środa, 29 sierpnia 2012

Wylewanie sześciolatków z kąpielą


Gorąco popieram Stowarzyszenie - Rzecznik Praw Rodziców w protestach, które od wielu miesięcy przekazuje sygnały ostrzegawcze MEN w związku z resortowym bublem prawnym, w wyniku którego ofiarami podjęcia wcześniejszej edukacji szkolnej stają się dzieci. Nie wszystkie, to prawda, ale przecież każde dziecko jest "nasze". Żadne nie powinno być pozbawione szans na właściwą opiekę i edukację, bezpieczną, wartościową i godną jego indywiduum. Rodzice sześciolatków zaufali państwu, dyrekcji szkoły, nauczycielowi, że skoro padło z ich strony zobowiązanie o właściwym przygotowaniu placówki i jej kadr do realizacji nowych zadań, to ich dziecko będzie miało zapewnione warunki do własnego rozwoju. Nie wystarczy przecież poprzestanie na sprawach istotnych, jak np. wydzielenie specjalnych pomieszczeń do zajęć edukacyjnych dla takich dzieci, wyposażenie ich w odpowiednie pomoce dydaktyczne, dobór właściwego nauczyciela, jeżeli pomija się w instytucji edukacyjnej najważniejszą istotę, jaką jest DZIECKO.

Porażające są informacje tego Stowarzyszenia o tym, że dzieci, które nie były jeszcze dojrzałe do podjęcia edukacji szkolnej, zostały przyjęte do realizacji obowiązku szkolnego, po czym, jak szkoła sobie nie poradziła z tym zadaniem, pozostawiła dziecko i jego rodziców samym sobie. Okazuje się, że niedojrzałe jeszcze do takiej edukacji dzieci nie mogą powrócić do przedszkola, gdyż zgodnie z art. 16 ustawy o systemie oświaty obowiązku szkolnego nie można realizować w przedszkolu. Mają zatem zamkniętą drogę, gdyż ustawodawca nie przewidział takiej sytuacji. Nie został także uruchomiony system wsparcia nie tylko takich dzieci, ale i ich nauczycieli, którzy stali się wraz z nimi ofiarami systemowego rozwiązania. Cofnięcia dziecka do przedszkola nie przewiduje prawo oświatowe, ani żaden z jego aktów wykonawczych.

Mateusz Pilich, prawnik, ekspert od prawa oświatowego stwierdza dla "Rzeczpospolitej": "Przepisy wprowadzające reformę obniżającą wiek szkolny zostały bardzo źle skonstruowane. Prawo powinno być doprecyzowane w szczegółach tak, aby obywatel był odpowiednio chroniony. W tym wypadku tak nie jest. W efekcie nowelizacja o ustawie oświaty narusza zasadę zaufania do państwa prawa."

Nie po raz pierwszy władze MEN chciały mieć sukces polityczny ... kosztem dzieci.




3 komentarze:

  1. Klasyczny styl przymusu prawnego duetu Hall&Krajewska...;-)
    MEN jednak strzelił tu sobie w stopę - jeszcze mniej rodziców odda teraz dzieci do szkoły wiedząc, że to decyzja bez odwrotu...;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy w takim przypadku nie można reformy zaskarżyć. Istnieje coś takiego jak Kodeks Praw Dziecka, a który nijak się ma w przypadku reformy edukacji i tego co się wyprawia w szkołach. "Art.2. Masz prawo aby żyć i rozwijać się w dobrych warunkach", czy aby nauka na 3 zmiany w przepełnionych klasach jest nauką w dobrych warunkach, a stres na jaki narażone mają być niedojrzałe emocjonalnie dzieci wpływa na ich prawidłowy rozwój?
    "Art. 9. Twój kraj powinien pomagać Twoim rodzicom aby mogli Ci zapewnić dobre warunki rozwoju." Czy sprzeciwianie się woli rodziców o pozostawieniu dzieci w przedszkolu i na siłę wysyłanie ich wcześniej do szkoły przyczynia się do ich lepszego rozwoju? Teraz przez dwa lata pozostawiono rodzicom wybór i dopuszcza się, że dziecko może nie nadawać się do szkoły, a za 2 lata już wszystkie dzieci będą musiały nadawać się do szkoły!!! To jakiś absudr, bo czy dzieci urodzone od roku 2008 z założenia będą się rozwijać inaczej niż ich starsi koledzy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas najwyższy, by rodzice zaczęli pozywać prowadzących szkoły do sądu.
    http://www.rp.pl/artykul/111604,921535-Rodzice-pozywaja-szkole-za-klopoty-swej-szescioletniej-corki.html
    oraz
    http://prawo.rp.pl/artykul/793177,929310-Szkola--zmiany-jaki-czekaja-uczniow-w-nowym-roku-szkolnym.html

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.