niedziela, 22 kwietnia 2012

Gdzie studiować prawdziwie akademicką pedagogikę?

Odpowiedź rysuje się prosta - w czasach kryzysu i rynkowej weryfikacji kwalifikacji absolwentów studiów pedagogicznych, należy wybierać najlepsze środowiska akademickie, a takimi są głównie uniwersytety i akademie, które prowadzą studia na pedagogice od kilkudziesięciu lat, a nie od 15 czy 10. W takich środowiskach  kandydaci na studia mają gwarancje bezpieczeństwa, trwałości, odpowiedzialności i rzetelności ich organizatorów. W uniwersytetach i akademiach pedagogicznych, a nawet teologicznych kształci się od dziesiątek lat nie tylko  studentów pedagogiki, ale, co najważniejsze, także kadry naukowe dla tej dyscypliny naukowej. Jeśli zatem ktoś zastanawia się nad tym, gdzie kontynuować studia II stopnia, to lepiej niech jak najszybciej zapomni o swojej dotychczasowej wyższej szkole zawodowej, nawet jeśli ona posiada takowe uprawnienia, tylko wybiera uczelnie i ich wydziały pedagogiczne z dużą tradycją, wysokim prestiżem naukowym, cenioną w kraju i poza granicami kadrą naukową oraz dostępem do światowych źródeł wiedzy. Ten ostatni czynnik dotyczy m.in. bogactwa uczelnianej biblioteki, zakupionego przez władze dostępu do naukowych baz danych na całym świecie, wydawanych przez pedagogów czasopism naukowych, które znajdują się na liście najwyżej ocenianych periodyków i stałego dostępu do wymiany międzynarodowej w ramach różnych programów i zawartych umów dwustronnych.

Co kilka lat w naszym kraju Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dokonuje oceny parametrycznej  jednostek wydziałowych czy instytutów, które kształcą na danym kierunku studiów i mają uprawnienia do nadawania stopni i ew. tytułów naukowych. Najbliższa taka ocena będzie dopiero za rok, a zatem dysponujemy jedynie danymi o tych środowiskach pedagogicznych, które poddały się tej ocenie w 2010 r. Czas zdjąć maskę pozorów i dostrzec, że ponad 90% wyższych szkół prywatnych nigdy takiej ocenie się nie poddało i nie podda, co potwierdza, że nie spełniają kryteriów akademickości. Jedne szkoły dlatego, że chciałyby, ale nie spełniają fundamentalnych wymogów w tym zakresie, a inne z powodu oczywistego zainteresowania jedynie "zarabianiem" na naiwnych kandydatach, dzięki posiadanemu formalnie uprawnieniu do prowadzenia studiów II stopnia. Takie jednak nie ma nic wspólnego z  wiarygodnością w pełni akademickigo środowiska, tylko jest potwierdzeniem spełnienia minimalnych wymagań resortu w zakresie kształcenia studentów. A to nie jest już tym samym, co kształceniem także kadr naukowych, jako jednym z kluczowych kryteriów dojrzalości akademickiej.

Porzućcie zatem sny o potędze własnego wykształcenia, jeśli zyskujecie je w "wsp" jako firmie z misją typową dla przedsiębiorstw usługowych czy produkcyjnych, gdyż zyskacie w nich być może dyplom, ale to za mało, by stał się on przepustką czy windą do sukcesów pedagogicznych i/lub naukowych.  Szkoda na to kasy, szkoda straconego czasu, gdyż pozostaniecie bezrobotnymi z dyplomami do powieszenia sobie na ścianie we własnym domu. Już co czwarty absolwent wyższych szkół prywatnych ("wsp") nie może znaleźć pracy. Ministerstwo Finansów zamroziło w Poslce środki z Funduszu Pracy m.in. na aktywizację bezrobotnych wśród m.in. absolwentów studiów magisterskich, kierując się zasadą, że jakoś sobie sami muszą poradzić na rynku pracy.  Fala wykształconych magistrów zderza się na naszym rynnku z ponad półmilionową społecznością NEET-sów,a więc osób młodych, poniżej 24 roku życia, nie pracujących, nie studiujących ani tez nie przygotowujących się do jakiegokolwiek zawodu.

Najlepsze w naszym kraju wydziały pedagogiczne (edukacyjne, nauk o wychowaniu) w uczelniach publicznych, które lokują się na szczytach akademickiego poziomu, to: Wydział Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, Wydział Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu, Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Warszawskiego, Wydział  Nauk Pedagogicznych Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie,  Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego, Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, Wydział Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego i Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. To są jedyne uczelnie publiczne w naszym kraju, które kształcąc na kierunku pedagogika,posiadaja zarazem najwyższe uprawnienia akademickie, a więc do prowadzenia przewodów naukowych na wszystkie stopnie naukowe (doktora i doktora habilitowanego) i tytuł naukowy profesora w dziedzinie nauk humanistycznych (na podstawie dorobku z dyscypliny pedagogika).

Jedyną uczelnia niepubliczną, której Wydział Nauk Pedagogicznych posiada pełne prawa akademickie, jest Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu.

Drugą ligę tych uczelni otwierają te uniwersytety i akademie, które posiadają prawo do nadawania stopni   doktora w dziedzinie nauk humanistycznych (społecznych), w dyscyplinie pedagogika. Należą do nich, zapewne przygotowujące się do podwyższenia własnego standardu naukowego, takie jednostki, jak: Wydział Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, Wydział Pedagogiczny Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, Wydział Pedagogiki, Socjologii i Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Zielonogórskiego, Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Szczecińskiego, Wydział Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II,  Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie - Uniwersytetu Śląskiego,  Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku, Wydział Pedagogiczny i Artystyczny Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, Wydział Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie czy Wydział Historyczno-Pedagogiczny Uniwersytetu Opolskiego.

Wśród niepublicznych uczelni tzw. drugiej ligii akademickiej, uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora posiadają jedynie dwie jednostki: Wydział Pedagogiczny Akademii Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie i Instytut Nauk Społecznych w Pedagogium  Wyższej Szkoły Nauk Społecznych w Warszawie.

Takich uprawnień nie posiadają kształcące na pedagogice takie uczelnie publiczne, jak: Uniwersytet Rzeszowski, Akadamie Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte w Gdyni, Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie, Akademia Pomorska w Słupsku, Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach.

http://www.ck.gov.pl/images/PDF/Wykaz/wykaz.pdf

11 komentarzy:

  1. Może i prawda, że pedagogika tylko po Uniwerku czy Akademii jest super. Ale co mają zrobić osoby, które nie mają możliwości studiowania w prestiżowych uczelniach, które nie są aż tak zdolne, aby się na nie dostać, a które czują powołanie do zawodu i wybiorą jednak tę prywatną uczelnie, jaka by ona nie była? Czy należy takie osoby skreślać, bo mogą sobie dyplom powiesić na haku w pokoju?

    Mnie osobiście nie interesuje, czy kadra naukowa się dokształca, dla mnie ważne, aby wykładowca umiał przekazać wykład interesująco i potrafił odpowiedzieć na zadane pytania. Można byłoby powiedzieć, że kończąc publiczne liceum jest się tym lepszym, aczkolwiek w tych właśnie prywatnych ma się lepsze warunki zdobywania wiedzy. Czy prywatne to już gorsze? A niech sobie robią biznesy w prywatnych wsp, nie sądzę, że nie mniejsze są w publicznych fabrykach magistrów. Jak ktoś ma dostać pracę w szkole, to i tak najpierw liczy się to, czy się ma znajomości, bo dyplom to już wtórna sprawa... Taka jest rzeczywistość, nie mydlmy sobie oczu...
    Skoro Mundre Ministerstwo Nauk Wyższych daje uprawnienia firmom i przedsiębiorcom, to znaczy, że Mundre głowy, na pewno nie jedna właśnie profesorska głowa, wie co robi i jest świadoma. Idzie niż, życie zweryfikuje szkoły wszystkie. Kogo będzie stać to i tak pójdzie do prywaty, bo NIE PAPIER się liczy, nie papier...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokadnie tak. Dziś znacznie łatwiej jest dostać się na UAM czy APS niż 10 lat temu. Obecnie (niestety) to uczelnie walczą o studenta, a nie odwrotnie, czego dowodem jest np. przyjmowanie na historię ludzi, którzy na maturze tego przedmiotu nie zdawali - paradoks - można po gimnazjum iść do technikum hotelarskiego z godziną historii w tygodniu i potem na pełne studia z historii na UJ ;-). Wykładowcy dziwią sie później, że przychodzi im pracować z funkcjonalnymi analfabetami, ale proszę powiedzieć czyja to wina - dzieci, które realizują jak najlepiej swój obowiązek czy podstawy programowej i niemądrych reform?

    Dziś studenta kusi się szeregiem stypendiów, szerokimi możliwościami ze studiami doktoranckimi włącznie (tu pojawia sie pytanie - tylko po co????), dofinansowaniami do akademików... kiedyś tego nie było niestety. Pamiętam, jak kolezanki liczyły, czy za 400 złotych otrzymywane od rodziców na cały miesiąc studiowania da sie przezyć. Dawało. Inni szczęścia nie mieli, bo rodziców, ktorzy stracili w dobie zmiany ustrojowej pracę nie stac było i na te 400 złotych. Ci wybierali PWSZ-y dziś szykanowane.

    Panie profesorze - co z rzeszą ludzi, którzy w ciągu ostatnich 10 lat kształcili się w owych PWSZ-ach, tak reklamowanych w poczatkach nowego stulecia? czy ich absolwenci są według pana Profesora gorsi, gorzej wykształceni? co ze studentami Wydziałów Zamiejscowych uczelni publicznych? Co ma w takim razie zrobic całe pokolenie wyżu, ludzie urodzeni miedzy końcem lat 70 i początkiem lat 80? Ludzie, których mamiły oferty WSP, jeszcze wtedy pożądane na rynku edukacyjnym, także przez kadrę, która, mam wrażenie dzis obawia się o swoje stołki, bo kiedy wdrazano reforme nikt głosu nie podnosił, a "znane" nazwiska pozwalają nadal zaliczać się do minimum kadrowego licznych drenujacych kieszeń studentów wsp. O ile ludziom, którzy rzeczywiscie tam pracuja nie dziwię się o tyle tych, którzy fikcyjnie pobierają pieniądze za to, że ich tytuł lub stopień widnieje w papierach, uważam po prostu za obrzydliwych.

    Myślę, że tu potrzeba zmiany systemowej, nie zaś namawiania do elitaryzmu. Znam wspaniałych studentów studiujących właśnie na PWSZ -ach, szczegolnie w Malopolsce i na Podkarpaciu, którzy cały czas czują kompleks Polski B. Niestety , jak widze stereotyp podpierany jest przez najwieksze autorytety.

    Panie profesorze - nie wszyscy mają równe szanse, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Profesorze,
    Chyba się Pan trochę zagalopował!
    1. Ocena parametryczna miałaby mieć znaczenie dla studiujących na drugim stopniu? To chyba jakiś żart! Magister pedagogiki ma być praktykiem! I to jest podstawa, a nie dostęp do obcojęzycznych czasopism!
    2. Czym różni się kadra na uniwersytecie od kadry na wsp? Niczym! Bo to, ci sami ludzie!
    3. Gdzie są lepsze warunki do nauki na uniwersyetcie czy na wsp? Na wsp, bo mniejsze grupy, kameralnie, zdecydowanie lepszy kontakt z wykładowcą.
    4. Kto patrzy na dyplom przez pryzmat "wielkości" uczelni. Czy to uniwerek czy wsp, czy jeszcze jakaś szkoła prywatna? Liczy się człowiek i jego umiejętności.
    5. Po co przyznajecie Państwo uprawnienia do nadawania mgr uczelniom, które teraz Pan Profesor krytykuje? Czy nie robi tego przypadkiem PKA?
    6. Znam dobrze jeden z tych wybitnych (I liga według Pan Profesora nomenklatury) uniwersyetetów i wyjątkowy Instytut Pedagogiki. Wyższa Szkoła Czegoś Tam i Czegoś Tam ma lepszą kadrę i lepsze efekty kształcenia i żadan ocena parametryczna (całego wydziału, który rzeczywiście może byc wybitny, a nie instytutu) to kpina!
    7. To chyba myślenie trochę uproszczone, że im dłużej kształci się w danej uczelni, tym ona jest lepsza. Jak nie ma argumentów, to wystarczy powołać się na sześćsetletnią tradycję! Genialne!
    8.Rozczarowałem się tym tekstem. Stworzył Pan własną listę najlepszych i drugoligowych szkół. Tak po prostu - chyba trochę popada Pan w narcyzm. A gdzie konkrety?
    Szacunek,

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba Anonimowy zagalopował się w swoim komentarzu - albo nie zrozumiał treści, albo chce odwrócić uwagę od och sedna.
    Ocena parametryczna jest tymczasem jedynym obiektywnym wskaźnikiem poziomu akademickiego rozwoju i statusu uczelni szkół wyższych. Anonimowy powinien to wiedzieć. To, że być może uczelnia czy "wsp", w której sam pracuje takowej ocenie się nie poddaje, to może być zrozumiałe. Prawdopodobnie dlatego, że chce być tylko i wyłącznie szkołą kształcącą innych. To dobrze, niech tak będzie. Nie ma w tym niczego złego czy nagannego.

    To, że ponad 400 szkół wyższych nie spełnia fundamentalnych warunków akademickości jest obiektywną prawdą. Po co więc stroić się w togi, insygnia władzy akademickiej, skoro takie szkoły niczym nie różnią się od szkół policealnych. Niech kształcą zawodowo i oby czyniły to jak najlepiej.

    Podana przeze mnie typologia została wprowadzona w wyniku narzędzi pomiaru jakości akademickości, jakie obowiązują od kilkunastu lat w III RP. Proszę nie mieć do mnie pretensji, że w większość szkół tego nie ma, tylko do siebie, do koleżanek i kolegów, a także do władz tych uczelni czy szkół. To oznacza, że polityka kadrowa i zarządzanie są w nich prowadzone na poziomie IV ligii, ale także i to, że zatrudnieni w nich profesorowie czy doktorzy na II etacie nie tworzą w nich wartyości akademickich, tylko dydaktyczne.

    I o co tu się obrażać? Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i nie mydlić ich kandydatom na studia, którym wydaje się, że jak jeden hipermarket jest podobny do drugiego z samej tylko nazwy, to zawiera to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy mierzy swoją miarą,
      A swoją drogą, poddawanie się pomiarowi parametrycznemu przypomina mi ministerialny cyrk ze "wskaźnikiem olimpijskim" (liczba olimpijczyków na ogólną liczbę uczniów)w szolnictwie średnim. Ma rzekomo świadczyć o jakości pracy szkoły - w takiej samiej mierze jak pomiar parametryczny.
      Myślę, że my - humaniści z uniwersytetów i czwartej ligi (mizernych wsp) powinnismy efekty kształcenia mierzyć zupełnie inną miarą.
      Temat raczej do dyskusji merytorycznej - bez nadmuchiwania się - aniżeli do wymiany postów.
      Powodzenia

      Usuń
    2. To zaproponuj inny wskaźnik jako humanista i przedstawiciel lV ligowej "wsp". Wspomniane przez profesora wskaźniki nie dotyczą efektów kształcenia. Może dlatego nie są niektórzy w stanie przejść do chociażby ll ligii. Wpis dotyczy kryteriów akademickich, a nie dydaktycznych. Te może osiągać szkoła w Koziej Wólce.

      Edyta

      Usuń
  5. Jest pewna szkoła, której były rektor ma postępowanie za plagiat hab. I pomyśleć, że w ciągu 17 dni rozłożonych na rok nauki można zdobyć prosto licencjat-pracę lic, to już się napisze tam z nudów... hehe

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak wyższa szkoła prywatna utrzymuje CUM, to co się dziwić, że schodzi na dno.

    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio jedna z wyższych szkół prywatnych w Łodzi chwali się na swojej stronie internetowej tym, w czym nie mają żadnego udziału ani jej założyciel, kanclerz, ani tym bardziej rektor, ani prorektorzy czy nawet studenci. Poziom obłudy jej władz jest tu znany już od jakiegoś czasu. Oto chwalą się, że ich wykładowca 9spoza Łodzi) prowadził warsztaty w czasie Festiwalu Nauki. Owszem, wykładowca jest u nich zatrudniony, ale organizatorem warsztatów było Łódzkie Towarzystwo Naukowe a nie ta szkółka wyższa, a ów profesor afiliował w czasie ich prowadzenia uczelnię publiczną z innego miasta oraz resort nauki, dla którego prowadził badania.

    Podpiąć się jednak pod czyjeś wysiłki jest łatwo. Nikt tego nie sprawdza. Ot, tak manipuluje się informacjami w tego typu pseudoszkółkach, wprowadzając w błąd opinię publiczną. Tak postępują edukacyjni oszuści.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  8. A tu potwierdzenie, że analizy krytyczne profesora są zbieżne z demistyfikacją pseudonaukowców , o których mowa jest w:
    http://www.edulandia.pl/edulandia/1,118533,11644989,Profesor_Ewa_Nawrocka__Wszyscy_jestesmy_przestepcami

    Kierownik katedry uniwersytetu w wielkim mieście udaje się do Rektora . by poprosić o wyrażenie zgody, by w tym samym mieści mógł pracować na drugim etacie jako prorektor w szkole prywatnej, konkurencyjnej, gdzie dorabia sobie do lichej pensji, bo jak i lichy naukowiec, to trudno, by ktoś go gdzieś cenił.
    To jest poziom hipokryzji i braku przyzwoistości, o której pisze pani profesor w powyższym artykule. Co zrobi rektor uniwersytetu? Zaaakceptuje ten stan patologii jaką ma i sam od lat akceptuje w uczelni publicznej?

    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  9. Czas zdjąć maskę pozorów i dostrzec, że (jak [przypuszczam) ponad 90% studentów pedagogiki w ogóle nie zastanawia się nad akademickim charakterem studiowanej przez nich dyscypliny. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, że raczej im to przeszkadza w drodze po dyplom niż dowartościowuje. Niestety.
    A zmiana tego będzie wymagała dziesięcioleci.

    OdpowiedzUsuń