wtorek, 31 stycznia 2012

Nadwiślańska wersja Procesu Bolońskiego z pedagogiką na czele


Wczorajsze posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN odbyło się w Sali Senatu Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, dzięki zaproszeniu JM Rektora dra hab. Jana Łaszczyka, prof. APS i ugoszczeniu - jak powiedział w czasie otwarcia obrad - "najlepszych spośród najlepszych w naukach o wychowaniu". W doskonałych warunkach mogliśmy zainaugurować czteroletnią kadencję, o której kierunkach pracy pisałem już wcześniej.

Debatę otworzył referat prof. dr hab. Marii Czerepaniak-Walczak (wiceprzewodniczącej KNP) na temat współczesnej sytuacji pedagogiki jako kierunku kształcenia i dyscypliny naukowej w świetle Procesu Bolońskiego. Najważniejsza była tu diagnoza, ułatwiająca stawianie pytań, formułowanie dylematów i poszukiwanie rozwiązań, w które mógłby włączyć się także nasz Komitet. Są wśród jego członków rektorzy uczelni publicznych i niepublicznych, dziekani wydziałów uniwersyteckich i akademii pedagogicznych, członkowie Centralnej Komisji oraz wybitni profesorowie, którzy swoimi badaniami oraz rozprawami naukowymi włączają się w rozpoznawanie i rozwiązywanie problemów edukacyjnych w sferze szkolnictwa wyższego, oświaty, wychowani itp.

Zaczęliśmy od konfrontacji najnowszych danych (GUS-2011) o pedagogice jako kierunku kształcenia:

- w kraju studiuje 1 841 251 osób, w tym na pedagogice 217 464 studentów; tym samym, co ósmy student przygotowuje się do bycia pedagogiem;

- pedagogika straciła rolę wiodącego kierunku na studiach stacjonarnych, spadając na 4 miejsce (po budownictwie, zarządzaniu i informatyce, a będąc jeszcze przed prawem) w uczelniach publicznych. O miejsce na studiach na tym kierunku ubiegało się w 2011 r. 25839 kandydatów;

- W 2011 r. ukończyło pedagogikę w całym kraju na studiach stacjonarnych: 25 095, zaś na niestacjonarnych - 49 141 osób.

w świetle analiz socjologicznych została przekroczona masa krytyczna, w wyniku której kształcimy w kraju więcej pedagogów, niż istnieje na to zapotrzebowanie rynku pracy. Nie oznacza to jednak, że osoby z wykształceniem pedagogicznym muszą na tym rynku się odnaleźć, gdyż mogą wykonywać zawody czy role wykraczające poza uzyskane kwalifikacje lub ich nawet niewymagające. Nie bierze się pod uwagę tego, że w tej grupie studiujących są osoby już zatrudnione w zawodzie, a podnoszące swoje kwalifikacje na poziomie studiów II stopnia czy też przekwalifikujące się na ten zawód. Można zastanawiać się nad tym - jak mówiła prof. M. Czerepaniak-Walczak - czy w wyniku takiego nasycenia pedagogiką w życiu jej absolwentów i ich środowisk, nie zmienia się zarazem kultura wychowania? Czy aby nie mamy do czynienia przy tej okazji z szeroko pojętym procesem pedagogizacji społeczeństwa? Nie ulega jednak wątpliwości, że także z udziałem naszych studentów może powiększać się nowa warstwa społeczna - prekariatu , a więc pokolenia, które nie znajduje miejsca w swoim zawodzie, zasilając armię bezrobotnych.

Politycy innych państw Unii Europejskiej, podziwiając polski boom edukacyjny na poziomie wyższym, zwracają uwagę na to, że tak masowe studia muszą prowadzić do zaniku ich jakości, a tym samym pojawi się pytanie, czy można uznawać wykształcenie magisterskie Polaków z tym, które uzyskują ich rówieśnicy w innych państwach, ale przy znacznie wyższych progach wymagań i kryteriach selekcyjnych? Zapewne ów niepokój był powodem ujawnienia przez premiera D. Tuska potrzeby "przykręcania kurka dostępu" do studiów II stopnia, by były one bardziej studiami elitarnymi, dostępnymi dla maksymalnie 50 proc. absolwentów studiów I stopnia.

Kolejną kwestia, jaką postawiła M. Czerepaniak-Walczak, dotyczyła ulokowania pedagogiki w standardach kształcenia w przestrzeni międzyobszarowej: nauk humanistycznych i społecznych, co nie przekłada się na możliwości przeprowadzania postępowań awansowych przedstawicieli tej nauki. Czy w Polsce powinny być dwa typy doktoratów: w zakresie nauk humanistycznych, czy może powinny to być doktoraty zawodowe w zakresie edukacji, a więc bliższe naukom społecznym? Geneza i dorobek nauk pedagogicznych mają w naszym kraju ewidentnie wymiar i zakres zbieżny z naukami humanistycznymi, a nie społecznymi, stąd wyrażano zdumienie przypisaniem pedagogiki przez minister B. Kudrycką do nauk społecznych. Nie ulega wątpliwości, że nie była ona podyktowana żadnymi konsultacjami z naszym środowiskiem, a pojawiła się w rozporządzeniu w wyniku pozamerytorycznych decyzji. W tej sprawie Komitet Nauk Pedagogicznych przyjął wczoraj uchwałę skierowaną do MNiSW, by pedagogika znalazła się wśród dyscyplin w obszarze i dziedzinie nauk humanistycznych.

Kolejnym zagadnieniem, jakie poruszyła prof. M. Czerepaniak-Walczak, były studia doktoranckie na pedagogice, które są prowadzone jedynie w uczelniach akademickich. Nie do utrzymania okazał się Humboldtowski model relacji: "mistrz-uczeń", skoro studia doktoranckie zostały wpisane w kategorię studiów III stopnia, a więc wiążą się z kształceniem szerokoprofilowym, interdyscyplinarnym czy transdyscyplinarnym, z włączaniem w ten proces specjalistów z różnych dziedzin wiedzy, w tym także w zakresie dydaktyki szkoły wyższej.

Moim zdaniem, takie podejście nie wyklucza modelu humboldtowskiego, gdyż jednak nasi doktoranci muszą mieć promotora (opiekuna naukowego) swoich dysertacji, a przecież określenie ich przygotowania mianem studiów III stopnia niczym się nie różni od tego, jakie sam otrzymałem pod koniec lat 70. XX w., kiedy w Uniwersytecie Łódzkim każdego asystenta obowiązywało ukończenie tzw. studium asystenckiego, w ramach którego mieliśmy nie tylko wykłady z socjologami, psychologami, politologami, ale i ekonomistami i dydaktykami. Tak więc nie jest to w naszym systemie doskonalenia asystentów nic nowego, aczkolwiek ten proces został w połowie lat 80. zatrzymany w przygotowywaniu młodych naukowców do ich pracy ze studentami i do lepszego posługiwania się warsztatem badawczym.

Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że w obecnej polityce szkolnictwa wyższego wyraźnie wskazuje się na to, że studia III stopnia mają być kształceniem elit dla państwa i społeczeństwa, a nie przygotowywaniem młodych kadr naukowych. W tej grupie znajdzie zatrudnienie zaledwie 20 procent ich absolwentów. Muszą mieć tego świadomość wszyscy ci, którzy tak żywiołowo i chętnie zapisują się na te studia w uniwersytetach czy akademiach, że nie są one dla wszystkich drogą do kontynuowania kariery naukowej. Z danych GUS wynika, że na pedagogice jest najmniej doktorantów, bowiem została ona połączona ze studiami określanymi mianem "usługi dla ludności". Na tych studiach jest w całym kraju zaledwie 630 osób (GUS 2011) podczas, gdy na studiach humanistycznych i teologicznych 11 843 osoby, społecznych i ekonomicznych - 4703 osoby, fizycznych 3672 osoby oraz matematycznych 659 osób. Czyżbyśmy zatem kształcili prekariat, zamiast powiększać przedstawicieli elit w tej dyscyplinie naukowej?

Mowa też była o niepokojącej i rujnującej tożsamość naszego zawodu swobodnej twórczości władz większości wyższych szkół prywatnych, które w wyścigu o pozyskanie jak największej liczby studiujących, wymyślają karykaturalne wręcz nazwy specjalności pedagogicznych, które z tą dyscypliną nie mają nic wspólnego. W świetle wyliczeń prof. K. Przyszczypkowskiego jest ich ponad 200, co świadczy o tym, jak bardzo część środowiska wpisuje się w nadużywanie jego struktur i przywilejów do oszukiwania kandydatów na studia bądź tworzeniu pozorów edukacji pedagogicznej. Wszystko już dzisiaj staje się pedagogiką, co - jak się okazuje - nie jest już tylko domeną tej dyscypliny, ale także psychologii czy filozofii czy socjologii. Nie jesteśmy tu liderami.

Niezwykle trafnie odniosła się też prof. M. Czerepaniak-Walczak do miejsca pedagogiki w sferze publicznej, pytając nas o to, czy ma nadal sens utrzymywanie jako dominujących dwóch pól badawczych, określonych przez nią mianem: "szkolność" i "dzietność" nauk o wychowaniu. Jej zdaniem przeważa w obecnych naukach pedagogicznych problematyka wąsko ujmowanych zjawisk szkolnych (a niedostrzegane są badania kompleksowe tych instytucji) oraz skupienie na równie wycinkowych problemach rozwoju, wychowywania i kształcenia dzieci. Brakuje natomiast poważnych badań na temat kultury pedagogicznej społeczeństwa, kształcenia nauczycieli (nie mylić z kształceniem pedagogów), statusu pedagogiki szkoły wyższej czy powrotu do polityki oświatowej i akademickiej socjotechnik władzy i koncentrowania się głównie na wymiarach socjo-ekonomicznych procesów kształcenia.

Dyskusja nad powyższymi kwestiami była niezwykle dynamiczna i - jak już wspomniałem - skutkowała zajęciem stanowiska w sprawie przeniesienia w strukturze dyscyplin naukowych pedagogiki do nauk humanistycznych. Członkowie Komitetu podkreślali takie kwestie, jak m.in.:

- bałagan, nieczytelność, rozmycie tożsamości pedagogiki jako kierunku kształcenia w wyniku wpisywania jej we wszystkie możliwe obszary życia człowieka i społeczeństwa oraz przyklejania do niej nazw innych dyscyplin i subdyscyplin naukowych;

- brak badań nad losami absolwentów pedagogiki uniemożliwia stwierdzenie o ich jakiejkolwiek wartości;

- bezzasadność fetyszyzowania wskaźników skolaryzacji na poziomie studiów II stopnia;

- zaskakujące utrzymywanie się paradygmatu pedagogiki instrumentalnej w naszym kraju (głównie w systemie zarządzania oświatą i szkolnictwem wyższym) mimo, iż została ona silnie skrytykowana i odrzucona po 1989 r.;

- zaniedbanie przez pedagogów kształcenia nauczycielskiego w uniwersytetach. Konieczna jest dychotomiczna orientacja w kształceniu nauczycieli, by wzbogacać ich wiedzę teoretyczną i wyposażać ich w umiejętności praktyczne. Nie można kształcić przyszłych nauczycieli bez ich pobytu w "klinikach", czyli w placówkach oświatowo-wychowawczych;

- zaniechanie badań makrosystemowych, makropolitycznych w dziedzinie oświaty i szkolnictwa wyższego (z wyjątkami);

- dostrzeżenie, że doktoranci studiów pedagogicznych stają się także ambasadorami tej nauki i jej "wizytówką" w budowaniu autorytetu nauki;

- konieczność poszukiwania płaszczyzn do integracji nauk, najpierw w ramach subdyscyplin pedagogiki, a następnie z dyscyplinami pokrewnymi pedagogice czy do prowadzenia badań transdyscyplinarnych;

- zmniejszanie dysonansu między wiedzą naukową a praktyką edukacyjną, by doceniać tych, którzy potrafią przekładać teorie i modele naukowe na ich praktyczne zastosowanie czy powszechne zrozumienie. Nie jest dobrze, kiedy zajmowanie się popularyzacją wiedzy oceniane jest jako coś gorszego, nieprzystającego pracy naukowców;

- kształcąc pedagogów powinniśmy zatroszczyć się nie tylko o ich wiedzę i umiejętności profesjonalne, ale także przekazywać im wiedzę z zakresu makropolitycznego, metateoretycznego czy interdyscyplinarną, pozwalającą refleksyjnie odnosić się do własnych warunków pracy;

- nie należy monopolizować podejść czy paradygmatów badawczych;

- istnieje kryzys normatywności, nieumiejętności przekładania teorii na praktykę;

- usytuowanie pedagogiki w naukach społecznych powoduje, że studia na tym kierunku znajdują się w grupie dyscyplin o najniższej kosztochłonności (1.0) podczas, gdy studia humanistyczne mają współczynnik 1,5;

- należy zobowiązać MNiSW do egzekwowania od osób nostryfikacji dyplomów studiów i stopni naukowych z dyscyplin, które nie występują w Polsce.

W czasie dyskusji było wiele wątków pobocznych, szczegółowych, historycznych, których tu nie przywołuję, gdyż poza kontekstem całej debaty nie byłyby czytelne. Ważne jest jednak to, że Komitet Nauk Pedagogicznych przyjął regulamin własnej działalności; określił warunki, jakie muszą być spełnione, by organizatorzy konferencji naukowych w naszym kraju mogli ubiegać się o patronat KNP; podjął uchwałę w sprawie przeszeregowania pedagogiki do nauk humanistycznych; zobowiązał swoich członków do działań na rzecz podnoszenia jakości badań i dyskursu publicznego o pedagogice; w sprawie monitorowania kryteriów oceny parametrycznej jednostek naukowych; sprawowania patronatu nad czasopismami naukowymi i seriami wydawniczymi; a co najważniejsze przyjął stanowisko, by dotychczas działające przy Komitecie Nauk Pedagogicznych zespoły subdyscyplin czy problemów naukowych działały dalej pod jego patronatem.

W KNP PAN zostały natomiast powołane zespoły organizacyjne do realizacji statutowych zadań tej społeczności:

1. Zespół ds. czasopism i wydawnictw;

2. Zespół ds. nagród naukowych (zostanie powołana Kapituła Konkursu na Najlepsze Rozprawy Magisterskie i Doktorskie Młodych Naukowców);

3. Zespół ds. kształcenia młodej kadry

4. Zespół ds. polityki szkolnictwa wyższego

5. Zespół ds. polityki oświatowej.

Wszelką korespondencję do Przewodniczącego KNP PAN należy kierować na adres
KNP PAN - Chrześcijańska Akademia Teologiczna, ul. Miodowa 21c; 00-246 Warszawa i/lub boguslawsliwerski@gmail.com.

Dzięki władzom Uniwersytetu Zielonogórskiego ruszy wkrótce interaktywna strona KNP PAN, dzięki czemu wszyscy zainteresowani pedagogiką znajdą na niej istotne informacje. Czuwa nad tym członek KNP PAN - dr hab. Mirosław Kowalski, prof. UZ.

Następne posiedzenie programowe KNP PAN odbędzie się w dn. 24 kwietnia 2012 r. w Krakowie. Do tego czasu mamy nad czym pracować i o co zabiegać, by istotne dla pedagogiki sprawy zostały pomyślnie wsparte tak merytorycznie, jak i od strony prawnej.

10 komentarzy:

  1. Z tą tożsamością pedagogiki....;-(( "Kariera" zawodowa absolwentów wydaje się jednoznacznie określać jej miejsce w puli potrzeb społecznych. A jak to jest w zabawie w naukę ? Konsekwentne miejsce w peletonie krytyki i prób nazywania " co to się dzieje" też wydaje się opisywać tę Toż Samość. Ech Pedagogiko ...któż to kogo tu prowadzi ? Pozdrawiam serdecznie najbardziej czynnego człowieka tej nauki.Nauki? :-((

    OdpowiedzUsuń
  2. "Czyżbyśmy zatem kształcili prekariat, zamiast powiększać przedstawicieli elit w tej dyscyplinie naukowej?"

    Tak, zdecydowanie tak. Dlaczego tak niewielu absolwentów studiów drugiego stopnia podejmuje studia doktoranckie? Przyczyna dla mnie - studentki drugiego roku pedagogiki - jest oczywista. Ogromna większość moich kolegów i koleżanek ze studiów nie ma ani potencjału ani nawet ambicji, by predestynować do jakichkolwiek elit naukowych. Aby ukończyć studia magisterskie na tym kierunku nie trzeba nawet mieć pojęcia o treści podstawowego podręcznika akademickiego, nie mówiąc już o zawartościach monografii i innych szczegółowych opracowań. "Przepuszczani" są nawet studenci, którzy mają aż tak wielki tupet, by w obecności wykladowcy, podczas zajęć, otwarcie przyznać, że swoją pracę licencjacką zamierzają po prostu kupić.
    Oczywiście pośród setek moich rówiesników, którzy jeszcze kilkanaście lat temu zakończyliby swoją edukację na poziomie szkoły zawodowej (co przecież nie jest niczym uwłaczającym), a dziś dzięki wątpliwej jakości maturze i masowości studiów zasilają "zaszczytne" grono studentów, jest pewien procent ludzi, którzy wykazują predyspozycje i CHĘCI do samodzielnego zdobywania wiedzy. Pocieszające jest to, że nawet jeśli co ósmy student jest potencjalnym pedagogiem, niewielu tak naprawdę podejmie pracę w tym zawodzie, i to nie tylko ze względu na niewspółmiernie małe zapotrzebowanie na rynku pracy, ale przede wszystkim z powodu braku pewnych cech osobowiści i intelektu, które powinien (a nawet musi) posiadac wychowawca.

    Co nie zmienia faktu, że jako studentka drugiego roku pedagogiki drżę na samą myśl o tym, kogo w przyszłości spotka w szkole moje dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie Panie Profesorze. Chciałbym nawiązać do tego przepuszczania na pedagogice. Jednym z czynników (pomijając masowość kształcenia i kasę stojącą za studentem) jest także przeprowadzanie ankiet dotyczących wszystkich pracowników naukowych na wielu uczelniach publicznych. Ankiety są obowiązkowe, a wykładowcy, aby dobrze wypaść muszą dobrze oceniać.

    Wykładowca, który stawia dwóje i tróje z kolokwiów sam dostaje takie oceny w ankietach. Boją się ich szczególnie młodzi asystenci, a nie boją osoby pracujące na umowę o dzieło, emeryci, profesorowie, niektórzy doktorzy (wydziałowe gwiazdy) i mówiąc kolokwialnie towarzysze od kielicha.

    Moim zdaniem lepszą formą oceny byłaby hospitacja nauczycieli przez nauczycieli i robienie tego w celu udzielenia informacji zwrotnej, aby pracownik mógł się doskonalić, a nie po to, aby go przyłapać. Widzę tutaj duży problem związany z zarządzaniem personelem, ale to tylko fragment tego co Pan Profesor opisuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Można spytać co to za raport GUS 2011, gdzie można znaleźć powyższe informacje, gdyż na ich stronie jest mnóstwo plików pdf z różnymi danymi?

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani prof. Maria Czerepaniak-Walczak powoływała się na Rocznik Statystyczny GUS 2011. Można też zajrzeć do jej artykułu w Roczniku Pedagogicznym 2011 tom 34 czy wcześniejszego artykułu pt. Pedagogika – studia i studenci. Niektóre aspekty kształcenia na kierunku pedagogika, „Forum Oświatowe” 2002 nr 1

    OdpowiedzUsuń
  6. "nazwy specjalności pedagogicznych, które z tą dyscypliną nie mają nic wspólnego. W świetle wyliczeń prof. K. Przyszczypkowskiego jest ich ponad 200.." Czy można wiedzieć skąd są te informacje

    OdpowiedzUsuń
  7. O to trzeba zapytać autora wypowiedzi. Prof. M. Czerepaniak-walczak opublikowała listę ponad 120 specjalności na kierunku pedagogika. Nie jest to zatem 200, ale mimo wszystko dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za odpowiedź. Pozwolę zapytać się jeszcze w jakim artykule jest publikacja tych 120 specjalności.

      Usuń
  8. Czerepaniak-Walczak M., Pedagogika – studia i studenci. Niektóre aspekty kształcenia na kierunku pedagogika, „Forum Oświatowe” 2002 nr 1
    Wyliczenia tych specjalności dokonał też prof. Dariusz Kubinowski z UMCS. Można zwrócić się do niego, bo nie pamiętam, czy to publikował. Natomiast przedstawiał swój wykaz w czasie jednej z konferencji naukowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Bardzo przydadzą mi się te informacje.

      Usuń