piątek, 17 sierpnia 2012

Polacy, nic się nie stało? O czym świadczy tegoroczny Ranking Szanghajski szkół wyższych?



"Polskie uczelnie znów na szarym końcu" pod takim tytułem ukazał się wczoraj artykuł w Gazecie Wyborczej po opublikowaniu wyników tegorocznego Rankingu Szanghajskiego. Ten ranking układa Uniwersytet Jiao Tong w Szanghaju - jeden z najstarszych i najbardziej prestiżowych w Chinach. Po to, żeby sprawdzić jak on sam oraz inne chińskie uczelnie wyższe wypadają na tle reszty świata. Dziennikarze wspominają o kryteriach, na podstawie których ów ranking jest konstruowany. Wymagają one jednak komentarza. Nie do końca jest tak źle, jak piszą: Po raz kolejny dwa najlepsze polskie uniwersytety znalazły się na szarym końcu - dopiero w czwartej setce na pięćset sklasyfikowanych.

Zajrzałem na stronę organizatora rankingu, gdzie mogłem przeczytać, że obejmuje on różne dziedziny nauk, z pominięciem jednak osiągnięć nauk humanistycznych. Te nie są w ogóle w nim brane pod uwagę. A zatem pedagogika czy filozofia, które są naukami humanistycznymi, nie są w nim uwzględniane. Od dziesięciu lat porównuje się uniwersytety i akademie ze względu na to, ilu mają laureatów Nagrody Nobla, jaki jest wskaźnik cytowań czy publikacji naukowych itd.

Jak można mieć pretensje do naukowców z polskich uniwersytetów, że ich uniwersytety znajdują się w trzeciej czy czwartej setce uczelni na świecie, skoro przez 50 lat od wybuchu II wojny światowej do transformacji ustrojowej mieli m.in. zakaz czytania i cytowania publikacji autorów z tzw. państw burżuazyjnych, jak i wyjazdów na Zachód, nie wspominając już o nędznej infrastrukturze, wieloletnim często czekaniu przez młodych naukowców na odczynniki do eksperymentów itp.? Już nie pamiętamy o wymordowaniu polskich elit przez Rosjan w Katyniu i Niemców podczas okupacji, o nadawaniu stopni i tytułów naukowych niektórym osobom (wciąż jeszcze aktywnym w polskichuczelniach) nie za pracę naukową, ale przynależność do PZPR, za misję w służbach specjalnych, współpracę z UB itp.? Okres PRL został trafnie nazwany mianem "autarkii gospodarczej", czyli izolacji i stania w miejscu. Jak mogły uczelnie techniczne pracować na rzecz nauki i konkurowania w świecie, skoro musiały służyć celom militarnym i gospodarczym Układu Warszawskiego i RWPG?

Musimy nadrabiać kilkudziesięcioletnie zaległości dzięki niemieckiej, a później sowieckiej okupacji. Już nikt nie pamięta, że była cenzura, „żelazna kurtyna”, że obowiązywała jedynie słuszna doktryna ideologiczna (marksistowsko-leninowska) w prowadzeniu badań naukowych? Jak mogliśmy konkurować ze światem, skoro oddalaliśmy się od niego nie z własnej winy ani z braku talentów? Jak można narzekać na polskich uczonych z jednej strony, a z drugiej wychwalać ich za to, że mamy wśród najmłodszych adeptów nauki najlepszych matematyków, chemików czy informatyków, którzy wygrywają kolejne olimpiady przedmiotowe na świecie?

Polska nie miała Noblistów? Miała i ma, tylko ci nie są uwzględniani w tej klasyfikacji, gdyż nie funkcjonują oni w środowiskach akademickich, ale w życiu politycznym lub literackim. Stwierdzenie dziennikarzy jest demagogią, kiedy piszą: "Ten ranking jest świetnym wskaźnikiem kondycji polskiej nauki, a od tego, jak wygląda nauka, zależy poziom życia nas wszystkich i rozwój naszego kraju. Jak ktoś nie wierzy, to proszę zerknąć na pierwszą setkę szanghajskiego rankingu uniwersyteckiego. To również lista krajów o najbardziej konkurencyjnych gospodarkach, które mamy podobno ambicję dociągnąć."

Ten ranking nie jest wskaźnikiem kondycji polskiej nauki. On jest jakimś symptomem tego, że z każdym rokiem nasze najlepsze uniwersytety pną się ku górze, bo przecież jeszcze kilka lat temu nie były nawet w pięćsetce klasyfikowanych w tym rankingu uczelni. To jest niewątpliwie wskaźnik zmian, a nie powód do tego, by narzekać, że zajmujemy odległe pozycje. Mimo wszystko jesteśmy w nim już uwzględniani. Tak więc nie mają racji dziennikarze GW kpiąc sobie z polskich naukowców w stylu: "Polacy nic się nie stało", gdyż stało się, i to bardzo dużo. Warto to dostrzec.

Pedagodzy nie pomogą swoim uczelniom w pięciu się ku górze, bo z tej dyscypliny, podobnie jak z socjologii, filozofii czy psychologii nie przyznaje się Nagrody Nobla. Tak więc uniwersytety, które kształcą i prowadzą badania m.in. w tych dyscyplinach, nie zyskają w jednej z wag punktów z tytułu dorobku naukowego humanistów, by móc konkurować z uniwersytetami zatrudniającymi noblistów z nauk matematycznych, przyrodniczych, technicznych czy medycznych. Im większa jednak będzie liczba publikacji i ich cytowań w świecie, tym większa przypadnie w tym rankingu liczba punktów, gdyż psychologia, socjologia i pedagogika zostały przypisane przez minister B. Kudrycką do dziedziny nauk społecznych. W tej dziedzinie nauk uniwersytety są klasyfikowane.


Zwróćmy uwagę na ten ranking. W naukach społecznych na pierwszych piętnastu pozycjach są amerykańskie uniwersytety! Do 200 miejsca nie ma ani jednej uczelni z byłych państw socjalistycznych, nawet z Wschodnich Niemiec, a przecież po zjednoczeniu Niemiec powinno im być łatwiej, niż nam. Nie ma w tej klasyfikacji starszego od UJ w Krakowie - Uniwersytetu Karola w Pradze.

Dopiero na liście ogólnej, obejmującej łącznie wszystkie dziedziny nauk, spośród postsocjalistycznych krajów na 80 pozycji znajduje się Uniwersytet Moskiewski, między 151-200 są dopiero wschodnioniemieckie uniwersytety w Tybindze, Würzburgu; między 201-300 pozycją są uniwersytety w Marburgu, Lipsku, Dreźnie, Berlinie oraz jedyny z Czeskiej Republiki Uniwersytet Karola w Pradze, zaś w przedziale 301-400 są dwie polskie uczelnie: Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński oraz wschodnioniemiecki Uniwersytet Halle - Wittenberg. Za nimi jest dopiero w piątej setce Uniwersytet w Sankt Petersburgu, Belgradzie czy Ljubljanie. Nie ma w tym rankingu ani jednego uniwersytetu ze Słowacji, Węgier, Bułgarii, Rumunii, Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy, Chorwacji.

Czy rzeczywiście jest tak źle z polską nauką?

8 komentarzy:

  1. Warto porównać!
    Na IO przygotowania kosztowały po 100 mln rocznie przez 4 lata. Pojechało (oczywiście na nasz koszt!) ponad 200 zawodników i drugie tyle działaczy, obsługi etc.), choć z klasyfikacji medalowej ani jakiejkolwiek innej nic dla kraju nie wynika!!!
    Na wszystkie olimpiady przedmiotowe - ok 30(razem z takimi cudeńkami jak Olimpiada Wiedzy Misyjnej o Afryce, Olimpiada Wiedzy o Polakach na Wschodzi po 17.09.39, Biblijna , Teologiczna itd.) MEN wydaje łącznie(!) poniżej 7 mln zł. Na olimpiady międzynarodowe (są z kluczowych dyscyplin nauki) uczestnicy jeżdżą na własny koszt(chyba, że komitet ma sponsora!), na przygotowania oczywiście MEN nie daje nic. Za to na infantylne telewizyjne spoty "promujące"uczenie się matematyki MEN wydał ponad 100 mln. W ten sposób za parę lat już nie będziemy nie tylko tworzyć nowych technologii, ale nie będzie u nas takich co je rozumieją...:-(((((

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój wpis nie dotyczył olimpijczyków w szkolnictwie powszechnym, tylko laureatów konkursów światowych wśród studentów. Jak tak dalej będzie funkcjonowało polskie szkolnictwo wyższe,z hipokryzją władzy o rzekomej zdolności tylko pewnie nieudolności naukowców w rywalizowaniu w tych pseudorankingach, to coraz więcej tej najzdolniejszej młodzieży wybierze nie tylko studia w Oxfordzie czy Stanford, ale także inne kraje jako miejsce ich pracy i życia osobistego. Jak podaje GUS za rządów PO+PSL radykalnie zwiększyła się emigracja młodych, a mieli ponoć wracać do kraju...
    Może jednak dajmy sobie trochę czasu, a może i na miarę co najmniej jednej generacji, żeby można było mówić o względnie równych szansach do rywalizacji światowej. Nie narzekajmy zatem, tylko małymi krokami twórzmy warunki do koniecznej zmiany. Są już nowe formy stypendialnego wsparcia wybitnych studentów, nieograniczone możliwości korzystania z programów współpracy międzynarodowej, granty dla młodych naukowców, KNOW-y itd.Trochę cierpliwości nam potrzeba, a nie ośmieszania czy pomniejszania tego, co i tak w tej sferze udało się w naszym kraju odrobić i zrealizować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze!
    Pisałem o laureatach olimpiad licealnych!Akurat tam się wykluwa elita intelektualna!!! A na to MEN ma tyle ile napisałem...;-)
    Ma za to na inne rzeczy!
    Skądinąd poziom naszej nauki i edukacji dramatycznie spada!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tu się zgadzam. Bardzo dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lata 1918-1939 wystarczyły by wychować POKOLENIE KOLUMBÓW, którego reprezentantem był m.in. Karol Wojtyła i wielu innych ludzi, z których część zginęła w Powstaniu Warszawskim, część emigrowała, a część tworzyła naukę i kulturę w trudnych czasach PRL-u, na przynajmniej kilku Uniwersytetach i wyższych uczelniach w Polsce - mam na myśli głównie takie ośrodki akademickie, jak Warszawa, Lublin - KUL, Poznań, Kraków i Wrocław.
    Dla porównania, w jaki sposób wychowano i czego nauczono pokolenie wyrosłe w Polsce w latach 1989-2012? Na co dzisiaj stać młodych ludzi - rówieśników tych z 1939 r.?
    Ogólnie mój pogląd jest taki, że w populacji zawsze rodzą się bardzo zdolni ludzie, problem polega na tym, jak dalej rozwija się te talenty i do czego tych młodych ludzi się wychowuje?
    Ogólnie to bardzo wielu utalentowanych Polaków pracuje teraz na rzecz innych państw - tylko, że nikt nie mówi, że Ci zdolni i wykształceni to Polacy. Natomiast, jak najbardziej Polacy - pijacy i złodzieje mają stale bezpłatny PR.
    Zaś jeśli chodzi o działania propagandowe MEN i wydawane na ten cel kwoty, to warto przypomnieć film ”Wyjście awaryjne”, w którym Bożena Dykiel w roli sekretarza gminy powiedziała, że:”na propagandzie nie ma co oszczędzać” - no i MEN za przykładem jeszcze władzy ludowej nie oszczędza... chciało by się dodać, że nie tylko pieniędzy, ale i wstydu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Profesor ma rację. To naukowcy muszą uświadamiać nieprzygotowanym do czytania raportów dziennikarzom,ale i urzędnikom ministerstwa, że nie jest tak źle.
    http://wyborcza.pl/1,75248,12329851,Polska_fizyka_sie_broni__choc_ministerstwo_nie_pomaga.html

    OdpowiedzUsuń
  7. "(...) przez 50 lat od wybuchu II wojny światowej do transformacji ustrojowej mieli m.in. zakaz czytania i cytowania publikacji autorów z tzw. państw burżuazyjnych"
    No, tutaj troszeczkę Panb Profesor przesadził :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest to trafne "zaokrąglenie", gdyż w okresie okupacji trudno było czytać literaturę tzw. Zachodu, a tajne nauczanie było realizowane w wąskich kręgach. Od ofensywy ideologicznej marksizmu -leninizmu dostęp do literatury światowej był wysoce ograniczony. Chyba, że ktoś był TW (SB) lub funkcjonariuszem PZPR, to mógł wyjeżdżać na Zachód. Być może w naukach matematycznych czy fizycznych dostę był pełen, tego nie wiem, ale jako socjolog mogę stwierdzić, że w naukach społecznych był on ograniczony tak samo, jak dla pedagogów czy psychologów.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.