sobota, 23 czerwca 2012

Niemcy roznieśli Greków, a obywatele roznoszą autorów podręczników oraz politykę MEN

"Ja i moja szkoła" to zbiór ćwiczeń dla uczniów edukacji wczesnoszkolnej, kształcenia zintegrowanego, który zawiera liczne błędy. Rodzice postanowili przerwać milczenie i walczyć z nieprzemyślaną strukturą i treścią niektórych zadań. To oni bowiem muszą reagować na dziecięcą bezradność w sytuacji, gdy ich zdaniem niektóre zadania rozmijają się z sensem i logiką. Co ma zrobić rodzic, kiedy dziecko pyta je:

Mamo, co znaczy - To mata Toma? (fot.1. ćwiczenie)




Jak pisze do mnie jeden z refleksyjnych rodziców, a zapewne edukowany w swoim dzieciństwie na zupełnie innym zestawie podręczników i zeszytów ćwiczeń: Są jeszcze ciekawe imiona w niektórych ćwiczeniach np. Otto, Momo, Atma. To jest dopiero edukacja kreatywna. Niech dzieci uczą się w tym kraju międzykulturowego podejścia. Może wkrótce przyjdzie do ich klasy dziecko o imieniu - Momo, albo Atma czy Otto. Takie imiona poznaje uczeń w pierwszym semestrze I klasy. A może to biuro podróży się reklamuje? :)


Powstała oddolnie, w opozycji do MEN, w dn. 19 maja 2012 Obywatelska Komisja Edukacji Narodowej zamierza utworzyć zaplecze eksperckie do wspomagania nauczycieli i rodziców, którzy pragną "przywrócić polskiej szkole jej cele zgodne z polską racją stanu". Utworzyły ją środowiska protestujące przeciwko reformie programowej kształcenia ogólnego w szkołach ponadgimnazjalnych. Prof. Jan Żaryn przedstawił w tym tygodniu na konferencji prasowej program dziania tej komisji, który przewiduje m.in. rozwijanie ruchu protestu przeciwko katastrofalnym zmianom w polskiej oświacie, kreującym szkołę o coraz niższych wymaganiach, której absolwenci prezentują coraz niższy poziom rzeczywistego wykształcenia, przeciwko zmianom prowadzącym w istocie do zanegowania polskiej tradycji edukacyjnej i demokratycznej".

Wzywa się zatem rodziców, nauczycieli i wszystkie osoby dobrej woli, by powoływali do życia w lokalnych społecznościach - przy szkołach publicznych i niepublicznych, szkołach wyższych, parafiach, w lokalnych środowiskach - koła Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej, koła narodowego i obywatelskiego sprzeciwu. Potrzebni będą specjaliści w zakresie prawa oświatowego, organizacji i finansowania edukacji, autorzy rzetelnych programów kształcenia, którzy zechcą poświęcić swój czas i wysiłek na działalność pro publico bono tak, aby szkole polskiej przywrócić jej cele zgodne z polską racją stanu - kształcenie i wychowywanie świadomych swych praw obywateli, zakorzenionych w polskiej tradycji, zdolnych przekazywać ją następnym pokoleniom"

To właśnie dzięki temu, jakże młodemu ruchowi protestu MEN zaproponowało kompromis obiecując, że moduł edukacji w ramach historii w liceach pt. "Ojczysty panteon i ojczyste spory" będzie w minimalnym wymiarze godzinowym obowiązkowy. Nie godzą się także na redukcję zajęć w liceach z fizyki, chemii, biologii oraz informatyki. Jak stwierdzono w czasie konferencji prasowej OKEN:

"W istocie rezultatem reformy jest fakt, że dwie ostatnie klasy liceum straciły charakter kształcenia ogólnego, co jest ruiną idei nauczania licealnego. W wieku 16 lat uczeń musi dokonać wyboru specjalizacji na całe życie. To wbrew logice współczesnego, szybko zmieniającego się świata - wiadomo, że dla młodych ludzi najważniejsza jest obecnie elastyczność, możliwość dopasowania się, ewentualnej zmiany kwalifikacji, do czego przydaje się rozległa wiedza ogólna. Tymczasem obecna reforma jest przysłowiowym przywiązywaniem szewca do kopyta, ograniczaniem młodemu człowiekowi możliwości wyboru w przyszłości, wpychaniem go w specjalizację w wieku, gdy jest on jeszcze za młody na dokonywanie takiego wyboru. Szkoła nie powinna przygotowywać do sprawnego rozwiązywania testów, tylko do rozwiązywania problemów, jakie niesie życie" -

Czy w sporze obywateli z MEN będą oni - przez analogię do ćwierćfinałowego meczu - Grecją czy Niemcami? To mata Toma?


(źródło: http://www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/eksperci-beda-wspomagac-nauczycieli-i-rodzicow,34254_2.html)

12 komentarzy:

  1. >"W istocie rezultatem reformy jest fakt, że dwie ostatnie klasy liceum straciły charakter kształcenia ogólnego, co jest ruiną idei nauczania licealnego. W wieku 16 lat uczeń musi dokonać wyboru specjalizacji na całe życie.<
    Jestem zażartym przeciwnikiem sposobu i fatalnej jakości(!!!) działania min.Hall.Zacytowany powyżej fragment tekstu OKEN jest jednak oczywistą brednią. Wobec postępów wiedzy oraz mnożenia się liczby dyscyplin naukowych potencjalnie(!) użytecznych życiowo jest bezsensem to, co autorzy nazywają "ogólnym nauczaniem licealnym" !!!Czyli nauka ponad 15 przedmiotów dość przypadkowo dobranych(inercja układu oraz interesy i koterie!) w śladowych ilościach z dominującymi przedmiotami o charakterze ideologiczno-propagandowym, jakim w polskim wydaniu jest np.historia. Jest to też sprzeczne z modelem, który obecnie występuje praktycznie we wszystkich krajach rozwiniętych!!!
    W tych krajach wymyślono też wiele sposobów na to, by uczeń, mając prawo i możliwość dokonywania wyborów, jednocześnie nie był skazany na wybór specjalizacji na całe życie!!! Położenie zresztą większego nacisku w swojej(!)edukacji na jakiś obszar umiejętności nie jest bynajmniej wyborem specjalizacji na całe życie. Moja znajoma jest mgr matematyki, a jednocześnie zrobiła doktorat i habilitację z psychologii i jest jedną z wąskiej grupy polskich psychologów o światowej renomie!!!
    Prof.pedagogiki UW Elżbieta Putkiewicz ukończyła wpierw fizykę na tej uczelni... Bynajmniej im to nie przeszkadza...;-)
    Faktem jest, że po humanistyce trudno zostać inżynierem czy fizykiem, ale to już zupełnie inna historia - potencjału intelektualnego tzw."humanistów" i umysłów ścisłych...

    OdpowiedzUsuń
  2. zapraszam na mojego bloga o mojej drodze na Harvard.

    www.mywaytoharvard.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam takich co tam się dostali i studiują lub już skończyli - blog jest raczej naiwny i o większości istotnych problemów nie mówi...;-)

      Usuń
  3. Anonim: Faktem jest, że po humanistyce trudno zostać inżynierem czy fizykiem, ale to już zupełnie inna historia - potencjału intelektualnego tzw."humanistów" i umysłów ścisłych...

    Oj, ale dlaczego od razu tak? - a jaki potencjał mają umysły ścisłe dla których humanistyka to wyłącznie lanie wody i gadanie czegokolwiek oraz nagminne mylenie wiedzy potocznej i własnych poglądów z konkretną wiedzą i umiejętnościami? Owszem w psychologii poznawczej i badaniach naukowych matematyka się przydaje i jestem pewna, że te osoby właśnie poszły w tym kierunku, ale tam, gdzie trzeba myśleć w sposób dywergencyjny i heurystyczny zupełnie nie - a tego właśnie umysły ścisłe nie są w stanie zrobić.

    Na marginesie, jeśli te osoby były takie utalentowane w swoich dziedzinach, to dlaczego nie zrobiły w tym kierunku kariery? Ciekawe też, jaki uniwersytet pozwolił osobie po fizyce na doktorat z psychologii, bo tam, gdzie ja studiowałam nie było to zupełnie możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >ale tam, gdzie trzeba myśleć w sposób dywergencyjny i heurystyczny zupełnie nie - a tego właśnie umysły ścisłe nie są w stanie zrobić.<
      Najlepszym przykładem niejaki Mickiewicz-w Wilnie studiował akurat ... matematykę i to z powodzeniem...;-)

      Usuń
  4. Anonim: "Najlepszym przykładem niejaki Mickiewicz-w Wilnie studiował akurat ... matematykę i to z powodzeniem...;-)"

    W czasach gdy A.Mickiewicz był na Uniwersytecie Wileńskim studiowanie samej matematyki nie było możliwe, bo podział na nauki szczegółowe wprowadził Auguste Comte dopiero w 1832 r. Ogólnie, to wszyscy wówczas studiowali filozofię w skład której wchodziły wszystkie pozostałe nauki, także matematyka.
    I z tego co wiadomo oprócz matematyki A. Mickiewicz studiował szereg innych nauk. A że pozytywizm wprowadził ostre podziały na nauki humanistyczne i ścisłe, a potem jeszcze następowała coraz większa specjalizacja wiedzy i w związku z czym ludzie zaczęli się uczyć tylko części tego, co powinni umieć jako ludzie wykształceni, to już inna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie Profesorze!

    Ciekaw jestem, czy autorzy i recenzenci niektórych podręczników (w tym podręczników metodycznych dla nauczycieli) kupili by te "dzieła" za własne pieniądze. O wiele łatwiej jest przymuszać ludzi do kupowania gniotów i czerpać z tego krzyści majątkowe (szczególnie w przypadku autorów i wydawców).

    Przykład eweidentnego gniota:
    W jednym z podręczników metodycznych (dla nauczyciela) z zakresu "Wiedzy o społeczeństwie" przedstawiono tezę, jakoby prokuratura należała do ... władzy sądowniczej. Ustrojodawca na ten temat zdecydował jednoznacznie w artykule 10 Konstytucji RP z 1997 roku:
    "1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.
    2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały."
    Jakim prawem eweidentni oszuści roszczą sobie prawo do tumanienia nauczycieli i zachęcania ich do pzymuszania uczniów do uczenia się błędów?

    Jeżeli nauczyciel uzyskał status funkcjonariusza publicznego, to dlaczego organy ścigania są bezczynne w ścigania za przekupywanie nauczycieli i szkół - np. kompletami podręczników dla nauczyciela, prowizjami za pośredniczenie w zbieraniu składek ubezpieczeniowych?
    Koncentrując się na samych podręcznikach: Ile z podręczników znalazło się w użyciu - przynajmniej w danej szkole lub klasie - za sprawą przekupienia nauczyciela (nauczycieli), np. darmowymi książkami?

    Jeżeli można ścigać korpucję w sporcie, to co - poza nastawieniem "(j)elit politycznych" - stać może na przeszkodzie ścinaniu karnemu sprawców oszustw edukacyujnych i praktyk korupcyjnych w oświacie?

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. W pełni zgadzam się z Panem. Trzeba było podać nawet dokładne dane tego podręcznika szkolnego. Stowarzyszenie Wydawców od dawna sygnalizuje korupcję wśród nadzoru pedagogicznego szkół (dotyczy to głównie niektórych dyrektorów i nauczycieli), ale pewnie ktoś stwierdził, że ma to cechy znikomej szkodliwości społecznej. Może jest inny powód? Może żony prokuratorów są nauczycielkami albo w pracują w nadzorze oświatowym? W końcu mamy ponad 600 tys, nauczycieli.

      Usuń
    2. Czy naprawdę jedyną receptą na złe funkcjonowanie "rynku podręczników" jest policja i prokurator???;-)

      Usuń
    3. Zgadzam się, że możba by odwołać się również do innych sposobów. Spośród rozwiązań prawnych, proponuję rozważyć skargi do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ponieważ zmowa wydawcy i nauczyciela (lub dyrekcji danej placówki edukacyjnej) można uznać za przejaw narzucania rozwiązań monopolistycznych kosztem konsumentów - uczniów, a zazwyczaj ich rodziców.

      Jeżeli uważa się, że "policja i prokurator" są złymi rozwiązaniami, to niech nauczyciele domagają się odebrania im ochrony prawnej właściwej funkcjonariuszom publicznym. Albo - albo: albo się jest funkcjonariuszem publicznym (ze wszelkimi konsekwencjami) - albo nie jest; albo jest się w ciąży - albo nie. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby jakiś policjant mógł zmuszać ludzi do kupowania określonych książek, bo dostał "odsyp" od wydawcy? Dlaczego pozwala się na to nauczycielom? Konstytucja RP przewiduje równość wobec prawa. Albo się Konstytucję szanuje, alo się nią pomiata - np. w celu chęci dalszego bezkarnego osiągania korzyści materialnych w sposób niegodziwy.

      Usuń
  6. Japolan: problem z błędami w podręcznikach wynika także z niekompetencji autorów i recenzentów. Skąd wiem? - np. na jednym ze szkoleń zwróciłam uwagę prowadzącemu Panu Profesorowi, że, źle wyjaśnia pewną teorię... i się obraził. Dodam, że teoria była z innej dziedziny niż on ma profesurę. Trzeba więc wiedzieć, że niekiedy osoby z tytułami mają poczucie kompetencji (omnipotencji naukowej) także w innych dziedzinach, o których nie mają pojęcia lub też mają pojęcie bardzo mgliste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak, takich, co to wiedzą lepiej, jest więcej od specjalistów, nie tylko wsród profesorów. Już kiedyś pisałem w blogu o tym, że nauczyciel może pracować w szkole publicznej bez podręcznika i nie musi tłumaczyć się z tego przed kimkolwiek. Jeśłi piszemy krytycznie po błędach w podręcznikach, to głównie po to, by ci, którzy nie potrafią samodzielnie z uczniami konstruować wiedzy z wykorzystaniem nioeprawdopodobnie bogatych jej źródeł, pozapodręcznikowych (te są korupcjogenne), zwrócili chociaż na nie uwagę. Być może są ich świadomi.

      Usuń