poniedziałek, 30 stycznia 2012

Nonsensowny populizm oświatowy


Kiedy czytam, że rusza program "Cyfrowa szkoła, w ramach którego zaledwie 400 szkół w całym kraju będzie wyposażonych w komputery, laptopy, tablety, multimedialne rzutniki, tablice interaktywne, skanery i szybkie łącza internetowe, by czwartoklasiści mogli korzystać z tego dobrodziejstwa na co najmniej pięciu lekcjach w tygodniu, to jest to postrzegam to jako „populistyczny fajerwerk” MEN. Wydatkowanie w ten sposób 50 milionów złotych z budżetu państwa niczego w naszej oświacie ani nie zmodernizuje, ani też nie przyczyni się do lepszej edukacji w sensie ogólnokrajowym.

Cóż to ma być za pilotaż? Czy, a jeśli tak, to jak będzie oceniana jego jakość i efektywność? Od jakiego poziomu zadowolenia urzędników MEN będzie wzrastać szansa na to, że po owym pilotażu wszystkie pozostałe szkoły będą mogły mieć dostęp do powyższych dóbr technicznych? Już teraz wiemy, że w zależności od liczby uczniów oraz od poziomu własnego wkładu finansowego, jedne szkoły otrzymają więcej sprzętu, inne mniej. Jak się okazuje, żeby mogły wystąpić o ów przywilej, będą musiały mieć własny wkład w wysokości 20 proc. wnioskowanej dotacji. Tym samym szkoły z uboższych środowisk, będą zapewne wnioskować o niższą dotację, podczas gdy powinny uzyskać pełne wyposażenie, jeśli miałoby ono istotnie wpłynąć na technologiczną modernizację procesu kształcenia. Mniejsze szkoły, ale z bogatszych gmin czy powiatów, będą zatem beneficjentami daru, który wcale nie wyrówna różnic w zakresie wyposażenia placówek w najnowszy sprzęt komputerowy, chociaż zapewne także będzie on potrzebny.

Populistyczny charakter tej "protezy nowoczesności" polega na tym, że usiłuje się wmówić społeczeństwu, jak to władze zatroszczyły się o dzieci i młodzież szkolną, podczas gdy z obietnicy "laptop dla każdego ucznia" pozostaje już tylko i wyłącznie hasło. To, co proponuje się, jest "ochłapem" dla nielicznych oraz zasobniejszych finansowo 400 szkół w naszym kraju. A ile jest wszystkich szkół w Polsce? Może warto odnieść ten pozorny gest władzy do całości systemu szkolnego, by zobaczyć jego nicość?

4 komentarze:

  1. Wszystko to są gadżety - ile ich już było i z iloma wiązano Bóg wie jakie nadzieje edukacyjne! Radio, telewizja, magnetofon, video, komputer, internet itd.!!!;-)
    Tak naprawdę liczy się jakość nauczyciela - dobry i zmotywowany sobie poradzi bez gadżetów, a kiepskiemu nic pomóc nie może!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. do tego wszytstkiego co napisał Pan Profesor zaliczę jeszcze fakt, że duża liczba nauczycieli nie umie obsługiwać niektórych sprzętów i nie pali się do tego, aby się tego nauczyć. Spotykałam się w pracy z sytuacją, że zaplanowałam sobie zajęcia z np.rzutnikiem ale nie byłam szybka i ktoś zwinął mi go sprzed nosa i całe zajęcia przebieagły zupełnie inaczej, ale w scenariuszu było zaznaczone "wykorzystanie sprzętów technicznych". bzdura... teraz aby skorzystać z jakiegoś sprzętu, który znajduje się w szkole trzeba zaklepać go sobie w zeszyciku tydzień wcześniej - nie jest łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  3. po pierwsze kwestia bariery n-li, niestety nie garną się do wykorzystywania atrybutów cyfrowości w edukacji, dlaczego? nie mam pojęcia...może im się po prostu nie chce, a szkoda, bo dzieciaki poddają się cyfryzacji coraz szybciej i mimowolnie i za chwilę n-el będzie zawodem przereklamowanym a przede wszystkim przestarzałym, rządzić będą tutorzy i moderatorzy i inni facylitatorzy online ;) i wcale nie straszę wszystkich lemem czy wellsem ;)) kwestia druga to portal scholaris, w którry pompowane są przy okazji wszelkich programów pilotażowych MEN pieniądze..tylko po co..znam o wiele bardziej wartościowe portale, które świetnie sobie radzą w tej dziedzinie bez dofinansowań....

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Marty
    Dlatego ja zainwestowałem swoje pieniądze i kupiłem prywatny rzutnik, przedłużacz, małe kolumienki, laptop wyjazdowy. I jestem niezależny. Myślę jeszcze nad ekranem.
    I nie tylko w uczelni to wykorzystuję. Czasami jak jadę do szkół na jakieś szkolenie- okazuje się, że "jedyny" rzutnik właśnie się zepsuł, pani dyrektor ma klucze itd.
    Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, że w jakiejś szkole działają wszystkie komputery w pracowni. Niektóre "rzęchy" mają po ponad 10 lat, samo uruchomienie sprzętu to sukces.
    W 2008 roku badałem 19 gimnazjów, tylko w 9 był stały dostęp do netu. Ale tez i taki dostęp, iż po włączeniu wszystkich komputerów, strona www ładowała się 10-15 minut. Fakt, wszystkie te gimnazja były na wsi.

    OdpowiedzUsuń