sobota, 14 lipca 2012

Ile nas kosztuje Ministerstwo Edukacji Narodowej?


Skoro napuszcza się dziennikarzy na nauczycieli, by pokazać na kilku przypadkach, jakimi są finansowymi krezusami i jak świetnie im się żyje, nic nie robiąc, bo w końcu praca w szkole to sama przyjemność, błogie lenistwo i okazja do spotkań z koleżankami i kolegami, to sięgnijmy wraz z niektórymi posłami po dane na temat najwyższego dla oświaty urzędu. Ktoś musiał zabrać się za nauczycieli, by nie narzekali, że mają źle, skoro coraz więcej osób odczuwa pogorszenie się ich życiowej sytuacji.

Nauczycielom nie może być lepiej. Wiadomo, uczniowie przeszkadzają im w pracy, więc pedagodzy muszą się przed nimi jakoś bronić - a to zadadzą im klasówkę, a to każą coś przepisywać, byle tylko nie zawracali im głowy, a to skierują kogoś niekompetentnego na zastępstwo, a to wyświetlą film (tzw. nauczyciel-zastępczy) itp. W końcu nauczyciel, też człowiek, więc gdzieś i kiedyś musi się napić kawy czy herbaty. Nie po to dyrekcja zainstalowała elektroniczny zamek z kodem szyfrowym w pokoju nauczycielskim, by uczniowie jak intruzi pałętali się i wiecznie czegoś od nich chcieli. Tak więc, drogi narodzie, trzeba skończyć z tymi obibokami, dołożyć im nawet podwójnie liczbę godzin pracy, a raczej przebywania w miejscu pracy, odebrać wszystkie możliwe przywileje i niech poczują, co to znaczy dobra korporacja, z dyrektorem z pejczykiem, śmieciowymi umowami, ustawicznym lękiem o potencjalną utratę miejsca pracy, czyli spotkań ze znajomymi.

Spójrzmy zatem dzięki interpelacji posła Przemysława Wiplera, kto czuwa nad zarządzaniem oświatą w Polsce i kto obsługuje tych, którzy realizują te zadania? Zatrudnienie według stanu na dzień 31 grudnia 2011 r. w Ministerstwie Edukacji Narodowej oraz jednostkach organizacyjnych podległych ministrowi wyniosło 1491 etatów. Od 2008 r. , kiedy to władzę objęła w tym resorcie Platforma Obywatelska wraz z PSL stan zatrudnienia wzrósł o ponad 200 etatów, gdyż w 2008 r. było 1210 etatów. Brawo! Niech MEN jeszcze ponarzeka o przeroście zatrudnienia w szkolnictwie, w przedszkolach, czyli na pedagogicznym froncie, a po cichu powiększa armię urzędników, ekspertów, doradców, utrzymuje gabinet polityczny, by nie było wątpliwości, że oświata jest podporządkowana (częściowo jak w PRL) interesom politycznym będącej u władzy partii.

Ile kosztuje utrzymywanie armii urzędników, których wpływu na jakość edukacji nie chce zbadać naukowo Instytut Badań Edukacyjnych, bo musiałaby to być także częściowo autodiagnoza, nie wiemy? W 2011 r. MEN wydało tylko na umowy o dzieło i umowy zlecenia ok. 3,2 mln zł. Kwoty wydatkowano głównie na wynagrodzenia dla rzeczoznawców. Samo zaś Ministerstwo Edukacji Narodowej i jednostki organizacyjnie podległe ministrowi tego resortu na podstawie umów o dzieło i umów zlecenia wydatkowało w 2011 r. 99 mln.371 tys. zł. Posłowi nie wyjaśniono, ile wyniosły łącznie płace prawie 400 pracowników MEN, a przecież wiadomo, że kwoty wydatkowane na ten urząd w większości dotyczą tego zobowiązania. Ci, którzy przed wyborami upubliczniali stan swojego majątku, po odejściu z resortu już tego nie uczynili. Łatwiej jest zainteresować dziennikarzy tym, ile zarabia polski nauczyciel. Czy minister J. Pitera zajmowała się lobbingiem w oświacie i szkolnictwie wyższym, korupcją, która tych resortów nie ominęła? Raportów na ten temat nie mamy. Mamy natomiast śledztwa dziennikarzy, którzy donoszą z frontu:

"Sprawdziliśmy ich pensje i godziny pracy. Okazuje się, że rzadko kiedy biorą "gołe etaty" , dorabiają głównie nadgodzinami. A ich zarobki zależą nie tylko od doświadczenia, lecz także od miasta, w którym pracują" (GazetaPraca.pl z dn. 9.07.2012). Oczywiście, nauczyciele są tak pazerni, że "rzadko kiedy biorą "gołe etaty", bo skoro mają tak niskie pensum, to muszą dorobić na BMW i wykończanie własnych willi. A ile zarobili urzędnicy MEN na udziale w projektach unijnych, niezależnie od pobierania własnych "głodowych" pensji?

8 komentarzy:

  1. Nie zapominajmy o KO. Kiedyś wspierali i pomagali, teraz tylko kontrolują

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zapominajmy o ODN i WCDNach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku ODN są one podległe UM, a nie bezpośrednio MEN i niestety ich sytuacja jest coraz trudniejsza. Bardzo dobra kadra pracowników, edukatorów, specjalistów, nauczycieli konsultantów i współpracujących z nimi doradców metodycznych w ostatnich 10 latach drastycznie zmalała.
      Powód - ciecia budżetowe i polityka rządząca edukacją.
      Niestety szykowane jest nowe rozporządzenie dotyczące ODN, które preferować będzie m.in. przyznawanie akredytacji placówkom niepublicznym z kadrą w większości na niskim poziomie.
      Smutne są losy ODN, które przez kilkadziesiąt lat stanowiły prężne miejsce wspierania nauczycieli (m.in. dzięki takim programom jak TERM, Nowa Szkoła, Kreator, itp.), a obecnie próbuje się je sprowadzić do roli organizatora szkoleń zlecanych wykonawcom z zewnątrz.
      Dla polityków ważne są pieniądze, a nie poziom edukacji...
      Słabo wykształconym narodem łatwiej jest rządzić, a skłócić jak widać bardzo łatwo.

      Usuń
  3. Zadziwiające, że jeżeli są publikowane stawki, jakie zarabiają dziennikarze z wiodących mediów lub tzw. "celebryci" z wątpliwym wykształceniem, to jakoś nikt im do portfela nie zagląda i nie rozlicza ich z gaży w różnego rodzaju kampaniach PR i reklamach. Natomiast jakoś dziwnie nauczyciele są postrzegani jako grupa zawodowa, która niewiele pracuje w stosunku do zarabianych pieniędzy. Ogólnie jest to praca bez perspektyw na awans finansowy wyższy niż 4 tysiące brutto dla nauczycieli z wieloletnim stażem i najwyższymi kwalifikacjami. Dodam, że 4 tysiące pln, to stawka, której oczekują absolwenci szkół wyższych, szczególnie "chodliwych kierunków".
    Ponadto znam wielu byłych nauczycieli którzy obecnie mniej pracują w lepszych warunkach i zarabiają więcej... owszem byli to kiedyś najlepsi nauczyciele, którzy odeszli ze szkoły, bo mieli dość reform i biurokracji. A ponieważ są ludźmi odważnymi, kompetentnymi i przedsiębiorczymi byli w stanie poradzić sobie w warunkach rynkowych. Tylko szkoda, że Ci najlepsi ze szkoły uciekają... bo i któż pozostaje by uczyć dzieci, także dziennikarzy tropiących zarobki pedagogów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zapominajmy również o menowskim Ośrodku Rozwoju Edukacji (ORE) z p.o. dyrektorem, trzema wicederektorami i 20-wydziałową strukturą (istne ministerstwo-bis) i o posadach animatorów jego sztandarowego projektu "System Ewaluacji Oświaty - Nadzór Pedagogiczny" (www.ore.edu.pl, www.npseo.pl), a także o uzupełniającym pomyśle Era Ewaluacji realizowanym równolegle w ramach tzw. travail prive (www.eraewaluacji.pl).
    Łączę pozdrowienia,
    Eugeniusz Rudnik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualny (od ponad pół roku!) p.o.dyrektora ORE to fachowiec pełną gębą - jeszcze w roku 2010 był sekretarzem małej wiejskiej gminy koło Radomia, no ale za to jest,wraz żoną z MEN(odpowiedzialną za osławione KIPU i IPETY!), z PSL...;-)

      Usuń
  5. Wyznaczona przez Parkinsona granica liczby personelu, powyżej której instytucja zajmuje się już wyłącznie sama sobą, wynosi tysiąc!!!Tu ta granica jest znaaacznie przekroczona i ... rzeczywiście - MEN zajmuje się głównie problemami, które sam tworzy!!!
    Nota bene tego personelu jest znacznie więcej, niż było w chwili gdy rolę organów prowadzących szkoły przejęły samorządy. Teoretycznie w tym momencie personel zarówno MEN jak kuratoriów powinien zostać drastycznie zredukowany - nie został.
    I jeszcze jedno - stołek urzędasa jest (szczególnie w praktyce!) znacznie lepiej chroniony niż stosunek pracy nauczyciela w KN!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Panie Profesorze :-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.