środa, 20 czerwca 2012

Postfutbol w "Katedrze" nauk społecznych

Tego by się pewnie nikt nie spodziewał, tymczasem na rynku wydawniczym pojawiła się wielce obiecująca nowa oficyna pod nazwą „Wydawnictwo Naukowe KATEDRA”, która zainaugurowała swoją działalność znakomitym tytułem, wydanym na czas, w wygodnym dla czytelników formacie (mały, miękka okładka, a więc wygodny do zabrania ze sobą w podróż lub na działkę) no i w oryginalnym składzie autorskim. Oto profesor antropologii kultury Mariusz Czubaj wraz z doktorantem Jackiem Drozdą i trenerem oraz analitykiem piłkarskim Jakubem Myszkorowskim wydali książkę pt. POSTFUTBOL. ANTROPOLOGIA PIŁKI NOŻNEJ”.



Wprowadzenia dokonał niekwestionowany autorytet naukowy w tej dyscyplinie prof. Wojciech J. Burszta, dla którego tekst książki stał się dodatkową okazją do wspomnień i nostalgicznych ewokacji z czasów, kiedy – jak pisze – sam był uczestnikiem boiskowej communitas, toteż najchętniej sam opowiadałby o tym w nieskończoność. A jednak, to nie on dokonuje tej narracji, tylko przedstawiciele trzech pokoleń połączonych wspólną pasją odczytywania kulturowych znaczeń, jakie wpisują się w świat piłki nożnej od czasów jej powstania i rozwoju w perspektywie kultu amatora, poprzez jej paleotechniczny raj aż po ponowoczesny futbol, czyli postfutbol (nie kojarzyć proszę tego z religijnym pojęciem postu).

Książkę czyta się „jednym tchem”, gdyż wciąga nie tylko fascynującą narracją, analizą zjawisk, które dotychczas przeciętnemu (w sensie statystycznym) kibicowi nawet nie przyjdą na myśl, ale i odsłoną kulis piłki nożnej wraz z towarzyszącą jej oprawą. Mimo tego, że dla każdego chłopca piłka nożna jest tylko grą, którą feministki usiłowały zdewaluować jeszcze przed EURO 2012, gdyż ich zdaniem bieganie 22 spoconych mężczyzn za czymś okrągłym przyczyni się jedynie do zwiększenia procederu prostytucji, to jednak antropolodzy kultury pokazują to, co jest dla nas niewidoczne. Piszą o tym, co tworzy zupełnie nowe wymiary kultury w naszym codziennym życiu prywatnym, społecznym i zawodowym. Ich agresja chyba jeszcze bardziej wzrośnie po lekturze tej książki, bowiem jej autorzy piszą także o tym, dlaczego piłka nożna ma płeć kulturową, czyli o powodach i mitach stwarzających bariery dla kobiet w tym sporcie. Zwolennicy Ruchu Janusza Palikota i SLD -Leszka Millera dowiedzą się przy tej okazji, kto był pierwszym powszechnie znanym gejem wśród piłkarzy mimo jakże typowego przekonania, że jest to dyscyplina hetero-, macho- i metro-centryczna.

Genialny pomysł badawczy został zrealizowany w niezwykle subtelny, jak dla naukowców sposób, bowiem tę książkę może przeczytać każdy, kto w ogóle nie studiował ani humanistyki, ani nauk społecznych czy tym bardziej nauk o kulturze fizycznej. To jest publikacja napisana językiem naukowym, ale w taki sposób, by nie zrazić do przekazywanych treści każdego miłośnika sportu. Tak więc i akademicy znajdą w niej fundamentalne dla science odniesienia do źródeł i liderów światowej wiedzy o tym sporcie zespołowym, podobnie jak jego komentatorzy, animatorzy czy kibice.

Polacy, nic się nie stało! Sromotnie przegraliśmy Euro 2012, ale za to, ile zyskaliśmy przy tej okazji – przejezdne autostrady, nową infrastrukturę sportowo-turystyczną, nieco zmodernizowane koleje i lotniska, no i odzyskaliśmy na czas tych „igrzysk” wspólnotę narodową, patriotyczną, które tak bardzo potrzebne są każdemu narodowi, każdej wspólnocie w czasach kryzysów, podziałów i konfliktów.

Nic tak bardzo nie jednoczy ludzi, jak własna drużyna walcząca w ich imieniu o godność zwycięzcy. A Polacy zwyciężyli już przed Euro 2012, skoro pojawiły się także w świecie nauki, projekty opisania tego, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Sam mam coraz więcej studentów, którzy w mijającym roku akademickim zgłaszali chęć napisania prac dyplomowych o aktywności wychowawczej czy samowychowawczej młodzieży w ramach pasjonującej ich dyscypliny sportowej. Być może zatem właśnie dzięki Euro 2012 mamy książkę o postfutbolu!

Nie zdradzę treści tej rozprawy, bo w tym przypadku byłoby tak, jakbym opowiedział przed pójściem Państwa do kina na sensacyjny film, kto, kogo i dlaczego zabił oraz czy został z tego tytułu pojmany i ukarany. Nic z tego. Warto sięgnąć po ten antropologiczno-kulturowy „kryminał”, bo w istocie zaczyna się on od niezwykle intrygującego zdania: dzieje piłki nożnej nie rozstrzygają się na boisku podczas finałowego meczu o mistrzostwo świata lub kontynentu, ale w zaciszach gabinetowe i przy negocjacyjnych stołach”.(s. 15) Mam nadzieję, że czytający moją zapowiedź książki pracownicy IPN lub prokuratury nie wszczną postępowania z urzędu, chociaż mające miejsce konferencje prasowe polityków (Solidarna Polska) na temat potrzeby przygotowania raportu o sytuacji w Polskim Związku Piłki Nożnej, a nawet sygnalizowany przez PiS projekt nowej ustawy tego dotyczącej.

Dzięki temu studium dowiadujemy się, dlaczego postfutbol wiąże się z technopolizacją i cyborgizacją futbolowych doświadczeń, koneksjami, które dokonują się między piłką a obszarami ekonomii, polityki, marketingu, reklamy i sportowego wizerunku, przemysłu, neotelewizją, a zarazem konserwatywną postawą władz FIFA i UEFA wobec propozycji wykorzystania nowych technologii do rozstrzygania o kontrowersyjnych golach, faulach, rzutach rożnych itp. Wytrawni poszukiwacze nowych metafor i teoretycznych podejść w badaniach podstawowych w humanistyce znajdą tu odniesienia socjokulturowe do postrzegania piłki nożnej jako sportu okrucieństwa, przemocy, panoptykonu, sprytu i przebiegłości nie tylko zawodników, przestrzeni dla karnawalizacji, ale i mistyfikacji, dynamicznego rozwoju edukacji, demokratyzacji lub szlachetnego elitaryzmu.



Przywołana tu narracja futbolowa Władimira Proppa z jego schematem konstruowania przez kibiców przegranej drużyny bajki magicznej, by podtrzymać legendę o szczególnej mocy własnej drużyny, pozwoli nam znieść gorycz porażki sprzed kilku dni. A może komuś spodoba się odpowiedź Kupera i Szymanskiego na pytanie, które nie mogło mieć przecież w czasie jej powstania związku z wynikiem meczu Polska-Czechy, dlaczego ten model budowania tożsamości – w oparciu o poczucie, że zwycięstwo się należy, ale nie jest ono możliwe wskutek nagromadzonej złej woli wokół nas – jest tak żywotny.(s. 50) Ba, antropolodzy ujawniają także kulturowe kulisy nie tylko stadionu, ale i przestrzeni szatni w przerwie między rozgrywanymi połowami meczu.

Dziękuję też autorom tej książki za wyjaśnienie powodu, dla którego piłka nożna ma angielskie korzenie, ale francuską jakość. Zrozumiemy dzięki temu, dlaczego Brytyjczycy, tak jak Polacy, nie potrafią uczyć się na własnych błędach, w związku z czym to inni zbierają laury za ich innowacyjność. Są w tej książce także Polonica demistyfikujące powody, dla których władza ludowa okresu PRL w brutalny sposób zmieniła semantykę ligi piłkarskiej, proletaryzując nazwy klubów piłkarskich o tradycjach niepodległościowych oraz dlaczego kardynał Karol Wojtyła mógłby nie zostać wybrany papieżem, gdyby w 1978 r. polska drużyna pokonała w finale Niemców. Wątek „co by było, gdyby” bardzo mnie ucieszył, bo dzięki niemu okazuje się, że antropologia kulturowa jest na tym samym poziomie naukowości, co pedagogika.

Po tej lekturze, której treść znakomicie koresponduje z rozprawami pedagoga prof. Zbyszko Melosika z UAM w Poznaniu (zob. Tożsamość, ciało i władza w kulturze instant, IMPULS, Kraków 2010) na temat roli i miejsca popkultury oraz ciała, cielesności i władzy w ponowoczesnych społeczeństwach, sam zastanawiałem się nad tym, czy włókna mięśniowe w mięśniach moich nóg są szybkokurczliwe czy wolnokurczliwe, a tym samym czy mam jeszcze szansę zaistnieć w piłce nożnej już jako kibic.
Wszechobecność ciała kibicowskiego miesza się w tej rozprawie z oralnością piłkarskiego spektaklu i sportowego przemysłu, stadionowa nagość z ujarzmianiem przez władze kibolizmu w „strefach kibica”. Ucieszyła mnie przy tym konstatacja naukowców, że ciało kibica jest podmiotowe, a ciało piłkarza utowarowione, choć zarazem pozbawione potencjału ułomności. Zrozumiałem także jaka jest różnica między dziesiątkami tysięcy graczy, którzy potrafią wykonać każdy element techniczny w komfortowych warunkach w porównaniu z Lewandowskim, który w czasie mistrzostw, osamotniony w ataku pozycyjnym mógł (?) korzystać z tych umiejętności w warunkach ostrej rywalizacji.

Antropokulturowa opowieść o piłce nożnej wbrew przedmiotowi swoich dociekań, nie jest dziełem zamknięty, z introdukcją, rozwinięciem i kodą, gdyż dopiero teraz można ją rozwijać na wszystkie z możliwych w naukach społecznych sposoby. Także specjaliści od dziennikarstwa, komunikacji społecznej i mediów dowiedzą się o regułach mówienia i pisania o piłce nożnej w świecie, o jej herosach i postaciach tragicznych, wynoszonych pod niebiosa i wykluczanych z własnych drużyn przez jej kibiców. Zachęcam do lektury, bowiem jest ona nie tylko wyjątkowa w warstwie merytorycznej, edytorskiej i stylistycznej, ale także pedagogicznej. Do niektórych wątków będę zatem jeszcze powracał, bowiem świat piłki nożnej, który tak bardzo zmienił się z romantycznej i bezinteresownej rywalizacji w swoistego rodzaju przemysł, często pozbawiony etycznych zasad, jest zbieżny z tym, co dzieje się w polskim szkolnictwie powszechnym i wyższym. Tymczasem „Wydawnictwo Naukowe Katedra” zapowiada już kolejny, intrygujący tytuł - Wspólnota symboliczna. W stronę antropologii nacjonalizmu. Premiera w lipcu tego roku, tak więc wakacje mam antropologiczno-kulturowe.

10 komentarzy:

  1. Wojciech Burszta podobnie jak Tadeusz Gadacz przestali być "niekwestionowanymi autorytetami naukowymi" w momencie popełnienia plagiatu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Burszta). Mogą być specjalistami w swoich dziedzinach, ale od autorytetu oczekuje się zdaje się również wysokich standardów moralnych, których nie dopełnili...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy to Wikipedia jest nośnikiem obwieszczeń prawnych? Anonimowy chyba sam ma problem ze standardami moralnymi, bo w takim przypadku też należałoby ich przestrzegać. Nie znam wyroku jakiegokowliek sądu w Polsce w powyższej sprawie.

      Usuń
    2. Właśnie miałem napisać o tych plagiatorach, których tutaj nazywa się "niekwestionowanymi autorytetami", uprzedziłeś mnie :)
      A z kolei konferencje TED są traktowane z lekceważeniem i wyższością :>

      Usuń
  2. Jasne, najlepiej przypisać brak standardów w odpowiedzi - typowo polskie... Jakoś ataki red. Wrońskiego - zawsze bez sądu - Panu nie przeszkadzają? A tu problem, bo nazwiska takie a nie inne? Jest recenzja Woleńskiego ze szczegółowo udokumentowanymi zapożyczeniami, jest przyznanie się Burszty... Sąd tu nic nie zmieni, a ci uczeni są skompromitowani

    http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/pdf/diam23wolenski.PDF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Red. M. Wroński informuje po sprawach , które toczą się w trybie administracyjnym i akademickim. Tak więc proszę nie odwracać uwagi od własnej postawy. Dlaczego Anonimowy nie przytacza wypowiedzi w ich sprawie prof. Gadacza czy prof. Burszty? Dlaczego nic nie pisze o reakcjach środowisk akademickich, a nie jednego prof. Wolańskiego?

      Usuń
  3. Książki o postfutbolu nie napisał prof Burszta. Jest rzeczywiście znakomita. Przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem. Mnie nie przeszkadza to, że dla kogoś, a w tym przypadku dla blogera, prof. Burszta jest niekwestionowanym autorytetem w antropologii kulturowej. Dala mnie też nim jest. Ciekawe w czym jest autorytetem anonimowy, że tak go rozdrażniło akurat to określenie profesora?

    Edyta

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozmawiajmy o faktach, nie reakcjach "środowisk". Proszę przeczytać kilka pierwszych stron recenzji Woleńskiego nie Wolańskiego) - tu nie ma miejsca na relatywizm. A jeśli takie rzeczy Panu nie przeszkadzają, to proszę dać spokój tym wszystkim "słowackim habilitowanym" - mierzmy wszystkich jedną miarą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy nie przedstawia wszystkich faktów. Taka jednostronność budzi moje zdziwienie właśnie w kontekście moralnym. Tylko tyle. Istotnie, bład czeski, bo miałem na uwadze prof. Woleńskiego, a nie Wolańskiego. Nie ma co się tak bardzo czepiać tego błędu.

      A propos czeskie czy słowackie habilitacje - nie mają tu nic do rzeczy. W ich przypadku przedstawiam dane, które mają swoje administracyjne i akademickie - proceduralne potwierdzenie.

      Usuń
  5. Nikt, kto uczciwie przyzna się do własnego błędu nie jest skompromitowany...tak mnie uczyła mama i z taką też postawą idę przez świat...a opinie przepełnionych jadem mnie nie interesują.

    OdpowiedzUsuń
  6. ale tego anonimowy nie wie, nie akceptuje i z takim przesłaniem w świat nie idzie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.