piątek, 27 kwietnia 2012

Krytycznie o polskiej oświacie

Ostatnie posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN poświęcone było sytuacji polskiej oświaty. Otworzył je mój referat - w zastępstwie za prof. Marię Dudzikową, która z ważnych powodów rodzinnych nie mogła przyjechać do Krakowa - poświęcony polityce nasilającego się i toksycznego centralizmu edukacyjnego w Polsce. Spojrzenie na system oświaty z perspektywy pedagogiki krytycznej uświadamia nam, że jest to nie tylko system organizowania przez różne podmioty procesów uczenia się, wychowania i autoedukacji, ale także jest on przestrzenią międzyludzkich interakcji w toku procesów poddawanych skorumpowanemu ekonomicznie i administracyjnie imperatywowi pedagogicznej struktury instytucji makro-mezo- i mikrooświatowych. Ekonomizacja, biurokratyzacja, ideologizacja i masowa kultura zniekształcają te systemy, ograniczając i tak już labilną wolność pedagogiczną różnych organów szkolnych. Wypowiedzi polityków oświatowych w różnych okresach transformacji systemowej uświadomiły mi, że nie tylko w tak krytykowanym okresie transformacji społeczno-politycznej III RP można odczytać u przedstawicieli władzy parlamentarnej, samorządowej i rządowej ideologiczne zniekształcanie różnie stanowionego sensu edukacji i wychowania. Badania w nurcie krytycznej teorii kształcenia są ukierunkowane nie tylko na funkcjonowanie władz oświatowych, ale i sposoby pełnienia ról i zadań przez nauczycieli, uczniów, rodziców czy inne osoby, które doświadczają (rozpoznają) w rzeczywistości dydaktycznej (o-)presji od przedszkola po szkołę wyższą jako sprzeczność, wymagającą odpowiedzi na pytanie o ich przyczyny. Takie podejście w pedagogice obejmuje sferę interakcji międzyludzkich ukierunkowanych na uwolnienie jednostek spod panujących w instytucjach edukacyjnych stosunków dominacji, mechanizmów selekcji i pozbawionego racji etycznych panowania oraz ograniczeń rozwojowych czy samorealizacyjnych. Jej szczególna funkcja polega na poddawaniu krytycznej analizie makropolityki oświatowej oraz stanu instytucji edukacyjnych i środowisk socjalizacyjno-wychowujących z perspektywy obecnej w nich przemocy i nieuzasadnionej władzy.
Prof. Czesław Banach dokonał analizy dotychczasowych strategii reformowania oświaty oraz wykorzystywania w niej różnych modeli pedagogiki reform. Prof. Dorota Klus-Stańska zastanawiała się nad tym, czy nie powinniśmy zacząć martwić się stanem kształcenia polskich nauczycieli w wyższym szkolnictwie publicznym i prywatnym, które w ogóle nie podlega w tym zakresie żadnej kontroli, w związku z czym, każdy robi, co chce i jak chce. Zaczyna dominować zbiurokratyzowania i infantylizująca formuła kształcenia kandydatów do tego zawodu. Tymczasem nasze dzieci - mówiła D.Klus-Stańska- spędzają z nauczycielami więcej czasu, niż z własnymi rodzicami, a zatem nie powinno nam-rodzicom być obojętne, kto, jak i na podstawie czego uczy i socjalizuje nasze dzieci. Edukacja toksycznego nauczyciela może być dla młodych pokoleń jałowa, nieskuteczna, powierzchowna itp. A zatem i szkoła z źle wykształconym nauczycielem może być szkodliwa dla przebywających w niej pod przymusem uczniów. O tym, że w szkołach powszechnych i publicznych dzieci są niewystarczająco dobrze edukowane najlepiej świadczy szara strefa naszego rynku, czyli udzielanie uczniom korepetycji, często przez ich własnych nauczycieli, jak i posyłanie dzieci przez rodziców na różnego rodzaju kursy czy dodatkowe zajęcia. Gdańska profesor zwróciła także uwagę na to, że w kształceniu przyszłych nauczycieli nie uczestniczą pedagodzy, tylko nauczyciele metodycy. Co im oferują? Przede wszystkim przekazują przyszłym adeptom tego zawodu dużo wskazówek praktycznych, z własnych doświadczeń zawodowych, ale zarazem pozbawionych teoretycznej refleksji. Standardy kształcenia nauczycieli, jakie przyjęło MNiSW powstały - zdaniem D. Klus-Stańskiej - w formule tradycyjnych programów szkolnych. Tymczasem wiele szkół już się zmieniło, a i nauczyciele coraz częściej i śmielej sięgają po sprawdzone w modelach szkół alternatywnych atrakcyjne i aktywizujące uczniów metody i formy pracy z nimi. Najwięcej jednak czasu poświęcono w tej debacie określonym przez MEN standardom zawodu nauczycielskiego, które sprowadzają go do poziomu sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy wystarczyło przygotowanie na poziomie szkoły średniej czy policealnej (studium nauczycielskie czy tzw. wyższe studium nauczycielskie). Od 2009 r. była minister edukacji Katarzyna Hall obniżyła próg koniecznego poziomu wykształcenia nauczycieli przedszkoli, szkół podstawowych i gimnazjów do licencjatu. Komitet Nauk Pedagogicznych PAN poparł - przedstawioną i uzasadnioną przez prof. Edytę Gruszczyk-Kolczyńską z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie - uchwałę Rady Wydziału Nauk Pedagogicznych tej Akademii w sprawie zwrócenia się do Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Ministra Edukacji Narodowej z wnioskiem o zmianę kwalifikacji zawodowych nauczycieli wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej oraz nauczycieli dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych (pedagogów specjalnych) na pełne i jednolite wykształcenie pięcioletnie. Debatę zamknęły dwa wystąpienia specjalnych Gości: dr. hab. Janusza Morbitzera prof. Uniwersytetu Pedagogicznego z Krakowa i dr Anny Jurek z Uniwersytetu Opolskiego.
Ten pierwszy mówił o tzw. nowych nowych mediach Nowe media, a w szczególności tzw. nowe nowe media (termin wprowadzony przez P. Levinsona, kontynuatora myśli M. McLuhana), w tym Internet, ukształtowały nowy typ ucznia (ogólniej: przedstawiciela młodego pokolenia – cyfrowego tubylca). Zdaniem profesora J. Morbitzera: szczególnie istotne są tu zmiany w neuronalnej budowie mózgu, prowadzące do tzw. myślenia hipertekstowego i zmniejszenia zdolności do głębszej refleksji (prace amerykańskiego neurologa Gary Smalla i pisarza Nicholasa Carra). W rezultacie technologicznych przemian powstała w krajach wysokorozwiniętych nowa koncepcja uczenia się, zgodnie z zasadą: „połącz się, aby się nauczyć”. Tym samym tzw. konektywizm, oparł swoje rozwiązania edukacyjne na dwóch założeniach: • wiedza może istnieć w Internecie (a nie tylko w umyśle uczącej się osoby), • najważniejszą kategorią w cyfrowym świecie jest „wiedzieć gdzie”.
Nowo ukształtowany przez media uczeń jest katalizatorem oddolnych przemian w edukacji. Istotą nowej szkoły nie są jednak nowe technologie (choć są w niej silnie obecne), lecz nowe relacje nauczyciel-uczeń. Jest to wizja szkoły bazującej na partnerskim kontakcie nauczyciela z uczniem, koncentrującej się na wydobywaniu kapitału intelektualnego ucznia i przygotowaniu go do ustawicznego kształcenia, a nie – jak dotąd – na wszechobecnych testach. Jest to szkoła, która zajmuje się budowaniem pozytywnego środowiska uczenia się (warunków). Wydaje się, że w obecnych czasach, trafnie scharakteryzowanych przez prof. Z. Baumana jako „płynna nowoczesność”, w której wiele treści podlega szybkiej dezaktualizacji, takie rozłożenie akcentów w edukacji jest racjonalne i optymalne.
Pani dr Anna Jurek natomiast przedstawiła błędy w podręcznikach do kształcenia elementarnego dzieci w naszym kraju. (wcześniej pisałem o jej badaniach w blogu)Celem podjętych przez nią badań było rozpoznanie dydaktycznych przyczyn niezadowalającego i stale pogarszającego się poziomu umiejętności uczniów w zakresie czytania i pisania. Przeanalizowane zostały pod kątem wartości i skuteczności dydaktycznej metody nauczania tych umiejętności zastosowane w podręcznikach najczęściej wybieranych w roku szkolnym 2009/2010 przez nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej pracujących w szkołach podstawowych województwa dolnośląskiego, śląskiego i opolskiego . Łącznie obiektem badań było sto publikacji, wchodzących w skład następujących pakietów edukacyjnych: Wesoła szkoła, Ja i moja szkoła, Już w szkole, Przygoda z klasą, Z Ekoludkiem w szkole. Na publikacje te złożyły się podręczniki podstawowe i uzupełniające, zeszyty ćwiczeń, karty pracy, karty badania umiejętności uczniów, wprawki i wyprawki dla uczniów, zbiory tekstów do czytania, programy nauczania, poradniki i przewodniki metodyczne oraz scenariusze zajęć. Analiza metod nauki czytania i pisania zastosowanych w wymienionych pakietach edukacyjnych została przeprowadzona w oparciu o kryterium rozwoju dziecka, różnorodności ćwiczeń i ich atrakcyjności dla uczniów, uwzględnienia zasady stopniowania trudności, wad i zalet danej metody oraz jej zgodności z polskim systemem językowym i podstawami psycholingwistycznymi przebiegu procesu początkowej nauki czytania i pisania, a także efektywności metody w opanowaniu języka pisanego przez dzieci. Weryfikacja wartości metod została dokonana w formie prac pisemnych uczniów z 28 klas trzecich, nauczanych według podręczników, które były przedmiotem badania zgodnie z postawionymi problemami. W pracach pisemnych zostały przeanalizowane rodzaje błędów popełnionych przez uczniów. Wyniki badań pozwoliły ustalić źródła trudności uczniów. Można wśród nich wyróżnić ograniczenia wynikające z przyjętych metod oraz ograniczenia i błędy wynikające z podręczników.

30 komentarzy:

  1. Po co analizować publikacje i pakiety edukacyjne, jeśli cały problem tkwi w nauczycielu? Nauczyciel, który wie, co robi, poradzi sobie w KAŻDYCH warunkach! PODRĘCZNIKI to tylko pomoce w nauczaniu. Jeśli wiem do czego zmierzam i rozumiem co dzieje się w głowie dziecka, nie przeszkodzi mi żaden błąd w podręczniku (choć fajnie i wygodnie mieć dobre pomoce). Dlatego twórczy nauczyciel częściej korzysta z własnych pomysłów, kserokopiarki i czystych arkuszy papieru niż np. gotowych ćwiczeń. Ten, co nic nie wie, sięgnie po przewodnik metodyczny i wyklepie cudzy scenariusz, nawet bez refleksji, co się tak naprawdę w klasie dzieje. Dlatego też brawo Prof. Gruszczyk-Kolczyńska i APS, bo w końcu trzeba rzecz nazwać po imieniu: dystans jaki w wykształceniu dzieli pedagoga od psychologa czy medyka po 5-cio czy 6-cioletnich studiach - o niedawna partnerów specjalistów - niedługo będzie nie do odrobienia, nawet w składance 3+2 (licencjat i magisterium). Tutaj z pewnością 3+2 nie może równać się 5... Jestem po 5-letnich studiach pedagogicznych, z przerażeniem patrzę na poziom obecnych studentów. Na studiach przedmiotowych nie tylko przedmiotowcy prowadzą swoje metodyki, ale także przedmioty ogólnopedagogiczne i psychologiczne. Lektura niektórych metodyk przedmiotowych - to dopiero kosmos! I co na to PAKA?. A przecież takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Gruszczyk-Kolczyńska już swoją (wielką!)kasę unijną z MEN za firmowanie(wbrew własnej naukowej wiedzy!) "reformy" 6-latków, podstawę programową klas 1-3 i podręczniki!!!Teraz może się zająć odbudową wizerunku wśród kolegów...;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Gdańska profesor zwróciła także uwagę na to, że w kształceniu przyszłych nauczycieli nie uczestniczą pedagodzy, tylko nauczyciele metodycy. Co im oferują? Przede wszystkim przekazują przyszłym adeptom tego zawodu dużo wskazówek praktycznych, z własnych doświadczeń zawodowych, ale zarazem pozbawionych teoretycznej refleksji."

    Odnosząc się wyłącznie do słów Pani prof. Doroty Klus - Stańskiej należy przyjąć założenie ( którym posługuje się pani profesor), iż nauczyciel metodyk nie jest pedagogiem. Zatem posługując się podobną klasyfikacją również nauczyciel akademicki nie jest pedagogiem, bo to nauczyciel teoretyk.( no, ale posiadający teoretyczną refleksję ) To kto w takim razie jest lub może być pedagogiem w naszym kraju? Jeżeli nie jest nim nauczyciel metodyk, nie jest nauczyciel teoretyk ? Jeżeli Pani profesor pozwala sobie na sformułowania typu : toksyczny nauczyciel, nauczyciel metodyk, ale nie pedagog,przyszedł zatem czas na skonstruowanie pojęcia, którymi toksyczni nauczyciele opiszą tych profesorów PAN, którzy bałagan w oświacie nam zafundowali. Toksyczny profesor, toksyczny naukowiec, a może toksyczny pedagog teoretyk ?
    W tym samym czasie gdy naukowcy tworzą teoretyczne pojęcia, chyba wyłącznie dla siebie, kilka tysięcy dzieciaków, uczniów klasy pierwszej przez kilka godzin dzienne siedząc uczy się niczego, kreśląc po śladzie w zeszytach ćwiczeń. To te pakiety recenzował naukowiec - rzeczoznawca .
    Produkcja toksyn niestety nie bierze się z niczego. Czas uderzyć się w piersi drodzy członkowie PAN, bo na pięcioletnie studia do prof. E. Gruszczyk - Kolczyńskiej niewiele kandydatów w przyszłości przybędzie. Może czas zainwestować intelektualne zasoby zupełnie w innym kierunku ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy/-a chyba czyta tylko po to, by koniecznie wylać swoje żale. Moje relacja nie jest treścią całego wykładu, więc wyciąganie jednego zdania i obracanie nim dla potrzeb kreowania sporu, jest absurdalne. Oczywiście z przyjemnością przeczytam rozprawę na temat profesorów PAN, bo jak rozumiem, anonimowy/-a już o tym myśli. Może warto nawet wystąpić o grant, żeby starczyło kasy na realizację tego zamysłu.
      Prof. D. Klus-Stańska analizowała strukturalne uwarunkowania procesu kształcenia nauczycieli w uniwersytetach, gdzie w tym procesie nie uczestniczą profesorowie i doktorzy wydziałów pedagogicznych, tylko zajęcia z dydaktyki ogólnej prowadzą metodycy nauczania - przyrody, historii, geografii itp. Oni nie mają wykształcenia pedagogicznego i w tym sensie nie są pedagogami.
      Oczekuję na kolejne toksyczne relacje i komentarze. Może znajdzie się jeszcze jakieś zdanie jako okazja do "ataku".

      Usuń
  4. Martwię się ... .
    Martwię się, że opisane obrady, że konferencja "INNY W NAUKACH O WYCHOWANIU", że kolejne kongresy i konferencje uczonych, nie mają żadnego wpływu na plany rozwoju i działania naszego systemu edukacji. Martwię się, że nie ma żadnego przełożenia między wynikami badań, publikacjami i debatami na szczeblu akademickim, a codzienną praktyką polskiej szkoły. Martwię się, że świat nauki to jedno, a szkoła, nauczyciele i uczniowie - to drugie. Jedno z drugim ma niewiele wspólnego.
    Martwię się, że moje gimnazjalne dziecko i moje wnuki nie mają żadnego pożytku, żadnej korzyści z konferencji, kongresów, pracy polskich naukowców, działalności PAN.
    Jeśli moje zmartwienia są nieuzasadnione, to z chęcią zmienię swoje widzenie świata edukacji.
    Ostatni słyszałem pogłoskę, że Janusz Korczak jest bardzo popularny ... w Japonii. W mojej gminie nie jest. A w Waszej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konferencje naukowe nie są od tego, żeby mieć wpływ na plany i rozwój systemu edukacji. Wpływ mają tylko politycy, prawnicy i władze MEN. Tam trzeba kierowac swoje oczekiwania.
      W tym przypadku opisałem posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych, które nie było żadną konferencją, tylko debatą krytyczną, z której uwagi i konkretne wnioski zostaną przekazane Ministerstwu Edukacji Narodowej. Co uczyni z nimi władza? To już nie jest nasz problem, tylko MEN i oibywateli, którzy wybierają do Parlamentu takich a nie innych polityków.

      Usuń
    2. samo sedno, dziękuję

      Usuń
  5. Panie Profesorze, dziękuję za szybką odpowiedź. Cieszę, że pierwszy raz "porządnie" nie zgadzam się z Pana zdaniem. Taki "punkt niezgody" jest dobry: jest o czym rozmawiać, o co spierać się, rozwiązywać lub przecinać.
    Próbuję zdefiniować przedmiot sporu: jesteśmy w momencie przełomowym dla edukacji. Stary system jest anachroniczny, niewydolny i szkodliwy, ale trzyma się świetnie. O jego likwidacji, o przełomie, o rozwoju rozmawia się tylko w elitarnych kręgach, wśród ludzi "wiedzących". Pytanie kluczowe: jaką rolę mają do spełnienia w tej chwili owi "wiedzący" ? W jakim stopniu powinna to być rola podawcza (diagnozy, wnioski, postulaty), a w jakim sprawcza (propagowanie, listy, petycje, protesty, negocjacje) ? Politycy nie zrobią nic, jeśli nie będziemy na nich naciskać. Oni nawet nie wiedzą, że są jacyś eksperci, którzy uważają obecny system za szkodliwy dla człowieka i dla państwa.
    Przypuszczam, że zbliżamy się do momentu, kiedy ktoś spróbuje zorganizować jakąś akcję, petycję, pakt. Czy będziemy wówczas gotowi do współdziałania ?
    W tej chwili jedyną akcją, która zdobyła rozgłos, jest wprowadzenie wątku rewolucji oświatowej w serialu Ranczo. I to też martwi mnie.
    Z wyrazami szacunku
    Wiesław Mariański

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem realistą w tym przypadku. Nie ma sporu między nami. Czym innym jest tak chcieć, jak Pan to opisuje, a czym innym jest to, czy władze tego chcą? Otóż władze tego nie chcą, bo MEN jest podporządkowane interesom partii rządzących - PO+PSL. Nie dotyczy to tylko obsady stanowisk kierowniczych i całego garnituru terenowych kuratorów oświaty. Miejsce edukacji w polityce rządzących wyznaczono Ruchowi Palikota. To jego partyjni koledzy - niekompetentnie, (co widać po stenogramach obrad) kierują Komisją Sejmową Edukacji, Nauki itd.
      Mamy wielu naukowców, którzy badają i znają polską oświatę. Władze wiedzą o nich, ale nie potrzebują ich, gdyż ci musieliby najpierw zaakceptować partyjny program, a to nie ma nic wspólnego z nauką. Opisane przeze mnie posiedzenie mieści się w Pańskiej kategorii "wywierania presji na władzę".

      Usuń
  6. Panie Profesorzu- minister Hall nie obniżyła wymagań formalnych dla nauczycieli przedszkoli, szkół podstawowych i gimnazjów- ona ich tylko nie podniosła. Nauczyciel z licencjatem miał prawo uczyć w tych placówkach i szkołach odkąd ten poziom wykształcenia pojawił się. W gimnazjach - od ich powstania.
    Inna kwestia to liczba nauczycieli z takim wykształceniem - tabela płacowa skutecznie zachęca do zdobycia dyplomu magistra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, że przed Hallową można było kształcić tylko po licencjacie. Jej jednak destrukcyjny wpływ polegał na tym, że rozporządzeniem -a więc decyzją administracyjną, wbrew krytyce specjalistów - obniżyła próg wymagań dla nauczycieli. W kl.l-lll może kształcić nauczyciel po pedagogice przedszkolnej. I na odwrót. Jawna ignorancja!!!

      Usuń
    2. Panie Profesorze - wymagania kwalifikacyjne nauczycieli określa rozporządzenie o kwalifikacjach. Hall je zmieniła- choćby w części dotyczącej kwalifikacji absolwentów pedagogiki przedszkolnej do nauczania w klasach I-III. Ale licencjat uprawnia do pracy jako nauczyciel w szkołach podstawowych i gimnazjach dawał także poprzednich rozporządzeniach - tak więc w 2009 nie obniżono wymagań dla tej grupy szkół ale ich nie podwyższono. Jednak i wcześniej i teraz były one formalnie ustalone w akcie prawnym tej samej rangi.

      Usuń
    3. Anonimowy przyznaje, ale już nie ocenia, że jednak to K. Hall zmieniła wymagania w zakresie poziomu kwalifikacji. Ciekaw jestem, czy poddałby się operacji np. pęcherzyka żółciowego u stomatologa zamiast u chirurga?

      Usuń
    4. Panie Profesorze- podtrzymuję, że Minister Hall nie zmieniła poziomu kwalifikacji - prostując podaną przez Pana informację, że je obniżyła. Wiele działań K.Hall można oceniać bardzo krytycznie- po co jednak przypisywać jej rzeczy, których nie zrobiła? Jeśli mam to ocenić - uważam, że powinna je podnieść i wszyscy nauczyciele powinni mieć studia pięcioletnie.

      Usuń
    5. To kwestia jest - jak widzę - subiektywna. Anonimowy nie widzi obniżenia kwalifikacji nauczycieli w wyniku zrównania jako tożsame kształcenia w zakresie pedagogiki przedszkolnej z kształceniem na pedagogice edukacji zintegrowanej w kl. l-lll. Nie ma to zatem znaczenia, jak, w jakim wymiarze i w zakresie jakiej metodyki jest przygotowywany do zawodu przyszły nauczyciel. Anonimowemu nie przeszkadza też to, że nauczycielem wczesnej edukacji można też zostać po 3 semestralnych studiach podyplomowych?

      Usuń
  7. >Po co analizować publikacje i pakiety edukacyjne, jeśli cały problem tkwi w nauczycielu? Nauczyciel, który wie, co robi, poradzi sobie w KAŻDYCH warunkach! <
    1.Nauczyciel(każdy!) ma ograniczony budżet czasu (doba ma 24 godziny)!!!Jeśli ten czas zostanie zmarnowany na "odkrywanie Ameryki" oraz samodzielne, chałupnicze zastępowanie wszystkich instytucji biorących wielką kasę za (teoretycznie!) wspieranie go to będzie niezbyt efektywny, nawet wiedząc, co dobrze byłoby(!) zrobić, gdyby było więcej czasu. Co więcej, źle pomyślane i przeprowadzane "reformy" (jak ta firmowana w bardzo istotny sposób przez p.Gruszczyk-Kolczyńską!!!) skazują takiego nauczyciela na ciągłą walkę z systemem!!!A to też nie sprzyja wykorzystaniu swojej wiedzy i doświadczenia!!!Oczywiście trochę herosów-zapaleńców się znajdzie,ale pół miliona??? Nauczycielowi trzeba stworzyć normalne przyzwoite systemowe(!!!) warunki pracy, a nie wzywać do masowego heroizmu!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja myślę, że to doskonale, że się Państwo spotkaliście... Niech KNP spotyka się częściej. Szkole to na pewno dobrze zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, co za genialna wizja, jak się podłączy dzieci do sieci, to nagle powstanie supermózg i wszystko będą wiedziały. Kosmiczna bzdura. To prawda, że w sieci jest mnóstwo wiedzy, ale trzeba nie tylko wiedzieć, gdzie jej szukać, trzeba także umieć przeczytać i zrozumieć co się czyta, jak się już coś znajdzie. Nie mówiąc już o badziewiu, którego jest pełno.

    W korzystaniu z wirtualnej mądrości najlepiej sobie radzą ludzie wykształceni w sposób klasyczny - logiczne myślenie, parcie do przodu, dobra komunikacja z rówieśnikami, odwaga do pokonania lęku przed zdaniem sobie sprawy, ze "nadal nie rozumiem" (któż go nie odczuwał).

    OdpowiedzUsuń
  10. Odnoszę się w swoich wpisach jedynie do poziomu wykształcenia (licencjat-magister), w ostatnim poście opowiadając się za przygotowaniem pięcioletnim (czyli kończącym sie magisterium). Przeszkadza mi fakt, że w świetle prawa pełne kwalifikacje do nauczania przedmiotu ma absolwent 3 semestralnych studiów podyplomowych. Przeszkadza mi jeszcze kilka rzeczy- choćby ta, ze jeśli ktoś ma kwalifikacje pedagogiczne z powodu ukończenia fizyki ze specjalnościąnauczycielską i skończy informatykę nienauczycielską ma też prawo nauczania informatyki (choć to inna metodyka nauczania).
    Ale to nie minister Hall takie rozwiązania wprowadziła.
    Nie wypowiadam sie w kwestii dydaktyki przedszkolnej i wczesnoszkolnej - nie mam o nich pojęcia. Wierzę, że Pan Profesor je ma- stąd zgadzam się, że minister Hall popełniła tu błąd obniżając wymagania kwalifikacyjne. Idąc tym tropem- podobnie zrobiła w przypadku pedagogów szkolnych, wychowawców internatów i świetlic - od tamtej zmiany kwalifikacje do pracy na tych stanowiskach ma każdy, kto ma uprawnienia pedagogiczne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja pisałem o edukacji wczesnoszkolnej, ale widzę, że min. K. Szumilas dereguluje zawód nauczycielski jeszcze dalej, niż czyniła to Hall. Skutki tych procesów doświadczą Państwa dzieci i wnuki. Szykujcie kasę na korepetycje. Szkoła przestaje być instytucją wykształcenia ogólnego. To tylko przechowalnia dla dzieci i młodzieży oraz miejsce pracy dla bezrobotnych, ktorych politycy chcą"ZDJĄĆ" ze statystyk, żeby pochwalić się, jak świetnie rządzą i jak dobrze ma się polska gospodarka.
    Ci, którzy dzisja podejmują tak skandaliczne decyzje, za kilka lat pójdą w zapomnienie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani dr Anno Jurek- gratuluję kolejnych kroków w celu skutecznego obnażania absurdów polskiej oświaty, życzę wytrwałości i dalszych sukcesów w pracy badawczej.
    Pedagog.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze całkiem niedawno (do 2006 roku!) każdy magister mógł (formalnie!) uczyć każdego przedmiotu w liceum! Tymczasem poziom absolwentów przed(!) rokiem 2006 był zdecydowanie wyższy niż jest obecnie!!!Stąd morał, że to nie centralistyczno-formalistyczne restrykcyjne regulacje decydują o poziomie i efektach systemu edukacyjnego. Skądinąd najlepsi znani mi warszawscy licealni nauczyciele fizyki Stanisław Lipiński i Tomasz Trakiewicz(obaj już niestety nieżyjący:-( ) przez wiele lat uczyli nie mając formalnie kwalifikacji- pierwszy był niedokończonym elektronikiem z PW, a drugi niedokończonym inżynierem Inżynierii Chemicznej też z PW. Wychowali tysiące ludzi zafascynowanych fizyką, wiele dziesiątków laureatów i finalistów olimpiady fizycznej, kilkunastu medalistów olimpiad międzynarodowych, w tym złotych, publikowali, prowadzili poświęcone dydaktyce fizyki zajęcia na UW dla przyszłych nauczycieli. Mieli talent,pasję i wiedzę, na szczęście wtedy papierki nie były tak istotne jak są dziś!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Ja też mogę podać kilka znaczących nazwisk osób, które w ogóle ni e chodziły do szkoły. Pozostaje nam zatem liczyć na to, że naszym dzieciom trafi się taki jak w/w nauczyciel fizyki bez kwalifikacji. Może ktoś napisze, jaki to ma związek z rachunkiem prawdopodobieństwa? Gratuluję!

      Edyta

      Usuń
    2. @Edyta
      Ja podałem nie tylko jednostkowe przykłady!!!Napisałem też, że przed wejściem restrykcyjno-formalistycznych przepisów poziom absolwentów był wyższy raczej, szkół też. Więc te przepisy tak jakby nie pomagały, a nawet szkodziły w sposób istotny statystycznie ...;-)
      Takich pasjonatów było o wiele więcej - po prostu liczyło się co robili, a nie jakie papierki wysiedzieli czy kupili;-)Dziś, zamiast uczniami, taki pasjonat zająłby się kolekcjonowaniem kwitów!!!

      Usuń
    3. To demagogia. Jak ktoś z pasją pracuje w szkole, to nie są mu do tego potrzebne jakiekolwiek kwity czy certyfikaty. Potrzebne mu jest natomiast wykształcenie, w tym wiedza i umiejętności. To prawda, że może je zdobyć w czasie studiów, jak i w wyniku samokształcenia. Czy to ostatnie ma być teraz obowiązującym warunkiem do podjęcia pracy w szkole? Skąd dyrektor szkoły ma wiedzieć, że zgłaszająca się do niego osoba coś wie, coś potrafi i chce z pasją dzielić się tym z innymi? Nie popadajmy w skrajności. Nie dyskutujemy tu o kształceniu domowym, ani o szkołach autorskich, tylko o przygotowywaniu kadr do pracy z kilku milionami uczniów w szkolnictwie publicznym!
      Durniowi i cwaniakowi, który wybiera studia nauczycielskie, bo wydają mu się łatwe i przyjemne, cykl 5-letni w niczym nie pomoże. Chyba,że go zniechęci. Natomiast pasjonacie może stworzyć więcej okazji do studiowania tego, co będzie mógł z powodzeniem wykorzystywać w kontakcie z uczniami. Nie ma w procesie edukacji praw. Są co najwyżej pewne prawidłowości, zaś wyjątki je potwierdzają. Być może zatem każdy z dyskutantów ma trochę racji.

      Usuń
    4. Od decydowania ( i odpowiadania za wynik!) kogo zatrudnić powinien być dyrektor i tylko on. Bo czasem warto zatrudnić doskonałego samouka (takich ludzi można dostrzec - np. doświadczenia harcerskie czy w upowszechnianiu wiedzy!)- to wzbogaca szkołę o ciekawych pasjonatów. Formalistyczne podejście w polskiej skorumpowanej rzeczywistości niewiele wnosi - w prywatnych szkółkach można kupić(a w publicznych - wysiedzieć!) dyplom taki czy inny, więc o niczym on nie świadczy. Formalizm to tylko naganianie klientów( i kasy) określonym grupom!!!

      Usuń
    5. Polski system oświaty funkcjonuje na zasadzie zastraszania:
      nauczyciele boją się dyrektorów, dyrektorzy – kuratorów, kuratorzy – ministerialnych władz, a nawet zwykłych urzędników z MEN (tych ostatnich cechuje wyjątkowa arogancja). Ministerstwo nie dopuszcza żadnej krytyki, bo przecież jest nieomylne.
      Dyrektorzy (a tym bardziej nauczyciele), którzy podejmują próby zmian niekorzystnych zjawisk w oświacie (krytyka źle przygotowanej reformy 6-latków, krytyka podstawy programowej), sprowadzają na swoją szkołę wizytacje i kontrole KO. Jeśli nie mają zbyt silnej pozycji, ryzykują, że stracą pracę.
      I tak błędne koło się zamyka.
      W polskiej szkole jest cała masa absurdów, ale w tym systemie zastraszania nie da się ich wyeliminować.

      Usuń
  14. Edukacja w Polsce - niewypał? [DEBATA TOKFM.pl]
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,123696,11697586,Edukacja_w_Polsce___niewypal___DEBATA_TOKFM_pl_.html

    OdpowiedzUsuń
  15. MEN podejmuje działania, by poprawić stan edukacji. Będą one polegać na poszerzeniu zakresu kontroli pracy szkół.
    Kuratoria już zaczęły rozpisywać konkursy na nowych wizytatorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedstawicielka MEN na sejmowej podkomisji ds. jakości kształcenia i wychowania (15 V) stwierdziła, że zmiany w zakresie form nadzoru pedagogicznego spowodują, że „wszyscy uczniowie otrzymają usługę edukacyjną na podobnym poziomie”.
      Szkoda tylko, że MEN nie dba o odpowiedni poziom własnej pracy i podległych mu placówek.

      Usuń