piątek, 20 lipca 2012

Niekonstytucyjny brak dostępu do edukacji



Nie ma dnia, by nie pojawiał się jakiś kolejny atak na nauczycieli. Po co wyjeżdżali na wakacje? Nawet nie wiedzą, że w tym czasie, kiedy oni nie odpoczywają, tylko w ramach swoich urlopów spędzają czas w roli wychowawców na koloniach, obozach, biwakach, inni "ryją" pod nimi, jak krety, byle dodać łyżkę dziegciu do ich samozadowolenia. Być może nikt nie zwraca nawet uwagi na to, że już od dłuższego czasu kto(?)ś tworzy klimat medialnej nagonki na nauczycieli, by osłabić pozycję związkowców w ich negocjacjach z samorządowcami, którym MEN, ponoć z lubością - jak donosi prasa - przypatruje się i stwarza warunki do prowadzenia rozmów.

Ktoś podrzucił mediom kolejny, jakże naganny passus, że oto gminy kultywują nauczycielski przywilej, rzecz jasna - zdaniem prawników - niekonstytucyjny, gdyż dotyczący preferowania w przyjęciach do przedszkoli publicznych dzieci nauczycieli. Nie daj Panie Boże, żeby do przedszkola przyjęto dziecko nauczycielki, która w nim pracuje. Toż to jest nepotyzm najgorszego wymiaru, a nawet większy od tego, jaki mamy w zatrudnianiu w spółkach skarbu państwa lub w urzędach centralnych członków rodzin PSL i PO.

Ciekawe, co w tym kraju jest konstytucyjne, a co nie jest, skoro od ponad 5 lat rządów koalicji PO+PSL wszyscy wiedzą, a prezes Waldemar Pawlak to nawet potwierdzał publicznie, że nepotyzm jest czymś właściwym? W przypadku nauczycielskich dzieci sprawę kilka lat wcześniej załatwiła lewicowa minister Krystyna Łybacka, która w 2004 r. usunęła z ustawy Karta Nauczyciela zapis preferujący przy rekrutacji dzieci nauczycieli. Dała się wówczas przekonać rzecznikowi praw obywatelskich prof. Andrzejowi Zollowi, który stwierdził, że ten zapis jest sprzeczny z konstytucyjną gwarancją równości wobec prawa oraz równym dostępem do edukacji.

Tyle tylko, że każdy rodzaj zastosowanej preferencji, a te mają miejsce w odniesieniu do dzieci także nienauczycielskich, jest niekonstytucyjny, gdyż nie gwarantuje równości wobec prawa oraz równego dostępu do edukacji tym, którzy nie mieszczą się w preferencyjnych kryteriach. Wprowadzanie do zasad przyjęć do przedszkoli, że pierwszeństwo będą miały dzieci np. matek samotnie je wychowujących, albo z rodzin o niskich dochodach jest tak samo niekonstytucyjny, jak ten, by preferować rodzeństwo małego kandydata czy dzieci pracowników administracji przedszkola.

Górnicy mają deputat węglowy, mundurowy, policjanci, wojskowi i strażacy także, a był nawet taki okres, że te grupy zawodowe posiadały własną sieć placówek opiekuńczo-wychowawczych, ośrodki wypoczynku, pomocy lekarskiej itd., itd. Czy specjalne kliniki dla pracowników rządu i ich rodzin są konstytucyjne, czy nie są?

Jak nauczyciel ma pełnić swoją misję publiczną lub niepubliczną, opiekując się i kształcąc cudze dzieci, kiedy swoje musi zamknąć w mieszkaniu, bo nie ma dla niego miejsca w przedszkolu, gdyż za dużo zarabia? Jak ma wykonywać swój zawód kolejarz, tokarz, mechanik, lekarz, adwokat, piekarz itd.,itd., skoro nie ma zapewnionej przez panstwo konstytucyjnej gwarancji dostępu jego dziecka do edukacji? To znowu winni są nauczyciele? To ich dzieci zabierają miejsca dzieciom rodziców innych zawodów lub bezrobotnych? Może przyjrzymy się realizacji konstytucyjnych wartości przez państwo w wydaniu PO-PSL-owskim i zapytamy władze, dlaczego tworzy sytuacje strukturalnego niedoboru nie tylko rodzinom nauczycielskim?






3 komentarze:

  1. "Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!" - oto słowa Jezusa zapisane w Ewangelii Mateusza 23,24.
    Nic dodać, nic ująć.
    To, co w edukacji jest obecnie komarem, na którym się koncentrują media i politycy, to z pewnością choćby preferowanie dzieci nauczycielskich przy przyjmowaniu do przedszkola, a tym połykanym (przemilczanym) wielbłądem ogólny chaos w edukacji, likwidowanie szkół, liberalizm etc... No i ci "ślepi przewodnicy", którzy prowadzą do przepaści... wstrząsające i prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Niemczech nauczyciele to elita, nie tylko akademic. Będąc w pracy pod Monachium (jako student), szef spytał mnie jaki kierunek studiuję, odpowiedziałem że pedagogikę, on an to- "u nas pedagog w gimnazjum zarabia 4 tysiące euro, oni są bardzo dobrze opłacani". Było to jakiś czas temu.
    Tam oświata to przyszłość solidnie wynagradzana, dziwili się Niemcy jak ludzie z wyższym wykształceniem przyjeżdżają do nich pracowac w wakacje.... tam byli także polscy nauczuciele...
    Także w Polsce to jest żenada, trzeci świat, brak słów. Pozdrawiam serdecznie Profesora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem naucyzcielka i moje dziecko do 4 przedszkoli panstwowych sie nie dostalo. Uczeszcza do prywatnego. Place za nie 500 zl a zarabiam 1500. Dziekuje ci Polsko.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.