Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

Studentka to czy prowokatorka?

Wczoraj cały dzień trwały w mediach dyskusje na temat tego, jak mamy zwracać się do pań, które piastują funkcje czy społeczno-zawodowe role w różnych instytucjach. Sprowokowała je pani minister sportu - Joanna Mucha w programie red. Tomasza Lisa która poprosiła, by zwracano się do niej per "pani ministra". Ugenderowienie codziennego języka rozbawiło wielu dziennikarzy, a i mnie uczuliło na to, by zamiast zwracać się do pełniącej jakąś funkcję kobiety per "pani X", poszukiważ zwrotu bardziej adekwatnego dla podkreślenia równości płci. Tak więc nie będę już mówił "pani rektor" tylko "pani rektorko", zamiast kanclerz - kanclerko, zamiast pani dziekan-pani dziekanko, zamiast pani pedagog - pani pedagożko (tu ciekawie wpisuje się w tę rolę gorycz), zamiast pani antropolog-pani antropolożko itp.

Co mam jednak powiedzieć i jak mam zwrócić się do pani dorci-87 (Cóż za narcystyczny adres "narcystki"?), która nie raczyła się przedstawić w ski…

Resort edukacji narodowej na szarym końcu! Czas zbadać jakość czasu pracy MEN!

Niestety, wczorajszy wywiad minister edukacji - Krystyny Szumilas dla "Rzeczpospolitej" tylko utwierdził mnie w dotychczasowej diagnozie, że jest to jeden z najgorszych resortów, i to nie tylko tego rządu. Jednoznacznie zostało potwierdzone, że można być ministrem edukacji bez wizji, bez strategii, bez jakiegokolwiek pomysłu na doskonalenie funkcjonowania polskiego systemu oświatowego. Zapewne to redakcja wyeksponowała w tytule wywiadu jego esencję, przypominającą zresztą najgorszej marki herbatę z okresu PRL, która nazywała się "Popularna". Tytuł mówi już sam za siebie: "Nie lubię rozmawiać bez celu".

Jak nie ma się nic do powiedzenia, to nie udziela się wywiadów (to rada Leszka Millera z SLD), chociaż wydawałoby się, że jak kilka lat było się w opozycji do oświatowej polityki PiS, a potem przez cztery lata było się wiceministrem edukacji, to chyba powinno się mieć coś do powiedzenia na temat projektowanych zmian. Tych jednak nie ma, bo wdraża się w życ…

Nie wszystko złoto, co się świeci?

Już kiedyś o tym pisałem, że nazwy własnej "uniwersytet" - "uniwersytecki" -używają nie tylko uniwersytety, ale także te podmioty w sferze usług edukacyjnych, które nie są powiązane z jakimkolwiek uniwersytetem w naszym kraju. No, chyba, że ktoś w nich pracujący, ma uniwersytecki dyplom.

Zastanawiam się zatem nad tym, czy każdy może używać tej nazwy w sytuacji, gdy jest podmiotem gospodarczym powiązanym z edukacją np. gdy jego oferta edukacyjna nie ma nic wspólnego z akademicką, tylko jest adresowana do uczniów szkół podstawowych, gimnazjów czy ponadgimnazjalnych? Czy też możemy nazwać ją uniwersytecką? Czy nie mamy tu do czynienia z nadużywaniem nazwy "uniwersytet" , "uniwersyteckość" tylko po to, by wprowadzić klientów w błąd, sugerując im związek z instytucją, którego nie ma? Czy właściwe jest podnoszenie sobie w ten sposób niczym niezasłużonego prestiżu w rynkowej walce o zdezorientowanego klienta?

Jeżeli czytam informację o tym, że d…

Doktoranci jako outsiderzy?

Doktorant jednego z uniwersytetów napisał do mnie list, wskazując zarazem, że jest regularnym czytelnikiem mojego bloga. Zapytałem, czy mogę jego treść opublikować, bo jest ona kluczowa dla mających miejsce w naszym środowisku zjawisk, które oczekują na tak hucznie zapowiadaną przez resort nauki i szkolnictwa wyższego zmianę jakości nauki, badań, dydaktyki. Autor tego listu pisze:

"Chciałbym się odnieść w swoich przemyśleniach do zmiany ustawowej, która miała stworzyć podwaliny pod rywalizację kandydatów na stanowiska naukowe, naukowo-dydaktyczne w państwowych uczelniach i instytutach naukowych. Otóż zgodnie z literą obowiązujących przepisów na każde stanowisko w uczelni państwowej, dziekan czy dyrektor jednostki ma obowiązek rozpisywać konkurs w sytuacji, gdy kończy się okres zatrudnienia osoby dotychczas na tym stanowisku pracującej. Wydawałoby się, że twórcom przepisów zależało na zdyscyplinowaniu naukowców i zdopingowaniu ich do wytężenia wysiłków nakierowanych na rozwój, a…

Jak władze odwracają kota ogonem

Premier rządu zapowiada konieczność wprowadzenia zmian w Karcie Nauczyciela. Jeszcze nie wiemy, czego one mają dotyczyć, ale nie bez powodu pojawiają się na łamach codziennej prasy drobne "przecieki", które - jak twierdzą politolodzy - są sterowane przez władze, by wyczuć nastroje społeczne. Pierwsze zapowiedzi zmian już pojawiały się wcześniej, a dotyczyły czasu pracy nauczycieli. Nie bez powodu prowadzone są przez socjologów - z podporządkowanego MEN - Instytutu Badań Edukacyjnych badania ogólnopolskie mające wykazać (bo taka była zapowiedziana hipoteza samosprawdzająca się), że nauczyciele pracują w szkołach za mało, czego wskaźnikiem ma być jedynie czas ich pracy dydaktycznej w szkole, w klasach lekcyjnych, świetlicach, warsztatach czy salach gimnastycznych.

Mówi się o fatalnych wynikach kształcenia w szkołach podstawowych, które - jak wiadomo są fundamentem pod dalsze sukcesy lub porażki uczniów - spowodowane są zdaniem rządzących m.in. złym przygotowaniem nauczycieli…

Paradoks kłamcy

Komunikat MEN z dnia 21 lutego jest króciutki:

"Ministerstwo Edukacji Narodowej informuje, że od wtorku, 21 lutego, osobą pełniącą obowiązki rzecznika prasowego jest Joanna Dutkiewicz, zastępca dyrektora Biura Informacji MEN. Dotychczasowy rzecznik Grzegorz Żurawski zrezygnował z pełnienia funkcji i oddał się do dyspozycji ministra." (http://www.men.gov.pl/)

Cóż to za komunikat i dla kogo? Doprawdy, aż tak źle szacują władze MEN poziom inteligencji polskiego narodu, że zgodnie z instrukcjami, jakimi uprzednio same karmiły swojego b. rzecznika, teraz usiłują wmówić nam, że ów młodzieniec znalazł sobie lepsze zajęcie lub odechciało mu się już być rzecznikiem? Mimo specjalnej zakładki na stronie MEN - pt. "MINISTERSTWO - Komunikaty i wyjaśnienia MEN" - nie znajdziemy w niej żadnych eksplikacji tego faktu. Jeszcze pan Premier nie tupnął nogą, a już rzecznik podał się do dymisji? A coż to takiego się stało? Podobno, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.…

Miejsce dr Marii Łopatkowej jest w Encyklopedii Dobroci, a nie na ławie oskarżonych!

Otrzymałem dzisiaj list od dr Marii Łopatkowej o bardzo niepokojącej treści. Pani Maria, jak mówią o Niej wszyscy Ci, którzy Ją osobiście poznali, autorka i afirmatorka pedagogiki serca, załączyła do korespondencji kserokopię artykułu, jaki napisała o Jej pobycie w Zakładzie Karnym w Rzeszowie absolwentka pedagogiki resocjalizacyjnej Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie - pani Małgorzata Jakubczak. Z zamieszczonej w artykule fotografii oraz relacji wynika, że i ona tam była, przybliżając w tekście dla "Dziennika. Polska" (12.07.2011, s.6),jak odbywające się od kilku lat spotkania M.Łopatkowej z osadzonymi więźniami-recydywistami rzutują na ich resocjalizację:

"Spotkanie z profesor Łopatkową odbyło się bez udziału personelu więziennego, grupa piętnastu więźniów, którzy sami zgłosili chęć uczestnictwa, mogła poczuć się swobodnie, każdy z nich miał możliwość bez skrępowania wypowiadać swoje myśli. Wsród przybyłych na spotkanie znaleźli się…

Jak mogłaby wyglądać rozmowa ministra edukacji narodowej na dywaniku u Premiera III RP?

Musimy to sobie wyobrazić, gdyż media i tak nie będą miały do niej dostępu. Gdyby w resorcie rządził Roman Giertych, to może odbywałyby się one w "Sali lustrzanej", czyli z lustrem weneckim w ścianie. Wówczas moglibyśmy sobie coś z tej rozmowy podejrzeć i po gestykulacji oraz mimice domyśleć się, o czym też oni ze sobą rozmawiają i jaki jest klimat tej „spowiedzi”. Co najwyżej pozostaje nam liczyć na nagranie, które za jakiś czas ktoś ujawni, bo na platformie ponoć trzeba nagrywać, najlepiej z ukrycia. Jeden z nauczycieli wyższej szkoły prywatnej w Łodzi, gdyby nie nagrywał rozmowy z jej rektorem, to nigdy by nie udowodnił, że miał do czynienia z prostactwem i naruszeniem dobrego imienia w pseudo akademickich klimatach. A tak, złożył sprawę do sądu i wygrał zadośćuczynienie.

No więc, jak mogłaby taka rozmowa wyglądać? Wczujmy się w rolę pani minister. Może ta rozmowa mogłaby wyglądać tak:

Drogi Panie Premierze, proszę mnie jeszcze nie zwalniać ze stanowiska ministra edu…

WSP, czyli wyższe szkoły pretensjonalności

Lech Witkowski przywołuje w swojej najnowszej rozprawie pt. „Historie autorytetu wobec kultury i edukacji” (Impuls 2011) krytykę pretensjonalności jako celu, który jest realizowany w wyższych szkołach prywatnych i państwowych, gdzie nastąpiła i jest kontynuowana polityka degradacji kultury, wiedzy i nauki na skutek realizowania w nich filisterskiej inżynierii społecznej. Ta bowiem prowadzi do radykalnego obniżania standardów kształcenia i badań naukowych we wszystkich niemalże wymiarach funkcjonowania szkół wyższych – od finansowego, infrastrukturalnego, poprzez ideowy i osobowy. Deklaracja Bolońska jest niczym innym jak realizacją polityki ukrytego terroru przeciętności, bylejakości, pozoranctwa, pod maską pochwały włączania się polskiej nauki w rywalizację międzynarodową. Prowadzi to do kształcenia młodych pokoleń pod oczekiwania przyszłych pracodawców (rynku pracy), którzy nie są zainteresowani głęboką wiedzą, refleksyjnością, krytycyzmem, kreatywnością jako istotnymi komponentam…

Im ciszej, tym głośniej

Im ciszej jest w Ministerstwie Edukacji Narodowej, tym głośniej jest w samorządach odpowiedzialnych za prowadzenie szkół i placówek oświatowo-wychowawczych. Im ciszej przyjmuje się w Sejmie i Senacie kolejną nowelizację ustawy o systemie oświaty, tym głośniej jest o niej w mediach. Dzięki temu istnieje w społeczeństwie stan równowagi. Im gdzieś jest gorzej – tym gdzie indziej jest lepiej. Im gdzieś jest lepiej, tym ktoś to musi szybko sprowadzić do zera.

Powyższą prawidłowość potwierdził najkrócej urzędujący minister edukacji Ryszard Legutko w wywiadzie dla Uwarzam Rze. Na poprzedzone drobną konstatacją pytanie redaktor Marzeny Nykiel: Minister Hall w dobrym nastroju pożegnała się ze swoim urzędem. Jak ocenia pan jej dokonania? - prof. R. Legutko odpowiedział:

Każdy minister żegna się w dobrym nastroju, a im jest gorszy, tym ma nastrój lepszy. Pani minister pogłębiła proces degradacji polskiej oświaty, który trwa już od pewnego czasu. Duży ruch w dół dokonał się za sprawą ministra H…

Słowacy też walczą z nieuczciwością akademicką

Pracujący na Słowacji polski profesor przesłał mi artykuł z tamtejszej prasy, w którym jest mowa o tym, że w tym kraju także tropi się próby wyłudzania stopni i tytułów naukowych nie tylko przez tzw. habilitacyjnych turystów, ale i własną kadrę "naukową" czy studentów. Patologie w tym zakresie nie dotyczą tylko przedstawicieli nauk humanistycznych czy społecznych, ale także nauk typu science.

Możemy dowiedzieć się o tym, jak to b. minister gospodarki uzyskał na Technicznym Uniwersytecie w Koszycach tytuł profesora, mimo niespełnienia obowiązujących tam kryteriów. Jedna z posłanek do Parlamentu nie zawarła w swojej pracy dyplomowej przypisu do źródeł, z których korzystała i je obficie wykorzystała. Przewodniczący wojewódzkich struktur jednej z partii politycznych uzyskał stopień bakalarza (odpowiednik naszego licencjatu) w Wyższej Szkole Bankowej. Nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie to, że jest ona w dużej mierze plagiatem tekstów z wielu podręczników, bez wskazania n…

O znakomitej diagnozie cyberprzemocy wśród młodzieży

Najnowsza rozprawa dra Jacka Pyżalskiego (b. adiunkta Uniwersytetu Łódzkiego, wieloletniego pracownika Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi) pt. "Agresja elektroniczna i cyberbullying jako nowe zachowania ryzykowne młodzieży gimnazjalnej(Kraków: Oficyna Wydawnicza Impuls 2012)jest znakomitym studium interdyscyplinarnym napisanym przez pedagoga, którego wiedza ma charakter ekspercki najwyższego poziomu. Nie ma się jednak co dziwić, skoro reprezentował on polskich naukowców w międzynarodowej sieci badaczy zjawisk związanych z cyberbullyingiem. Jego wieloletnie doświadczenia badawcze nad agresją i problemami dyscypliny w socjalizacji dzieci i młodzieży, zaowocowały kumulacją dzieła, które łączy w sobie erudycję z wysokimi kompetencjami metodologicznymi (w tym przypadku rozdział o założeniach metodologicznych badań może służyć za przykład tego, jak należy konceptualizować własne badania naukowe, jak konstruować i realizować kluczowe dla nich etapy).

Wciąż mamy mało badań reprezentatywn…

Spieszcie z habilitacją na Słowację, bo tak szybko w Polsce jej nie dadzą

Słowacy są od nas lepsi. Tylko w jedno przedpołudnie w dniu 15 lutego 2012 r. odbędą się aż trzy tzw. kolokwia habilitacyjne, na które zaprasza dziekan Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy Jednym z trzech szczęśliwców będzie Polak, którego przewód usytuowano na końcu habilitacyjnej serii. Chyba nie przewiduje się tu żadnych, szczególnych dyskusji, pytań czy debat. Czasu na to jest bardzo mało. Wystarczy przedstawienie przez habilitanta głównych tez jego rozprawy (?) habilitacyjnej, która nie jest przecież jako taka nigdzie opublikowana, odczytanie recenzji, a następnie wygłoszenie wykładu habilitacyjnego przez kandydata i głosowanie o przyjęciu i nadaniu mu stopnia docenta z dyscypliny pedagogika.

Zdaje się, że w takim też kierunku została wprowadzona reforma B. Kudryckiej, bo wystarczy, że kandydat do habilitacji według nowej ustawy o stopniach i tytułach naukowych przedłoży życiorys i wykaz swoich publikacji, a powołuje się komisję do ich oceny.…

Zamykając szkoły, otwierajmy więzienia

O co chodzi z tym ciągłym narzekaniem na zamykanie w Polsce szkół? Wiadomo - o kasę. Jak jest czegoś za dużo, to trzeba z tego rezygnować, żeby nie ponosić z tego tytułu zbytecznych kosztów. Paradoks jednak polega na tym, że samorządy, które są zobowiązane do prowadzenia przedszkoli i szkół, gdyż jest to ich własne zadanie, każdego roku są wpuszczane przez rząd w maliny. Otrzymują bowiem za każdym razem z budżetu państwa mniej pieniędzy, niż same potrzebują na prowadzenie rzetelnej polityki oświatowej na swoim terenie. W tym roku samorządy w całym kraju planują do likwidacji ponad 319 szkół, w większości małych szkół na wsiach, ale też w dużych miastach. O te ostatnie tak bardzo bym się nie martwił. Warto jednak spojrzeć na to, że niemalże co tydzień otrzymujemy weryfikowane przez kuratoria dane na ten temat. Oto tylko w województwie śląskim liczba szkół zgłoszonych do likwidacji wzrosła w ciągu tego miesiąca z 40 do 121. Prawo zostało tak skonstruowane, że opinia kuratora nie jest dl…

Naukowy metabloger

Dra Ema­nuela Kul­czyckiego teoretyka komunikacji, filozofa, grafika, adiunkta w Instytucie Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, śmiało można określić mianem naukowego metablogera. Po pierwsze jest redaktorem wortalu in­ter­ne­towego "Nauka i Po­stęp" (http://www.naukaipostep.pl/), który powstał w ramach realizacji projektu „Partnerski Związek Nauki i Postępu”. Prezentowane są w nim ak­tualności ze świata nauki oraz B+R, newsy i felietony oraz ciekawostki z zakresu najnowszych osiągnięć naukowych. Po drugie, sam prowadzi własny blog „Warsztat badacza komunikacji”, w którym pisze o narzędziach badawczych, programach komputerowych oraz analizuje przepisy prawne regulujące pracę naukową.

Metabloger to ktoś, kto sam bada, analizuje i uprzystępnia w swoim blogu czyjeś blogi, które w tym przypadku są powiązane ze sobą wspólną dziedziną życia i rolą zawodową ich autorów. W tym przypadku E. Kulczycki uruchomił w swoim blogu cykl wpisów pt. "Sylwetki polskich…

BezRADna aktywność MEN

Doprawdy, jestem pod wrażeniem bezRADnej twórczości Ministerstwa Edukacji Narodowej. Niestety, ten gmach jest obciążony wzorami pracy jeszcze z czasów totalitaryzmu, a jego duchy unoszą się w atmosferze "kreatywnej pracy" urzędników, którzy zapewne podsuwają kolejnej, szesnastej już minister pomysły na zarządzanie przez nowo powoływane rady, zespoły, zespoliki, komisje, a więc ciała doradcze, bez jakiejkolwiek ich odpowiedzialności za wytwory własnej pracy, ale też pozwalające na jej rozmycie i ukrycie.

Ani MEN, ani jakakolwiek powołana w nim rada nie dysponują budżetem i możliwościami sprawczego egzekwowania realizacji proponowanych zmian. Czegokolwiek nie zaproponują i tak nie przekłada się to na skuteczne dla praktyki oświatowej decyzje i skutki. Trzeba zatem bawić się ze społeczeństwem w nieskończoność, nieprzewidywalność, nieodpowiedzialność, niereformowalność, niedostrzegalność tego, co chciałoby się, przy nawet najlepszych intencjach, zrealizować. Bez ministra finan…

Strajki szkolne i skargi sądowe przeciwko władzom samorządowym aktywizują społeczeństwo obywatelskie

Nikt nie twierdził, że w wolnym kraju będzie łatwo, przyjemnie i bogato. Ks. prof. Józef Tischner pisał o dramacie wolności, trzeba bowiem umieć z niej mądrze i godnie korzystać. Społeczeństwa obywatelskiego nie da się zbudować w ciągu jednego pokolenia. To są długotrwałe, powolne procesy, pełne drobnych postępów, ale i znacznie częstszych porażek, gdyż opór przyzwyczajonych do sprawowania władztwa państwowego nad obywatelami jest znacznie silniejszy.

Na własnej skórze mieszkańcy wsi i miast zaczynają odczuwać, sens lub nonsens dokonanych wyborów samorządowych albo nieuczestniczenia w nich, skoro ci, którzy zostali wójtami, burmistrzami czy marszałkami okazują się w codziennej polityce przeciwnikami wspólnotowego interesu. Skupieni na własnych interesach, korzyściach zapominają, przez kogo zostali do tych ról powołani i komu powinni służyć. Kiedy jednak ich decyzje są jawnie dotkliwe dla mieszkańców, ci zaczynają budzić się ze snu, dostrzegają, że są oszukiwani, wykorzystywani, margi…

Szef jako patologiczny kłamca

Przy okazji konferencji naukowej odbyłem dość długą rozmowę z nauczycielem akademickim, który postanowił odejść z wyższej szkoły prywatnej. Przez kilka lat kształcił w niej studentów pedagogiki. Nie zrezygnował z pracy akademickiej dlatego, że jest wypalony zawodowo, złej płacy czy niskiej motywacji do pracy ze studentami zaocznymi. Lubi swoją pracę, jest pasjonatą, wiele włożył w rozwój jakości kształcenia na tym kierunku studiów, a przez studentów był uwielbiany.

Na pytanie, dlaczego zrezygnował i odszedł na własną prośbę, stwierdził - Miałem dość patologicznych relacji z kierownictwem szkoły, a szczególnie z jedną z osób odpowiedzialnych za zarządzanie tą instytucją. To, że zatrudniani w tej szkole nauczyciele i część administracji są niekompetentni, podejmują się realizacji zadań, na których się nie znają, nie mają do nich odpowiednich kwalifikacji, to pryszcz w stosunku do tego, co musiał znosić w relacjach z jedną z osób przełożonych. Tak ją scharakteryzował:

Osobę tą cechował…