnął z nudów, albo zaczął się lenić, zgodnie z tezą szczecińskiego logika. Doprawdy, metodologia badań filozoficznych przewiduje taką procedurę.

Otwieram bazę w dziale "Ludzie nauki" i zaczynam wpisywać kolejne nazwiska profesorów, którzy ponoć żyją na koszt państwa polskiego, naszego wspólnego budżetu, a w rekordzie jest podana informacja, że są pedagogami. Oto tylko kilka przykładów (kursywą są cytaty z w/w bazy):

prof. dr hab. Victor Chechat
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: brak danych


Szukam miejsca pracy naukowej w Polsce pana Chechat'a. Jest! AHE w Łodzi. No dobrze, ale kim On jest? Kto mu nadał stopień doktora, w której jednostce się habilitował, gdzie uzyskał tytuł profesora? W życiu nie słyszałem o takim profesorze pedagogiki w Polsce. Nie znam żadnej jego książki naukowej. To może ma rację nasz filozof? A może to jest obcokrajowiec? Jak sądzi nasz logik - czy zatrudnienie takiego profesora pedagogiki obciąża polską pedagogikę jako naukę? W czym? Może w tym, że pracuje on wprawdzie w Akademii, ale ta nie posiada uprawnień naukowych do nadawania stopni naukowych z pedagogiki? Po co zatem liczyć Go do owej liczby pasożytów, leni? Z jakiej racji przypisywać tej - być może wielce szacownej Osobie spoza naszego kraju - winę za pseudo dorobek naukowy polskiej pedagogiki?

Gdyby pan dr hab. W.S. Krysztofiak poczytał trochę mój blog, to by się dowiedział, że mamy w kraju "naukowców - Marsjan" tak w pedagogice, jak i w socjologii, psychologii a nawet filozofii, do których zaliczyć można przywożących ze Słowacji dyplomy docentów lub doktorów z nieuznawanej w Polsce dyscypliny naukowej, jaką na Słowacji czy w Czechach jest praca socjalna czy dydaktyka przedmiotowa (metodyka kształcenia). Wielu spośród nich samowolnie zdefiniowała swoje kwalifikacje naukowe jako odpowiadające "pedagogice" mimo, że z pedagogiką mają tyle wspólnego, co ja z filozofią jako dyscypliną naukową. W powyższej bazie znajdziemy jednak przy ich nazwiskach adnotację: dyscypliny KBN: pedagogika.

Kto na to pozwolił? Pani minister B. Kudrycka toleruje ten fakt bezprawia w naszym kraju i nie reaguje na ekspertyzy, raporty i protesty środowisk naukowych w naszym kraju. Nigdy nie było w klasyfikacji KBN takich dyscyplin naukowych, ale dzisiaj wszystko jest pedagogiką. Wystarczy, że komuś nie powiedzie się przewód habilitacyjny czy doktorski z psychologii lub socjologii, a i zdarza się, że z filozofii, a już zmienia tytuł rozprawy, wprowadza do niego w dowolnym kontekście pojęcie "pedagogika", "edukacja", "nauczyciel" lub "uczeń", a może ona być przedmiotem przewodu naukowego właśnie z pedagogiki. Niektórzy habilitowali się z pedagogiki i w ich rekordzie występuje adnotacja - "pedagog", ale wykłady i seminaria dyplomowe prowadzą z psychologii, socjologii a nawet filozofii. Do kogo ma zatem dr hab. W.S. Krysztofiak pretensje?

Szukajmy dalej, a znajdziemy, bez kłopotu:

prof. Frantisek Dlugos
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: brak danych


W tym przypadku nawet nie wiadomo czy pracuje w Polsce? Raczej nie. Jego dane występują w Bazie Nauki Polskiej, gdyż prawdopodobnie był recenzentem któregoś z polskich zwolenników słowackiej habilitacji lub doktoratu. Ten pan jest profesorem Teologii i pracuje w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku. Kto i dlaczego w bazie MNiSW przypisał mu bycie "pedagogiem", na domiar polskim? Niech nasz krytyczny filozof zapyta o to panią minister B. Kudrycką. Też chciałbym wiedzieć.

No to sięgnijmy po kolejne nazwisko z początku alfabetu w ramach wyszukiwanych - jak poucza nas logik - rekordów "pedagogika":

prof. dr hab. S. W. Aleksejew
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: brak danych


No proszę! Brak danych. Nie wiem, kim jest, skąd pochodzi, czy i gdzie pracuje, itd., itd.? Ale nas obciąża kolejny "cichociemny" (przepraszam Cichociemnych)? Kolejny leń? To przez tego Pana polska pedagogika jest gorsza od Afryki? Pogratulować!

Kolejny rekord - czytam w powyższej bazie i dokładnie cytuję treść:

prof. zw. dr hab. Jan Stanisław Bogusz (nie żyje)
Id osoby: 22430
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: dydaktyka ogólna, pedagogika wojskowa


Kolejny rekord:

prof. dr hab. Jerzy Cytowski (nie żyje)
Id osoby: 62094
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: historia wychowania


prof. dr hab. Edward Gajda (nie żyje)
Id osoby: 39903
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: pedagogika rolnicza


Mój Ty Panie Boże! To i zmarli też nas obciążają? Świeć Panie nad ich duszą. To przez nich jesteśmy gorsi od Afryki?


Czytam dalej:

prof. dr hab. Anton Fabian
Id osoby: 83753
Dyscypliny KBN: pedagogika
Specjalności: (brak)


Podobnie, jak wcześniej. Nie jest to profesor polskiej pedagogiki, tylko profesor teologii na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberku na Słowacji. Dlaczego pojawił się w polskiej bazie? Prawdopodobnie z tego powodu, że był recenzentem osób z naszego kraju, które uzyskały habilitację na Słowacji, w tymże Uniwersytecie z .... pracy socjalnej. I on i oni są pedagogami??? Czyżby? Czy ktoś, kto jest profesorem teologii i promuje habilitantów z teologii fundamentalnej, jest pedagogiem? Oczywiście, że tak. Wszyscy jesteśmy nauczycielami akademickimi, tak więc pedagogami są wszyscy - pracujący w uniwersytetach, akademiach, politechnikach, w wyższych szkołach zawodowych - inżynierowie, medycy, artyści, biolodzy, fizycy, no i filozofowie. Panie Doktorze Habilitowany, Pan też - w świetle takiej logiki - obniża dorobek polskiej pedagogiki na tle Afryki.

Kolejne nazwiska? Proszę bardzo:

prof. dr V. Gambino
Id osoby: 81210
Dyscypliny KBN: pedagogika


Brak danych o tym profesorze. Zapewne nie mieszka i nie pracuje w Polsce. W bazie jednak widnieje. Powód? Był czyimś recenzentem.


prof. dr hab. Borys Fedoryszyn
Id osoby: 114187
Dyscypliny KBN: psychologia, pedagogika
Specjalności: psychologia rozwoju



W bazie nie ma informacji o tym, co to za pedagogika, której specjalnością jest psychologia rozwoju? To ta osoba jest psychologiem i pedagogiem? Skąd? Gdzie uzyskała takie kwalifikacje? Gdzie pracuje w Polsce i obciąża konto pedagogicznego lenistwa?

18 komentarzy:

  1. Prowadzę badania na temat stanu rozwoju polskiej pedagogiki w XXI wieku, z wykorzystaniem między innymi, podejścia bibliometrycznego. Obraz polskiej pedagogiki i osób ją (wspól)tworzących jest zgoła odmienny od tego co zaprezentowała perpspektywa filozoficzna. Polska pedagogika wyzwala się pomału z utyskiwań i narzekań na PRL, zaczyna pokazywać swoje "ja", wzrasta jej poczucie wartości, wzrasta poczucie sprawstwa pedagogiki jako nauki.
    Jednakże - jak dotychczas - od pedagogiki dużo się oczekuje, wymaga, ale wciąż jeszcze za mało się ja ceni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze
    Nawet 500 nazwisk, które okazują się nieadekwatne, nie zmienia postaci rzeczy. W każdym uniwersyteckim instytucie pedagogiki pracuje od 40 do 50 średnio pracowników; z doktorantami będzie to 50 (na nich też ciązy obowiązek pracy naukowej). Mamy chyba 17 uniwersytetów - wystarczy pomnozyć obie liczby i juz otrzymujemy - 850 naukowców-pedagogów. W Polsce jednak mamy ponad 400 szkół wyższych w nader egzotycznych miejscowościach; tam tez pedagogika kwitnie !!!! W uniwersytetach technicznych, akademiach medycznych również funkcjonują pracownie pedagogiczne. Myslę,że wiele dziwnych nazwisk, które Pan Profesor wymienił to pracownicy tych dziwnych szkół i ich filii zagranicznych :) Przykro mi to stwierdzać,ale to Pana profesora koleżanki i koledzy sa odpowiedzialni za ten stan rzeczy - że studia pedagogiczne można ukończyć w Lesznie,w Malborku w Gorzowie, w Pcimiu Dolnym i Górnym (oczywiście wymieniam tylko przykładowo takie dziwne miejscowości).

    Moja statystyka dotyczy wielkości publikacji zagranicznych polskich pedagogów; te publikacje są, ale jest ich bardzo mało; to czyni, że polska pedagogika jest w ogonie rankingu europejskiego. Najlepszym dla pedagogów byloby opracowanie listy wszystkich zagranicznych publikacji za ostatnie 15/ 20 lat - rozwiązałoby to sprawę; można by wóczas oszacować to, czy pedagodzy ciezko pracują czy też są leniwi; albo - są grafomanami (po to aby otrzymać stanowisko w rozmaitych CDN-ach).

    Zapraszam do następnego mojego felietonu - o podstawie programowej dla zerówek; cytuję Pana Profesora. Jesli polscy pedagodzy nie zgadzają się z taką podstawą, to dlaczego nie protestują? Ja protestuję, bo mam pięcioletnie dziecko i nie chcę,żeby w tym wieku było nauczane patriotyzmu i miało wiedzieć,że bogactwem nie nalezy się chwalić; chcę,zeby moje dziecko poznawało w szkole literki i cyferki; po to aby wcześniej mogło samodzielnie uczestniczyć w procesie budowania własnej wiedzy; kształtowania własnych umiejętności poznawczych. Nie chce mieć dziecka "wykoślawionego poznawczo", na które w wieku 30 lat łoże kasę, bo nie jest w stanie pracy znaleźć (bo nic nie umie).
    Wojciech krysztofiak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie, to,co jest przedmiotem rozbieżności między nami, to obciążanie przez Pana jakiejś enigmatycznej liczby pedagogów ze stopniem naukowym co najmniej doktora (Pan wybaczy, ale nie wolno zaliczać tu magistrów pedagogiki tylko dlatego, że są doktorantami, gdyż nie są jeszcze naukowcamii mają prawo nie posiadać publikacjiw zagranicznych oficynach czy czasopismach), Pan przerysowuje sytuację przemilczajć, albo nie wiedząc o tym, że wśród ponad 460 wyższych szkół w Polsce, ok. 110 prowadzi kształcenie na kierunku pedagogika. Otóż Pan utożsamia prawod do kształcenia na pedagogice z obowiązkiem prowadzenia badań. To jest błędne rozumowanie. Prowadzić badania naukowe mogą tylko te wyższe szkoły, które posiadają uprawnienia do nadawania co najmniej stopnia naukowego doktora. Takich jest ok. 20% spośród wszystkicj uczelni (zbiór 110!). Wśród tych niespełna 20% uczelni, tylko kilka!!! posiada pełne uprawnienia akademickie, czyli ich jednostki mogą przeprowadzać przewody habilitacyjne i na tytuł profesora. Tym samym kto ma konkurować w świecie? Przecież nie te 80%% szkół i szkółek, które zatrudniają nie do prowadzenia badań naukowych, tylko do ksztalcenia, do prowadzenia biznesu i zarabiania na tym.

      Usuń
    2. Nie można zatem stosować generalizacji, które wprawdzie dobrze służą potocznym i demagogicznym opiniom, ale nie odpowiadają rzeczywistości. Upominam się zatem o minimum norm, jakie powinny obowiązywać w dyskursie publicznym. Przez myśl by mi nie przeszło, że można wszystkich wykształconych w Polsce filozofów obciążać winą za to, że poziom tej dyscypliny we wspomnianym przez Pana rankingu jest równie skandaliczny. To byłby absurd.
      No iw reszcie, nie ma żadnego związku między polityką MEN a pedagogiką naukową. Niech Pan jednak poczyta trochę rozpraw z pedagogiki prof. Marii Dudzikowej, moje, Tomasza Szkudlarka Zbigniewa Kwiecińskiego, Mirosława J. Szymańskiego, Aleksandra Nalaskowskiego itd., a przekona się, że znacznie poważniej krytykowaliśmy i krytykujemy upartyjnienie reform edukacyjnych w kraju. Jeśli publikuje Pan ewidentne bzdury w portalu „Newsweeka”, to wystawia sobie złe świadectwo, a nie pedagogice naukowej.
      W pełni natomiast zgadzam się z Panem w krytyce nadmierności pedagogik w 80% wyższych szkół, w tym w 95% wyższych szkół prywatnych, których założyciele i władze rektorskie/dziekańskie kompromitują jakość tego, co w nich oferują. Dotyczy to jednak kształcenia, kursideł, a nie nauki.

      Tak więc nie ma Pan racji, że pedagogika jest w 400 szkołach wyższych, bo nie jest! i że jest nauką nawet w tych 110, bo też nie jest, ale dzięki pani minister B. Kudryckiej - być nie musi. Resort robi wszystko, by utrzymywać te pseudoszkółki, bo jest to swoisty sposób na polityczne obniżanie wskaźnika bezrobocia w kraju! To są przechowalnie młodzieży. Te przechowalnie mają swoje "szyfladki" - markieting i zarządzanie, filozofia, socjologia, komunikacja społeczna, dziennikartswo, itd., itd.

      Usuń
  3. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/645161,w-zerowkach---zamiast-literek-i-cyferek-patriotyzm-o-ideologicznosci-wychowania-przedszkolnego.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze i Czytelnicy bloga (chyba akademiccy pedagodzy),
    tekst Pana Krysztofiaka jest oczywiście prowokacyjny i przez to mocno uproszczony. Rankingi, z których Autor korzysta bardzo upraszczają rzeczywistość. Wiele krajów afrykańskich to byłe kolonie, których wykładowcy byli kształceni w obszarze języka angielskiego (czasem na Zachodzie). W naturalny sposób ich więzi z "głównym nurtem" obiegu naukowego są w silniejsze. Poza tym kraje te mają mniej uczelni, gdyż to odpowiada ich poziomowi rozwoju cywilizacyjnego.
    Nie znaczy to jednak, że problem niskiej jakości polskiej pedagogiki akademickiej jest wymysłem złośliwych. On jest niestety realny, a wiele reakcji środowiska na tę krytykę nie rokuje na jego rozwiązanie. Podobnie jak niedobór instrumentów rozwiązania problemu. Jest zatem winą ministra nauki, że dopuszcza zagraniczne habilitacje, ale też winą środowiska pedagogów, że niewystarczająco walczy z tymi, którzy na Słowacji habilitacje i profesury robią. Jest irracjonalne tłumaczenie, że w obszarze języka angielskiego nie uprawia się pedagogiki i dlatego pedagodzy nie mogą publikować w czasopismach posiadających IF. Tych czasopism jest dużo, mają bardzo różnorodne profile - zarówno zorientowane na metodologię nauk humanistycznych, jak i społecznych. Pedagodzy polscy raczej nie próbują wejść do tego obiegu, albo nie potrafią. Rozmydlamy rangę polskich czasopism. Pamiętam czasy, gdzie nikt nie podchodził do habilitacji bez artykułów w Kwartalniku Pedagogicznym, Edukacji,Ruchu Pedagogicznym, Chowannie itp. A jak jest dzisiaj? Nie mamy też dobrych narzędzi do rejestrowania indeksu wpływu publikacji po polsku. Wielokrotnie cytowane prace polskie po polsku nie są odnotowywane w żadnej bazie do określania Indeksu H. Może jednak trzeba uporządkować spokojnie przestrzeń instytucjonalna polskiej pedagogiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie zgadzam się z wpisem powyżej; nie wymagam, abyśmy wyłącznie publikowali w zagranicznych czasopismach; wystarczą te, które Autor wymienił; one są na Liście ERIH, wyszczególnione jako posiadające kat. C (III). Ja jestem przerażony tym, że do PAN-owskich komitetów są delegowani pedagodzy, którzy nie mają nawet dwóch lub trzech tekstów opublikowanych w czasopismach kat. C. Ci ludzie podejmują w wielu instytucjach strategiczne decyzje; często psują naukę polską. Blokują np. tworzenie interdyscyplinarnych zespołów badawczych, łączących badania pedagogiczne z kognitywistycznymi; od 6-8 lat w swoim Uniwersytecie "trąbię" - zróbmy razem specjalność "pedagogika wczesnoszkolna z elementami kognitywistyki"; w zamian otrzymuję degradację ze stanowiska profesora (uzasadnianą powodami moralnymi, sic!), mimo,że moi studenci kierunków pedagogicznych w liczbie około 200 było zadowolonych z zajęć (mimo,że przy pierwszym podejściu oblałem około 30 %; mimo,że otrzymałem specjalne laurki na piśmie od wielu z nich); oczywiście powodem moralnym była obraza uczuć religijnych (na moich blogach są nawet ostrzejsze teksty, niż dowcipne w treści zadania logiczne na kontrolę rozumowań). Oskarżany byłem przez p. Dziekan, której ośmielilem się przeciwstawić w organizowaniu pogadanek smoleńskich na zajęciach ze studentami.

      Tak, jak radzi p. Prof. Śliwerski włąściwie powinienem pójść do sądu, prezentujać oskarżenie,że pedagodzy dla celów ideologicznych (upowszechniania katolicyzmu, prywatnego systemu wartości) blokują rozwój nauki polskiej. Przy czym p. Dziekan, blokując moje przekształcenie z powodów moralnych (chyba precedens w Polsce od czasów komunizmu), nie zwróciła uwagi na efekty mojej pracy naukowej w ostatnich latach; na grant, jaki otrzymałem z NCN; na jedyny w Szczecinie diamnentowy grant mojego studenta (na to samo - myslenie cyfrowe u dzieci).

      Moją krucjatę można traktować jako "słodką zesmtę", ale równiez pragnę obnazyć to, co się "wyprawia" w polskiej pedagogice; próbuje się poddać ja brutalnej ideologizacji, blokując tych wszystkich, którzy próbuja pedagogikę wypchnąć na tory paradygmatu kognitywistycznego.

      Kuhn pisał o walce paradygmatów; jest to zrozumiałe; ale czy ta walka ma prowadzić do łamania kręgosłupow światopogladowych; czy istotne jest to w pedagogice, że się lubi lub nie lubi JP2. Niestety, na moim wydziale, obsmianie katolickiej nauki spolecznej kończy się degradacją ze stanowiska; degradacja, dla której uchwala się specjalne przepisy przy reformowaniu kodeksu uczelni.

      Nie chodzi mi rzecz jasna o słodką zemstę; lecz raczej o dyskusję; o to, aby szalenie dynamicznie rozwijająca się dyscyplina, jaką jest kognitywistyka (zob. czasopismo "Cognition and Instruction"), stanowiła narzędzie do opracowania nowych programów nauczania wczesnoszkolnego; musimy zmienic obecny model jesli chcemy aby nasze przyszłe społeczeństwo osiągało wyniki w matematyce; niestety żyjemy w świecie, w którym brak sukcesów w matematyce, degraduje nas cywilizacyjne; myślenie cyfrowe za 10/20 lat stanie się dominujące. W zwiazku z tym musimy dbac o to, aby nie stac się krajem zacofanym cywilizacyjnie, aby w naszym spoleczeństwie odsetek osób wykluczonych cyfrowo był jak najmniejszy; to zas zalezy od modelu edukacji matematycznej we wczesnej fazie rozwoju młodego człowieka.
      Wojciech Krysztofiak



      Usuń
    2. Absolutnie zgadzam się z wpisem powyżej; nie wymagam, abyśmy wyłącznie publikowali w zagranicznych czasopismach; wystarczą te, które Autor wymienił; one są na Liście ERIH, wyszczególnione jako posiadające kat. C (III). Ja jestem przerażony tym, że do PAN-owskich komitetów są delegowani pedagodzy, którzy nie mają nawet dwóch lub trzech tekstów opublikowanych w czasopismach kat. C. Ci ludzie podejmują w wielu instytucjach strategiczne decyzje; często psują naukę polską. Blokują np. tworzenie interdyscyplinarnych zespołów badawczych, łączących badania pedagogiczne z kognitywistycznymi; od 6-8 lat w swoim Uniwersytecie "trąbię" - zróbmy razem specjalność "pedagogika wczesnoszkolna z elementami kognitywistyki"; w zamian otrzymuję degradację ze stanowiska profesora (uzasadnianą powodami moralnymi, sic!), mimo,że moi studenci kierunków pedagogicznych w liczbie około 200 było zadowolonych z zajęć (mimo,że przy pierwszym podejściu oblałem około 30 %; mimo,że otrzymałem specjalne laurki na piśmie od wielu z nich); oczywiście powodem moralnym była obraza uczuć religijnych (na moich blogach są nawet ostrzejsze teksty, niż dowcipne w treści zadania logiczne na kontrolę rozumowań). Oskarżany byłem przez p. Dziekan, której ośmielilem się przeciwstawić w organizowaniu pogadanek smoleńskich na zajęciach ze studentami.

      Tak, jak radzi p. Prof. Śliwerski włąściwie powinienem pójść do sądu, prezentujać oskarżenie,że pedagodzy dla celów ideologicznych (upowszechniania katolicyzmu, prywatnego systemu wartości) blokują rozwój nauki polskiej. Przy czym p. Dziekan, blokując moje przekształcenie z powodów moralnych (chyba precedens w Polsce od czasów komunizmu), nie zwróciła uwagi na efekty mojej pracy naukowej w ostatnich latach; na grant, jaki otrzymałem z NCN; na jedyny w Szczecinie diamnentowy grant mojego studenta (na to samo - myslenie cyfrowe u dzieci).

      Moją krucjatę można traktować jako "słodką zesmtę", ale równiez pragnę obnazyć to, co się "wyprawia" w polskiej pedagogice; próbuje się poddać ja brutalnej ideologizacji, blokując tych wszystkich, którzy próbuja pedagogikę wypchnąć na tory paradygmatu kognitywistycznego.

      Kuhn pisał o walce paradygmatów; jest to zrozumiałe; ale czy ta walka ma prowadzić do łamania kręgosłupow światopogladowych; czy istotne jest to w pedagogice, że się lubi lub nie lubi JP2. Niestety, na moim wydziale, obsmianie katolickiej nauki spolecznej kończy się degradacją ze stanowiska; degradacja, dla której uchwala się specjalne przepisy przy reformowaniu kodeksu uczelni.

      Nie chodzi mi rzecz jasna o słodką zemstę; lecz raczej o dyskusję; o to, aby szalenie dynamicznie rozwijająca się dyscyplina, jaką jest kognitywistyka (zob. czasopismo "Cognition and Instruction"), stanowiła narzędzie do opracowania nowych programów nauczania wczesnoszkolnego; musimy zmienic obecny model jesli chcemy aby nasze przyszłe społeczeństwo osiągało wyniki w matematyce; niestety żyjemy w świecie, w którym brak sukcesów w matematyce, degraduje nas cywilizacyjne; myślenie cyfrowe za 10/20 lat stanie się dominujące. W zwiazku z tym musimy dbac o to, aby nie stac się krajem zacofanym cywilizacyjnie, aby w naszym spoleczeństwie odsetek osób wykluczonych cyfrowo był jak najmniejszy; to zas zalezy od modelu edukacji matematycznej we wczesnej fazie rozwoju młodego człowieka.
      Wojciech Krysztofiak


      Usuń
  5. Hmmmm, edukacja w Polsce ma wiele zastrzeżeń z różnych środowisk. Ale takie pytanie do Pana Wojciecha Krysztofiaka: skoro mamy poziom Dolnego czy Górnego Zambezi w nauce, to dlaczego pniemy się w wynikach np. PISA w górę? To zbyt wielkie uproszczenie z mojej strony, bo te wyniki nie są najwyższych lotów- jednak co 3 lata zyskujemy?
    Po drugie, nasi studenci po maturze, podejmujący dokształcanie w innych krajach, dzieci naszych imigrantów- są zdecydowanie lepiej przygotowane od młodzieży lokalnej. Jedyne co szwankuje- to język, ale jak ta bariera jest pokonana, to nauka w Wielkiej Brytanii i innych krajach nie stanowi problemu dla Polaków. Ba, jesteśmy wręcz pożądanymi studentami.
    Uczyłem kilkoro studentów z innych krajów europejskich, nawet jedna studentka była z Azji, ze mną studiowało dwoje z krajów afrykańskich- oczywiście wszyscy studiowali pedagogikę. Nie zauważyłem, aby błyszczeli, ale nie byli tez najgorsi, czy to oznacza, że podjęliby studia w kraju który nie daje możliwości rozwoju?
    Ilość publikacji to nie wszystko.
    Pracowałem rok w szkole publicznej, która jest na poziomie tylko licencjatu, kształci wyłącznie nauczycieli przedszkola i szkoły podstawowej, plus resocjalizacje i jakiś język z uprawnieniami do pracy w szkole. Dobrze kształci tych licencjatów, gdyż idąc na studia magisterskie II stopnia do innych szkół- są rozchwytywani, gdyż przygotowanie maja świetne. W tej szkole od nauczycieli nie wymaga się rozwoju zawodowego, tylko dobrego przygotowania fachowców. oczywiście "oni" w tej statystyce jako publikujący- będą na jakimś tam miejscu w ogonie rankingów.
    A co z tymi, co mają etat główny na Uniwersytecie, a dorabiają na II etacie w jakiejś WSP (publicznej). Publikacje wykazują w tym pierwszym miejscu pracy- w tym drugim niezmiernie rzadko lub w ogóle.
    Tak więc to bardzo złożony problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety moja ostatnia odpowiedź nie została opublikowana, gdyż zamieścilem informację o przykładzie (własnym) traktowania przez pedagogów naukowców, którzy posiadają wyniki naukowe i pozytywne opinie "rzesz studenckich". Chętnie Panu odpowiedziałbym na to pytanie; proszę więc tekst skopiować i umieścić go na moim blogu w dziale komentarze; tam teksty bez uprzedniej akceptacji, z automatu, ukazują się. Na Pana pytanie odpowiem wstępnie; niestety Polacy-emigranci nie są lepiej przygotowani do pracy zawodowej, niz inne nacje; niestety nasi rodacy nie zajmują kierowniczych stanowisk w firmach w krajach OECD (nasze sukcesy w tym względzie mają charakter jednostkowy). PISA nie dotyczy wiedzy i wyrafinowanych kompetencji; lecz umiejetności posługiwania się językiem na pismie na poziomie lementarnym; wysoki wynik w PISA nie przekreśla późniejszego wtórnego analfabetyzmu. Odsyłam pana do raportu OECD - dzisiaj w mediach o fatalnej kondycji polskiej nauki było wiele; ja sie opierałem o analizy SCImago Lab; widać - nie sa przypadkowe, skoro potwierdzone przez badaczy pracujących dla OECD. Każda szkola wyższa rochwytuje licencjatów; bo to ratuje godziny pracy dla pracowników; kazda grupa jest na wagę złota, bo pozwala utrzymac starszego wykładowcę, który w nauce nie osiągnął zbyt wiele.

      Usuń
    2. Niestety nie wiem czy moje odpowiedzi wchodzą czy nie; wcześniej napisałem, nie została opublikowana; teraz tez napisalem, nie wiem. Zapraszam do dyskusji na moim blogu; tam nie ma wstepnej akceptacji postów; dyskutuje się wygodnie; bo odpowiedź "wchodzi" natychmiast. A tu nie wiem, czy odpowiadam w "ciemno" czy nie.

      Usuń
    3. W badaniach PISA w roku 2000 Polska uzyskała 30 miejsce na 32 kraje (za nami były tylko Portugalia i Grecja).
      W roku 2003 Polska "poprawiła" ten kompromitujący wynik. Okazało się, że w badaniach nie wzięło udziału 19,2% najsłabszych uczniów. MEN nie jest zainteresowany nagłaśnianiem takich faktów.

      Usuń
  6. Moje komentarze w tym watku też nie wchodzą :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę je przesłać. Przejdą w 100% Nie wiem, jakie ma Anonimowy problemy?

      Usuń
  7. Wszystkie wypowiedzi są publikowane, tylko mój blog nie posiada sekertariatu, by dopuszczać przesyłane komentarze natychmiast, ale są one publikowane w momencie, kiedy mam taką możliwość. Jak jadę samochodem w strugach deszczu, nie jest to możliwe.
    To, o czym pisze teraz pan dr hab. W. Krysztofiak jest już dawno przebrzmiałą nutą w debacie polskich naukowców. Pan oczywiście jej nie śledził, nie zna, więc wydają mu się wyniki raportów sprzed 3 lat niezwykle aktualne. Tak postępuje każdy publicysta. W blogach Newsweeku to nawet jest standardem, by pisać o sprawach nieaktualnych, jako wciąż istotnych, albo pisać potocznie, publicystycznie, gdyż taki jest tego medium status. Niech Pan sięgnie sobie do rozpraw z pedagogiki krytycznej prof. Lecha Witkowskiego czy wspomnianych przeze mnie wcześniej badaczy polityki oświatowej w naszym kraju, a przekona się, że najpierw trzeba coś dobrze poznać, żeby o tym pisać. Może i powinien Pan pisać krytycznie o pedagogice, tylko od filozofa, szczególnie logika, naukowcy wymagają trochę więcej, niż od dziennikarzyny z tabloidu. Jeśli ma Pan jakieś problemy z pedagogami naukowcami, to być może trzeba je identyfikować, ale nie kosztem dużej części środowiska naukowego w naszym kraju, którego osiągnięć nie raczył Pan nawet poznać, ale feruje na jego temat wyroki. To trochę nie przystoi Panie Doktorze Habilitowany! Nie będę zamieszczał w Pańskim blogu żadnych komentarzy, bo musiałyby być kompromitujące Pana jako niewiarygodnego naukowo komentatora polskiej nie edukacji, ale polskiej pedagogiki jako nauki. Mam jednak nadzieję, że nie jest to ostatni etap w Pańskim rozwoju naukowym, skoro odchodzi Pan od filozofii na rzecz pedagogiki, w dodatku wczesnoszkolnej. Pedagodzy obdarzają większą nadzieją i zaufaniem także swoich adwersarzy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy z 10:01- Polska w 2000 roku jeszcze była w starym systemie, reforma ledwo co weszła w życie. Ten wynik wstrząsnął i miał wstrząsnąć, miały dopiero nastąpić zmiany poprzedzone awansem nauczycieli itd. To temat na dłuższą dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam prywatne uczelnie, gdzie pracują obcokrajowcy nieznający polskiego i do tego prowadzą seminaria licencjackie i magisterskie, oczywiście bez pomocy tłumacza. Sam znam 3 języki, ale szans na zatrudnienie za granicą nie miałem, choć bardzo się starałem. A u nas docenci, profesorowie z impoertu bez znajomości j. polksiego. Do tego są fachowcami, ale w innej dyscyplinie, niż ta, na której są zatrudnieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całym szacunkiem, nie miałam większych problemów z podjęciem pracy pedagoga w szkole brytyjskiej, a znam tylko jeden język obcy:) Co prawda była to szkoła średnia, ale moi znajomi z powodzeniem wykładają na wielu uczelniach zagranicznych. W wielu z nich kadra pochodzenia "obcego" przewyższa liczebnie tę krajową. Nie bądźmy takim zaściankiem doprawdy. A i jeszcze ... nie rozumiem dlaczego praca socjalna nie funkcjonuje jako kierunek studiów. To chyba jakieś niedopatrzenie.Słyszałam o bardziej "egzotycznych", ale i te zostały uznane za ciekawe i nowatorskie. Pozdrawiam. AK

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.