sobota, 25 lutego 2012

Doktoranci jako outsiderzy?

Doktorant jednego z uniwersytetów napisał do mnie list, wskazując zarazem, że jest regularnym czytelnikiem mojego bloga. Zapytałem, czy mogę jego treść opublikować, bo jest ona kluczowa dla mających miejsce w naszym środowisku zjawisk, które oczekują na tak hucznie zapowiadaną przez resort nauki i szkolnictwa wyższego zmianę jakości nauki, badań, dydaktyki. Autor tego listu pisze:

"Chciałbym się odnieść w swoich przemyśleniach do zmiany ustawowej, która miała stworzyć podwaliny pod rywalizację kandydatów na stanowiska naukowe, naukowo-dydaktyczne w państwowych uczelniach i instytutach naukowych. Otóż zgodnie z literą obowiązujących przepisów na każde stanowisko w uczelni państwowej, dziekan czy dyrektor jednostki ma obowiązek rozpisywać konkurs w sytuacji, gdy kończy się okres zatrudnienia osoby dotychczas na tym stanowisku pracującej. Wydawałoby się, że twórcom przepisów zależało na zdyscyplinowaniu naukowców i zdopingowaniu ich do wytężenia wysiłków nakierowanych na rozwój, a także umożliwienie wymiany kadry, na lepszą, zdolniejszą, ale jak to ma się do rzeczywistości?

Sytuację można podzielić na dwa przykłady

1. Kandydat na stanowisko naukowe (rozpatruję tutaj tylko stanowisko asystenta i adiunkta) jest zdolny, być może wybitny (raczej nie zakładam, że osoby przeciętne są w stanie ubiegać się o takie pozycje), ale nie posiada odpowiednich kontaktów „pozanaukowych”.

2. Kandydat jest dobry, a może nawet tylko przeciętny, albo wręcz słaby, ale ma odpowiednie kontakty lub zazwyczaj już obejmował konkursowe stanowisko, lecz mimo upływu okresu zatrudnienia nie był w stanie stworzyć wiekopomnego dzieła.

W przypadku kandydata nr 1, szans na objęcie stanowiska naukowego ma niewiele. Przyjmując, że co dwudziesty konkurs jest rozpisywany przejrzyście, z sensownymi wymaganiami, to licząc populację kandydatów bez odpowiednich „kontaktów” – rywalizacja może przybrać wymiary wręcz walki bokserskiej.

W przypadku kandydata nr 2, bez względu, co by się nie wydarzyło (negatywna opinia wydziałowej komisji oceniającej, brak zaawansowania pracy naukowej na stopień itd.), to i tak stanowisko otrzyma.

Śledząc wydarzenia w swojej dyscyplinie naukowej zauważyłem, że nowe przepisy niczego konstruktywnego nie wniosły, więc, po co je było wprowadzać? Na usta cisną się tylko stwierdzenia, że i z tym jest jak w Polsce ze wszystkim. Słabo. Bez głowy.

Obecnie adiunkt ma 9 lat na uzyskanie habilitacji z możliwością warunkowego przedłużenia okresu zatrudnienia, gdy ma gotową pracę habilitacyjną, złożoną do druku, wydrukowaną lub wszczęty przewód habilitacyjny – a jaka jest rzeczywistość? Bywa tak, że zwalnia się adiunkta bez habilitacji, po czym - zamiast rozpisać konkurs na wakujące stanowisko - przeforsowuje się ze względów pozanaukowych, np. społecznych (bo np. ma ciężką sytuację rodzinną) zamianę stanowiska na starszego wykładowcę. Mimo, że owa osoba nie ma szans na habilitację (mizerny dorobek), ba, nawet nie ma w planach podjęcia wysiłków zmierzających do poprawy dorobku lub przygotowania rozprawy. Taka osoba jest spokojna, bo dostała etat na 2, 3, 5 lat.

Inny przykład, nagminny, to rozpisywanie konkursu na adiunkta pod osobę, która dotychczas to stanowisko obejmowała. Oczywiście nie ma w tym niczego złego, jeśli komisja konkursowa oceni dorobek takiej osoby za najlepszy, najkorzystniejszy dla uczelni, ale co jeśli jej podanie jest jedyne? Nie może być inaczej, bo w prawie każdym konkursie wymagania są tak wyspecyfikowane, żeby nikt inny złożyć swojej aplikacji nie mógł (aż wstyd przytaczać tutaj takie wymagania, ale bywają różne, począwszy od nietypowego wykształcenia np. mgr z fizyki i muzyki, czy studia podyplomowe z logopedii na… matematyce (sic!), aż po szczegółowe, wydanie książki o objętości XYZ w języku rumuńskim).

Dobry, solidny kandydat, ale w świetle wymagań konkursowych, totalnie przeciętny, bo przecież nie ma publikacji w języku rumuńskim, tylko publikuje w dziwnych językach typu angielski czy niemiecki, nie ma szans… ".
(...)

"Nie powinienem mieć pretensji do nikogo, bo świadomie wybrałem drogę. Miałem jednak w tym wszystkim nadzieję, że przy dobrym dorobku, bliskim sfinalizowaniu doktoratu, moje szanse na wygraną w „jakimś” konkursie będą rosły. Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Przez ostatnie dwa lata w „mojej” jednostce odbyły się dwa konkursy asystenckie. Żaden z kandydatów nie miał takiego dorobku naukowego jak ja, żaden nie miał nawet w połowie przygotowanej rozprawy, ale… są wieloletnimi pracownikami i nie przystoi się ich pozbywać." Na co, Panie Profesorze, te wszystkie zmiany ustawowe? Sądzę, że z nową ustawą o stopniach naukowych będzie podobnie, wszakże to Polacy w słyną z kombinatorstwa… Kto wie czy to u nas nie będzie jeszcze łatwiej, z czasem oczywiście, uzyskiwać habilitacje, niż w przytaczanej przez Pana Słowacji.


Doktorant słusznie pyta, co ma uczynić ktoś, kto naprawdę kocha pracę naukową? Co ma zrobić doktorant, któremu dziekan odmówił przyznania stypendium naukowego, gdyż podjął pracę zawodową na więcej niż pół etatu, poza uczelnią, by utrzymać się przy życiu? Co ma zrobić doktorant, który miał na uczelni świetne wyniki, a mimo to został uznany, jako persona non grata, bo nie kombinował, nie oszukiwał?

Wiele osób w takiej sytuacji rezygnuje ze studiów doktoranckich, co wykazuje także raport z badań, jakie prowadził tylko w odniesieniu do studiów doktoranckich na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie zespół pod kierunkiem prof. Józefa Górniewicza. Spadek zainteresowania studiami doktoranckimi na pedagogice wyniósł tam przed kilku laty ponad 40%. Pasjonaci nauki muszą przecież gdzieś podjąć pracę na pełen etat, by mieć środki do życia, chociaż wcale nie muszą z tego powodu rezygnować ze swoich dotychczasowych zamiłowań. Jedną z takich dróg jest przygotowywanie rozprawy doktorskiej w trybie indywidualnym, eksternistycznym, poza strukturą uczelni.

Większości młodych osób wydaje się, że w takiej sytuacji nie mogą liczyć na niczyje wsparcie. Same zatem finansują udział w konferencjach, wydawanie rozpraw monograficznych i same też zabiegają o to, by redakcje czasopism przyjęły ich tekst do druku. Prawdą jest, że do czasu reformy były w beznadziejnej sytuacji, gdyż takie osoby nie tylko nie mogły ubiegać się o granty badawcze w MNiSW (tu konieczne było zakorzenienie w instytucji akademickiej), ale i jeszcze nie wolno im było prywatnie finansować przewodu doktorskiego, by przeprowadzić go na własny koszt w uczelni publicznej.

Zmiana jednak nastąpiła, i to radykalna. Od 2011 r. można aplikować o środki na badania naukowe do Narodowego Centrum Nauki w Krakowie i nie trzeba być z tego tytułu zatrudnionym w szkolnictwie wyższym! Warto o tym wiedzieć. Konkursy są rozpisywane systematycznie, toteż najlepsze projekty naukowe zyskują poważne wsparcie finansowe, adekwatne do planowanych zadań badawczych! Już nie ma ograniczenia, jak miało to miejsce w przypadku dawnych grantów promotorskich, że po pierwsze, musiał być otwarty przewód doktorski, a po drugie, koszty projektu badawczego nie mogły przekraczać kwoty 20 tys. zł. Dzisiaj takich ograniczeń już nie ma. Można realnie (ale nie z sufitu) planować koszty własnych badan naukowych do rozprawy doktorskiej.

Doktorantom eksternom, którzy są niejako outsiderami w szkolnictwie wyższym i funkcjonują na marginesie życia naukowego, jest niesłychanie trudno przekonać do wartości swoich dokonań środowisko akademickie. Gdyby prowadzili zajęcia dydaktyczne, to mieliby informację zwrotną, tak od innych naukowców, jak i od studentów na temat tego, jaką wartość mają ich dociekania badawcze. A tak, tworzą w osamotnieniu, chociaż w relacjach bliskich humboldtowskiemu modelowi pracy naukowej, bo w bezpośrednim kontakcie ze swoim opiekunem naukowym (promotorem pracy). W takiej sytuacji ciężar wsparcia spada niejako na opiekuna ich pracy naukowo-badawczej. Czy każdemu promotorowi zależy na tym, czy widzi w tym sens i odczuwa taką potrzebę? Ilu promotorów staje się dla swoich doktorantów-outsiderów mecenasami ich talentu i zaangażowania?

Rację ma Doktorant, że konkursy na stanowiska w publicznym szkolnictwie wyższym wciąż są obciążone pozostałością minionego ustroju, braku standardów zorientowanych na troskę o naukę, o wspólne dobro, jakim powinien być też wizerunek własnej jednostki akademickiej. Nadal obowiązują: prywata, kolesiostwo, układy, "akademicka winda" wynosząca tylko swoich do góry. Tego jednak nie zmieni się w ciągu kilku miesięcy, ani też kilku lat. Nie usprawiedliwiam tej sytuacji. Musimy na nią zwracać uwagę. Kluczową rolę powinien odgrywać tu rektor uczelni, który dysponuje, jako jedyny, instrumentami rozliczania dziekanów z ich polityki kadrowej.

Jeśli kierownicy jednostek nie są zainteresowani poziomem nauki, wysokim statusem kierowanej przez siebie (nie dla siebie) akademickiej struktury, bo są tak bardzo uwikłani w owe układy, zależności i ciche zobowiązania, to nie tylko źle świadczy o nich samych, ale i prowadzi ową jednostkę do naukowej klęski, niezdolności do konkurowania w nauce, na rzecz podtrzymywania status quo, bycia firmą kształcącą i jako taka troszczącą się o swoich, dla siebie, a to z nauką niewiele ma wspólnego. Czeka nas zatem długi, powolny, ale jednak już rozpoczęty proces przemian, w wyniku których coraz czytelniejsze będzie to, WHO IS WHO.

16 komentarzy:

  1. Panie Profesorze, pisze Pan:
    "Zmiana jednak nastąpiła, i to radykalna. Od 2011 r. można aplikować o środki na badania naukowe do Narodowego Centrum Nauki w Krakowie i nie trzeba być z tego tytułu zatrudnionym w szkolnictwie wyższym! Warto o tym wiedzieć. Konkursy są rozpisywane systematycznie, toteż najlepsze projekty naukowe zyskują poważne wsparcie finansowe, adekwatne do planowanych zadań badawczych! Już nie ma ograniczenia, jak miało to miejsce w przypadku dawnych grantów promotorskich, że po pierwsze, musiał być otwarty przewód doktorski, a po drugie, koszty projektu badawczego nie mogły przekraczać kwoty 20 tys. zł. Dzisiaj takich ograniczeń już nie ma. Można realnie (ale nie z sufitu) planować koszty własnych badan naukowych do rozprawy doktorskiej."

    To prawda! Umożliwienie aplikowania doktorantom, także tym luźno powiązanym z jednostką naukową, jest cenne, ale... jako zainteresowany tematem prześledziłem dokładnie tryb wnioskowania. Wniosek można złożyć, ale trzeba uprzednio mieć zgodę opiekuna naukowego (który będzie sprawował pieczę nad realizacją grantu), dziekana własnego wydziału, gdzie grant ma być realizowany, kwestora uczelni i prorektora ds. nauki. Podpisów sporo, a bez "odpowiedniego" dotarcia może się okazać, że szczebli do pokonania jest tak wiele, że nie sposób ich sforsować. W moim przypadku zgoda istnieje, ale podejrzewam, że nie u wszystkich tak może być. Z drugiej strony wybranie innej uczelni (bo przepisy NCNu jasno mówią, że grant można realizować wszędzie tam gdzie się uzyska akceptację) może być trudne ze względu na ograniczone kontakty najmłodszych adeptów nauki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na podstawie art. 25 ust. 1 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o Narodowym Centrum Nauki (Dz. U. 96, poz. 617), Koordynatorzy Dyscyplin ogłaszają konkurs na finansowanie projektów badawczych, realizowanych przez osoby rozpoczynające karierę naukową nieposiadające stopnia naukowego doktora.
      1. Adresaci konkursu
      1. Do konkursu mogą być zgłaszane projekty badawcze obejmujące badania podstawowe w rozumieniu art. 2 pkt 3 lit. a) ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki (Dz. U. Nr 96, poz. 615).
      2. Z wnioskami o przyznanie środków finansowych na realizację projektów badawczych mogą występować podmioty określone w art. 10 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r.
      o zasadach finansowania nauki (Dz. U. Nr 96, poz. 615), zwane dalej wnioskodawcami.
      3. W ramach konkursu będą rozpatrywane projekty badawcze realizowane przez osoby rozpoczynające karierę naukową nieposiadające stopnia naukowego doktora.
      2. Warunki przystąpienia do konkursu
      1. Do konkursu kwalifikowane są te projekty badawcze, których okres realizacji nie przekracza 36 miesięcy.
      2. Do konkursu dopuszczone są te podmioty, które zgodnie z art. 27 pkt. 2 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o Narodowym Centrum Nauki (Dz. U. 96, poz. 617) przedstawią oświadczenie o niefinansowaniu zadań objętych wnioskiem ze środków pochodzących z innych źródeł.

      Usuń
    2. 4. Sposób i termin składania wniosków
      1. Zakres informacji zawartych we wniosku o finansowanie projektu badawczego realizowanego przez osobę rozpoczynającą karierę naukową nieposiadającą stopnia naukowego doktora określa załącznik nr 2, a dla osób fizycznych niezatrudnionych
      w podmiotach, o których mowa w art. 10 pkt 1-8 i pkt 10 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki (Dz. U. Nr 96, poz. 615) załącznik nr 2a do niniejszego ogłoszenia.
      2. Do wniosku należy dołączyć skrócony i szczegółowy opis projektu badawczego. Skrócony opis projektu badawczego nieprzekraczający 3 stron maszynopisu należy przygotować dla paneli HS w języku angielskim, dla paneli ST i NZ w języku polskim. Szczegółowy opis projektu badawczego nieprzekraczający 15 stron maszynopisu należy przygotować dla paneli HS w języku polskim, dla paneli ST i NZ w języku angielskim.
      3. Wniosek o finansowanie projektu badawczego (w języku polskim i języku angielskim) w formie elektronicznej w systemie dostępnym na stronie internetowej Ośrodka Przetwarzania Informacji należy złożyć na konkurs do dnia ....
      4. Wniosek wydrukowany w jednym egzemplarzu w języku polskim, podpisany przez osobę reprezentującą wnioskodawcę, z wyłączeniem skróconego i szczegółowego opisu projektu wymienionych w pkt 4.2., należy złożyć do dnia ..., na adres: Narodowe Centrum Nauki, ul. Królewska 57, 30-081 Kraków,
      z dopiskiem: „Konkurs na projekty badawcze realizowane przez osoby rozpoczynające karierę naukową nieposiadające stopnia naukowego doktora”.
      5. Jednostka naukowa nieotrzymująca dotacji na działalność statutową z budżetu nauki przekazuje w formie pisemnej informacje dotyczące:
      1. badań naukowych zrealizowanych w tej jednostce w ostatnich 2 latach przed złożeniem wniosku wraz z wykazem publikacji pracowników tej jednostki oraz wykazem patentów, wdrożeń lub innych zastosowań wyników badań;
      2. aparatury naukowo-badawczej i innego wyposażenia umożliwiającego prowadzenie badań naukowych.
      6. Wnioskodawcy będący przedsiębiorcami, o których mowa w § 3 Rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 20 grudnia 2010 r. w sprawie warunków i trybu udzielania pomocy publicznej i pomocy de minimis za pośrednictwem Narodowego Centrum Nauki (Dz. U. Nr 8, poz. 34) przekazują
      w formie pisemnej informacje wyszczególnione w § 8.
      7. Wnioski, które wpłynęły po terminie nie będą rozpatrywane.
      8. Informacje o konkursie można uzyskać w Narodowym Centrum Nauki oraz na stronie internetowej Centrum www.ncn.gov.pl
      5. Sposób i kryteria oceny wniosków:
      1. Wnioski oceniane są pod kątem spełnienia warunków formalnych i merytorycznych.
      2. Wnioski będą rozpatrywane zgodnie z regulaminem przyznawania środków na realizację zadań finansowanych przez Narodowe Centrum Nauki, określonym uchwałą Rady Narodowego Centrum Nauki nr 12/2011 z dnia 10 marca 2011 r., stanowiącym załącznik nr 3 do niniejszego ogłoszenia.
      3. Przy ocenie wniosku o finansowanie projektu badawczego uwzględnia się:
      1. poziom naukowy badań lub zadań przewidzianych do realizacji;
      2. nowatorski charakter problemu naukowego, którego rozwiązanie jest proponowane;
      3. osiągnięcia naukowe kierownika projektu oraz opiekuna naukowego bądź promotora;
      4. zasadność planowanych kosztów w stosunku do przedmiotu i zakresu badań;
      5. wpływ realizacji projektu badawczego na rozwój dyscypliny naukowej oraz kariery naukowej kierownika projektu;
      6. ocenę możliwości realizacji wnioskowanego projektu.

      Usuń
  2. Trzeba śledzić właściwy dla siebie konkurs.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli zatem piszę pracę doktorską pod kierunkiem konkretnego profesora, to jest oczywiste, że musze wykazać we wniosku - jego osiągnięcia. One mogą służyć pomocą, bo zyskamy wysoką punktację, jeśli promotorem jest osoba kompetentna i z dorobkiem naukowym. Niestety, jeśli promotorem jest historyk wychowania a otwiera przewód np. z andragogiki, to klapa. To znaczy, że oszukuje swojego doktoranta, że jest kompetentny i może z tej subdyscypliny otwierać przewód doktorski, chociaż sam nie ma żadnej publikacji z tego zakresu. Tacy jednak oszuści też się zdarzają w naszym środowisku. Niestety. Na to jednak nic nie poradzę. Trzeba wiedzieć, do kogo zwrócić się o opiekę naukową nad własnym projektem badawczym, który powinien zakończyć się doktoratem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy artykuł. Moja koleżanka robi doktorat już 5 rok, bo nie wyrobiła się w 4 lata... wiecznie musiała być "na smyczy" swojej pani profesor, być na każde jej zawołanie, prowadzić ćwiczenia na wszystkich typach studiów, brać udział w konferencjach i zdobywać granty... kiedy jednak z macierzyńskiego wróciła właściwa pani doktor, koleżankę pozbawiono pół etatu, a doktorat może sobie pisać w domu... bo nie miała czasu na niego, bo ciągle była wykorzystywana przez swoją panią profesor... z czego ma żyć? jeść suchy chleb? i pisać doktorat na kolanie...bo była tak zawalona robotą... przez 4 lata?

    OdpowiedzUsuń
  5. Różne są powody niezrealizowania czegoś. Z tego przypadku nie wynika żadna prawidłowość dla zaprzeczenia temu, że są w tym kraju możliwości do realizowania własnych pasji naukowych. Być może koleżanka źle wybrała, może miała pecha, a może tak było jej wygodnie. Tu może być 1000 powodów. Co to znaczy, że nie wyrobiła się w 4 lata? Niektórzy marzą o takiej "smyczy" a przecież nikt jej na niej nie trzymał wbrew jej woli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Skala zjawiska ustawiania konkursów i ich "transparentności" jest ogromna. Ku przestrodze opiszę własne doświadczenia...jestem osobą, która ukończyła bardzo dobrze dwie specjalności pedagogiczne, która w pierwszym roku po magisterce miała kilka publikacji naukowych i odbyła 9 konferencji (za własną kasę), dodatkowo rozpoczęła doktorat.

    Jaki był efekt tych intensywnych starań? Przegrana 6 konkursów w tym 2 na uniwersytetach państwowych w różnych regionach Polski, jeden na politechnice, jeden na akademii oraz dwa na uczelniach prywatnych. Czasami w internecie można spotkać opinie, że uczelnie prywatne chętnie zatrudniają spoza układu; nic z tego!. Wymagania w konkursach nie były wysokie (a nawet można powiedzieć niskie - mgr, napisanie czegoś lub nie i angielski), jednak za wysokie, gdy nie ma się "odpowiednich kwalifikacji" (zna kogoś itp.).

    Proszę się, więc zastanowić przyszłym i obecnym doktorantom (nie tylko pedagogiki), którzy nie są już asystentami na uczelni i nie prowadzą już dydaktyki czy warto bawić się w naukę.

    Dodatkową kwestią jest fakt, że często promotorzy rozbudzają sztucznie nadzieje zdolnych ludzi (choć zdolni ludzie sami w sobie mają już rozbudzone nadzieje i aspiracje), pomimo faktu, że już dawno nie aplikowali na żadne stanowisko i myślą, że świetnie napisany doktorat coś ułatwi. Niestety to jest loteria.

    Nadal doktorant

    OdpowiedzUsuń
  7. W kontekście powyższych rozważań polecam wszystkim młodym badaczom książkę "Nigdy nie jedz sam" Keitha Ferrazzi'ego.
    Umiejętność tzw. networkingu (współczesnego kolesiostwa) jest więcej warta niż mądre publikacje, konferencje, udział w szkoleniach pedagogicznych, twórczość, kreatywność i pracowitość w pracy naukowej. Oczywiście proszę potraktować ten wpis jako swojego rodzaju satyrę dotyczącą wszelkich konkursów na uczelniach.

    OdpowiedzUsuń
  8. W jednym z konkursów jakie czytałem na tablicy ogłoszeń, było wymaganie (na adiunkta) minimum 20 lub 25 lat pracy na stanowisku ... adiunkta i ukończona logopedia. Ten konkurs był na państwową uczelnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rewelka. To chyba potrzebowali kogoś na gerontologię albo tanatopedagogikę.

      Usuń
  9. Składałem w roku akademickim 2010/11 i 2011/12 dokumenty na pewno więcej, niż 10 konkursów w państwowych uczelniach. Nie jestem adiunktem tych uczelni, przegrałem konkursy z kandydatami, którzy mieli od początku je wygrać. To nic, że nie pisałem w językach dziwnych, jak angielski, to nic, że mam na koncie kilka książek, to nic, że moje artykuły są w bazach IC Ceeol lub inne. To nieważne, że mam kilka wystąpień na międzynarodowych zagranicznych konferencjach i kilkadziesiąt w Polsce (mimo, że od doktoratu minęło 5 lat). TO NIKOGO NIE OBCHODZI! Liczy się, że nie jestem kolegą tego lub tamtego! ....ja się nie skarżę na swój los....chciałoby się zaśpiewać, lecz w imię. no właśnie czego? Sprawiedliwości? NIE,....... w imię równouprawnienia? NIE, w imię......w imię ojca i syna...chyba, bo od tego się wszystko zaczyna! Nie wierzę w polską uczciwość!Przykro mi z tego powodu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może rozgorycznie jest tu uzasadnione. Nie wiemy jednak, czy te publikacje rzeczywiście zasługują na pozytywną ocenę. Z drugiej strony, jeśli ten dorobek jest tak znakomity, to aż szkoda, że mie ma możliwości zatrudnienia Pana w uczelni publicznej. Z mojej orientacji wynika, że w szkolnictwie wyższym będą redukcje etatów, także naukowych.

      Jola

      Usuń
    2. Pani Jolu, to nie ma znaczenia jaki jest poziom tych publikacji, gdyż ich i tak nikt nawet nie przejrzał podczas postępowania konkursowego, a pewnie ów adiunkt otrzymywał zwrotnie wraz z dokumentacją lakoniczne jedno zdanie - "Informuję, że nie nie uzyskał Pan zatrudnienia na Uniwersytecie ..." dyrektor instytutu tego i owego prof. Jan Kowalski. Zawsze przychodzą raczej takie informacje po konkursie od uczelni na zasadzie "nie, bo nie" i tyle, bo nie jesteś swój (temat jest mi dobrze znany).

      Warto dodać jak jest w przypadku niższego stanowiska - asystenta. W tym przypadku łatwiej jest zostać asystentem na danej uczelni osobie znanej, lubianej, faworyzowanej, mającej poparcie kogoś, nawet bez ani jednej publikacji (które nadrobi przynajmniej teoretycznie podczas asystentury) niż osobie nie cechującej się powyższymi "zaletami charakteru", a mającej np. 10 publikacji po magisterce i rozpoczęty doktorat np. eksternistycznie.

      Wnioskując z wypowiedzi powyższego adiunkta to jest on całkiem dobry, a może i wybitny, a z pewnością jest pasjonatem swojej dyscypliny naukowej.

      Usuń
  10. Tak, jestem pasjonatem swojej dziedziny. Być może uczelnia wyższa państwowa miałaby ze mnie ogromną pociechę, ale cóż, nie dowiemy się tego nigdy. Szkoda...Dziękuję za słowa otuchy. To miłe. Kończę książkę i zobaczymy co dalej. A rzeczywiście otrzymywałem lakoniczne odpowiedzi, to prawda. Z jednym wyjątkiem, tylko co szósta uczelnia cokolwiek wysłała :).
    Pozdrawiam wszystkich doktorów bez pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W uczelni mimo hierarchii władzy (rektor, prorektorzy, dziekani), w kwestii zatrudnienia mają najwięcej do powiedzenia kierownicy zakładów/katedr (bezpośredni przełożeni asystenta, adiunkta), a potem ewentualnie dyrektorzy instytutów (ale i tak najważniejszy jest pierwszy szczebel władzy). Komisja zazwyczaj głosuje za tymi, których się poleci. Czasem rektor może się sprzeciwić, ale z reguły akceptuje wybory.

      Jest to zarówno element ukrytego programu uczelni wyższych (coś co powinno się piętnować), ale również pewnie moja uwaga jest cenną wskazówką dla wybitnych adiunktów bez pracy.

      Czyli warto być wybitnym, ale wyżej wspomniany networking też jest istotny (i on przeważy o zatrudnieniu). Innymi słowy trzeba sprzedać swój dorobek, dać się poznać bezpośrednim przełożonym (kierownikom zakładów) nawet dzięki godzinom zleconym.

      Oczywiście takie podejście do konkursów jest oburzające, ale tak to wygląda w praktyce, ten "odczarowany" ukryty program uczelni.
      Pozdrawiam

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.