piątek, 22 czerwca 2012

Jak zdobyć profesurę pod "zamkniętym dachem futbolowego stadionu"?

-"Wspinaczka po profesurę - od upadków na kolana i ciosów w plecy do zaszczytów. Przewodnik satelitarny po karierze akademickiej" jest tylko pozornie żartobliwym Vademecum dla (niekoniecznie) ambitnych naukowców, którzy chcieliby zrobić karierę profesorską. Już sam podtytuł i okładka poradnika na temat tego, jak przeżyć w akademickim środowisku i zrobić w nim karierę, zapowiada dobry humor. Jego autorem jest profesor zwyczajny matematyki Gianfranco Gambarelli z Uniwersytetu w Bergamo, który pisze wiersze i eseje, a więc człowiek renesansowo podchodzący do swojej profesji. Można zapytać, a po co Polakom włoski przewodnik po świecie nauki, skoro w gorącej Italii nie ma habilitacji? Czego zatem możemy nauczyć się od il professore?



Książeczkę przetłumaczył profesor AGH Zbigniew Łucki, też matematyk, autor m.in. "Matematycznych technik zarządzania". Znakomicie, że są profesorowie, którzy potrafią o sprawach poważnych i trudnych mówić językiem łatwym, klarownym i zarazem żartobliwym. Mamy zatem publikację, której treść jest grą słów, skojarzeń, odniesień do realiów akademickich procedur, okraszanych żartem, wierszykami i ciekawymi metaforami. Jak pisze w zakończeniu wierszem G. Gambarelli:


Naprzód

Rosnąć, iść naprzód, piąć się,
przechodzić, wyprzedzać, dryblować
wierzyć, słuchać, rozkazów, walczyć,
nie widzę końca: naprzód, naprzód, naprzód;
szeregowiec-kapral-sierżant,
porucznik-kapitan-pułkownik,
generał jednogwiazdkowy - dwugwiazdkowy,
i do nieba;
nasienie -kiełek-pączek-stokrotka;
jajo-pisklę-kurczak;
uczeń-student-absolwent,
stażysta-pracownik-kierownik,
dyrektor-wielki szef,
emeryt.

(s. 129)


Nie traktowałbym tej popkulturowej książeczki jako poradnika, dzięki któremu rzeczywiście można zrobić karierę, bo wiele jest w niej banałów, oczywistości, choć i także humoru, ironii i dużego dystansu do niedostępnego dla wielu świata wielkiej nauki. Możemy jednak dzięki temu studium przekonać się, że i na południu Europy wcale nie podchodzi się z taką nabożnością do systemu bolońskiego. Także tam uczy się młodych adeptów tego, jak przechytrzyć proceduralizm, "zabezpieczyć sobie" karierę naukową, by móc po latach jej konsumowania pisać tego typu książeczki.

W kraju mamy pełno tego typu poradników na temat tego, jak przeżyć szkołę, jak wychować kota i męża, jak bić dzieci, jak oszukiwać w szkole lub jak przeżyć radę pedagogiczną. Gambarelli pisze o tym, co jest ważne przy doktoracie i dlaczego mimo różnych regulacji ustawowych nie da się zapewnić obiektywności ocen członków komisji. Dowiemy się też, jak utrzymać się przy szefie oraz co zrobić z donosicielstwem i zmową milczenia (nie tylko) w tym środowisku. Jest też rozdział o tym, jak przetrwać studentów, jak poradzić sobie z recenzentami oraz jak przygotować się do wygłoszenia referatu czy obrony pracy naukowej. Organizatorzy konferencji dowiedzą się też, jak poradzić sobie z maruderami czy przedłużającymi swoje wystąpienia.

Najzabawniejsza jest na końcu ta część książki, w której autor prezentuje lokalną zoologię akademicką. Już widzę oczami wyobraźni, kto spośród znanych mi osób mógłby być zaliczony do "szarańczy" lub "fagocytów", kto byłby "gołębicą" a kto "wężem". W ogólnej zoologii akademickiej znajdą się też sklasyfikowani akademicy jako "kukułki", "aniołki", "bąkojady" i "zajączki".

Niektórzy, choćby nie wiem, jak się starali, biegali po boisku, strzelali w kierunku bramki przeciwnika, faulowali, zabiegali o względy sędziego bocznego czy nawet głównego, to jednak pod zamkniętym dachem pseudo akademickiej szkoły wyższej, z kiepskim trenerem i prezesem small biznesu tylko się spocą, nabiegają, stracą siły, a gola nie zdobędą. Jak Czesi we wczorajszym meczu z Portugalią.

8 komentarzy:

  1. Ostatnio moja sąsiadka powiedziała mi, że jej przełożony z Instytutu stwierdził kiedyś, iż "Karierę naukową robi się po trupach". Mając na uwadze "nieżyciowe" przepisy dotyczące procedur nadawania stopni naukowych wiele w tym racji :)

    A co się tyczy zoologicznych aspektów uczelni, to z różnych doświadczeń wiem, że wół roboczy/dojna krowa, który najwięcej pracuje i przynosi najwięcej korzyści, zwykle po zaoraniu i wydojeniu idzie pod topór rzeźnika. Natomiast nad padliną dobrze się wiedzie sępom i hienom. Nadto wszelkiej maści zwierzętom posiadającym zdolność naśladownictwa, w tym szczególnie różnym gatunkom małp oraz mimikry - co oznacza umiejętność adaptacji do środowiska i identyfikowania się z każdą władzą oraz systemem (zjawisko mimikry kulturowej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "fajnego" ma przełożonego. Czy wyliczył jej te trupy? A jak się nazwya taki profesor w ZOO , który pożera trupy, czyli padlinę? Czy koleżankę potraktował jako tę, po "której też przeszedł"?

      Usuń
  2. A zna Pan Profesor starania docenta Furmana o profesurę? :)
    http://www.youtube.com/watch?v=9_YV7MZigKQ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DOCENT FURMAN - ALTERNATYWY 4 - znakomite! Co tam Słowacja!

      Usuń
  3. Profesura Profesurą, najpierw jednak trzeba zdać egzamin semestralny, które coraz częściej wyglądają u mnie mniej więcej tak:

    http://www.youtube.com/watch?v=DzERRon-Rn4

    ...przypuszczam, że u Pana wygląda to niekiedy podobnie

    Dariusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niestety - z perspektywy Pańskiej hipotezy - jest Pan w błędzie. Musi Pan poszukać w Youtube coś innego.
      Ta scena jest mimo to fajna. Też musiałem zaliczać dydaktykę z 5- na 5.0. Przydało się. Przynajmniej sam tak nie traktuję swoich studentów.

      Usuń
  4. Panie Profesorze nie chciałem Pana urazić przywołując zamieszczoną scenę. Ja również nie traktuje swoich studentów w taki sposób...niestety wypowiedzi na forum nie potrafią niekiedy zdradzić naszych intencji, co nie zmienia faktu, że Heidegger faktycznie rozgromił dzisiaj Heraklita. Przepraszam za ewentualną insynuację

    Dariusz

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma problemu. Greków mi było żal, ale mimo wszystko pięknie walczyli.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.