czwartek, 5 lipca 2012

Test dla Habilitantów (nie tylko z pedagogiki)


Coś drgnęło w naszym środowisku akademickim, bowiem pojawiły się pierwsze wnioski doktorów nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika o powołanie przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułów komisji do przeprowadzenia postępowania habilitacyjnego zgodnie z art. 16, 18a i 21, ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (Dz. U. Nr 65, poz. 595 z późn. zm.) w brzmieniu ustalonym ustawą z dnia 18 marca 2011 r. (Dz. U. Nr 84, poz. 455 z późn. zm.), oraz rozporządzeniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 22 września 2011 r. w sprawie szczegółowego trybu i warunków przeprowadzania czynności w przewodach doktorskich, w postępowaniu habilitacyjnym oraz w postępowaniu o nadanie tytułu profesora (Dz. U. Nr 204, poz. 1200). Można zajrzeć na stronę CK i zobaczyć, jakiej treści są te wnioski oraz czy kandydaci rzeczywiście spełniają wymogi merytoryczne i formalne, by ubiegać się o nadanie im stopnia doktora nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika.

Nowa procedura, nowe wymagania, nowe sytuacje tworzą z jednej strony zaciekawienie, być może budzą niepokój albo wywołują chęć podjęcia próby bez poczucia obciążeń, które wynikały z dotychczasowo obowiązującego prawa w tym względzie. Kusi bowiem chęć zaangażowania komisji w sprawę oceny dorobku naukowego, skoro nie wiąże się z tym postępowaniem obowiązek zdania kolokwium habilitacyjnego i wygłoszenia wykładu habilitacyjnego. W świetle nowej procedury komisja oceniająca może, ale nie musi zaprosić na rozmowę Habilitantkę/Habilitanta. Pojawiają się sygnały, że nie wszyscy wnioskodawcy zapoznali się z prawem dotyczącym wspomnianego postępowania. Także recenzenci muszą przełamać swoje dotychczasowe przywyczajenia, by przygotować dla komisji i rady jednostki przeprowadzającej przewód opinię, która będzie zawierała odpowiedź na kilkanaście pytań. Warto je tu przytoczyć, żeby można było podjąć deczyję, czy jest to już ten moment, w którym mogę przedłożyć dokumentację osiągnięć naukowych w danej dyscyplinie i dziedzinie nauk. Powołuję się na treść rozporządzenia, w którym zostały określone uszczegółowione w stosunku do w/w rozporządzenia kryteria oceny osiągnięć osoby ubiegającej się o nadanie stopnia doktora habilitowanego, zwanej danej „habilitantem”.


1) Czy jestem autorem lub współautorem publikacji naukowych w czasopismach znajdujących się w bazie Journal Citation Reports (JCR) lub na liście European Reference Index for the Humanities (ERIH)?

2) Czy jestem autorem lub współautorem monografii, publikacji naukowych w czasopismach międzynarodowych lub krajowych innych niż znajdujące się w bazach lub na liście, o których mowa powyżej, dla danego obszaru wiedzy?

3) Czy jestem autorem lub współautorem odpowiednio dla danego obszaru: opracowań zbiorowych, katalogów zbiorów, dokumentacji prac badawczych, ekspertyz, utworów i dzieł artystycznych?

3) Jaki jest sumaryczny impact factor moich publikacji naukowych według listy Journal Citation Reports (JCR), zgodnie z rokiem opublikowania?

4) Jaki jest indeks Hirscha moich opublikowanych publikacji?

5) Czy kierowałem międzynarodowymi lub krajowymi projektami badawczymi lub brałem udział w takich projektach?

6) Czy otrzymałem międzynarodowe lub krajowe nagrody za działalność odpowiednio naukową albo artystyczną?

7) Czy wygłosiłem referaty na międzynarodowych lub krajowych konferencjach tematycznych?

Kryteria oceny w zakresie dorobku dydaktycznego i popularyzatorskiego oraz współpracy międzynarodowej habilitanta we wszystkich obszarach wiedzy:

8) Czy uczestniczyłem w programach europejskich i innych programach międzynarodowych lub krajowych?

9) Czy brałem udział w międzynarodowych lub krajowych konferencjach naukowych lub udział w komitetach organizacyjnych tych konferencji?

10) Czy otrzymałem nagrody i wyróżnienia?

11) Czy brałem udział w konsorcjach i sieciach badawczych?

12) Czy kierowałem projektami realizowanymi we współpracy z naukowcami z innych ośrodków polskich i zagranicznych, a w przypadku badań stosowanych we współpracy z przedsiębiorcami?

13) Czy jestem członkiem komitetów redakcyjnych i rad naukowych czasopism naukowych?

14) Czy byłem członkiem w międzynarodowych lub krajowych organizacjach i towarzystwach naukowych?

15) Czy mam osiągnięcia dydaktyczne i w zakresie popularyzacji nauki lub sztuki? \

16) Czy sprawowałem opiekę naukową nad studentami w toku praktyk zawodowych?

17) Czy sprawowąłem opiekę naukową nad doktorantami w charakterze opiekuna naukowego lub promotora pomocniczego? (należy podać tytuły rozpraw doktorskich)

18) Czy odbyłem staże w zagranicznych lub krajowych ośrodkach naukowych lub akademickich?

19) Czy wykonałem ekspertyzy lub inne opracowania na zamówienie organów władzy publicznej, samorządu terytorialnego, podmiotów realizujących zadania publiczne lub przedsiębiorców?

20) Czy brałem udział w zespołach eksperckich i konkursowych?

21) Czy recenzowałem projekty międzynarodowe lub krajowe oraz publikacje w czasopismach międzynarodowych i krajowych?

Niezależnie od odpowiedzi na powyższe pytania i zgromadzenia dla ich udokumentowania koniecznych materiałów, recenzenci będą merytorycznie oceniali rozprawę habilitacyjną lub monotematyczny cykl publikacji. Warto zatem, by profesorowie, którzy otwierają przewody doktorskie młodym pracownikom nauki, uwzględniali w tym postępowaniu także powoływanie spośród doktorów promotorów pomocniczych. W przeciwnym razie przez najbliższe lata tylko z tego powodu nie będą oni mogli ubiegać się o habilitację w naszym kraju.


14 komentarzy:

  1. Po pierwsze, kryteria, o których pisze Pan Profesor, znajdują się w innym rozporządzeniu niż to przywołane (właściwe: z dnia 1 września 2011 r., Dz.U. nr 196, poz. 1165). Po drugie, wysnucie z rozporządzenia wniosku, iż WSZYSTKIE kryteria kandydat musi spełniać, aby w ogóle myśleć o habilitacji, wydaje się przesadzone (eksplicytnie wymóg taki nie został po prostu wyrażony). Myślę tak nie tylko ja, ale także członkowie komisji, którzy zakończyli już swoje prace recenzenckie i pozytywnie zaopiniowali radom wydziałów zgłoszone w nowej procedurze wnioski. I dobrze, bo nie boję się powiedzieć, że spełnienie wszystkich tych kryteriów w ciągu 8 lat jest po prostu nierealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym polega bubel prawny, że z treści rozporządzenia nie wynika to, o czym pisze anonimowy. Jest w nim wyraźnie zapisane, że kryteria oceny obejmują... , a nie powinny obejmować, mogą obejmować itp., a to znaczy, że jeśli szanowna komisja anonimowego pominęła któreś z kryteriów, to ...? Kto zna odpowiedź na to pytanie? Czy w tej sytuacji komisja może sobie wybierać dowolne kryteria i na podstawie jednego, dwóch, a może tylko trzech przyznawać stopień naukowy doktora habilitowanego?

      Krzysztof

      Usuń
    2. Ciekaw jestem, czy tak samo anonimowy podchodzi do kształcenia akademickiego? Jeśli student medycy nie jest w stanie się nauczyć tego, co jest wymagane do bycia lekarzem, to też zaliczyłby mu tylko niektóre kompetencje? Wg jakiego kryterium anonimowy rozstrzygał w komisji o habilitacji? Kolesiostwo?

      Usuń
    3. To teraz można habilitować się według kryterium: realne-nierealne??? Gdzie jest taka rada wydziału? Ja chętnie sam się zgłoszę, bo wiem, co jest u mnie nierealne. Panie profesorze, cvzy nie należy tego typu praktyk poddać kontroli? Może należy zainteresowac tym MNiSW i NiK?

      Usuń
  2. Jakim cudem zdolny doktor, który z wiadomych przyczyn nie może dostać pracy na państwowych uniwersytetach może te wszystkie wymagania spełnić? Jaka konferencję zorganizuje, jak na jego uczelni takowych się nie robi, grantu nie pozyska itd. Kto mu zleci opracowanie badań lub bycie wspierającym opiekunem przy doktoracie?
    To dyskryminacja wszystkich, którym się chce.
    Ale jak widzę nagonka na wsp ma i wymiar praktyczny, trzeba promować tych ze szkół publicznych.
    Tacy postawieni pod ścianą w tym przypadku wezmą dumę w kieszeń i podejmą próbę habilitacji na Słowacji i w innym krajach- nie mają tu żadnych możliwości, aby spełnić te wszystkie wymagania ze względów formalnych. To złe prawo i ustalane nie przez wszystkie czynniki, bynajmniej nie konsultowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obywatele wybrali posłów, zwycięzcy powołali premiera, a premier stworzył rząd. Chcieliście reformy nauki i szkolnictwa wyższego, nie wyszliście - jak w sprawie ACTA - na ulice, bo kogo to obchodzi, to macie.
      Na Słowacji też trzeba spełnić wiele z tych kryteriów, o czym pisał już profesor w swoim blogu. Tak więc uciekajcie z wsp, jeśli chcecie rozwijać się naukowo, bo wsp z nauką nie mają nic wspólnego. Nie ma tu żadnej nagonki na jakieś wsp. To są szkółki biznesowe do kształcenia studentów, a nie rozwijania nauki. Niech anonimowy nie wciska kitu czytelnikom bloga profesora. Do wsp idzie się po kasę, by zarabiać na życie, a nie uprawiać naukę z kanclerzami czy doktorami w togach. Od nazwy szkoły, od pseudokonferencyjek, metodycznych publikacyjek, te szkółki nie staną się akademickimi. Przejrzyj na oczy. Tam prowadzi się koncerciki dla staruszków, występy z tańcem brzucha, galeryjki obrazków, wydaje gazetki z zmanipulowanymi informacjami, wydaje kasę na kochasi i rodzinkę. Te szkółki są dla podstarzazłych emerytów, doktorków na funkcjach bez dorobku naukowego, dziekanów, prodziekanów, rektorów i prorektorów, którzy dorabiają w nich sobie do emerytury, na kolejne dzieci z kolejnych związków, leczą swoje kompleksy wyższości nie popartej żadnymi osiągnięciami w nauce. A młodzi doktorzy - frajerzy niech na nich harują, niech im się wydaje, że pracują w szkole wyższej. Wyższej i owszem - ale kombinatorstwa i hipokryzji.
      A zatem jedź na Słowację i wracaj, by ... pracować w takich właśnie szkółkach. Przynajmniej będziesz miał dyplom do powieszenia na ścianie, a etacik w hurtowni dyplomów.

      Tadeusz

      Usuń
    2. Prosiłbym zatem o wskazanie, w których to polskich uczelniach publicznych uprawia się tę wielką, słynną w świecie naukę pedagogiczną?

      Usuń
    3. Cóż za szczere pytanie, bez podtekstu? Anonimowy przecież wie, że takowych nie ma, bo taki jest ogląd czegoś, o czym nie ma zielonego pojecia. To niech anonimowy wysili się i prześledzi dorobek polskich naukowców, a następnie napisze. Obawiam się, że nie stać go na taki wysiłek umysłowy.

      Piotr

      Usuń
  3. Panie Tadeuszu
    Pisałem o "możliwości" uzyskania wakatu na publicznej uczelni.
    Tu link: http://okiembelfra.blogspot.com/2012/05/wakaty-ale-czy-dla-wszystkich.html
    Każdy konkurs tam organizowany jest pod kogoś. Znam wielu młodych i w średnim wieku, zdolnych, po stażach np. w USA, doktoranta, który juz na studiach miał 5 redakcji naukowych, organizował konferencję międzynarodową, około 20 publikacji w ważnych czasopismach w trakcie doktoratu. Nie ma dla niego pracy, każdy konkurs na jaki składa dokumenty- nawet go nie wzywają na rozmowę. Takich osób jest mnóstwo!
    Z drugiej strony na uczelniach publicznych jest masa osób z dorobkiem nikłym, 12 -15 i więcej lat po doktoracie to standard. Ich się nie zwalnia z pracy, mają pozytywne oceny.
    Zapewniam Pan, że ci wszyscy z WSP, co się ich tak krytykuje, oddali by po kilka lat swojego życia, aby mieć etat na uczelni publicznej, mieć takie możliwości rozwoju jakich w tych swoich WSP nie mają i nie będzie im to dane.
    Nie krytykujmy nieokreślonych szkół, krytykujmy szkoły publiczne, że nie potrafią zorganizować konkursu bez podtekstu, nie zwalniają nieefektywnych "gwiazd".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rację ma Belfer, kiedy upomina się o miejsce w uczelniach publicznych dla tych doktorów, którzy mają ambicje i kwalifikacje, by pracować naukowo. Tu problem jest złożony, bowiem uczelnie publiczne są autonomiczne, określając warunki zatrudniania nich nowych pracowników czy kontynowania zatrudnienia z dotychczasowymi. Niestety, w wielu z nich pokutuje jeszcze duch socjalistycznej praktyki - traktowania uniwersytetu czy akademii jako miejsca pracy socjalnej dla koleżanek czy kolegów, którzy nie rozwijali się naukowo (z różnych zresztą powodów, w tym także osobistych), ale o których trzeba się zatroszczyć, bo ich szkoda. Są często znakomitymi wykładowcami, z dużym doświadczeniem nauczycielskim, a ktoś przecież musi prowadzi zajęcia dydaktyczne w ramach przeładowanych i sztucznie często konstruowanych planów studiów (wiele przedmiotów jest wprowadzanych do planów dla tych osoby, a nie ze względu na jakość kształcenia).
      W wielu uczelniach publicznych nadal nie prowadzi się naukowej polityki kadrowej, a więc nie rozlicza z jakości dorobku naukowego nie tylko doktorów, ale i doktorów habilitowanych, tolerując ich zatrudnienie w konkurencyjnej wyższej szkole prywatnej w tym samym mieście. Wielu z nich konsumuje swój dyplom, w ogóle nie rozwijając się naukowo i nie wnosząc niczego do nauki, ale są jak "święte krowy", bo chronią miejsca pracy dla w/w. Koło nędzy i rozpaczy jest zamknięte. Odpowiadają za to dziekani jednostek organizacyjnych i rektorzy uczelni publicznych.
      Belfer nie ma jednak racji, kiedy twierdzi, że nic nie można. Można. Jeśli jest się naukowcem z krwi i kości, jeśli dysponuje się projektem naukowo-badawczym, to wystarczy skierować go do Narodowego Centrum Nauki, gdzie są ogłaszane konkursy i powalczyć o niezależność naukową. Nie trzeba być zatrudnionym w uniwersytecie czy akademii, by takie środki uzyskać. Nie trzeba też być zatrudnionym w tzw. wsp. Warto czytać kryteria przyznawania środków na naukę! i nie narzekać, tylko brać się do roboty, a jak się chce chałturzyć tu i tam, by utyskiwać na trudny los ambitnego naukowca, to wiadomo, że czasu nie starcza ani na jedno, ani na drugie. Co najwyżej -na narzekanie.
      Tadeusz ma rację, kiedy zdejmuje bielmo z oczu tych, którzy dają się uwieść pseudoakademickimi nadziejami wsp-owskiej bizneskracji. Trzeba sobie jasno powiedzieć, po co jest się w tych szkołąch i dlaczego nie ma się w nich wpływu na własny rozwój naukowy. Pisałem o tym, jak założyciel-kanclerz łódzkiej wsp oszukała swoich nauczycieli akademickich, fałszując dane o zyskach, by nie przekazać regulaminowe środki na badnia naukowe. Dzisiaj ci, którzy byli tego ofiarami, już udają, że niczego nie pamiętają, że jest wspaniale i naukowo. Jakoś nikt od tamtegop czasu nie rozwinął skrzydeł, a niektórzy nawet je zwinęli. Dziwnym trafem doktorzy z tej wsp nie zwracają sie do swojego rektora czy prorektorów o pomoc w rozwoju naukowym, tylko szukają tej pomocy poza wsp. Dlaczego? To jest najlepszy wskaźnik fikcji, kogo się tam zatrudnia i do jakich celów.

      Usuń
  4. No właśnie. Pan profesor ma rację. NIKT tam już skrzydeł nie rozwinie. Pedagogika też już staje się nieetyczna. Jak można nauczać bez osobistych norm moralnych. Studia powinny się nazywać-kierunek: ANTY-pedagogika. Przynajmniej wiadomo byłoby jaki ma się dyplom.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co z tego, że w mojej wsp prorektorem jest habilitowany z uniwersytetu, skoro absolutnie nie obchodzi go los doktorów zatrudnionych w tej szkole. Powołane katedry są jedną wielką fikcją. On sam nie ma żadnych publikacji naukowych, a w środowisku akademickim traktowany jest jak personan non grata. Inni prorektorzy - pożal się Boże. Sami są doktorami bez dorobku. Tu się tylko pozoruje "akademickość", byle tylko kasa była na koncie. Gdzie to teraz wybierają się nasi wybitni naukawcy i założyciele? Do jakiej mekki - pardon - męki nauk pedagogicznych? Chyba na Ukrainę. Popływają, pozwiedzają i wrócą.

    Joasia

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie do końca każdy chętny doktor dostanie grant. Musi to być zespół, zazwyczaj z samodzielnym na czele. Trzy osoby jakie znam nie pracujące na uczelniach publicznych nie dostały pieniędzy na badania. Pytałam wokoło- nikt nie zna ani jednego pracownika z niepublicznej uczelni, który dostał pieniądze na badania.
    Po drugie, jak się nie ma pieniędzy, to niestety trzeba chałturzyć, aby je zdobyć na konferencje, na opłaty, na recenzje i na inna działalność naukową.
    Ktoś, kto to ma- nigdy nie zrozumie tego, kto tego nie ma i z jakimi problemami musi się borykać, jak to mawiają: syty nigdy nie zrozumie bogatego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy, kto spełni wymagania naukowe otrzyma środki z NCN. Musi jednak się postarać i napisać koncepcję badań zgodnie z najwyższymi standardami metodologicznymi. Grantów nie otrzymują tez profesorowie i doktorzy habilitowani. Trzeba próbować.

    Jak zajrzy anonimowy na stronę wyników konkursów, to zobaczy, że jest kilkudziesięciu pracowników niepublicznych szkół wyższych, którzy otrzymali granty z NCN. Tak więc to demagogia, że to nie jest możliwe. Komu przeszkadza rąbek u spódnicy ?

    Rozumiem tych, którzy nie starali się, ale już twierdzą, że nie mają szans. Tak jest najłatwiej. warto zacząć od siebie. Nie rozumiem jednak tego, że syty nie zrozumie bogatego. Coś się anonimowemu pokręciło, chyba, że miał na uwadze swoich przełożonych.
    Warto pisać i składać wnioski aż do skutku, chyba, że nie ma się nic do zaproponowania, to rzeczywiście lepiej jest ponarzekać. Będzie lżej

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.