ale nie chce tego organu dyrektor szkoły. Jeszcze czego! Zachciało się bezczelnym rodzicom demokracji w publicznej szkole podstawowej.
Jedna z matek ucznia szkoły podstawowej (usytuowanej w dużym ośrodku akademickim)postanowiła spowodować powołanie do życia rady szkoły. W placówce nie ma tego organu, a - jak stwierdza - ostatnio wyszły na jaw poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu szkoły, w tym zwłaszcza w pracy dyrektora (m.in. na linii dyrektor – grono pedagogiczne, co ma bardzo niekorzystny wpływ na atmosferę w szkole i na warunki do nauki).
To właśnie ta sytuacja sprawiła, że społeczność szkolna (zarówno rodzice, jak i nauczyciele) bardzo się uaktywniła, poszukując skutecznych form uaktywnienia siebie na rzecz koniecznej w szkole zmiany w procesie zarządzania nią dzięki utworzeniu rady szkoły – przede wszystkim jako organu kontroli społecznej.
Podczas przygotowań do zebrania rady rodziców, na którym chcą podjąć ten temat i – jeśli się uda – sporządzić wniosek o powołanie takiej rady, pojawiły się pewne wątpliwości:
Dyrektor szkoły jest niechętny powołaniu rady szkoły. Od paru dni próbuje wywrzeć presję na radę rodziców, żeby nie poruszała tej kwestii na najbliższym zebraniu, tylko na jakimś bliżej nieokreślonym specjalnym posiedzeniu, które on sam zorganizuje w przyszłości. Pytanie brzmi: czy jeśli rada rodziców złoży wniosek o utworzenie rady szkoły, to dyrektor - zgodnie z prawem - nie może odmówić jej powołania?
Druga kwestia, to czy prawo określa czas, w jakim dyrektor musi powołać radę szkoły? Rodzice słusznie obawiają się, że dyrektor szkoły może w nieskończoność grać na zwłokę.
Wreszcie pojawia się trzecia kwestia: czy rada szkoły ma prawo złożyć wniosek o odwołanie dyrektora, czy tylko wystąpić do organu sprawującego nadzór pedagogiczny nad szkołą (kuratorium?) o przeprowadzenie oceny jego pracy?
Istotnie ustawa o systemie oświaty nic nie mówi o terminach rejestrowania rady szkoły, kiedy wpłynie do dyrektora taki wniosek. Obowiązuje go jednak kodeks postępowania administracyjnego, a zatem musi odpowiedzieć na wniosek rodziców w ciągu 2 tygodni. Jak tego nie uczyni, to należy wystąpić w imieniu rodziców (nauczyciele mogą się wystraszyć i nie podpiszą tego) z pismem do organu prowadzącego, by podjął stosowną interwencję w sprawie.
Bardzo dobrze, że rodzice podejmują we współpracy z nauczycielami tę inicjatywę, gdyż tylko rada szkoły ma realne uprawnienia do wywierania wpływu na to, co dotyczy ich dzieci/uczniów. Dyrektor doskonale o tym wie, toteż - jeśli ma świadomość niewłaściwego postępowania - będzie czynił wszystko, by rada nie powstała. Nie może on jednak nie zezwolić na powstanie rady szkoły. To żadna łaska. Ustawa o tym stanowi, a on nie może być członkiem i kontrolować tego organu.
Rada szkoły może wnioskować o odwołanie dyrektora szkoły, ale najpierw musi być przeprowadzona ocena jego pracy. Należy się o nią zwrócić do organu prowadzącego szkołę, bo ten powołuje dyrektora na jego stanowisko. Życzę zatem rodzicom i nauczycielom tej szkoły spokojnej i konsekwentnej aktywności na rzecz powołania rady szkoły, a będą mieli realny wpływ na to, co ma w niej miejsce. Byłoby dobrze, gdyby członkowie rady szkoły swoją działalność skoncentrowali przede wszystkim na diagnozie sytuacji w szkole, rozpoznaniu jej przyczyn oraz podjęciu mediacji z dyrektorem placówki. Członkowie mogą powoływać doraźnie swoich ekspertów w sprawach, które analizują, opiniują czy oceniają.
Z rozpoznania najważniejszych kwestii funkcjonowania szkoły warto wyciągnąć wnioski, nie tylko w odniesieniu do dyrektora, ale i nauczycieli oraz rodziców. Uchwały rady szkoły dyrektor musi respektować pod warunkiem, że nie naruszają prawa. To warto zatem znać.
Jakoś inaczej to widzę.
OdpowiedzUsuń na zawszeRodzic w szkole może wszystko.
- wystarczy skarga do kuratorium a już nauczyciel jest na świeczniku
- największym problemem jest wybór trójki klasowej, nie chcą
- dyrektora powołuje OP, który wykłada pieniążki. Jak ktoś chce swojego dyrektora, to niech łoży na szkołę.
Taki jest obecnie stan rzeczy. Jeżeli rodzicom nie podoba się dyrektor, niech piszą do kuratorium i OP. Kuratorium się uśmiechnie a OP się roześmieje.
Dyrektor musi(!) wykonywać polecenia (formalne i nieformalne organu prowadzącego i, w mniejszym stopniu, kuratorium.A niech spróbuje odmówić...;-) Rada Szkoły może w tym tylko przeszkadzać...
OdpowiedzUsuń na zawszeW skrajnie scentralizowanym hierarchicznym systemie żadne rady nie są potrzebne i mogą istnieć jedynie ich atrapy, jeśli tak ustawodawca zarządzi;-)
W ustawie o systemie oświaty jest wyraźnie określony kierunek rozwoju polskiego systemu edukacji - na demokratyczny. Podkreślam zatem w swoim wpisie, niezależnie od tego, jakie są główne powody tworzenia, blokowania czy likwidowania rad szkolnych w naszym kraju, by dostrzec w tym organie ogromny potencjał na pozytywne kreowanie wspólnoty szkolnej i wspomaganie wszystkich w tym zakresie, także dyrektora szkoły. To nie jest z założenia organ tylko i wyłącznie kontroli oddolnej tego, co i jak czyni dyrektor szkoły, ale także co czynią w niej uczniowie i ich rodzice. To organ, który ma opiniować, oceniać, wspomagać i rozpoznawać czynniki służące lepszej edukacji i wychowywaniu dzieci w szkołach publicznych.
Usuń na zawszeUstawa swoją drogą a życie swoją.
Usuń na zawszeBardzo trudno o kompetentnych rodziców, którzy swój wolny czas poświęcają placówce szkolnej.
Będąc dyrektorem powołałem RS. Organ się sprawdził, ale nikt nie wie ile wysiłku mnie to kosztowało. Na pewno efektem nie było zainteresowane kuratorium, tym bardziej OP.
To racja, że trudno jest o kompetentnych rodziców i szczerze zainteresowanych pozytywnymi zmianami oraz poszukiwaniem wsparcia dla nich. Gratuluję zatem dyrektorowi, któremu to się powiodło.
Usuń na zawszeRady mają wielką moc. I znam szkoły, gdzie to działa, wiele udało się osiągnąć przy partnerstwie i demokracji. Ale to niestety mniejszość.
OdpowiedzUsuń na zawszeZnam sytuacje i mogę wskazać takie szkoły, gdzie Rada Rodziców ma służyć np. do celów politycznych, czyli "dokopaniu" wójtowi. Rodzic, który dwa razy przegrał wybory na wójta, za pomocą rady realizuje swoje "cele polityczne". Albo żona byłego dyrektora, która teraz za cel postawiła sobie pomszczenie "krzywd" swojego męża, który przegrał walkę o fotel dyrektora. Tam jest taki horror w tej szkole, że powieść by można napisać.
Albo przewodniczący rady "słyszy" głosy i ma misję, połowa nauczycieli mu w tym przeszkadza, połowa dyrekcji.
Owszem, demokracja, ale jeszcze długo musimy się jej uczyć.
Może ja mam ogląd "złych" szkół i środowisk, ale te o których myślę, tam się źle dzieje.
Ale są i wspaniałe Rady- jak pisałem. Jeśli interes jest wspólny- to góry można przenosić.
Rady tworzą ludzie, w szkole są tez ludzie- nieraz się to ściera. Dobrze, jak we właściwym kierunku, gorzej, jak wychodzą niskie instynkty, bo Rada ma szerokie uprawnienia. I może spowodować tak, kiedy moja koleżanka miała zawał w szkole po starciu z pewnym despotą i realizującym "politykę" za pomocą tego gremium.
@pedagog
OdpowiedzUsuń na zawsze>W ustawie o systemie oświaty jest wyraźnie określony kierunek rozwoju polskiego systemu edukacji - na demokratyczny....<
Pisałem o kwestiach systemowych - rada szkoły żeby działać musi być elementem kompatybilnym z resztą systemu.Co się dzieje gdy nie jest - opisałem;-)
W 1956 pojawiły się w wielkich zakładach Polski tzw.rady robotnicze.Niech Pan prześledzi ich los i dowie się Pan wszystkiego o losach rad szkoły.
Co do ideologicznych ozdobników leksykalnych typu"demokratyczny" - teoretycznie w PRL "klasa robotnicza" była solą ziemi...;-)
PRL nie było państwem suwerennym, w którym obywatele mogli stanowić o swoich prawach. Dziwne zatem porównanie wygrzebał anonimowy, bo nie wiem, o co toczy spór? O powrót do PRL-u czy o odwrót od demokracji? Wychodzi na to samo.
Usuń na zawsze1.>PRL nie było państwem suwerennym, w którym obywatele mogli stanowić o swoich prawach.<
Usuń na zawszeA teraz mogą???;-) Tacy pacjenci np. aktualnie;-)
2.Chodzi o prostą rzecz, która nazywa się mechanizmy. RP III jest zdominowana przez biurokrację, a rady szkół do tego nie pasują.
Podobnie jak kiedyś rady robotnicze czy później "S" nie pasowały do dominującego systemu. W tym drugim przypadku to ona rozwaliła system(za jaką cenę i z jakim skutkiem!). Czy ma Pan złudzenia, że rady szkół mają taką moc???
Nie tylko mam złudzenia, ale i pewność. Trochę więcej optymizmu!
Usuń na zawszeNie wierzę w Radę Szkoły. To kolejny erzac, który ma uleczyć oświatę.
Usuń na zawszeReforma oświatowa, to największy bubel ze wszystkich reform. Kaszpirowski tu nie pomoże.
Kolejne zmiany tylko pogarszają sytuację. Pomysł aby pójść w biurokrację i pisać "jak jest dobrze", jest żywcem wzięty z lat sześćdziesiątych.
http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem/59689,spod_tablicy,1,artykul.html
OdpowiedzUsuń na zawszeMam to samo zdanie co autorka "Spod tablicy". Jestem zmęczony i rozgoryczony.
Uspołecznienie oświaty nie ma nic wspólnego z tym, o czym pisze Aninimowy sceptyk. O samorządną Polskę, w tym także oświatę, walczyło pokolenie lat 80.-90. XX w. W l. 1989-1993 zostały uregulowane prawnie i poddane praktycznej aplikacji możliwości uspołeczniania szół publicznych. Od 1993 r. mamy w kraju paradoksalną sytuację, że szkolnictwo stało się bastionem autokracji, niezdolne do wewnętrznych przemian samorzsądowych, byle tylko było tak jak było. Dyrektorzy szkół mają prawo być zmęczeni, sfrustrowani, a nawet wypaleni zawodowo, gdyż MEN zachował sobie wyłączność na "mądrość" i odgórne reformy. Manipuluje się dyrektorami, szantażuje ich, nieustannie raz daje im marchewkę, by wkrótce sięgnąć po kij. Polskie szkolnictwo nie jes samorządne a nawet czyni się wszystko, by było na nią odporne. Współczuję dyrektorom, ale też wien, że są tacy, którzy idą pod prąd centralizmu i starają się uczynić swoje szkoły miejscem przyjaznym i otwartym na współpracę, nie boją się organów społecznych traktując je jak dobrodziejstwo i laboratorium demokracji. Ich szkoły nie kształcą do demokracji tylko w demokracji.
OdpowiedzUsuń na zawsze