wtorek, 14 sierpnia 2012

Procedura ważniejsza od człowieka i prawdy o nim samym

Do ciężko rannego w wypadku samochodowym dziecka Lotnicze Pogotowie Ratunkowe odmawia wysłania helikoptera mimo, iż trzeba je jak najszybciej przetransportować do szpitala, w którym można byłoby przeprowadzić operacje ratujące życie. Komuś przeszkadzała w tym procedura, z której miałoby wynikać, że helikopter nie może lądować na szkolnym boisku, bo ono nie występuje w bazie lądowisk zastępczych. Ktoś inny jednak stwierdza, że boisko w miejscowości, gdzie miał miejsce wypadek, było w takiej bazie, tylko przyjmujący zgłoszenie być może nie raczył to sprawdzić.

Procedury stają się ważniejsze od człowieka, zarówno podejmującego na ich podstawie decyzje, jak i osoby, której one dotyczą. Pracownicy nie znają procedur na pamięć, gdyż często są one mocno rozbudowane. W sytuacji problemowej szukają kogoś, kto je zna lub czytają dokumentację, w której mogłyby się znaleźć. Mcdonaldyzacja społeczeństwa polega na wyzuciu człowieka z jego suwerennej mocy rozstrzygania, własnej racjonalności, kompetencji, sumienia i poczucia osobistej odpowiedzialności na rzecz przenoszenia jej na jakiś dokument, procedury. Nikt nie będzie dociekał w niestandardowej sytuacji, czy i jak należało się zachować, tylko czy dana osoba postąpiła zgodnie z obowiązującą ją procedurą. Nie było procedury? No cóż, to trzeba ją dopisać, a tymczasem umiera dziecko lub przeżywa cierpienia z tytułu mocno spóźnionej interwencji medycznej. Być może pojawi się w dokumentacji nowa procedura, wskazująca na to, jak postąpić, kiedy nastąpi to czy tamto.

Tyle tylko, że ludzkie życie nie jest proceduralne, ludzkie cierpienia i przeżycia też nie są sprowadzalne do zapisów, paragrafów, punktów i podpunktów, gdyż wymykają się wszelkim próbom ich jednoznacznego opisu, który wykluczałby jakiekolwiek alternatywy. Żyjemy i realizujemy swoje role coraz bardziej w instytucjach i środowiskach, w których rządzą procedury, a nie istoty ludzkie, w dodatku homo sapiens. Dlaczego? Wydaje się, że to z powodu radykalnego obniżenia nie tylko poziomu kształcenia i wykształcenia Polaków, ale także możliwego w tej sytuacji zastępowania ludzi kompetentnych tymi, którym powinny wystarczyć procedury, których można szybko przyuczyć do określonej funkcji. Tu niemal każdy nadaje się do wszystkiego. Nie ma ludzi niezastąpionych. Jak zwiedzałem z dziećmi zaplecze McDonalds'a to w pakamerze dla pracowników dostrzegłem na tablicy informacyjnej wykaz procedur, które ich obowiązują. Każdy zatem może się tu zatrudnić, byle tylko zrozumiał treść obowiązujących go (ją) procedur.

Zajrzyjcie na strony internetowe niektórych kuratoriów oświaty, a dostrzeżecie jakie obowiązują w danym województwie procedury nie tylko w sprawach administracyjno-organizacyjnych, ale wychowawczych, edukacyjnych. Właściwie nie trzeba się specjalnie kształcić, by po maturze być zatrudnianym w placówkach oświatowych i w ciągu jednego dnia przyuczyć się proceduralnie do wykonywania zadań pedagogicznych W niektórych przypadkach, jak np. rozwiązywanie problemów wychowawczych z uczniem agresywnym, niedostosowanym społecznbie. Tych procedur i zasad jest tak dużo, że nikt nie tylko ich już nie zna, ale też nigdy nawet nie nauczył się ich na pamięć, bo i po co? I tak reagujemy najczęściej intuicyjnie lub na podstawie posiadanej wiedzy (wykształcenia), a dopiero potem zastanawiamy się, czy było to zgodne z procedurą. W sytuacjach zdarzeń pozytywnych nie ma problemu, ale gdy w grę wchodzi jakaś tragedia, negatywne zdarzenie, to pojawia się dylemat, co z tym zrobić, jak "wymigać się" od odpowiedzialności skoro nie było odpowiadającej mu procedury.

Podobnie jest w szkolnictwie wyższym. Nadzór interesują nie tyle realne procesy kształcenia, ile to, czy są w szkołach procedury. To one mają być dowodem na to, że w wyższej szkole ma miejsce troska o jakość kształcenia. Tymczasem może w niej panować bylejakość, patologia. Procedury są ważniejsze od prawdy. Dla kogo? Ich tworzenie zmniejsza koszty postępowań akredytacyjnych, ewaluacyjnych, zwalnia nadzór z wysiłku wglądu w realia. Papier jest cierpliwy, więc wszystko przyjmie. Gorzej, kiedy to, o czym zapisana na nim treść ma zaświadczać, jest jedynie pozorem.

6 komentarzy:

  1. Przedwczoraj rozmawiałem z nauczycielem z tego samego powodu, na ten sam temat. Mocno zapamiętałem jedno zdanie: "mam ochotę rzygać, gdy słyszę słowo procedury". Diagnoza tego nauczyciela była identyczna jak Pana Profesora.
    Żałuję, że nie jestem nauczycielem. Gdybym był, rozmawiałbym z uczniami o zasadach. Pokazywałbym, że "najważniejsze" są zasady - w życiu, w nauce, w sporcie, w zdrowiu, w miłości. Nie są najważniejsze: procedury, wiedza, wyniki, zadowolenie. Szukajmy zasad własnych i uniwersalnych, budujmy własny system wartości i konfrontuj go z innymi systemami. Tego uczyłbym na matematyce i przy użyciu matematyki.
    Operatora śmigłowca jestem w stanie zrozumieć. Czy miał okazję spotkać się z poglądem i postawą, że podstawową zasadą każdego człowieka, obywatela pracownika, funkcjonariusza powinna być ochrona życia ludzkiego w każdych okolicznościach. W przypadku konieczności ochrony życia masz prawo złamać procedury i prawo.
    Pilnowanie, podtrzymywanie i propagowanie fundamentalnych zasad jest obowiązkiem elit. Tak było zawsze. Nasza szkoła stara się przełamać tę tradycję. Nie wyrażam zgody, protestuję !

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawdziwe wartości szkoły w obecnym modelu edukacji wypierają biurokratyczne procedury związane (ale nie tożsame) z dydaktyką, opieką i wychowaniem. Ideałem jest produkowanie nieskończonej liczby "papierów" (najczęściej niepotrzebnych sprawozdań, statystyk, informacji), a wieńczącym celem - wydanie świadectw, kwitujących tresurę sprawnego rozwiązywania testów. Procedury a nie uczniowie, świadectwa a nie rozwój ich osobowości stały się centralnymi i najważniejszymi komponentami edukacji. Szkoła otwarcie promuje bylejakość i przeciętność. Obrazu dopełnia fałszywy kult "procedurologii". Szkoła wprost tonie w procedurach organizacyjnych, egzaminacyjnych, kontroli i oceny, wyboru programów nauczania i podręczników szkolnych, planowania wynikowego i operacyjnego, określania poziomu wymagań, postępowania w przypadku agresji i przemocy rówieśniczej czy też naruszania godności nauczyciela przez ucznia, powiadamiania o zakłóceniu toku lekcji itp.
    Łączę wyrazy szacunku,
    Eugeniusz Rudnik

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Profesorze!

    Dziękuję za ten jakże cenny wpis!

    Podczas oglądania "występów" telewizyjnych "celebransów procedur" z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, to na myśl nasuwało mi się krótkie pytanie: "Jak wam nie wstyd!!!".

    Kult procedur - wraz z obniżającym się faktycznym poziomem kształcenia (na różnych poziomach - wiąże się również z następującymi zjawiskami:
    1. Niemalże molestowaniem (potencjalnych) klientów przez typków lub ich odpowiedniczki z "centrów marketingowych" lub poszczególnych korporacji. Niekiedy takie zachowania mogą nosić znamiona nękania (w rozumieniu artykułu 190a Kodeksu karnego), w dodatku dokonywanego w sposób zbiorowy. Kiedy wreszczie szkolenie ludzi - być może nie tylko faktycznie głupich - w celu uczynienia z nich sprawców nękania innych zacznie być traktowane (przez organa ścigania i sądy) jako forma popełnienia przestępstwa o nazwie podżeganie (analogicznie: kierowanie takim procederem, jako sprawstwo kierownicze)?
    2. Zostałe zaproszony do testowania nowego rozwiązania w zakresie systemów informacji prawnej. Miła propozycja (więc podziękowałem, także za sposób jej przekazania), ale jedną z moich pierwszych uwag (po zobaczeniu nowinki w akcji) było stwierdzenie, że "to może być w sam raz dla studentów, którzy przeszli przez gimnazja". Podobno wcześniej "cuś takiego" wprowadzono na rynek we Włoszech - w państwie, w którym absolwentów studiów masowo nazywa się "dottore". Jeśli tak będą kształceni sędziowie, prokuraturzy oraz (z innej dziedziny) lekarze - to "bierzmy nogi za pas, póki czas", bo "strach się bać".

    Cóż, bywają okoliczności, do których pasuje - mało eleganckie - powiedzonko: ""Pluj k... w oczy, a ona mówi, że deszcz idzie."

    Z poważaniem,

    - - -
    Zwłaszcza z okazji dzisiejszej rocznicy narodowej, proponuję wsłuchać się w refren piosenki, wykonywanej przez pana Petera Alexandra:
    http://youtu.be/wSibWrFlr6w?t=10m23s

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do procedur w szkole i ich zabójczej roli dla wychowania i dydaktyki pełna zgoda!!!
    Co do procedur lotniczych - nie! Start i lądowanie na prowizorycznych lądowiskach to ryzyko dla pilota, ale i otoczenia oraz, co ważne, pacjenta. Jeśli, tak jak w tamtym przypadku,pacjent jest w szpitalu i trzeba go przewieźć do innego, to trzeba porównać ryzyko przewozu karetką i helikopterem. W przypadku wypadku jest inaczej - ciężko ranni są zdecydowanie bardziej zagrożeni!!!Dlatego akurat tłumaczenie szefa LPR mnie przekonuje!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. To wyjaśni prokurator.Władze miasta w ktorym doszło do wypadku twierdzą, że boisko do lądowania znajdowało się w wykazie tego pogotowia, a zgodnie z procedurą strażacy mogli w kilka minut przygotowań lądowisko dla helikoptera. I co? Mnie to tłumaczenie szefa LPR nie przekonuje. Zaraz po ujawnieniu tego skandalu nie on się zresztą wypowiadał, tylko rzeczniczka. To też procedura, ktora ułatwia wydłużenie czasu na zacieranie sladów lub znalezienie argumentów umożliwiających uchylenie się od odpowiedzialności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyjaśnianie przez prokuratora sporów wewnątrz instytucji służby zdrowia pod wpływem medialnych emocji,podobnie jak układów rodzinnych przy prośbie rodziców w awaryjnej sytuacji by panie na lotnisku przez 15 minut zajęły się dzieckiem do przyjazdu opiekunki, to efekt tej samej bezsensownej a kosztownej polskiej patologii co królowanie procedur!!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.