wtorek, 1 maja 2012

Bijemy rekord bezrobocia wśród magistrów m.in. pedagogiki i socjologii

W świetle danych DGP co dziewiątym bezrobotnym jest w naszym kraju absolwent wyższej uczelni, a w miastach, w których jest ponad dwadzieścia szkół wyższych, jak Warszawa czy Łódź bez pracy jest nawet co czwarta osoba po studiach. Pod koniec marca zarejestrowanych było blisko 236 tys. bezrobotnych z wyższym wykształceniem. To o ponad 9,9 tys. więcej niż w końcu ubiegłego roku. Od początku bieżącego roku liczba bezrobotnych zwiększyła się o ponad 159 tys. Jeśli dostrzeżemy, że co 9 osobą wśród studiujących, są studenci pedagogiki, to nie ulega wątpliwości, że właśnie dla nich nie ma ofert pracy i to oni w pierwszej kolejności zwrócą się o zasiłek socjalny. Wyższe szkoły prywatne, ale częściowo i publiczne w ramach studiów niestacjonarnych, kształcą za dużo socjologów, historyków, politologów czy specjalistów z zakresu marketingu i zarządzania.

Niestety, nie spostrzegłem w swoim mieście ani pierwszomajowego pochodu, ani kontrmanifestacji. Ulice były puste, jakby wszyscy wyjechali na wakacje. Pogoda rzeczywiście jest letnia. Wyższe szkoły prywatne w Łodzi informują na swoich stronach, że są nieczynne. Tak ich władze też świętują, zapewne grillują, bo przecież spokojne są o zbliżającą się rekrutację na studia. Jakoś nie działa żaden klub studencki, nie widać żadnej aktywności młodych ludzi - ani demonstrującej radość bycia studentami, ani też protestującej przeciwko braku dla nich miejsc pracy. Im jest wszystko jedno, tak jak wszystko jedno jest ich nauczycielom akademickim (chociaż i to określenie jest zapewne na wyrost).

1 maja czczą święto pracą tylko ci, którzy ją szanują lub zabiegają o to, by ją posiąść. Otrzymałem dzisiaj kilkanaście listów od moich najbardziej ambitnych studentów i doktorantów, którzy wykorzystują te wolne dni do nadrobienia zaległości. Powoli zbliża się koniec semestru, sesja egzaminacyjna, a dla niektórych koniec studiów. W Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapewne już się zastanawiają, co tu zrobić, żeby w Polsce nie wzrastało bezrobocie, bo to tylko kompromituje władze.

Mam pomysł, co zrobić, żeby nie było tak wysokiego odsetka osób bezrobotnych w wieku 19+ (to teraz modna symbolika). Należy wprowadzić do kierunków zamawianych przez nasze ministerstwo wymienione powyżej kierunki studiów, nawet z amnestią maturalną, tzn. że każdy, kto w tym roku nie zda matury, a ponoć szykuje się pogrom, będzie mógł wyjątkowo studiować bezpłatnie. Koniecznie należy uczynić kierunkiem zamawianym - i to tylko dla tych uczelni czy szkół wyższych, które "kształcą" on-line, kierunek: ETYKA. Przedmiot ten ma być nauczany w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych w ten właśnie sposób. Trzeba zatem zastosować metodę tym samym na to samo. Już widzę opracowane dla tego kierunku standardy kształcenia w ramach obowiązujących krajowych ram kwalifikacyjnych.

Wprowadzana deregulacja zawodów została przez rząd poszerzona o deregulację (denominację) poziomu wykształcenia, tak więc nie ma znaczenia, kto, gdzie, jak długo i co będzie studiował, byle tylko dał się zamknąć w murach jakiejś "wsp", albo zalogował się na platformie e-learningowej. Do pracy, rodacy, do pracy!

18 komentarzy:

  1. coś mi mówiło, że prędzej czy później napisze Pan o problemie, bo sprawa naprawdę jest poważna i naprawdę nie wiadomo co zrobić:(...niemniej tu i ówdzie powiadają, także że źle to dopiero będzie:(

    Oczywiście (prawie) żaden nauczyciel na studiach głośno tego nie w powie, bo strzeliłby gola we własną bramkę...i tu paradoks bo jako człowiek rozumiem dramat tych wszystkich studentów/absolwentów...ale dramat owych nauczycieli, którzy choćby mieli tytuły prof...hab...dr...poza uczelnią pracy też nie znajdą...

    p.s czy zna Pan Profesor jakiegoś Profesora, który pracowałby w jakiejś prywatnej firmie? (pomijając prywatne WSP)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam - lekarze, prawnicy, ekonomiści, socjolodzy, psycholodzy, informatycy itd.

      Usuń
  2. faktycznie, profesor medycyny sobie poradzi (prywatny gabinet), to samo prawnik (prywatna kancelaria...ekonomista może założyć firmę...ale cóż w świecie okrutnej, kapitalistycznej rzeczywistości może zrobić ze sobą Profesor socjologii...albo Pedagogiki...?

    gdzie ich mogą potrzebować?

    i wcale nie pytam złośliwie ani z ironią:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zostać prorektorem prywatnej szkoły i wspierać wyprowadzanie kasy do CUM. Jemu też coś skapnie.

      Basia

      Usuń
    2. I tu pojawia się myślenie wąskotorowe, które jest efektem kształcenia polskiej szkoły. Wiele ludzi uważa, że ludzie mogą robić tylko to co jest związane z ich wyuczonym zawodem, co jest absurdem.

      Przykładowo nic nie stoi na przeszkodzie, aby profesor czy doktor (np. pedagogiki czy socjologii) otworzył firmę szkoleniową albo został psychoterapeutą czy prowadził dodatkowo poradnictwo dietetyczne (brak uregulowania w Polsce), a warto zauważyć, że taka "dietka" kosztuje kilkaset złotych.

      Nauczyciel akademicki może zostać pośrednikiem nieruchomości, rzeczoznawcą, tzw. behapowcem, księgowym z własnym biurem czy doradcą podatkowym po maksymalnie 1,5 rocznym przeszkoleniu (podyplomowe studia; oczywiście w przypadku doradcy podatkowego trzeba zdobyć dodatkowe uprawnienia).

      Ponadto co złego byłoby, aby posiadał sieć żabek czy kolporterów, których jest właścicielem, zatrudniającym innych. Właśnie wspomniana franczyza, czyli dołączenie do jakiejś sieci jest szansą dla wielu ludzi, nie tylko doktorów i profesorów, ale i młodych bez pracy.

      Czy doktor czy profesor nie może mieć sklepu internetowego, nie może sprowadzać towarów z Chin czy USA i sprzedawać choćby na allegro, czy nie może otworzyć hurtowni?

      Wreszcie co stoi na przeszkodzie, aby doktor czy profesor otworzył warsztat naprawy samochodów - jeśli ma na to pieniądze i jest rozgarnięty - przecież nie musi się na wszystkim znać, może "kupić" pracę innych.

      Ponadto pedagog może otworzyć żłobek, przedszkole, szkołę lub założyć jakąś firmę, która będzie robiła badania społeczne.

      Jak widać możliwości jest wiele i nawet nie wyczerpałem wszystkich. Trzeba dodać, że bycie naukowcem nie przeszkadza w prowadzeniu powyższych działalności (po prostu napisze nieco mniej artykułów), no chyba, że ktoś pracuje na 4 uczelniach, ale wtedy nie potrzebuje dodatkowej działalności.

      Usuń
  3. Dla profesorów jest praca. Mogą pisać książki, prowadzić badania albo wejść do Sejmu czy do rządu, na funkcje doradcze lub założyć własne szkoły czy firmy konsultingowe lub diagnostyczne. O profesorów bym się nie martwił.

    OdpowiedzUsuń
  4. ok...tak czy siak problem dotyczy absolwentów głównie nauk społeczno-humniastycznych...istotnie jest tu problem i chyba nikt w tej chwili nie ma pomysłu jak ten problem rozwiązać:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tych dziedzin nauk dotyczy ten problem i głównie absolwentów I i II stopnia. Zaczyna się tez problem z absolwentami studiów III stopnia, ktorzy nie uzyskali stopnia naukowego doktora, albo uzyskali, ale uczelnie publiczne nie oferują im miejsc do pracy naukowej. Szkoły prywatne "kupują" doktorów głównie do prowadzenia zajęć dydaktycznych, bo z tego one się utrzymują i pisania wniosków o granty unijne, bo z tego żyją założyciele tych szkół.

      Ok. 30% osób studiuje na wspomnianych kierunkach dlatego, że rzeczywiście zainteresowani są podjęciem pracy zgodnej z nabytymi kwalifikacjami. Pozostałe 70% to osoby, które traktują studia jak przechowalnię, okazję do częściowego zycia na koszt państwa (zniżki na kolej, renty, możliwość zaciągania kredytów, stypendia socjalne i naukowe, itp.).

      Usuń
  5. Studia tzw."humanistyczne" są po prostu tanie w organizacji - wystarczy sala, tablica oraz bezrobotny magister czy doktor do prowadzenia zajęć - dlatego była to gratka dla prywatnych szkółek [publicznych zresztą też;-)]i dlatego naprodukowano takie multum absolwentów, z którymi teraz nie wiadomo co robić...;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem bezrobocia wśród absolwentów szkół średnich-złaszcza po liceum, którzy nie wybierają się na studia jest ogromny. W większości "lądują" w wyższych szkołach w regionie, które biorą udział w kolejnym ogniwie kształcenia bez przyszłości. Oferowane kierunki przybierają atrakcyjne nazwy, jak np.kierunek "turystyka pola walki", itp.;-). Najczęściej decyzje o dalszym kształceniu-wyborze szkoły- uczniowie podejmują na podstawie decyzji większości kolegów lub koleżanek, a nie na podstwie własnej refleksji. A skoro jedno z trzech LO w mieście o uznanej niegdyś renomie zwiększa wciąż nabór/ w przyszłym roku aż o dwie klasy/ czemu nie spróbować? Przecież skoro się ma wybór między owym LO a technikum zawodowym lub zawodówką, to większość gimnazjalistów podejmie decyzję wyboru szkoły o wyższym statusie już na wstępie. Nie mówi się natomiast o tym, że punktacje przy naborze do LO zostały obniżone, więc poziom kształcenia w liceum już na wstępie jest dużo niższy. Najczęściej z uczniami "naciągniętymi" na liceum jest tak, że po półroczu lub po roku docierają do naszej szkoły z prośbą o przyjęcie i kontynuację kształcenia. W ten sposób w liceach odbywa sie selekcja i redukcja na początku naboru dość licznych klas z 32 do 20-25, a my zdarza się, że w klasach mamy nawet po 43 uczniów z tzw. "spadochroniarzami". W szkołach zawodowych i technikach dla uruchomienia kilku konkretnych kierunków dyrektorzy zmuszeni są do łączenia dwóch profili w jednej klasie, choć powszechnie wiadomo, że rynek cierpi na ich brak. Brakuje murarzy, stolarzy, instalatorów sanitarnych, posadzkarzy, mechaników samochodowych, budowlanych ale szkoła nie dostaje pozwolenia na utrzymanie dotychczasowego naboru na te kierunki, a nawet się je redukuje. Z wewnętrznych obserwacji za to wynika, że "spadochroniarze", czyli ci, którzy już na wstępie dokonali niewłaściwego wyboru rzadko nadrabiają zaległości odnośnie kształcenia zawodowego/bo trzeba wspomnieć, że aby uczeń mógł kontynuować naukę w naszej szkole na konkretnym kierunku musi zdać tzw. różnice programowe, czyli nadrobić wiedzę z zaległości dot. kierunku zwodowego/czego konsekwencją jest rezygnacja z nauki zupełnie lub powtarzanie roku. Uczniowie tacy wypadają o wiele gorzej niż przeciętni lub słabi ogólnie uczniowie podejmujący naukę zawodu świadomie z własnego wyboru. W ten sposób, choć nie posiadają wysokiej wiedzy ogólnej, zdają dość trudne egzaminy zwodowe, a jak wykazała ostatnio kontrola nadzoru pedagogicznego w naszej szkole pod względem wychowawczym ich poziom kultury i zaangażowania jest dużo wyższy niż w niejednym liceum w regionie. Kończąc szkołę zawodową lub technikum z pewnością maja dużo lepszy start niż niejeden licealista, który z braku perspektyw podejmuje dalsze kształcenie w jakiejś wyższej regionalnej szkole. Kończąc szkołę techniczną mogę stwierdzić na własnym przykładzie, że moja wiedza ogólna była na poziomie takim, że z łatwością mogłam podjąć studia wyższe na uniwersytecie w Warszawie i to na kierunku zupełnie nie technicznym w okresie tzw. "wyżu demograficznego". Tak zadecydowałam, bo miałam większe pole manewru niż licealiści, a wiedza techniczna i umiejętności zawodowe niezwykle przydały się pomimo wyboru kształcenia humanistycznego. Dyskryminacja szkolnictwa zawodowego poprzez prowadzenie dotychczasowej polityki władz rządowych i samorządowych jest ukręcaniem bicza na przyszłą zapaść ekonomiczną państwa i nie trzeba tu wielkich ekspertów dla postawienia takiej tezy. Cieszę się, że moi uczniowie technikum w większości wybierają się na uczelnie wyższe o profilu technicznym. W zeszłym roku matury nie zdał tylko jeden uczeń, więc liczę, że i w tym nie będzie źle. Za to w owym liceum nie zdało kilkanaście osób - brawo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowni Państwo;
    To, jaki jest stan polskiej gospodarki, szkolnictwa, polityki itp. wydaje się , że jest już jasne nawet dla przeciętnego Kowalskiego ( oczywiście nie idzie mi tu o wiedzę naukową,a raczej subiektywne domniemania wynikłe z codziennej egzystencji) ... jak to jest, że młodzież zamiast poświęcić się kreowaniu rozwojowych zmian woli uciekać na zachód z nadzieją znalezienia lepszego świata. Przypomina mi się jeden tekst gdzieś przeczytany na internecie o jednym z profesorów który prowokująco zwrócił się do swych studentów z takimi słowami(mniej więcej);
    powinniście się zbuntować znienawidzić mnie i moje pokolenie za to, że tak mało zrobiliśmy by wam się lepiej żyło - na co studenci wzruszyli obojętnie ramionami.
    Pytam więc co dzisiejsze pokolenie uczyni dla przyszłego wydaje się,że zdecydowanie mniej od tego w którym ludzie walczyli dla kraju w imię wartości. Sam jestem młody rozmawiam z rówieśnikami studentami pedagogiki staram się prowadzić dialog z wykładowcami niestety często jestem przez nich atakowany za podważanie ich zdania i nawet w sytuacjach kiedy brakuje im argumentów i nie są w stanie obronić inaczej niż poprzez agresje swoich racji - pytam studentów co oni na to i w większości mówią że my wiemy że Ty masz racje ale nie chcemy się w to mieszać minie jeszcze rok skończymy te studia drogi nasze się rozejdą nie szukamy problemów. Wydaje się że współczesna kultura wykształciła w ludziach poczucie stagnacji i zarazem osiągania celów kosztem możliwie najmniejszego wysiłku, a przy tym zabieganie o przyjemności i gadżety, a nie o godne życie oparte na odpowiedzialności i samodzielności. Hedonistyczne wartości są ulotne i zmienne tak jak modele telefonów. Dlaczego nie chcą wyjść na ulice tego nie wiem myślę że nie istnieje jednoznaczna odpowiedź. Wydaje się, że młodzi ludzie są za bardzo pochłonięci swoimi osobistymi problemami np. z nadwagą, nową odżywką do włosów, że nie są w stanie zrozumieć że to jaki jest świat zależy od poszczególnych jednostek od każdego z nas oddzielnie. Jednakże to już wiemy pytanie co dalej ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem doktorem pedagogiki, nie miałem przez pewien czas pracy, teraz mam na tak zwanym jednym etacie. Jak wyżywić rodzinę? Jak? Ja dalej żyć Panie P......(Profesorze? Premierze? Prorektorze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uczciwie i poczciwie.

      Usuń
    2. Dziwią mnie problemy doktora, który martwi się, że rodziny nie wyżywi, ale jak już dawna wiadomo najsilniejsze bariery tkwią w umyśle człowieka i często to my jesteśmy swoim najgorszym wrogiem-sabotażystą. Trzeba pomyśleć bardziej elastycznie.

      Pensja adiunkta na jednym etacie to może nie kokosy, ale wiele osób chciałoby mieć tyle lub ma tyle wypłaty i też żyje, wykształciło dzieci, kupiło mieszkania, ma ze 2 samochody... Wiele chciałby mieć taki dochód, tym bardziej, że pensum adiunkta to 240 godzin (+ płatne nadgodziny), a nie 2000 - tyle pracuje przeciętny Polak rocznie. Oczywiście wiem, że trzeba pracować naukowo i wiem to doskonale, gdyż też "robię" w akademickiej pedagogice.

      W Polsce generalnie większość społeczeństwa zarabia za mało...

      Jeśli adiunkt chce więcej zarobić może pomyśleć o dodatkowej pracy (wiele już w tym wątku napisano), niekoniecznie na uczelni, choć przecież godzin zleconych w pedagogice na dzień dzisiejszy nie brakuje (np. w moim regionie na Pomorzu, nawet doktorzy-emeryci mają 3 umowy o dzieło). Co adiunkt umie? Ja myślę, że świetnie doktor humanista odnalazłby się w międzynarodowej korporacji. Jaka jest przeszkoda, aby pracować 40h jak większość, a potem pójść i zrobić przeciętnie 8h tygodniowo na uczelni i parę zjazdów zaocznych w roku? To normalne na przykład u znanych mi doktorów ekonomii - część pracuje w firmie, a potem na uczelnię idą albo mają własne firmy np. biura rachunkowe, podatkowe, doradztwa finansowego itp., a potem zajmują się uczelnią. Wielu Polaków dorabia (bo jest zmuszona do tego), więc jaki problem ma Pan doktor?

      Usuń
  9. Szanowni Państwo:
    Są tacy którzy mówią precz z komuną, ale może już czas powiedzieć precz z kapitalizmem. Nie bardzo jestem w stanie zrozumieć dlaczego tak mocno i uparcie broni się iluzorycznej demokracji i pełnego sprzeczności oraz wad pseudo-kapitalizmu. Czyżby wpływ elit i wolnomularstwa był aż tak silny, że masy nie mają już nic do powiedzenia prócz oczywiście wyboru po między szaleńcami pchającymi się po trupach do władzy? 60% studentów nie pracuje lub podejmuje prace nie w swoim zawodzie, po za tym dziś ciężko o 10 osób do koła humanistycznego czy turystycznego na uczelni mającej 4 tysiące studentów. Jeśli przeciętny student czegoś nie musi to po prostu tego nie robi dlatego też nie ma sensu organizowanie konferencji naukowych, czy zapraszanie gości z wyższej półki w celu szerzenia świadomości bo okazuje się że przychodzi 5 studentów. Jak można więc mówić o dokonywaniu zmian skoro nawet pośród Profesorów i Doktorów nie ma zgodności co do ich charakteru i kierunku - nie bardzo też jedni i drudzy mają pojęcie co właściwie się dzieje, ponieważ jest tyle racji ilu ludzi a wielość wpływów i interesów różnorakich grup jest chyba nieskończona - pytam więc czy warto w tym trwać czy może należy dokonać radykalne zmiany, bo cóż z tego że po rewolucji trzeba budować wszystko od nowa? Cóż nam z wolności słowa, i z tego że wydawane jest tysiące mądrych książek skoro jakoś Ci którzy dokonują decyzji co do kształtu rzeczywistości po prostu tego nie czytają, nie wiem czy dlatego że nie potrafią nie chcą czy nie mają na to czasu ... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. W ogóle w polskiej szkole poziom jest niski ... jeśli by mieć maturę wystarczy 30% na poziomie podstawowym to jest to porażka...poziomu i wymagań. Robię college ESOL -język angielski dla obcokrajowców na poziomie zaawansowanym, by zdać go muszę mieć z wszystkich części po 80%. O czym my mówimy w Polsce? Jaki poziom?

    OdpowiedzUsuń
  11. Co łączy młodych absolwentów prestiżowych uczelni i pracujących przy taśmie? W każdej chwili mogą stać się „ludźmi zbędnymi". http://www.przekroj.pl/artykul/815910,863784-Rozowe-i-niebieskie-kolnierzyki-w-swiecie-niepewnosci.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak bardzo przykre jest to, że nikt nie ceni już wykształcenia i uczciwości. Jestem bezrobotną absolwentką wymarzonej pedagogiki. To co się teraz dzieje z nami - nikomu nie życzę. Dzienna pedagogika opiekuńczo - wychowawcza na publicznej uczelni Uniwersytet w Białymstoku równa się brak pracy, brak wejścia w dorosłe życie, brak perspektyw na lepsze jutro, brak zycia (nie wspominając już o tym, że posiadam szereg kursów dodatkowych i prawie roczne doświadczenie jako animator). Krajem rządzi przede wszystkim NEPOTYZM i EKONOMIA. Pozdrawiam wszystkich bezrobotnych absolwentów pedagogiki czytających blog Pana Profesora.Życzcie mi i sobie powodzenia w szukaniu przysłowiowej "igły (pracy) w stogu siana (CV)". PRECZ z NEPOTYZMEM!!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.