wtorek, 22 maja 2012

Czyżby kreatywna statystyka w propagandzie MEN?

Zdaniem minister edukacji narodowej Krystyny Szumilas - sześciolatki są już w ponad 90. proc. szkół podstawowych. Podjęta przez resort oświaty kampania informacyjna na temat korzyści z obniżenia wieku szkolnego powinna ten wskaźnik jeszcze poprawić od 1 września. (http://www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/,32893.html)

Nie wiem, kto kpi sobie z polskiego społeczeństwa - dziennikarze, którzy nie potrafią słuchać, czytać, analizować czy może nadal w MEN uprawia się kreatywną statystykę, do której kilka miesięcy temu przyznał się b. rzecznik prasowy tego resortu? Jeśli prawdą jest, że aż tak wysoki odsetek dzieci w wieku sześciu lat jest już w szkołach publicznych, to jak to jest możliwe, że tylko w województwie łódzkim wskaźnik ten wynosi zaledwie 20%? A może kreatywność medialna takiego komunikatu, który ma charakter prymitywnej manipulacji polega na tym, że nie podaje się informacji, gdzie jest 90% sześciolatków w szkołach? Może w jakiejś gminie? A może w jakimś województwie? Nie jestem jednak przekonany, że w całym kraju. Minister edukacji K. Szumilas też tego nie powiedziała, ale za to jak brzmi! Na konferencji prasowej w Kielcach w ub. tygodniu w piątek, minister sama przecież stwierdziła: "Paradoksem jest to, że samorządy mówią iż szkoły są przygotowane do przyjęcia sześciolatków, natomiast ta opinia nie jest powszechna wśród rodziców".(tamże) O co tu chodzi? O opinię rodziców na temat nieprzygotowania szkół, czy może o nieprzygotowanie szkół do przyjęcia sześciolatków?

To w końcu szkoły są przygotowane na przyjęcie sześciolatków, czy nie są? Jaką rolę odgrywa w tym opinia rodziców, która jest rozbieżna od tej, jaką mają na ten temat samorządy? Oczywiście, do września można jeszcze tu i ówdzie zastosować ukryte formy nacisku, presji, przymusu na tych i owych, więc wskaźnik ulegnie podwyższeniu. Tylko czy chodzi tu o wskaźniki, czy o nasze dzieci? Czy chodzi tu o kolejną wygraną kampanię informacyjną MEN (jaka piękna nazwa, prawda?), czy może o uczciwe dane na ten temat? Co kryje się za stwierdzeniem minister edukacji, że oto dyrekcje przedszkoli i szkół mają wspólnie rozmawiać z rodzicami sześciolatków o tym, jak przedszkole ma przygotować dziecko do pójścia do pierwszej klasy i jak szkoła ma udowodnić, że jest dobrze przygotowana na jego przyjęcie?

To prawda, że bez akceptacji rodziców nie należy przeprowadzać reform czy zmian oświatowych, których ofiarami lub beneficjentami mają być ich dzieci, gdyż one nie są własnością ani państwa, ani MEN, ani samorządów. Ktokolwiek wpadł w MEN na pomysł, by zorganizować Konkurs "Mam 6 lat", w którym rodzice mieli pokazać jak przygotowywać dzieci i szkoły do obniżenia wieku szkolnego, powinien się zastanowić, w jakiej akcji propagandowej właśnie bierze udział.

Oto fakty z terenu, a nie z wirtualnych marzeń polityków: prezydent jednego z miast zamierza utworzyć zamiast 3 klas pierwszych – w ramach oszczędności dwie klasy 34-osobowe dla ośmiolatków(sic!), 28-osobowe dla siedmiolatków, zaś resztę wygospodarowanych w ten sposób miejsc przeznaczy na sześciolatków. W innej gminie dzieci w szkolnych oddziałach przedszkolnych po odbyciu 5-godzin podstawy programowej stoją w drzwiach szkoły, bo samorząd nie zorganizował dla nich opieki świetlicowej. Tak więc zbiorczo i chyba według grafiku rodziców na przemian grupki dzieci odbierają ciocie, bacie, wujkowie czy znajomi. Jak pisze do mnie jeden z rodziców: jest tu widoczna "straszna obłuda i to trzeba przyznać wspaniała paleta zagrań socjotechniczno - socjologicznych ekipy PO. Napuszczanie ludzi na siebie: rodziców 2-3 latków na rodziców 6-latków, że ci ostatni nie posłali swoich pociech do szkoły!"


Na zakończenie coś o manipulacji danymi, bowiem często słyszymy o niżu demograficznym w naszym kraju. GUS tymczasem informuje:
W końcu 2010 roku liczba ludność Polski wynosiła 38200 tys. osób, jednocześnie wstępne wyniki spisu ludności i mieszkań wykazały, że w dniu 31 marca 2011 r. w Polsce mieszkało 38,3 mln. osób, tj. o ok. 0,3% więcej. Dynamika zmian liczby ludności w dekadzie 2001-2010 była bardzo zróżnicowana zarówno co do skali jak i kierunku tych zmian – średnioroczna stopa ubytku ludności wynosiła minus 0,14% (od -0,08% w 2006 r. do +0,09 w 2010 r.).

W minionym 2011 roku odnotowano dodatni przyrost naturalny ludności; szacuje się, że urodziło się o ok. 15 tys. dzieci więcej niż wynosiła liczba zgonów. Przeciętnie - na każde 10 tys. ludności - przybyły 4 osoby (rok wcześniej 9, a na początku lat 90-tych XX stulecia było to ponad 40 osób).

W latach 90-tych wielkość przyrostu naturalnego malała wraz z obniżaniem się liczby urodzeń, w okresie 2002-2005 odnotowywano ubytek naturalny - największy w roku 2003, kiedy urodziło się o ponad 14 tys. dzieci mniej niż odnotowano zgonów.
Współczynnik przyrostu naturalnego jest zdecydowanie wyższy na wsi – w 2010 r. wyniósł 1,4‰, w miastach 0,6‰.
"

To chyba są jedyne prawdziwe dane o zjawiskach społecznych w naszym kraju.




9 komentarzy:

  1. Sama Prawda ,Dziękuję Pozdrawiam MK>

    OdpowiedzUsuń
  2. sześciolatki są już w ponad dziewięćdziesięciu % szkół podstawowych (i to akurat może być prawdą) a nie dziewięćdzisiąt % sześciolatków jest w szkołach (co prawdą na 100% nie jest)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jest akurat cytat z wypowiedzi pani minister K. Szumilas. Chyba, że dziennikarze źle odtworzyli jej wypowiedź. To, że ponad 90% sześciolatków jest objętych edukacją, także dla mnie nie ulega watpliwości. Gorzej, kiedy celowo manipuluje się tym wskaźnikiem w przytoczony tu sposób.

      Usuń
  3. Panie Profesorze, z większością tez zawartych w Pana komentarzu się zgadzam, jednak muszę sprostować jedną.

    Sześciolatki w 90% szkół, to nie to samo, co 90% sześciolatków w szkołach. Taką dezinformacyjną strategię stosuje MEN celowo, żeby wprowadzać społeczeństwo w błąd - mówiąc "półprawdę".

    Jest to oczywiście element propagandy.
    Tym samym wystarczyłoby, żeby w każdej szkole było po 1 sześciolatku - i już MEN ogłosiłby pełen sukces - 100 % szkół przygotowanych na 6-latki.

    Co oczywiście nie jest prawdą, bo zawsze istniały dzieci rozwinięte dużo powyżej przeciętnej, które szły do szkoły jako 6-latki. Żadna w tym zasługa obecnego MEN.

    Tego, że w tym roku zdecydowanie mniej rodziców wybiera dla swoich 6-letnich dzieci pierwszą klasę (gdyż widmo kumulacji roczników się oddaliło), MEN nie powie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz więcej rodziców mówi głośno NIE reformie. Coraz więcej rodziców żałuje, że pozwoliło swoim sześcioletnim dzieciom pójść do pierwszej klasy. Tym samym proszą dyrekcję o cofnięcie dziecka rok do tyłu! Czego zrobić nie można.
    O tym nikt nie mówi. Podaje się tylko nieprawdziwe informacje, które znakomicie manipulują społeczeństwem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może to prawda, że w 90% szkół są już 6-latki. Nawet wysoce prawdopodobne, że to prawda. Myślę, że przed reformą odsetek szkół, które gościły w swoich progach 6-latki wcale nie był znacząco mniejszy. Tajemnica tkwi oczywiście w sposobie podania tej prawdy: pominięciu informacji jaki odsetek 6-latków podjął w tych szkołach naukę w I klasie. A jaki korzysta wprawdzie z budynku szkoły, ale, tak jak przed reformą, uczy się w oddziale przedszkolnym przy szkole.

    W pobliskiej szkole 6-latki "są" od momentu wprowadzenia dla nich rocznego obowiązkowego przygotowania przedszkolnego. Utworzono wtedy dla nich oddział przedszkolny przy szkole. W tym roku powstały 4 takie oddziały. Nie udało się, mimo usilnych starań dyrektora, utworzyć ani jednej I klasy dla 6-latków. Nie było chętnych. Mimo to, szkoła oczywiście pasuje statystycznie do propagandowego "90% szkół, w których są już 6-latki". Choć ta akurat szkoła jest ewidentnym dowodem na niepowodzenie pomysłu obniżenia wieku obowiązku szkolnego...

    OdpowiedzUsuń
  6. Polski urzędas, jak jego poprzednik w PRL, jest głęboko przekonany, że o wie lepiej!!!A ludzie - no cóż świadomość nie nadąża za szybkim rozwojem...;-) Stąd oni w oświacie będą myśleć o tym jak rodziców zmanipulować, a nie o tym jak razem(!!!) z rodzicami dojść do optymalnych rozwiązań!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podejmuje głos trochę nie na temat....ale.Mieszkam w Gdańsku i zauważam masowe wręcz likwidowanie dobrze funkcjonujących placówek państwowych. Gmina usilnie chce pozbyć sie wrzodu jakim są pańswowe szkoły , przedszkola często zamieniajac je na prywatne lub budujac obok niepubliczne placówki. Doprowadzimy do tego ,ze uczyć w szkołach i przedszkolach będa przypadkowi ludzie bez kwalifikacji. Czy nie można przeciwstawić się temu bulwersującemu zjawisku. A może ktoś mądry powinien założyć Stowarzyszenie obrony państwowych placówek oświatowych.
    U nas równiez likwidując przedszkola kilka lat wstecz mówiono o niżu...a teraz do przedszkoli nie dostało sie ponad 11oo dzieci. Jak myślicie , dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  8. Pracuję w przedszkolu, uważam, ze to nie jest prawdą podawana statystyka MEN. Z naszego przedszkola na 30 dzieci pięcioletnich letnich tylko 1 idzie do szkoły. Tak samo prawie liczba wygląda w przedszkolach, w których pracują moje znajome nauczycielki. więc skąd taka statystyka.

    OdpowiedzUsuń