środa, 18 kwietnia 2012

Pedagogika i jej rodzaje

Zanim pedagogika pojawiła się wśród nauk humanistycznych jako samodzielna dyscyplina wiedzy o wychowaniu i kształceniu, musiała zostać przez kogoś poczęta (historycy wskazują tu na J.A, Komeńskiego w XVII w. i J.F. Herbarta w XIX w.), by po stadium rozwoju prenatalnego (pedagogika prenatalna) pojawić się wreszcie wśród nauk tego świata. Od chwili jej narodzin, a poród był przez cięcie cesarskie, pedagogika została poddana pierwotnej, a następnie wtórnej socjalizacji.

Proces jej dyscyplinowania ukierunkowany był na to, by była posłuszna, grzeczna, milczała, jak małe dziecko, które jest rozbestwione i żąda nie wiadomo czego. Dyscyplinowanie pedagogicznego ciała naukowego wg M. Foucaulta i S. Balla to także przywoływanie jej do tego, by była w systemie dyscyplin naukowych na jego marginesie, bo ponoć jest najmłodsza, najsłabsza kulturowo (P. Bourdieu) i najbardziej cherlawa - kicha, prycha, kiedy jest krytyczna.

O tym, że pedagogika jest gorsza i inna świadczy ponoć to, że jest w kryzysie. Jeśli już, to chyba kryzysie męskości (zob. książkę Z. Melosika, Kryzys męskości), chociaż jeszcze się broni przed menopauzą, uprawiając „jogging naukowy” (pedagogika sportu), podróżując po kraju i świecie (pedagogika wolnego czasu i krajoznawstwa), dbając o własne zdrowie (pedagogika zdrowia), pracując (pedagogika pracy), troszcząc się o psyche (psychopedagogika) i o duszę (pedagogika duchowa), chodząc do kościoła (pedagogika religii), czy wreszcie zdobywając wiedzę na temat tego, jak należy godnie się starzeć (geragogika). Niektórzy twierdzą, że współczesna pedagogika jako dyscyplina jest upośledzona, kiedy chce być alternatywna, toteż trzeba ją resocjalizować (pedagogika resocjalizacji), a kiedy doświadcza kryzysu własnej kondycji, to trzeba rozwijać pedagogikę leczniczą, a potem rehabilitacyjną, rewalidacyjną i wreszcie pedagogikę śmierci (tanatopedagogikę).

Wprawdzie wiedza o wychowaniu i kształceniu, gromadzona i poszerzana przez kolejne pokolenia badaczy, ma wiele odmian, to jednak pojawia się pytanie, czy dzięki niej wiemy znacznie więcej na temat prawidłowości rządzących tymi procesami, aniżeli nasi poprzednicy wiedzieli przed stu- dwustu- czy ośmiuset laty? Czy nie jest tak, ze nieustannie powracając do minionych opisów, kategorii i wyjaśnień, stosujemy jedynie ich współczesne zamienniki terminologiczne, ale niewiele posunęliśmy się do przodu? Znacznie łatwiej jest przyjąć twierdzenie o postępie w zakresie wiedzy technicznej, technologicznej, medycznej czy przyrodniczej, niż humanistycznej. Gdyby historia wiedzy pedagogicznej miała istotny wpływ na życie społeczne, kulturowe i polityczne społeczeństw, w których jest rozwijana, to być może mielibyśmy postęp wyrażany lepszym wychowaniem i wyższym wykształceniem kolejnych pokoleń.

Wzrost jednak wiedzy pedagogicznej nie zapobiegł i nie przeciwdziała kolejnym porażkom ludzkości, jednostkowym i zbiorowym tragediom. Niestety, mimo tak dynamicznego rozwoju nauk humanistycznych i społecznych nasza ogólna wiedza o funkcjonowaniu człowieka, o uwarunkowaniach i sposobie jego zachowań nadal jest w pewnym stopniu wątpliwa, probabilistyczna. Zastanawiam się, czy pedagogika nie wpadła w pułapkę ideonomii, czyli odkrywania wiedzy już istniejącej, ukrytej w używanych przez minione pokolenia słowach, a zatem niewnoszącej nic nowego do wiedzy o badanych fenomenach, chociaż być może interesującej i doraźnie owocnej w praktyce.

9 komentarzy:

  1. Jeden z najlepszych Pańskich wpisów, prowokujący do odpowiedzi na jedno z najważniejszych obecnie pytań związanych - jak sądzę - nie tylko z pedagogiką ale i całą humanistyką...I ja postaram się podzielić swoimi przemyśleniami w tym względzie...ale najpierw odpocznę bo właśnie wróciłem z Pracy

    Niechaj jednak prologiem do tego co napiszę później będzie kilka abstrakcyjnych pytań...

    "czy wolno palić papierosy?"
    "czy wolno torturować ludzi" (czy to pytanie kradnę od Zizka)
    "czy istnieje święty mikołaj"

    obiecuje, że wyjaśnię potem swój zamiar związany z sformułowanymi wyżej pytaniami

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanony Panie Profesorze najmocniej jak tylko potrafię proszę o wybaczenie i wyrozumiałość. Niestety mnogość obowiązków zawodowych sprawia, że nie uda mi się dzisiaj dotrzymac słowa....Obiecuję jednak, że jak tylko znajdę czas a i okazja w kontekście podobnego temtycznie wpisu będzie, to zrealizuje swoją obetnicę dotyczącą swoich przemyśleń na temat Pedagogiki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno, dawno temu...mój ojciec rzekł do mnie: tych wszystkich wielkich teoretyków (także wychowania), którzy nauczają przyszłych nauczycieli warto wpuścić do szkoły podstawowej, by zerknęli, jak wyglada życie "realne" i może nawet tylko po to, by te "swoje" teoretyczne rozważania "na własnej skórze" praktykowali i wyciągali wnioski. Konia z rzędem temu kto z naszych "wielkich" pójdzie zaciekawić młodych w szkole swoimi teoriami o filozoficznych aspektach bytu, psychicznych uwarunkowaniach szczęścia itp. Współczesni "wielcy" pedagogiki opierają swój autorytet jedynie na "swoich" własnych sądach a jeszcze (o zgrozo) sami zajmują się studiami nad autorytetem (patrz przypadek w Bydgoszczy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A anonimowy najlepiej wie, kto i co wie, jakie ma doświadczenia oraz kompetencje. Sam zna pewnie szkołę z bycia w niej uczniem. Są jednak wsp gadacze anegdot i parafilozofii. Para, bo skrapla się nędza ich niby wiedzy.

      Usuń
  4. Może obok a może i w temacie zdradzę Państwu i Panu Profesorowi pewną tajemnicę. Ponieważ blisko związany jestem ze światem artystycznym wiem, że jeden z moich przyjaciół, który właśnie kończy PWSFiT w Łodzi przygotowuje się do realizacji filmu fabularnego, którego problemem jest właśnie rzeczywistość oświatowa na tle zmian obyczajowych jakie dokonały się na przestrzeni ostatnich 20 lat...Czytałem już nawet fragmenty scenariusza i powiem, że zapowiada się bardzo ciekawie.


    p.s w rozmowie ze mną też, że inspiracją dla filmu były problemy o których pisze m.in.
    Pan w swoich książkach i artykułach...

    więcej powiedzieć nie mogę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znakomicie. Dawno nie mieliśmy filmu typu "Barwy ochronne" Zanussiego.

      Usuń
  5. ...skoro już o sztuce i nauce mowa chciałem zadać Panu pytanie. Czy w ogóle możliwe jest napisanie pracy mgr albo nawet doktorskiej na kierunku pedagogika właśnie na temat np "Obraz polskiej rzeczywistości oświatowej w polskiej kinematografii"...Czy gdyby zgłosił się do Pana student z takim właśnie pomysłem podjął by się Pan promocji?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znakomity temat. Musiałby jednak Anonimowy studiowac w uczelni publicznej, w której prowadzę seminarium magisterskie.

      Usuń
  6. Jeśli tak jest, to znaczy, że pedagogika (szkolna)jest nieczuła na to co dzieje się w naukach, z których czerpie/powinna czerpać. Nie rozumie swojego miejsca w systemie nauk i jest zbyt daleka od praktyki. Jestem praktykiem i wiem jak często pedagogika bywa daleko od wiedzy dla niej podstawowej, przede wszystkim psychologicznej. Jak brakuje transformacji tej wiedzy na grunt pedagogiki, co powinno należeć do teoretyków pedagogiki. Tylko tak naprawdę nie ma czystej teorii pedagogicznej poza filozofią pedagogiczną - marginalną w znaczeniu praktycznym!!! Teoretyk pedagogiki powinien oscylować pomiędzy katedrą i klasą szkolną, albo przynajmniej nawiązywać współpracę z praktykami.

    OdpowiedzUsuń