sobota, 31 grudnia 2011

Koniec roku nie wieńczy końca dzieła

Koniec roku sprzyja podsumowaniom, analizom i ocenom, ale te wymagają też czasu. Jednego mogę być pewien, na co zwróciła już uwagę każdemu z nas Wisława Szymborska w swoim wierszu „Zatrzęsienie”:

Jestem kim jestem,
Niepojęty przypadek
jak każdy przypadek.


W sylwestrowy dzień nie ma pięknie uformowanych przez naturę chmur na niebie, a szkoda, bo można by za innym wierszem tej poetki im pozazdrościć:

Nie obciążone pamięcią o niczym,

Unoszą się bez trudu nad faktami.


A my wchodzimy w Nowy Rok obciążeni pamięcią minionych wydarzeń, faktów, procesów, międzyludzkich spotkań, które można usytuować w puli własnych działań, jak i doświadczeń oraz przeżywania postaw innych wobec nas - na szalach: mocy i słabości, sukcesów i porażek, radości i przykrości, zaskoczeń i rozczarowań, wartości i bylejakości, wsparcia i opuszczenia, nauki i jej pozorów, twórczości i sprawozdawczości, pozytywów i negatywów, przyjaźni i wrogości, zaufania i zdrady, wiarygodności i hipokryzji, panowania i uległości, sacrum i profanum…

O godzinie 00:00 będziemy składać sobie życzenia dotyczące przyszłości, nadziei, marzeń, oczekiwań, a więc tego wszystkiego, co powinno zaistnieć, spełniać się i trwać. Będziemy zapewne życzyć sobie tego, co najlepsze, i oby - jak platoński byt idealny - nie zaczęło to szukać wrażeń w złym towarzystwie materii.

Oby zatem – Drodzy Czytelnicy blogu – nie chciały zdarzać się Wam złe przygody tego świata, by można było wśród osób nam najbliższych za rok ponownie zawiązać wstążeczką te najlepsze wspomnienia, otoczyć puchem dobrych myśli pamięć spotkań dobrych ludzi, prawdziwych przyjaciół, wartościowych dokonań i nie brać rzeczy złych za dobre a fałszywych za prawdziwe. Pociąg biograficznej i społecznej pamięci nie odjedzie bez nas, posiadaczy biletu z miejscówką na podróż do godnego życia.


(Wykorzystano fragmenty wierszy: „W zatrzęsieniu” i "Chmury z tomiku W. Szymborska, Chwila/Moment, Kraków: Wydawnictwo ZNAK 2011)

piątek, 30 grudnia 2011

Bezczelność "pedagogiczna" na Słowacji



W związku z tym, że usiłuje się anonimami i prawnikami zastraszyć mnie, by pseudonaukowcy mogli spokojnie kontynuować swój proceder habilitowania się na Słowacji, wykorzystując tamtejsze normy i niezdolność członków komisji do rozpoznania oszustw, dzięki którym niektórzy usiłują wyłudzić stopień czy tytuł naukowy, warto poszukać odpowiedzi na pytania:

Jak rodzi się bezczelność "pedagogiczna"?

Jak to jest możliwe, że w świetle słowackiego prawa dopuszcza się do awansu naukowego osoby, które nie tylko w Polsce, ale i nigdzie w Europie nie miałby szans na stopień doktora habilitowanego? Od czego to zależy?

Jaki ma w tym procederze udział nie cała uczelnia czy wydział, na którym przeprowadza się pozorowane przewody habilitacyjne, ale konkretne osoby z nim związane?

Czy aby nie manipuluje się w naszym kraju wewnątrz instytucjonalnymi relacjami, zależnościami, by załatwiać jakieś interesy?

Czy nie podejmuje się działań w polskich uczelniach, szczególnie tych na obrzeżach nauki - w państwowych wyższych szkołach zawodowych, w wyższych szkołach prywatnych, które za wszelką cenę chcą mieć formalnie spełniony wymóg minimum kadrowego, by zarabiać na kształceniu, nie przejmując się o jakość naukową kadry?

Czy nie jest jednak tak, że to Polacy są eksporterami oszustw, matactw akademickich na Słowację i do Czech?

Wystarczy poczytać artykuły dra Marka Wrońskiego w "Forum Akademickim", by zobaczyć, jak wiele procesów owego eksportu ma swoje źródła właśnie w naszym kraju, w wygenerowanym przez kilku cwaniaczków biznesie, niektórych zresztą powiązanych z mrocznymi pozostałościami PRL, a wszystko będzie jasne.

Tytuł dzisiejszego wpisu częściowo zapożyczyłem właśnie od M. Wrońskiego opisującego w swoim cyklu: "Z archiwum nieuczciwości naukowej (44) historię ówczesnego adiunkta Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku, który będąc kierownikiem Zakładu Dydaktyki Ogólnej tamtejszego Instytutu Pedagogiki w 2002 r. wydał w uczelnianej oficynie książkę z dwoma współautorami - magistrami tego instytutu. Jedna z tych asystentek przeprowadziła przewód doktorski w Uniwersytecie Śląskim.

Wszystko byłoby zapewne w porządku, gdyby nie fakt, iż w marcu 2002 książkę tę zobaczył profesor z Gdyni, który w Słupsku pracował na drugim etacie. Zobaczył i osłupiał, bowiem jej treść w 80 proc. pokrywała się z jego książką, która miała od roku 1998 pięć wydań w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu w Gdyni i była napisana przez niego, we współpracy ze słupskim doktorem, ale nie jego asystentką i asystentem. Oni żadnego wkładu w tę pracę nie mieli. Recenzentem „nowej” książki okazał się znany i poważany ekonomista – profesor z Gdyni, który - jak się okazało - nigdy takiej książki nie recenzował, a recenzja była fałszywa.

Zainteresowany „dorobkiem” autora faktyczny autor dzieła sprawdził, że jeszcze inne „publikacje książkowe” słupskiego doktora i też opublikowane przez słupskie wydawnictwo uczelniane w 2000 r. miały fałszywego recenzenta, który nic o tym nie wiedział. Jasne się stało, że ów doktor sfabrykował dwie recenzje wydawnicze, podpisując je nazwiskami znanych i poważanych profesorów, a przy tym dopisując dla wzmocnienia kariery naukowej swoją asystentkę.

Oszustowi de facto nic się nie stało poza tym, że władze uczelni odwołały go z funkcji kierownika zakładu. Dopiero po 2 latach sam odszedł z tej uczelni za porozumieniem stron. Co zrobił ów - skazany wreszcie wyrokiem sądu - oszust? W międzyczasie habilitował się w Rosji, otrzymując zaświadczenie o równorzędności rosyjskiego stopnia z polskim stopniem doktora habilitowanego i pracuje w wyższej szkole prywatnej w centrum kraju jako profesor uczelniany, kształcąc pedagogów. Ów "profesor-oszust" opublikował jeszcze wiele artykułów ze swoją słupską asystentką, a ta mając tak znakomitego mistrza, co zrobiła?

Pojechała na Słowację i przedłożyła wszystkie artykuły i książki (przepraszam za określenie - naukowe) jako samodzielny dorobek do habilitacji, wymazując jednak nazwisko współautora. Mistrzostwo świata w składaniu fałszywych oświadczeń. Jej bezczelność była jednak tym większa od jej mistrza - oszusta( zgodnie z tezą Leonardo da Vinci - "Kiepski to uczeń który nie przewyższa sowjego mistrza"), że przedłożyła jako samodzielną rozprawę habilitacyjną w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku "swoją" dysertację doktorską. Co ciekawe, w tym procederze wspierała ją (nieświadoma?) jej obecna dziekan wydziału, wydając pozytywną opinię o jej dorobku naukowym. Ma jednak z nią jedną publikację, wydaną zresztą w Gdyni. Jak widać panie dobrze się znają, rzecz jasna, naukowo.

Oczywiście, sprawa przeszłaby w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku bez żadnych kłopotów i owa oszustka, która zdążyła zmienić miejsce pracy ze Słupska na Gdynię (ciekawe powiązanie miejsc), gdyby nie to, że otrzymałem maila z zapytaniem, czy wiem o mających się odbyć za 2 dni przewodach habilitacyjnych w tej słowackiej uczelni. Nie wiedziałem, bo od pewnego czasu przestano mnie nawet o tym oficjalnie informować. Przypadkowo?

Kto znalazł się w KU w Rużomberku w komisji habilitacyjnej polskiej oszustki? Nie tylko jej b. dziekan, ale także inna, ciekawa postać, a mianowicie też z tego środowiska doktor habilitowana (poprzednia jeszcze dziekan Wydziału Edukacyjno−Filozoficznego Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku), która też odeszła z tej uczelni po skandalu z plagiatami w pracach dyplomowych studentów. Jak sądzicie drodzy czytelnicy mojego blogu, gdzie uzyskała tytuł profesora ta pani? Oczywiście w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku. Jak ocenilibyście ten dziwny zbieg okoliczności?

Znalazł się w komisji habilitacyjnej pewien doktor habilitowany z innego uniwersytetu, który też habilitował się w Rużomberku, a potem jakoś musiał się zasłużyć, bo został zatrudniony w Słupsku, i nie tylko. Kto był recenzentem w jego słowackiej habilitacji? Ta profesor, która uzyskała ów tytuł w KU w Rużomberku. Przypadek czy wielkie zaufanie?

Ciekawe, kogo tak bardzo rozzłościły moje wpisy w blogu na temat tego typu oszustw? Założycieli wyższych szkół prywatnych, którzy trzęsą się o minimum kadrowe, Słowaków, władze uczelni, które nie podjęły skutecznych działań dyscyplinarnych? Ta pani - jak wspominałem - nadal kształci pedagogów, a na stronie uczelni publicznej widnieje w składzie senatu! Pogratulować JM! Zasłużóna adiunkt pracuje też w szkolnictwie prywatnym. Czego uczy swoich podopiecznych?

W sprawie ‘procederu’ słowackiego na łamach Dziennika zamieszczono kilka wypowiedzi, ale tylko wypowiedź pani prof. Anny Gizy-Poleszczuk wskazuje, że jest zorientowana nieźle w temacie „ Rużomberk to kuriozalne zwieńczenie procesu, który w Polsce obserwujemy od bardzo dawna. To, co się tam dzieje, to proces bardzo negatywny, jednak musimy mieć świadomość, że słabą habilitację równie dobrze zrobić w Polsce. „ I to jest sama prawda. http://blogjw.wordpress.com/2008/09/05/o-pielgrzymkach-habilitacyjnych-nieco-inaczej/

Zapewniam, że będę ten temat kontynuował, dla dobra tych uczciwych w Polsce i na Słowacji naukowców, którzy realizują swój zawód z pasją i uczciwie. Nadal Komitet Nauk Pedagogicznych PAN czeka na reakcję Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. żeby wreszcie stosowne służby i powołany w tym m.in. celu przez minister B. Kudrycką Zespół do Spraw Dobrych Praktyk Akademickich i podjęły konkretne działania, zamykając proces demoralizacji w naszym systemie.

czwartek, 29 grudnia 2011

Praca socjalna jako kierunek studiów, ale nie dyscyplina naukowa


Szkolnictwo wyższe ma to do siebie, że funkcjonuje w co najmniej dwóch równoważnych zakresach: dydaktycznym i naukowo-badawczym. Kiedy w grę wchodzi pozyskiwanie środków na kształcenie, to ważna jest dydaktyka. Stan zatrudnienia kadr akademickich w uczelniach publicznych jest uzależniony m.in. od tego, ilu przyjmuje się studentów i stosownie do tego przypisuje się nauczycielom akademickim pensum dydaktyczne.

Praca socjalna jest w naszym kraju kierunkiem studiów, który ma już swoje standardy kształcenia. Kto jednak na nim wykłada? Najczęściej zajęcia prowadzą socjolodzy, politolodzy, pedagodzy społeczni, prawnicy, administratywiści i ekonomiści. Nie ma bowiem w naszym kraju dyscypliny naukowej pod nazwą PRACA SOCJALNA. Niektórym wydaje się, że im więcej będziemy kształcić w naszym kraju osób na powyższym kierunku studiów, tym szybciej nastąpi jego instytucjonalizacja akademicka, a to znaczy potrzebę powoływania jednostek akademickich typu instytut, katedra czy zakład. Zatrudniani w nich pracownicy będą zmuszeni specjalizować się w trakcie prowadzonych przez siebie badań naukowych właśnie na przedmiocie pracy socjalnej, a tym samym może zaistnieć potrzeba uzyskiwania stopni i tytułów naukowych.

Tymczasem mamy w Polsce osoby, które uzyskały stopnie i tytuły naukowe z "pracy socjalnej" poza granicami kraju - na Słowacji czy w Czechach, gdzie jest ona traktowana jako dyscyplina naukowa. Kto i na jakiej zasadzie uznał równoważność ich dyplomów akademickich, skoro w Polsce nie ma takiej dyscypliny naukowej? Jedyny obszar, w którym takie osoby mogą być zaliczane do minimum kadrowego, to ten, który wiąże się z procesem kształcenia. Skoro jest taki kierunek studiów, to osoby posiadające dyplom docenta (odpowiednik doktora habilitowanego w Polsce) w dziedzinie nauk społecznych i w dyscyplinie "praca socjalna", mogą być uznawane do uprawnień wyższych szkół zawodowych (publicznych i niepublicznych), które prowadza studia I i II stopnia.

Niestety, osoby z powyższym stopniem w żadnej mierze nie powinny być uznawane do minimum kadrowego, jakie jest konieczne, by jednostka akademicka mogła ubiegać się o prawo do nadawania stopni naukowych i tytułu naukowego w dziedzinie nauk społecznych. Czy władze uczelni publicznych i niepublicznych sprawdzają, co oznacza ów dyplom docenta w zakresie "pracy socjalnej"? Czy ktoś interesuje się tym precedensem prawnym w naszym kraju?

Na jakiej wreszcie podstawie prawnej uznawano niektórym Polakom z dyplomem docenta w zakresie "odborove didaktiki", że są pedagogami (bo w nazwie dyscypliny stopnia naukowego jest dydaktyka)? Nie ma u nas takiej dyscypliny naukowej jak dydaktyka przedmiotu np. dydaktyka informatyki, dydaktyka historii, dydaktyka biologii, dydaktyka kształcenia muzycznego itd.

Rodzice w szkole

Wzrasta w naszym społeczeństwie świadomość prawna i obywatelska, a przy tym naturalna potrzeba rodziców dzieci w wieku wczesnoszkolnym, by dyrektorzy szkół i nauczyciele, którym powierzają swoje dzieci, dostrzegali potrzebę autentycznej współpracy i możliwości wzajemnego wsparcia. To, że nie wszyscy pedagodzy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo nie radzą sobie w ramach swojej pracy w oświacie, unika ich autorefleksji. Otrzymałem list od rodzica, który krytycznie podchodzi nie tylko do nauczycieli, ale i niektórych rodziców oraz ich postaw wobec szeroko rozumianej nieobecności w szkole podstawowej. Pisze o tym tak:

"Mam za sobą rok doświadczenia ze szkołą, a teraz raczkuję w pierwszej klasie, a już się zorientowałam, że to g...., którego lepiej nie ruszać. U nas przewodniczącym rady rodziców jest radny. Wydaje mi się, że teoretycznie tak nie powinno być, bo zachodzi sprzeczność interesów. Ale jednak tak jest. Teoretycznie rodzice mają wgląd w dokumenty szkoły, ale na stronie internetowej ich nie ma, trzeba się o to upomnieć w szkole. Jak będą patrzeć, kiedy się to zrobi, skoro każdą uwagę w swoim kierunku, odbierają jako atak?

Coraz bardziej widzę, że jest to walka z wiatrakami. Skierowałam ostatnio do kuratorium (podpisując się, ale nie podając szkoły o którą chodzi) pytanie czy dopuszczalny jest remont w trakcie zajęć lekcyjnych. Otrzymałam odpowiedź, że kierując korespondencję do Kuratorium powinnam podać (prawie rozmiar buta), bo i mój adres i szkoły itp. A z kolei z innej rozmowy dowiedziałam się, że do kuratorium pisze się anonimy. No to proszę, w jakim my państwie żyjemy!!!

Szukanie sprzymierzeńców w rodzicach??? Jakich rodzicach, skoro 90 % dzieci odbieranych jest przez dziadków, babcie bądź starsze rodzeństwo, a nawet na zebrania czy konsultację przychodzi połowa rodziców, a potem każdy się śpieszy do domu.

Próba samodzielnej walki to jest walka z wiatrakami, a z kolei nikt nie będzie na poważnie traktował i rozmawiał o edukacji z ludźmi, którzy jako jedyny front wybrali populizm. Prawda jest taka, że z góry jesteśmy na przegranej pozycji. Bo nauczyciele, nawet jeżeli nas popierają to będą cicho, dla świętego spokoju, z obawy przed utratą pracy. Przecież najlepszym dowodem są meile z raportami, od nauczycieli, żeby nie podawać ich danych, albo usuwać ich raporty, bo boją siię, że ktoś ich rozpozna.

U nas w szkole jest problem i ze sklepikiem i z remontem. I nikomu to nie przeszkadza. Jak byłam na zebraniu rodziców z dyrektorem odnośnie sklepiku, byłam jedynym rodzicem dziecka z klasy. O zebraniu dowiedziałam się przypadkiem, bo o zebraniu wiedział tylko przewodniczący rady rodziców i poinformował tylko te osoby, które były na pierwszym zebraniu, a nasz przewodniczący wiedząc o tym nie przekazał ani mnie ani drugiej mamie z trójki informacji, bo dla niego to nieistotne.

Tak to wygląda i obawiam się, że to tylko czubek góry lodowej. I zastanawiam się tylko co mnie jeszcze czeka."

Kto wyłudza habilitacje?


W związku z pojawiającymi się, a przeze mnie już wielokrotnie prostowanymi komentarzami jakichś anonimowych osób do mojego wpisu z dn. 18 grudnia 2011 r., a zarazem na prośbę Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberku wyjaśniam, co następuje.

Mój pozytywny w intencji wpis o kolejnych habilitacjach Polaków w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberku, został przez niektórych jego czytelników potraktowany nieadekwatnie do jego treści. Pod wpisem moich komentarzy do niego z datą:
20 grudnia 2011 13:46
20 grudnia 2011 13:51
20 grudnia 2011 14:40
20 grudnia 2011 16:15
są moje jednoznaczne i identyfikowane moim nazwiskiem wyjaśnienia, że Wydział Pedagogiczny KU w Rużomberku ma uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego w zakresie nauk społecznych(praca socjalna). Zgodnie z dekretem Ministra Nauki z dnia 20 lipca 2011 r. Katolicki Uniwersytet w Rużomberku posiada takie uprawnienia bez ograniczeń czasowych. Nie posiada natomiast uprawnień w dyscyplinie „pedagogika”, co powinienem był dodać, żeby nie było najmniejszych wątpliwości. Utracił je w wyniku akredytacji w 2009 r. po m.in. ujawnieniu przez media tzw. "Turystyki habilitacyjnej Polaków" i stwierdzeniu niespełnienia przez tę jednostkę obowiązujących na Słowacji warunków. Te nie były i nie są przedmiotem moich zainteresowań. Wielokrotnie podejmowałem w blogu kwestie działań niektórych Polaków, które ma ją charakter wykorzystywania przez nich niemożności weryfikowania przez słowackich recenzentów rzetelności i jakości merytorycznej ich dorobku naukowego.

Każdy zatem zainteresowany habilitowaniem się z tej dyscypliny, może – spełniając uczelniane kryteria – uzyskiwać awans naukowy z pracy socjalnej podobnie, jak w dyscyplinie, którą przywołałem w swoim komentarzu, a mianowicie: ‘dydaktyka przedmiotowa” (odborova didaktika”).Obie te dyscypliny nauki nie są uznawane w Polsce, gdyż nie odpowiadają wymogom nauk ani humanistycznych, ani społecznych. Każdy, kto uzyskuje z nich habilitację, powinien ją nostryfikować w Polsce. Nie czyniąc tego, wyłudza nienależny mu w Polsce status samodzielnego pracownika naukowego. Z tych dyscyplin może nim być na Słowacji lub w Czechach. W Polsce obowiązuje rozporządzenie MNiSW określające obszary, dziedziny i dyscypliny nauk. W tym kontekście warto właściwie odczytywać moje ostrzeżenie na temat wyłudzeń habilitacji. O tym, że miał ten proces miejsce głównie w tej uczelni oceniany przez media jako " zaskakujący wysyp" habilitacji Polaków wielokrotnie pisała polska i słowacka prasa.

Mogę oświadczyć, że nie jest prawdą, jakoby na Katolickim Uniwersytecie w Rożomberku dochodziło do wyłudzeń awansów naukowych w oparciu o nieuczciwe i kolesiowskie recenzje.
Jeśli ktoś tak uważa, to musi to udokumentować. Ja odnosiłem się jakiś czas temu, do rozpoznanego i udowodnionego rzeczowo, w oparciu o przedłożoną mi przez Władze Wydziału Pedagogicznego KU w Rużomberku dokumentację o dopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego Polki, która składając fałszywe oświadczenia na temat swojego dorobku naukowego(te nie mogły być przedmiotem sprawdzenia przez członków komisji uczelnianej, bo nie dysponuje takimi możliwościami i musi polegać na zaufaniu do składanych przez kandydatów dokumentów jako zgodnych ze stanem prawnym), usiłowała awans naukowy bezczelnie wyłudzić. I to jest prawdą. Wiedzą o tym władze zarówno KU w Rużomberku, które współdziałały ze mną w zatrzymaniu postępowania habilitacyjnego nieuczciwej Polki, jak i rektor polskiej uczelni publicznej, w której jest zatrudniona i jest w niej nawet członkiem senatu. Nie do mnie należą dalsze kroki związane z tą sprawą. Dysponuję natomiast kopią oryginału recenzji pozytywnie przeprowadzonego w KU przewodu, która kompromituje jej polskiego recenzenta. W tym kontekście ma ona znamiona "kolesiowskiej" opinii kogoś, kto sam nie habilitował się w Polsce.


Jak ktoś chce poczytać o innych patologiach rodzimych nauczycieli akademickich, to zachęcam do przestudiowania interesującej książki dr Ryszardy Cierzniewskiej z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy pt. Wokół przemian akademickiego środowiska pedagogów w Polsce. Ostatnia dekada XX i początek XXI wieku (Wydawnictwo UKW, Bydgoszcz 2010, ss.424).

środa, 28 grudnia 2011

Nowe zasady przeprowadzania postępowań habilitacyjnych są w praktyce pedagogom niedostępne

z ich powodu, toteż czekają na aktywność nie tylko zainteresowanych nimi naukowców, ale przede wszystkim władz jednostek, które posiadają uprawnienia w tym zakresie, tyle tylko, że w dziedzinie nauk humanistycznych. Nowelizacja przepisów ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki, wynikająca z ustawy z dnia 18 marca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz. U. nr 84, poz. 455), ustanowiła m.in. nowe zasady przeprowadzania postępowań habilitacyjnych, zaś minister nauki i szkolnictwa wyższego rozporządzeniem z dn. 8 sierpnia 2011 r. w sprawie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych zdecydowała o przydzieleniu pedagogiki do obszaru wiedzy i dziedziny nauk społecznych.

Tym samym, jeżeli doktor nauk humanistycznych czy z innej dziedziny chce otworzyć przewód habilitacyjny w dyscyplinie pedagogika zgodnie z nową procedurą postępowania (m.in. bez kolokwium habilitacyjnego), to musi najpierw sprawdzić, czy jednostka uczelniana, w której chce ten przewód przeprowadzić, dokonała już zmiany w CK z uprawnień w dziedzinie nauk humanistycznych na dziedzinę nauk społecznych. Inaczej, może habilitować się w takiej jednostce tylko do końca września 2013 r. w dziedzinie nauk humanistycznych z dyscypliny pedagogika na podstawie UCHWAŁY CENTRALNEJ KOMISJI DO SPRAW STOPNI I TYTUŁÓW z dnia 24 października 2005 r. w sprawie określenia dziedzin nauki i dziedzin sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych (MP z 2005 r. nr 79, poz. 1120 ze zmianą w MP z 2008 r. nr 97, poz. 843 oraz w MP z 2010 r. nr 46, poz. 636 oraz w M.P. z 2011 r. nr 14, poz. 149).


Rady wydziałów, które przeprowadzają postępowanie habilitacje wg starej procedury, a chcą umożliwić doktorom to postępowanie według nowych zasad, muszą najpierw same dostosować się do nowych regulacji prawnych, o czym informuje Komunikat nr 2/2011 CK:

W związku z art. 32 ustawy z dnia 18 marca 2011 r. o zmianie ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz. U. nr 84, poz. 455), który stanowi, iż jednostki organizacyjne uprawnione do nadawania stopni na podstawie dotychczasowych przepisów dostosują warunki do nadawania stopni doktora i doktora habilitowanego, określone w art. 6 ust. 1 - 4 znowelizowanej ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki w okresie dwóch lat od dnia wejścia w życie nowelizacji ww. ustawy, Centralna Komisja stoi na stanowisku, że jednostki w ww. okresie zachowują posiadane uprawnienia w dziedzinach i dyscyplinach określonych w dotychczasowych przepisach prawa.

Jeżeli określona jednostka organizacyjna przed upływem ww. okresu przejściowego spełni wymagania znowelizowanych przepisów ustawy, może wystąpić do Centralnej Komisji (przedkładając minima kadrowe dotyczące wszystkich posiadanych uprawnień w zakresach określonych w Rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 8 sierpnia 2011r. w sprawie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych - Dz. U. nr 179, poz. 1065) o dokonanie stosownej zmiany w wykazie jednostek uprawnionych do nadawania stopni.

Jednocześnie Centralna Komisja uznaje, że określona jednostka uprawniona do nadawania stopni zachowuje posiadane uprawnienie w okresie trwania przepisów przejściowych, tj. do dnia 30 września 2013 r., niezależnie od trybu przeprowadzanego przewodu czy postępowania, o ile osoby zaliczane do minimum kadrowego spełniają w całości warunki ustawy sprzed nowelizacji, lub w całości warunki przewidziane w znowelizowanych przepisach, tzn. - dla których ta jednostka jest podstawowym miejscem pracy.


Sytuacja może być patowa, kiedy ktoś będzie chciał habilitować się zgodnie z nowymi zasadami, a nie będzie jednostki, która spełnia nowe wymogi prawne. Z tego co wiem, to żadna z dotychczasowych rad wydziałów nie wystąpiła o zmianę uprawnień zezwalających na procedowanie według nowych zasad.



Ludowcy budzą się z zimowego snu oświatowego


Polskie Stronnictwo Ludowe ogłosiło ustami swojego rzecznika Krzysztofa Kosińskiego, że to rodzice powinni sami decydować, czy posłać dziecko wcześniej do szkoły, czy nie. W Polsce zimy nie ma, ani śniegu, ani lodu, ale działacze PSL obudzili się z „zimowego snu”, jakim była dla nich w przypadku edukacji poprzednia kadencja. Przespali temat sześciolatków w szkole, więc postanowili wreszcie zająć wobec niego jakieś stanowisko. Jak na tę partię, to odkrywcze ono nie jest, więc specjalnie się tym nie zdziwiłem Lód przydałby się tym działaczom na głowę, by ostudzić nieco ich werbalne zaangażowanie pod koniec roku 2011.
Panie rzeczniku, wasza propozycja jest żadną łaską, marnym wkładem w politykę publiczną. Rodzice mogli decydować o tym, czy posłać swoje sześcioletnie dziecko do szkoły, zanim pojawiła się w MEN minister Katarzyna Hall, czy wcześniej 14 innych ministrów edukacji narodowej. Skoro już jako koalicjanci PO poparliście wcześniej nieprzygotowany projekt zmiany strukturalnej w oświacie, to już nie twórzcie pretekstu, by teraz z tej koalicji wyjść, bo Platforma negocjuje po cichu nowy układ z lewicą. Nie róbcie ludziom wody z mózgu. Zajmijcie się wreszcie szkołami wiejskimi, a nie najpierw pozwalacie je zamykać, a potem składacie wniosek do Sejmu, by na wzór platformerskich Orlików budować w każdej wsi „Świetliki”, czyli środowiskowe świetlice młodzieżowe, które byłyby multimedialnymi centrami edukacyjnymi.

Poseł Janusz Piechociński obudził się w temacie wyników ostatniej matury, udzielając w dn. 27 grudnia br. wywiadu w radiu TOK FM, w trakcie którego oceniał stan polskiej edukacji. Wprawdzie egzamin maturalny miał miejsce ładnych kilka miesięcy temu, podobnie zresztą jak ogłoszenie jego wyników, ale dopiero dzisiaj przedstawiciel partii koalicyjnej, zapewne ziewając i rozprostowując kości po głębokim skuleniu we snie, stwierdził, że:

Karta Nauczyciela broni w tej chwili słabych, a nie daje większych szans dobrym nauczycielom a złe wyniki matur i fakt niskiej zdawalności podstawowego poziomu egzaminu z matematyki powinny dać wszystkim do myślenia. Jakby tego było mało, jakość kształcenia i jakość absolwentów nie zawsze jest właściwa, toteż w tym obszarze powinniśmy ścigać się z Europą. Ja patrzę na procesy, które zachodzą w oświacie z niepokojem .

wtorek, 27 grudnia 2011

Dyscyplinowanie nauczycieli


Prawdziwy powód zainteresowania władz czasem pracy nauczycieli oświaty publicznej jest próbą pozbawienia ich dotychczasowych przywilejów i przyzwyczajeń, jakie wiązały się ze sposobem pojmowania i rozliczania czasu ich pracy. Każda grupa stanowisk nauczycielskich miała tzw. odrębne pensum dydaktyczne, które realizowała w ramach przypisanych jej obowiązków dydaktycznych, czyli np. liczby godzin lekcyjnych. Nieco inne pensum mają jednak nauczyciele pracujący w świetlicy szkolnej, dyrektorzy szkół, a jeszcze inne w bibliotece czy pedagodzy szkolni. Wszyscy jednak mają 40 godzinny tydzień pracy, a to – zdaniem samorządowców niezadowolonych z tego, że rząd podwyższa płace, ale nie daje środków na realizację coraz liczniejszych zadań przedszkoli i szkół oznacza, że gminy i powiaty muszą niektóre działania finansować z własnego budżetu, a tego wcale już nie chcą.


Być może zatem powiedzie się samorządowcom strukturalne, a więc z zastosowaniem środków prawnej interpretacji art. 42.2. Karty Nauczyciela, zmuszenie nauczycieli do tego, by przebywali w szkołach 8 godzin dziennie, niezależnie od tego, na jakim są stanowisku nauczycielskim. Tu mogą sprawdzać lekcje, testy, przygotowywać się do zajęć na następny dzień, a także – ich zdaniem – powinni prowadzić zajęcia pozalekcyjne, kółka, kluby, konsultacje itp.., by wspierać rozwój zainteresowań czy innych sfer osobowości swoich podopiecznych. Nagle może okazać się, że zawód nauczycielski straci na swojej atrakcyjności. Jego feminizacja wynikała przecież także z tego powodu, że kobiety-matki mogły wcześniej wracać do domu, zatroszczyć się o swoją rodzinę, dzieci, a w dowolnych dla siebie godzinach czasu wolnego, uczynić je czasem swojej pracy poza szkołą czy przedszkolem, a więc wykonywać prace związane z projektowaniem swoich zajęć na następne dni, samodoskonaleniem zawodowym itd. Każde wyjście nauczyciela np. na jakiś kurs, szkolenie czy studia podyplomowe powinno być zatem odnotowane jako służbowe. Jeszcze trochę a zostaną wprowadzone w szkołach elektroniczne karty czasu przebywania na terenie placówek (rejestrujące wejście i wyjście).


Rozpętana została wojna społeczna, której pozornie przypisuje się troskę o podwyższenie funkcji wychowawczych i opiekuńczych szkół oraz zwiększenie jakości kształcenia. Wiadomo przecież, że tu głównie chodzi o pieniądze, na które tak MEN, a raczej Ministerstwo Finansów, jak i samorządy wydawać zbyt wiele nie chcą. Wykorzystano już nauczycieli wielokrotnie w kampaniach wyborczych, obiecując im to czy tamto, a najczęściej podwyżki płac, to teraz trzeba im je jakoś odebrać, wymuszając na nich poświęcenie większej liczy godzin tzw. fizycznego czasu pracy w szkole. Czy będzie on też czasem duchowym, pedagogicznym? Gdyby zwiększyć płace nauczycieli dwukrotnie, bo o ten czas fizycznej obecności w szkołach tu chodzi, to zapewne by nie protestowali, a może i nawet pracowaliby tylko na ½ etatu, jak ma to miejsce w bogatej Szwajcarii, tyle tylko, że nam do tego kraju złotem kapiącym daleko…



sobota, 24 grudnia 2011

Jak myśli myślą

















Święta idą wolną wolą
na rozstaje nieba dróg
gdzie na sianie
cud się stanie
gdzie narodzi nam się Bóg

a pod jodłą noc zamiera
z pełnych koszy jadła krocie
wysypują się spod powiek
drzwi zamknięte dla człowieka (...)


Tym, jakże pięknym fragmentem wiersza z tomiku „Spowiedź myśli” (Bydgoszcz 2011, s. 43) poetki, a zarazem nauczycielki akademickiej - dr Danuty Muchy z Zakładu Literatury Polskiej Filii Uniwersytetu Humanistycznego Jana Kochanowskiego w Piotrkowie Trybunalskim, rozpoczynam wigilijny wpis. Dosłownie dwa dni temu ukazał się najnowszy tomik Jej poezji pt. "Myśli myślą" (Bydgoszcz 2011).

To wielcy filozofowie, klasycy niemieckiej pedagogiki kultury pisali, że nasze życie jest tekstem. Dzięki szeroko pojmowanej edukacji powinniśmy umieć interpretować to, czego doświadczamy na co dzień. Świat bowiem wokół nas i w nas "żyje w człowieku" i zarazem "żyje człowiekiem", będąc domeną jego wolności, która jest przez niektórych ujawniana w ich wytworach.

Każdy z humanistów ma swój obszar pracy twórczej. Niestety, ostatnimi laty nie tylko współczesna pedagogika odchodzi w świat pozoru, zachłanności, użyteczności, wymierności, pozornego obiektywizmu, redukcjonizmu człowieka i jego duchowości, instrumentalizmu itp. Wiersze Danuty Muchy są hermeneutyką poezji, dzięki której lepiej rozumiemy siebie i innych.

Wydany na początku tego roku wspomniany już tomik Danuty Muchy pt. Spowiedź myśli jest niezwykle pięknym, poetyckim zwrotem autorki ku dwóm wymiarom ludzkiego bytowania w świecie - transcendencji i własnej duchowości. Spowiedź jest aktem osobistym, wynikającym z mowy wewnętrznej osoby z samą sobą, z tym, jak postrzega i przeżywa otaczający ją świat, siebie i własne z nim relacje. To jest osobisty sposób wydobywania na powierzchnię świadomości tego, co jest nie tylko jej metaforycznym okiem, ale i symboliczną myślą, dotykiem, odczuciem, emocją czy wyobraźnią, ale także aktem osobistej potrzeby podzielenia się sobą z innymi. Wiersze Spowiedniczki są szczególnym darem w naszej kulturze, który wymaga, oprócz wyjątkowej wrażliwości, odnalezienia w sobie „siły woli i siebie”.

Nie postrzegam tego zbioru jako swoistego rodzaju pożegnania z czymś, co wpisywałoby się w osobisty akt przewinień, grzechów czy ludzkiej słabości, których sprawczyni upominałaby się o łaskę Boga. Autorka tak pięknie i subtelnie rozmawia z nami, dzieli się swoimi myślami i przeżyciami, że stajemy się dzięki tej formie wypowiedzi niejako zaproszonymi do uczestniczenia w jakże osobliwej transmisji świata nadziei i miłości, a zarazem zaistnienia w Jej pamięci o Najbliższych i tych Nieobecnych. Nie jestem znawcą poezji, ani też jej twórcą czy krytykiem. Nie potrafię jednak bez niej żyć, gdyż dopełnia ona sferę moich przeżyć, o które zapewne jestem uboższy.

Brakuje mi w rozpędzonym życiu czasu, by wsłuchać się w ciszę przyrody, wodzić wzrokiem po nieboskłonie, wsłuchać się w śpiew na gołym stawie czy dotykać muśnięć warg przemyśleń. Jakże jest nam na co dzień potrzebne powstrzymanie biegu myśli, by dostrzec, jak znad słońca mgły przybywa i pachnących szarych liści. Jeśli spowiedź myśli jest efektem wyrzutów sumienia, odczuwania braku Tych, którzy obdarowali nas życiem, a teraz, z końcem każdego dnia, w śnie lub marzeniach rodzą się nasze doznania, naznaczone znakiem krzyża, to warto skupić się na każdym słowie znaczącym także nasze myśli.

Przebiegają nam przed oczami obrazy wspomnień z Radziejowic, które, choć są wtopione w zimowa porę roku, ogrzewają nas ciepłem słów i upragnionego Światła. Na początku było słowo, ale, jak trafnie pisze Danuta Mucha - trzeba umieć się z nim uporać.

tyle ciszy tyle słów
tyle drobnych zdarzeń zła
by na później je zostawić
by przekonać o nich świat.


Zło wymaga świadectwa, obecności tych, którzy wezwani do dzielności, powinni przerwać zdarzeń bieg, by pokonać własny strach. Jej wiersze chce się śpiewać, tańczyć z nimi w rytm wirującego wiatru. Jakże jest nam: (…)

tylko jedna dłoń potrzebna
Gdy na skraju bladej ciszy
Wiatr potrącił skrawek nieba
By się dom rodzinny przyśnił.


I oto pojawia się kolejny tom „Myśli myślą”, który paradoksalnie zwraca naszą uwagę na świat metapsychicznych doznań. Wydawałoby się, że jest w tym tytule jakaś ukryta dwoistość, ambiwalencja procesów, upominających się o dostrzeżenie dającego się wyrazić sensu, jak i ukrytych znaczeń naszego myślenia, owych myśli w myśli, ich otwartości oraz głębi.

Myślenie naturą jest jak myślenie sobą, zawsze czyjeś i zawsze dotyczące czegoś, a jednak nienamacalne, niewymierne, ulotne. Jest w tej poezji poruszające zmaganie się z sobą, słabościami woli, niepewnością, lękiem, zanikającą nadzieją, nad którymi można zapanować nie tyle umysłem, co sercem. Myśl jest w tej poezji efektem wyzwolonego w nas metaforycznie wiatru, i to wiatru od nieba i od ciszy. Pozwala nam ukryć się w zaciszu własnej duszy.

Myśl jest także jak taniec wirującego powietrza, gdy wymaga oddania się temu, co budzi w nas fascynację. Jeśli chcemy coś czynić po myśli, to musi to być w skupienia tak, jak chronimy się przed deszczem pod strzechą, by uniknąć niepożądanej straty. Rację ma Poetka, że własne myśli stają się też dla nas schronieniem, przed grozą burz własnych wrażeń. Bywa jednak i tak, że zamieć myśli pomaga zwykłe zacząć jutro.

Są też w nas takie doznania, które powracają w myśli i dzięki niej, by odrodzić w nas to, co przebywało gdzieś daleko. Tylko prawdziwa modlitwa wymaga wygaszenia myśli, zatrzymania na chwilę wirującego w nas świata doznań i ich pamięci, by możliwe stało się spełnienie w rozmodlonych rękach. Poruszające są myślące myśli, myśli odczuwające cichość wody, cichość fal, szum wiatru, spadających liści za oknami cichych spraw.

Myśli można zbierać i rozsiewać, można nimi oddychać i czuć się z ich powodu porażonym czy niepewnym, kiedy jakaś myśl omdlewa. Ich dotknięcie rezonuje w naszej duszy i psychice tym, co zapala nasze serce, tarmosi zmysły lub wycisza siłę słów. Myśl jest jak smyczek, który porusza struny naszej wrażliwości, doznań, zachęcając do działania lub je powstrzymując. Myśl wreszcie jest ulotna jak zapach. Możemy ją zamknąć w flakoniku własnych wspomnień lub rozpylać ją wśród tych, którzy dostrzegają jej niepowtarzalne walory.

Poetyckie przesłanie Danuty Muchy jest nasycone matczyną, małżeńską, religijną i pedagogiczną wiarą oraz optymizmem. Można je odczytać w jakże pięknych, a dedykowanych Córce strofach:

nic co przyjdzie i co będzie
nie oddali nas już więcej
zamiast blasku cienia marzeń
czeka okno dobrych zdarzeń.


Nic też bardziej nie jest nam, rodzicom, wychowawcom, katechetom czy edukatorom potrzebne, jak głęboko wtapiające się w tajemnice życia i historii, wiary i nadziei myślenie myślą, która nie pozwoli na rozproszenie wartości w nas i wokół nas, na zaprzepaszczenie tego, co powinno być budulcem naszego humanum. Być może dzięki myśli uda się rozmiękczyć zło-byt, by na skraju myśli zwierzeń budować dobro każdego bytu, dostrzegać obecność w nim życia i przeżycia. W kreowanych przez pedagogów relacjach wychowawczych myśl naprowadza je na nowe życie, nadaje mu sens i pozwala, by niejako po drodze sprzyjała ona słowom i czynom, intencjom i skutkom, oczekiwaniom i spełnieniom.

Możemy być wdzięczni Poetce, że obdarzyła nas naręczem własnych myśli, uruchamiając w nas powiew jeszcze przed chwilą nierozpoznawalnych, nieodczuwalnych, a przecież jakże głęboko osadzonych w zaciszu własnej duszy i umysłu myśli, które myślą myślą. Czyż nie mają racji ci filozofowie, którzy twierdzą, że wy-chowanie jest wydobywaniem z nas tego, co s-chowane? Danuta Mucha wydobywa z nas

nitkę zdjęć
za którą strach
wiatr rozgonił
słowo
za którym
myślą – myśl.


Dziękuję!



piątek, 23 grudnia 2011

Dzielę się z Państwem życzeniami, żeby się pomnożyły
















Jak każdego roku, tak i w tym załączam życzenia, jakie są kierowane do mnie, ale przecież ja bez Was bym zapewne ich nie otrzymał, skoro z Wami włączam się w bieg pedagogicznych zdarzeń. Tak więc przyjmijcie Blogoczytelnicy najlepsze życzenia:

– przede wszystkim dużo zdrowia, by można było cieszyć się zanurzaniem w codzienne życie, pięknem lektur i spotkań z ludźmi, tymi Najbliższymi i mniej lub bardziej nam znajomymi. Niech wiara i nadzieja pozwolą na realizację własnych pasji i marzeń, w klimacie miłości i pozyskiwania wsparcia w sprawach, które wykraczają także poza własne cele i zamiary.

Jakże piękne i osadzone w polskiej tradycji Święta oraz doniosłość i waga tajemnicy Betlejem uświadamiają nam, jak bardzo wiara wymaga rozumu i się nim posługuje, dając ponadto pole dla emocji i wyobraźni. Życzę też siły spokoju w sprawach trudnych,
koniecznego dystansu w podejmowaniu decyzji oraz przebywania w ukochanych miejscach, gdzie ma miejsce promieniowanie i przyciąganie innych. Oby dokonywane wybory nie
zaskakiwały swoimi skutkami, a nadchodzący rok pozwolił żyć w lepszej albo gorszej, ale mimo wszystko – prawdzie, zaufaniu i wolnej od presji przestrzeni osobistej satysfakcji. Z życzeniami, by wszelkie dobro i pokój panowały nad nami - błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego 2012 Roku

- Bogusław Śliwerski


^^^^^^^^^

NIECH ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA OPROMIENIONE BLASKIEM CHOINKI ZAPACHEM WIGILIJNYCH POTRAW, BĘDĄ CZASEM NIEZAPOMNIANYM, SPĘDZONYM BEZ POŚPIECHU W GRONIE NAJBLIŻSZYCH. A BIAŁY OPŁATEK -SYMBOL POJEDNANIA I JEDNOŚCI BUDZI W NAS PRAGNIENIE POKOJU W NASZYCH RODZINACH.

^^^^^^^^^^

Święta Bożego Narodzenia niosą ze sobą wiele radości oraz refleksji dotyczących minionych miesięcy i planów na Nowy Rok. A zatem niech magia Wigilijnego Wieczoru przyniesie spokój i radość. Niech każda chwila Święta Bożego Narodzenia żyje własnym pięknem, a Nowy Rok obdaruje Pana i Najbliższych pomyślnością, szczęściem a także marzeniami, o które warto walczyć, wartościami, którymi warto się dzielić, przyjaciółmi, z którymi warto być oraz nadzieją, bez której nie da się żyć.
Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia!

^^^^^^^^^

Від Президії Національної академії педагогічних наук України і від мене особисто прийміть щирі і теплі вітання з Різдвом Христовим та Новим Роком! Зустрічаючи ці зимові свята, ми плекаємо надію на щастя, благополуччя і світле майбутнє, здійснення всіх мрій і бажань.! Від усього серця бажаю Вам і Вашій родині міцного здоров’я, невичерпної енергії, прихильності долі, достатку і миру! Щиро зичу Вам наснаги в усіх справах і починаннях! З повагою, Президент НАПН України Василь Кремень

^^^^^^^^^^

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.
(C. K. Norwid)

Niech dom wypełnią aromatyczne zapachy, nostalgiczna muzyka, a nade wszystko śmiech najbliższych, rodzący chwile godne zapamiętania... Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i pomyślności w Nowym Roku

Wszelkiego dobra od świata i opieki mocy stworzenia życzę Ci z serca głębokości
wraz z ciepłymi uczuciami i podziwem bezgranicznym dla Ciebie. Ściskam świątecznie

^^^^^^^^``

Proszę przyjąć szczere i z głębi serca płynące Życzenia zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszystkiego co najlepsze i samych słonecznych dni w Nowym 2012 Roku.

^^^^^^^^^

Twoje dzieło z konferencji edukacji alternatywnej (pierwszej w Polsce) 1992 roku jest znaczące (i inne dzieła). Uruchomiłeś lawinę, która może owocować (mam nadzieję). Na Kaszubach owocuje. Pozdrawiam Ciebie z Bogiem, przy Wigilijnym stole, z tymi których kochasz, i z tymi których znasz i wiesz że są trochę dalej, ale są. Pamiętajmy o samotnych, i o tych może w gniewie.

^^^^^^^^^

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia najserdeczniejsze życzenia - szczęścia, wiary i pomyślności oraz samych szczęśliwych zdarzeń w nadchodzącym Nowym Roku !!!

^^^`^^^^^^
Radosnego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia w rodzinnej atmosferze, a także spełnienia marzeń o zdrowiu szczęściu i wszelkiej pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku 2012,

^^^^^^^^^^

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia pragnę przesłać najserdeczniejsze życzenia. Niech nadchodzące Święta będą niezapomnianym czasem spędzonym bez pośpiechu, trosk i zmartwień. Życzę, aby odbyły się w spokoju, radości wśród Rodziny, Przyjaciół oraz wszystkich Bliskich dla Was osób. A wraz z nadchodzącym Nowym Rokiem życzę również dużo zdrowia i szczęścia .

^^^^^^^^^^

Szanowny Panie Profesorze, na święta Bożego Narodzenia i na cały nadchodzący rok życzę nieustannego doświadczania znaków Bożej Miłości, która wkroczyła w ludzkie życie i wnosi do niego miłość, pokój, nadzieję. Niech dobry Bóg błogosławi Pańskiej pracy, a także całej rodzinie, by dobro przemieniało nasz świat. Zapewniam o szczególnej pamięci podczas pasterki. Pozdrawiam. Szczęść Boże.

^^^^^^^^^^
Dziękuje bardzo za życzenia świąteczne. Ze swej strony tez życzę wszystkim tego, co prof. Śliwerski. Nie mógłbym ująć tego lepiej.

^^^^^^^^^^
Z okazji zbilżających się Świąt Bożego Narodzenia proszę być łaskaw przyjąć najserdeczniejsze życzenia wielu łask Bożych, rodzinnego ciepła, radosnych przeżyć podczas Świąt oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i dalszych, wspaniałych sukcesów w pracy zawodowej w Nowym Roku

^^^^^^^^^^

Pozamykajcie wszystkie gabinety, pracownie i pokoje.
Troski związane z pracą schowajcie do segragatora z napisem „załatwione”.
Ucieszcie się zapachem chionki, rozsmakujcie w sernikach i makowcach.
Z tęknotą oczekujcie pierwszej gwiazdki na niebie w wigilijny wieczór.
Niech opłatek w dłoniach swoją bielą wybieli spory i nieporozumienia.
Kolędy niech zagrają nuty skoczne i kołysanki, które wyjatkowo brzmią tylko w te dni.
Niech raz tradycja wygra z nowoczesnością, a siano pod obrusem będzie ważniejsze w te dni niż komputer.
I niech wypełni Was pokój, który daje poczucie ukojenia. Cisza, która jest najpiekniejszą muzyką.
Zdrowych i pieknych świąt Bożego Narodzenia

^^^^^^^^^^

Zrodzony na sianie, w półmroku stajenki, śpi w ramionach Marii Jezus malusieńki.
Świętą noc złocista gwiazda opromienia, a wokół gromadzą się przyjazne stworzenia. Lulajże Jezuniu snem cichym, szczęśliwym.
Obdarz nas radością i szczęściem prawdziwym.
Radosnych Świąt Bożego Narodzenia
oraz Błogosławieństwa Bożej Dzieciny w nadchodzącym Nowym Roku
Z doświadczenia i plotek wiem, że są na świecie trzy rzeczy, które mnożą się, gdy dzieli się je z innymi: miłość, radość i uśmiech.
Na Święta i Nowy Rok życzę więc Wam wszystkim i Waszym Bliskim miłości, radości i uśmiechu w jak największych ilościach.

^^^^^^^^^^

Miłość w postaci wsparcia drugiego człowieka działa tak:
http://www.youtube.com/watch?v=Qc8ZbVcdHpg

Świąteczną radość moi brazylijscy przyjaciele wyrażają tak:
http://www.youtube.com/watch?v=sGDO99gmb1Q&feature=share

Gdy miłość ubrana w radość robienia czegoś z innymi wywołuje świąteczne uśmiechy, to już wystarczający powód, by robić z nich użytek na co dzień:
http://www.youtube.com/watch?v=SXh7JR9oKVE

Zaś dowodem działania (u)śmiechu niech będzie poniższa powiastka, którą specjalnie dla Was przetłumaczyłem:


Rubem Braga

Moja najwspanialsza historia...

Moim pragnieniem było napisanie opowiadania tak wesołego, żeby ta chora dziewczyna z szarego domu nieopodal śmiała się przeczytawszy je w gazecie - żeby śmiała się do łez i mówiła: „Mój Boże, cóż to za śmieszna historia!” Następnie opowiedziałaby ją kucharce i zadzwoniła do dwóch lub trzech przyjaciółek, by im również ją opowiedzieć. I wszyscy, którym by opowiadała śmialiby się i cieszyli widząc, że ona tak dobrze się bawi. Ach, żeby tylko moje opowiadanie zadziałało, jak promień słońca, niesamowicie jasny, gorący, żwawo wkradający się w życie zamkniętej w sobie, mrocznej, chorej dziewczyny. Nawet ona sama dziwiłaby się słysząc własny śmiech i powiedziałaby do siebie: „Przecież ta historia naprawdę jest śmieszna.”

Pewne małżeństwo siedziałoby w domu, mąż strapiony zachowaniem żony, a żona zła na męża. Także do tej pary dotarłaby moje opowiadanie. Mąż czytałby je i zacząłby się śmiać, co tylko wzmogłoby gniew kobiety. Gdyby jednak po chwili, mimowolnie i ona poznała tę historię, sama też zaczęłaby się śmiać i śmialiby się tak oboje, nie mogąc nawet zerkać na siebie, by znów nie wybuchnąć śmiechem. Wówczas, słysząc wzajemnie swój śmiech, przypomnieliby sobie szczęśliwe czasy zakochania i oto odnaleźliby utraconą radość bycia razem.

Moje opowiadanie dotarłoby do więzień, szpitali, do wszystkich poczekalni - dotarłoby bezpłatnie, w sposób tak bezpośredni, kolorowy i czysty, że wszyscy, którzy by je czytali, oczyściliby swe serca łzami ze śmiechu. Nawet posterunkowy przeczytawszy moją opowieść, puściłby wolno pijaków i te biedne ulicznice, mówiąc im: „Teraz proszę już dobrze się zachowywać. Do diabła, lubię gdy nie ma kogo aresztować!”

I wtedy wszyscy zaczęliby dobrze traktować swoich pracowników, swoich podwładnych i bliźnich, ku nieoczekiwanej chwale mojego opowiadania.

Ono zaś, stopniowo rozchodziłoby się po całym świecie na tysiąc rozmaitych sposobów, a jego autorstwo przypisywano by jakiemuś Persowi z Nigerii, Australijczykowi z Dublina, czy Japończykowi z Chicago. Jednak w każdym języku opowiadanie to zachowywałoby swoją świeżość, swoją czystość, swój nieodgadniony urok. Nawet w zakątku jakiejś wioski w Chinach, pewien ubogi Chińczyk, bardzo mądry i stary powiedziałby: „W całym moim życiu nigdy wcześniej nie słyszałem tak zabawnej i tak dobrej historii. Warto było żyć do dzisiaj, by jej wysłuchać. Tej historii nie mógł wymyśleć człowiek. Pewnie zrobił to jakiś gadatliwy anioł, który opowiedział ją na ucho śpiącemu świętemu, którego inni uważali za nieboszczyka. Tak, z pewnością jest to niebiańska opowieść, która przypadkowo przedostała się do naszych umysłów; to boska opowieść.”

A gdyby inni pytali mnie: „W jaki sposób wymyśliłeś tę historię?” - ja odpowiadałbym, że ona nie jest moja; że tylko usłyszałem ją przypadkowo na ulicy od jakiegoś nieznajomego, który ze swej strony opowiadał ją drugiemu nieznajomemu, zaczynając od słów: „Wczoraj słyszałem, jak ktoś opowiadał następującą historię...”
I w ten sposób całkowicie ukryłbym prostą prawdę, że stworzyłem tę całą opowieść w jednej sekundzie - właśnie wtedy, gdy myślałem o smutku tej dziewczyny, która jest chora, chora od zawsze i wciąż zmaga się z mrocznymi myślami, z samotnością w tym małym szarym domu w mojej dzielnicy. [1]

* * *

Kochajmy się więc, cieszmy życiem i uśmiechajmy - świątecznie, noworocznie i zupełnie bez okazji...


Niech pod świąteczną choinką znajdzie się dla Was radość, szczęście, życzliwość, wzajemne zrozumienie, a w Nowym Roku niech spełnią się marzenia

^^^^^^^^^

prajem Vám všetko dobré, pokoj, lásku a Božie požehnanie pre Vás a celú Vašu rodinu.

^^^^^^^^^^

Na zbliżające się święta pragnę złożyć życzenia przeżywania Bożego Narodzenia w zdrowiu, radości i ciepłej rodzinnej atmosferze. Kolejny zaś Nowy Rok niech będzie czasem pokoju oraz realizacji osobistych zamierzeń.
dovoľte mi popriať Vám a Vašim najmilším milostiplné a radostné Vianoce.
Do nového roku 2012 všetko len najlepšie, dobré zdravie, veľa úspechov,
pohody a spokojnosti.

^^^^^^^^^^

Proszę przyjąć dla Pana i Jego Rodziny najserdeczniejsze życzenia
spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia a także zdrowia,
wszelkiej pomyślności oraz spełnienia wszystkich zamierzeń w Nowym Roku.

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia przesyłam, obok tradycyjnych
świątecznych życzeń wszystkiego co najlepsze, austriacką kolędę zamieszczoną na stronie internetowej FTP Student Action (http://www.tfpstudentaction.org/politically-incorrect/restoring-our-culture/pueri-concinite-christmas-carol.html), a także wyimek z poezji Norwida.

Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

Cyprian Kamil Norwid

^^^^^^^^^^
Moje milé "spriaznené " duše", t.j. priateľky, priatelia, príbuzní, študenti, doktorandi, kolegyne, kolegovia! V tempe 21. storočia i špecifických rodinných okolností - využívam technológiu počítačov, aby som Vám na prelome rokov veľmi úprimné zaželala:

Pokojné prežitie Vianoc! Okrem tohto tradičného želania Vám v Novom roku 2012 s každým úsvitom nového rána a s prichádzajúcim slniečkom želám: dobré zdravie, svieži vzduch, pevné mosty životných prechodov, veľa sily, pokoj, optimizmus, dobrých ľudí okolo seba i radosť zo všetkého čo Vám ŽIVOT môže priniesť!

^^^^^^^^^

Serdecznie pozdrawiam Świątecznie i życzę Tobie wraz z rodziną zdrowych, spokojnych Świąt oraz jak to mówią Niemcy - dobrego wślizgu w Nowy Rok - chyba to jedyne dni w roku kiedy znajdziesz czas na odpoczynek

^^^^^^^^^

Niech Święta Bożego Narodzenia będą szczęśliwe i piękne.
A Nowy Rok niech przyniesie kolejne sukcesy i radość. Wszystkiego Najlepszego!

^^^^^^^^^^

W Dzień Bożego Narodzenia
Radość wszelkiego stworzenia
Więc niech pełnia tej radości
Zawsze w sercach waszych gości!

Niech Rok Nowy niesie blaski
Bożej chwały, Bożej łaski
A blask gwiazdy betlejemskiej
Wśród wędrówki świeci ziemskiej!

^^^^^^^^^^

Życzę pięknych Świąt Bożego Narodzenia
Zatrzymania tych wyjątkowych chwil na cały przyszły rok.
Wiary w marzenia i siły do ich realizacji.
Zdrowia, miłości oraz radości z prostych rzeczy na co dzień.

^^^^^^^^^

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
By wszystko się nam rozplątało,
Węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki,
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
Pozamieniały się w owieczki,
A w oczach mądre łzy stanęły
Jak na choince barwnej świeczki.
Niech anioł podrze każdy dramat
Aż do rozdziału ostatniego,
I niech nastraszy każdy smutek,
Tak jak goryla niemądrego.
Aby wątpiący się rozpłakał
Na cud czekając w swej kolejce,
A Matka Boska - cichych, ufnych -
Na zawsze wzięła w swoje ręce.

/Ks. Jan Twardowski/
Wiersz staroświecki"

^^^^^^^^^^

Życzę Wszystkim radosnych świąt Bożego Narodzenia, chwili wytchnienia oraz samych dobrych doświadczeń w Nowym Roku 2012, w tym spotkania na Letniej Szkole :-) .
ANIOŁOWIE SIĘ RADUJĄ, POD NIEBIOSY WYŚPIEWUJĄ:
GLORIA, GLORIA, GLORIA IN EXELSIS DEO!

^^^^^^^^^^

Kochani!
Mija kolejny rok i zbliża się Boże Narodzenie. Pięknie ustrojona choinka, wesołe dźwięki kolęd oraz radość przystrajająca ludzkie serca oznajmiają, że nadszedł czas odpoczynku i świętowania. Dzieląc się opłatkiem z każdym z Was pragnę wspomnieć słowa wieszcza Cypriana Kamila Norwida: "Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie, ludzie gniazda wspólnego, łamią chleb biblijny, najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".
W imieniu swoim i moich bliskich życzę Wam byście jak najdłużej doświadczali magii Świąt.

^^^^^^^^^^

Niech ogarnie Was uczucie radości, miłości i szczęścia, które Nowonarodzone Dziecię Boże wniesie w życie Wasze i Waszych Rodzin, a Nowy Rok 2012 niech przyniesie Wam wszystko czego zapragniecie! Niech Boże Narodzenie stanie się czasem odpoczynku i wzajemnej miłości, a spędzone wspólnie z rodziną godziny, najważniejszym prezentem. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego 2012 Roku!

^^^^^^^^^^

Przyjmij proszę - Ty i Twoja Rodzina - życzenia tego co najlepsze zarówno
świątecznie, jak i na nowy - z pewnością doskonalszy niż ten kończący się
rok.

^^^^^^^^^^

Każdemu z nas wyznaczył Bóg pewien czas życia, talenty, ludzi, wśród których żyjemy i których spotykamy. Jeśli dobrze przeżyjemy ten czas, umiejąc wykorzystać to, co zostało nam dane i zadane, z umiejętnością zachwytu i wdzięczności – WYGRALIŚMY ŻYCIE!!!

(s. A. Bałchan)

^^^^^^^^^
Boże Narodzenie to dotyk czułości – to miłość płynąca z serdeczności dłoni.

Boże Narodzenie to gwiazda pokoju spadająca w serce.

Boże Narodzenie stale trwa, Jezus wciąż rodzi się dla wszystkich.”

Niech te Święta będą rodzinne. Niech będą czasem zrozumienia, czasem zapominania tego, co było złe. Niech będą czasem odpoczynku od codziennych trudów zmagania się z niemożliwym, albo możliwym, a tak trudnym. Niech będą ciepłe. Radosne. Wyczekane. Pachnące. Święte… Niech będą czasem dla bliskich, ale też dla Was samych. Niech pozostaną w pamięci jako niezwykłe, czarowne, zmieniające nas w lepszych ludzi. Dziękuję także za wszelkie dobra, jakich od Was doznałam.

^^^^^^^^^^

Ja nie umiem takich pięknych esejów pisać ,jak Ty Bogusiu , ale mam nadzieję że przyjmiesz Ty i Twoje Kobiety - skromne , ale najserdeczniejsze życzenia
Wspaniałych , Rodzinnych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego 2012 Roku


^^^^^^^^^

Jest taki czas, co łzy w śmiech zmienia,
jest taka moc, co smutek w radość przemienia,
jest taka siła, co spełnia marzenia...
To właśnie magia Świąt Bożego Narodzenia.

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz owocnego Nowego 2012 Roku

^^^^^^^^^

Na zbliżające się Święta życzymy przeżywania

Bożego Narodzenia w zdrowiu, radości i ciepłej, rodzinnej atmosferze.

Kolejny Nowy Rok niech będzie czasem pokoju, radości,

wielu sukcesów w życiu zawodowym oraz realizacji osobistych zamierzeń.

^^^^^^^^^

W ten

wyjątkowy czas

Bożego Narodzenia życzę Ci,

abyś umiał odnaleźć szczęście w małych

codziennych sprawach; abyś odnalazł ciepło i nadzieję;

abyś zagłębiał się w to, co ubogaca i rozwija. Staraj się z pokorą

wchodzić w kolejne etapy Twojego życia, abyś nie przegapił ważnych

i cudownych Znaków Miłości

– szczęścia w Nowym Roku

^^^^^^^^^

Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia
wypełnionych zapachem świątecznych wypieków,

nutą wspólnie śpiewanej kolędy,

ciepłem kochających serc, pokojem i radością...

^^^^^^^^^

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w rodzinnym gronie – dobrych spotkań i wzruszeń, pozytywnych refleksji i ciepła ze strony innych, zaś w Nowym Roku harmonii wewnętrznej i spełnienia tego, co wymarzone, a jeszcze niezrealizowane. Najserdeczniejsze życzenia Świąteczno-Noworoczne w kartce wspólnej - dołączonej,ale osobiście chcę dodać jeszcze życzenia: poczucia spełnienia i nowych spełnień, doświadczania dobroci ze strony innych ludzi i jak najmniej zwatpień, otwarcia nowych dróg i zadowolenia z pokonywanej.

^^^^^^^^^

ponieważ w mijających dniach miałem okazję wymienić kilka rzeczowych uwag, chciałbym pamiętgać o Panu także w atmosferze świątecznej. Życze radości w Sercu, doświadczenia dobra od Ludzi, oraz opieki Bożej. W nowym Roku samych sukcesów i satysfakcjonująych rozwiązań we wszystkich obszarach działania.


^^^^^^^^^^^


Stając przed Tajemnicą Bożego Narodzenia życzę, by miłość, dobro i pokój stawały się naszym udziałem w te świąteczne dni i w całym Nowym 2012 Roku

^^^^^^^^

na nadchodzące świąteczne dni życzę dużo spokoju, odpoczynku i chwili wytchnienia od absurdów opisywanych na blogu, a w Nowym Roku energii i pasji, jaka jest Pana cechą charakterystyczną :)))
Zdrowia i pomyślności :)

^^^^^^^^

spominame na Vas, zelame Vam sviatocnu pohodu a vela zdravia a stastia v Novom roku 2012


^^^^^^^^^
Mam nadzieję, że rozbawi Pana wierszyk o Ignacym Pliszcze i zrobi Pan Profesor wszystko, aby nie podzielać jego losu


O jednym Ignacym Pliszce



Na Górnickiego koło Dantyszka

W nowiutkim domu z remontu

Żył sobie jeden Ignacy Pliszka

Z żoną i dzieckiem od frontu.

A ona była wierności wzorem

I gotowała tez świetnie

A on był w biurze kalkulatorem

a dziecię było nieletnie.

I żyć by mogli szczęśliwi tacy,

jak polne chabry lub łanie,

lecz ten Ignacy, jak wyszedł z pracy,

co dzień miał jakieś zebranie.

Żona z obiadem czeka wieczorem

Łzy kapią w danie jej mięsne

„Co z moim ojcem kalkulatorem?”

Skarży się dziecię nieletnie.

Wystygła zupa zasnęło dziecię

Zbladła twarz żony okrągła

Powrócił ojciec rano o trzeciej

Bo się dyskusja przeciągła.

Więc ona jego błaga w tej Mece

„Mężu mój ślubny, Ignacy,

Nie chodź już na te zebrania więcej

Wracaj do domu po pracy.

On na kolana się przed nią rzucił

Pierś męską wstrząsa mu łkanie,

Ale jak poszedł, znowu nie wrócił

Bo znów miał jakieś zebranie.

Aż dnia jednego nagle w tym biurze

Drzwi otwierają się ciężkie

Iw progu staje dziecię nieduże

Ze łzami w oku płci męskiej.

Stoi i stoi biedny malczyszka

Na wszystkie patrzy się strony

„Ach, któryż z a was jest Ignacy Pliszka,

Który mój ojciec rodzony?

Trzy lata żyję ja na tym świecie

I smutek serce mi toczy

Bom jeszcze dotąd, nieszczęsne dziecię

ojca nie widziała na oczy”.

Ach, jaki płacz się zrobił w tem biurze

Kobiety mdlały na sali,

A ojcie z synem, jak te dwie róże, nic tylko się całowali.

„Tyżeś, to tyżeś mój ojciec drogi,

który na świat mnie wydałeś,

Tyżeś to, tyżeś synku niebogi

Co jak wracałem to spałeś”.

Ale się zaraz musieli rozstać

I rzekł ten ojciec: Kochanie wracaj do domu,

ja muszę zostać, bo mam dziś ważne zebranie"

^^^^^^^^^^

Boże Narodzenie 2011



Życzę aby Święta Bożego Narodzenia były pełne ciepła i miłości.

Niech przyniosą radość, pokój oraz życzliwość od wszystkich z którymi

Pan Profesor się spotyka na co dzień.
Niech staną się źródłem umacniania na dalsze dni.

Niech wszystkie dni w roku będą tak piękne i szczęśliwe,
jak ten jeden wigilijny wieczór.

Niech Gwiazda Betlejemska zwiastuje na nowo - Dobrą Nowinę.


^^^^^^^

W tym dniu czuwania, w oczekiwaniu na Przyjście wierne, jak co roku, przyjmij z serca płynące życzenia licznych łask Bożej Dzieciny na rodzinny Świąteczny Czas, a także na cały Rok Pański 2012, byś nie tylko pomnażał otrzymane dary, ale - jak potąd - byś potęgował je dla ludzkiej (boć nie tylko polskiej) wspólnoty!

^^^^^^^^
Najserdeczniejsze życzenia:
Cudownych Świąt Bożego Narodzenia
Rodzinnego ciepła i wielkiej radości,
Pod żywą choinką zaś dużo prezentów,
A w Waszych pięknych duszach wiele sentymentów.
Świąt dających radość i odpoczynek,
oraz nadzieję na Nowy Rok,
żeby był jeszcze lepszy niż ten,
co właśnie mija.

^^^^^^^^^
Szanowny Panie Profesorze,
z okazji Świąt i Nowego Roku życzę Panu i Pana bliskim zdrowych i pogodnych chwil w gronie rodzinnym, spełnienia marzeń i satysfakcji zawodowej. Pozdrawiam.

Kiedy w tych dniach
Będziemy spacerować
Po naszych twarzach,
Spowitych:
magią dzieciństwa,
beztroską młodością
i zagadkową starością, -
Przytulmy granice naszych spojrzeń
i bądźmy szczęściem,
radością i pomyślnością;
spełnieniem marzeń
i miłością
Kochając póki
ludzie są wśród nas,
póki serce ma ludzką twarz.
póki człowiek jest dawca życia,
a duch pamięcią tradycji i bycia.

^^^^^^^^^^^

„Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony?
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony:
Wzgardzony okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami?
A Słowo ciałem się stało,
i mieszkało między nami.”





W dniu dzisiejszym z betlejemskiej groty popłynie na cały świat szczególne orędzie miłości i pojednania. Ta cicha i święta noc niesie z sobą wielką radość i tajemnicę. Oto Jezus Chrystus przychodzi do nas, przynosząc nadzieję, obdarowując pełnią życia. Kolejny raz Bóg pokazuje swoją szczególną pedagogię, jak bardzo troszczy się o człowieka i o to, by odkrył, że życie jest darem, by poznał jego piękno i potrafił się nim zachwycić. Aby zechciał żyć, szanując życie własne i innych oraz stworzony świat.

Niech Narodzenie Syna Bożego wyzwoli nas z tego, co nas dzieli, umocni nas, byśmy trwali w komunii z Bogiem i byli świadkami Jego miłości. Życzę Panu Profesorowi i Pana Rodzinie błogosławionych świąt Bożego Narodzenia oraz pełnego Bożej Mocy Nowego Roku 2012 !

^^^^^^^^

zelame Vam sviatocnu pohodu a vela zdravia a stastia v Novom roku 2012


(żłóbek wykonały dzieci Państwa M. i P. Zakrzewskich)

czwartek, 22 grudnia 2011

Polski pseudonaukowiec jako tchórz strzelający w plecy zza węgła ... kapiszonem


Dziękuję za życzenia rozesłane przez Anonima do różnych sekretariatów, dziekanatów uczelni publicznych i niepublicznych w naszym kraju przez osobę, która w tej formie potwierdziła, że opisywane przeze mnie od ponad 3 lat oszustwa niektórych nauczycieli akademickich z naszego kraju nie są wyssane przeze mnie z palca. Szkoda, bo tym samym ów Anonim uświadomił wszystkim, którzy do tej pory mieli jeszcze jakiekolwiek watpliwości, że nie tylko w tej sprawie jest coś na rzeczy, ale nie myliłem się i pisałem prawdę. A ta w oczy kole. Dostarczone mi także przez prof. Lecha Witkowskiego materiały z KU w Rużomberku opublikuję, by udokumentować farsę wielu wyłudzeń stopnia doktora habilitowanego, jakie tam miały miejsce. Do tej pory pisałem o tym ogólnie. Może dzięki temu po raz pierwwszy powstanie w naszym kraju oparty na faktach autentycznych akademicki kryminał. Czekam na oferty oficyn, bo tekst niewątpliwie bardzo dobrze się sprzeda.

W sytuacji personalnej napaści, choć pozbawionej rzeczowych argumentów, jestem zmuszony do odsłonięcia prawdy o tych, którzy zapewne tak, jak ów Anonimowy "pedagog" sądzą, że można bezkarnie stroić się w Polsce w piórka profesorów, doktorów habilitowanych z dorobkiem, który nie przystaje do poziomu lichej pracy magisterskiej. Podziękują Anonimowemu jego polsko-słowaccy koledzy z naszego kraju, skoro ich jedyna obroną jest podjęta przez ich Anonima próba żałosnej obrony. Są też w naszym kraju sposoby na dojście do źródeł elektronicznego przestępstwa.

Tego tekstu nie wysłała osoba o zaburzeniach psychicznych, ale z zemsty za ujawnienie jej fałszerstw związanych z próbą habilitowania się przez nią z pedagogiki na Słowacji. A może to inny wróg podjął elektroniczną próbę podważenie mojej wiarygodności? Żenujący to akt rozpaczy i bezradności w sytuacji, gdy jest się świadomym oszustw, jakich chciano dokonać lub dokonano poza granicami naszego kraju, albo jakich dokonuje się w Polsce. To przykre, bo rzuca cień nie na mnie, gdyż nigdy nie miałem i nie mam nic wspólnego z przewodami habilitacyjnymi czy profesorskimi na Słowacji czy w Czechach, aczkolwiek z ramienia Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN w okresie październik 2008- maj 2010 podjąłem się próby wsparcia Wydziału Pedagogicznego Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberku w odzyskaniu dobrego imienia. Byłem gotów wraz z członkami Komitetu minionej kadencji uczestniczyć w recenzowaniu przewodów polskich akademików, którzy ubiegali się tam o habilitację.

Niestety, władze tej jednostki skorzystały z tej możliwości tylko częściowo, udostępniając, głównie na mój wniosek, procedowane akta habilitacyjne kilku zaledwie Polaków lub prosząc o wskazanie spośród członków Komitetu recenzentów w 3 zaledwie przewodach. Same złamały zawartą umowę i przepuszczały poza moją i innych członków KNP wiedzą przewody habilitacyjne, w tym jednemu udało mi się zapobiec, gdyż był przykładem działania przestępczego polskiej doktor z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, nota bene pełniącej tam funkcję kierowniczą i zasiadającej nawet po ujawnieniu jej oszustwa w Senacie tej uczelni. Sprawy nie skierowano nawet do prokuratury mimo, że w Polsce za złożenie fałszywego oświadczenia celem wyłudzenia stopnia naukowego należałoby taką osobę nie tylko natychmiast usunąć ze szkoły wyższej, ale i skierować jej sprawę do prokuratora. U nas taka osoba nadal jest członkiem Senatu.

Cóż się dziwić, że każda próba nawet pozytywnego poinformowania przeze mnie opinii publicznej, w tym środowiska naukowego o odbywających się także w tym Uniwersytecie przewodach habilitacyjnych, natrafia na wrogą reakcję. Czyżby niektórzy Polacy mieli się czego wstydzić? Czyżby był powód do lęku? To nie jesteście państwo dumni z tego, że habilitujecie się na Słowacji, nie informując nawet o tym macierzystych władz swoich wydziałów? Chyłkiem, po cichutku, bo tak wspaniałe są to przewody? Czy może przemawia przez Was skromność?



Akademicka dobijaczka


Co zabija uczelnie? Od przedwczoraj znowu prowadzi się w mediach debatę na ten temat. Utyskiwanie rektora Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu - Krzysztofa Pawłowskiego na to, że niż zabija uczelnie, jest zakłamywaniem rzeczywistości. Uczelnie zabijają niektórzy założyciele uczelni oraz politycy i administracja rządowa nieodpowiedzialnymi decyzjami, które były i są podejmowane pod wpływem troski o interesy własnych środowisk lub partii rządzącej, tworzącej instrumentami prawa pozorną rzeczywistość.

Jak postanowiono na początku transformacji przerzucić ciężar finansowania szkolnictwa wyższego na obywateli, jak trzeba było obniżyć niekorzystne dane statystyczne, wskazujące na wzrastające bezrobocie wśród młodych-dorosłych, a zarazem podwyższyć wskaźniki skolaryzacji na poziomie wyższym, to wystarczyło stworzyć prawne podstawy do tworzenia wyższych szkół prywatnych i podkręcać aspiracje studiowania, utrzymywać niski poziom płac w szkolnictwie państwowym, dorzucić studentom stypendia, zniżki na przejazdy komunikacją miejską i kolejową, zachęcić ich do brania kredytów i … wszystko samo się rozkręciło. Tysiące młodych ludzi zaczęły szturmować szkoły wyższe. Każdy zapragnął być magistrem. Setki nauczycieli akademickich otrzymało oferty pracy w nowotworzonych wyższych szkołach, w tym także w Nowym Sączu. W ciągu kilku lat okazało się, że jest to mechanizm samonapędzających się zysków, przede wszystkim dla założycieli tych szkół, częściowo dla kadr akademickich, ale w coraz mniejszej już mierze dla studiujących.

Po ponad dwudziestu latach akademickiego biznesu, wśród bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni najwięcej jest ekonomistów, pedagogów, specjalistów od marketingu i handlu, politologów oraz socjologów. Aż 21 proc. absolwentów, głównie wyższych szkół prywatnych, nie ma pracy.

Tłumaczenie tego zjawiska niżem demograficznym jest samousprawiedliwianiem patologicznej, nastawionej na doraźne zyski polityki. Lobby założycieli wyższych szkół prywatnych zagwarantowało sobie zyski na wiele lat, a teraz domaga się od władz państwowych gwarancji nie tylko na ich utrzymanie, ale i zwiększanie, bo przecież apetyt wzrasta. Fałszywe łzy i słowa troski nie odnajdują pokrycia w egzekwowaniu od samych siebie działań, które sprzyjałyby rozwojowi tego sektora edukacji. Regulacje prawne z jednej strony pozorowały troskę o podwyższanie jakości kształcenia akademickiego, by za nią skrywać rozwiązania podtrzymujące patologie z punktu widzenia studiujących i nauczycieli akademickich. Nie ma się co oszukiwać, trzeba przyjrzeć się temu zjawisku z bliska, by dostrzec, jak wyłudza się budżetowe środki w sektorze szkolnictwa prywatnego pod pozorem równości szans. Równości dla kogo? Dla założycieli tych szkół, bo przecież nie dla studiujących.

Ani ministerstwo, ani PKA nie są fizycznie w stanie przeprowadzić kontroli i weryfikacji działalności kilkuset szkół, które kształcą prawie 2 miliony osób. W wielu wyższych szkołach prywatnych przyjęto już jako normę, że im mniej jest się przyzwoitym, tym większe są zyski. Wystarczy miernota na funkcji kierowniczej, ale bezwzględnie podporządkowana założycielowi szkoły, by nie respektować standardów kształcenia akademickiego, tylko pozorować je zgodnie z oczekiwaniami władz. Wszystko musi zgadzać się w dokumentach, na stronach internetowych, trzeba wyciszać doraźne konflikty i niezadowolenie studentów, przekupując ich stosownymi ulgami, bo w końcu zakłada się w wielu takich szkołach, że przychodzi się do nich, jak do sklepu, by „kupić dyplom”. Wszystko pozostałe jest kwestią ceny, także ceny milczenia i posłuszeństwa.

Z nieuczciwym założycielem trzeba zawrzeć sztamę lojalności, by obie strony były zadowolone. On - z zysków, a oni - z dyplomu.

Resort dba o to, by ułatwiać grę w udawanie. Jak jest ono zbyt widoczne, zbyt bezczelne i aroganckie, to wysyła się – najczęściej zbyt późno – kontrolę, która najpierw postraszy, a potem na pewne kwestie przymknie oczy, by ze względów społecznych (lęk przed utratą pracy przez niektóre osoby, wzrost bezrobotnych itp.) powstrzymywać się od właściwych sankcji. Jedynie czwarta władza, o ile też nie ma w tym interesu (w wielu wyższych szkołach prywatnych zatrudnia się też dziennikarzy w roli wykładowców), czasami zaatakuje, ujawni edukacyjną lipę i pozory kształcenia, zwraca uwagę na problem, który i tak jest już nierozwiązywalny. Prawo sprzyja oszustom, cwaniakom, wyłudzaczom, ignorantom, którzy zaszyli się w stworzonych przez siebie strukturach, chełpiąc się stanowiskami, rolami, funkcjami, za którymi niewiele jest wartościowego.

Tak więc, to nie niż zabija uczelnię, tylko ci, którzy nie przyjęli do wiadomości, czemu one powinny służyć i jakie trzeba zapewnić studiującym i ich nauczycielom warunki, by były one szkołami wyższymi z prawdziwego zdarzenia. Nikt przecież nikogo nie zmuszał do zakładania szkoły wyższej. Można było prowadzić hurtownię leków, albo myjnię samochodową, ale jak się ktoś zdecydował na powołanie do życia szkoły wyższej, a pozoruje pod tym szyldem jej działalność, by w istocie zbijać kapitał na ludzkiej naiwności, to niech nie przerzuca teraz odpowiedzialności za spadek zainteresowania jego ofertą. Jak mnie oszukają w jednym sklepie, to już do niego drugi raz nie przyjdę, by zrobić zakupy.

Jak ktoś nie potrafi zarządzać firmą, tracąc najlepszych pracowników, to nie ma co narzekać na to, że za kontakt z partaczami, ludźmi o niskich kwalifikacjach, miernych naukowo i nieudolnych dydaktycznie coraz mniej osób jest gotowych płacić w ramach czesnego. Jak zatrudnia się na funkcjach kierowniczych osoby, które traktują je jako dodatek do pensji zarabianej w innym miejscu, to nie ma szans, widać to, słychać i czuć. Błyskotki, kolorowe opakowania, wizerunkowe triki propagandy, promocje i ulgi nie zapewnią żadnego rozwoju. Być może jeszcze trochę będą trwać dzięki ukrytemu zakontraktowaniu z częścią studiujących, że usługa wymienna bylejakości dla przetrwania jakoś im się opłaci.

Przykłady? Jest ich wiele. Oto obiecywano studentom kształcenie @-learningowe, ale bardzo szybko okazało się, że nie ma do tego albo dobrej platformy, właściwego oprogramowania, albo, wartościowych autodydaktycznie modułów i nauczycieli, którzy chcieliby uczciwie współpracować z uczącymi się w dla nich korzystnym czasie. Wkleja się strony z wykładami, które studenci mają sobie sami przeczytać, i to ma być cały @-learning. Studiujący dowiadują się, że płacą za zajęcia wspomagane materiałami dostępnymi na platformie.

Przeprowadzona rekrutacja na studia stacjonarne okazała się dla wielu szkół utrapieniem, bo zgłosiło się na dany kierunek studiów zbyt mało osób. Co się im proponuje? Włączenie ich do grup zajęć studentów niestacjonarnych. Chcieli studiować od poniedziałku do piątku, za co płacą zresztą dużo więcej, a będą chodzić na zajęcia od piątku do niedzieli, bo przecież założycielowi nie opłaca się troska o jakość ich kształcenia. Jakość kosztuje, a to musi obciążać tylko i wyłącznie studiujących, a czasami i nauczycieli, bo jak ukrywa się przed nimi to, że nie płaci się za nich składek ZUS-owskich, jak wypłaca się im część płacy „pod stołem”, by nie była nigdzie zarejestrowana i nie wymagała odprowadzania składek zdrowotnych czy emerytalnych, jak tworzy się specjalności studiów, których i tak potem się nie uruchamia, jak pozyskuje się dotacje na realizację zadań oświatowych czy badawczych, których realizację powierza się osobom niekompetentnym, itd., itd. to trudno się dziwić, że taką szkołę zabija niż, ale nie demograficzny, tylko kompetencyjny.


Władze nie wiedzą, co z tym fantem począć, bo nie chcą mieć tłumu niezadowolonych i rozczarowanych studentów na ulicy. Ci jednak już tam są, są też w Irlandii „na zmywaku”, w hipermarketach, w magazynach, wykonując z dyplomem licencjata czy magistra prace fizyczne. A założyciele liczą zyski. Nie przejmują się, w końcu każdy jest dorosły i podpisuje umowę. Oni im wydali dyplom i wypchnęli poza mury szkoły, a dalej to niech frajer sam martwi się o siebie.

Im nikt biznesu tak szybko nie zlikwiduje, nie zamknie, bo zdążyli się i przed tym prawnie zabezpieczyć. Wielu nauczycieli akademickich po dzień dzisiejszy nie odzyskało jeszcze zaległych im płac, bo założyciel szkoły wiedział, jak przekombinować prawnie, by to było niemożliwe. Na miejsce oburzonych, oszukanych, rozczarowanych matactwami założycieli szkół prywatnych i tak przyjdą kolejni, mierni i wierni, bo przecież doskonale wyczuwają, że są sobie potrzebni.

Tylko studenci muszą znosić to, że: zajęcia są nieustannie przesuwane, w terminach i miejscu ich realizacji; nauczyciele zmieniają się w ciągu roku, często z lepszych na gorszych; dziekanat nie ma dla nich czasu; internet nie działa; stypendia nie zostały jeszcze wypłacone; obiecane ulgi i promocje zostały z nagłych powodów odwołane; grupy ćwiczeniowe liczą po 50 osób; sale dydaktyczne są nieogrzewane; nie działają mikrofony, bo ktoś nie wymienił baterii; szatniarz jest permanentnie po wpływem alkoholu, a w toaletach nie ma papieru; niektórzy nauczyciele opowiadają farmazony i dyrdymały z życia prywatnego, zamiast przekazywać wiedzę; kształcenie w punkcie zamiejscowym okazało się nielegalne; do umów o pracę czy studiowanie wprowadza się w ciągu roku aneksy, zmieniające warunki płacy, pracy czy studiowania; prace dyplomowe są klonowane a stopnie naukowe niektórych nauczycieli akademickich wątpliwej wartości (plagiaty, wyłudzenia poza granicami kraju).

Nie jest prawdą, że patologia ma miejsce w wyższych szkołach, które są ulokowane w małych miejscowościach. Jeśli, to najczęściej wówczas, gdy są one filiami czy ośrodkami zamiejscowymi szkół wielkomiejskich. Stają się dla niektórych założycieli wysuniętą placówką do ściągania kasy od naiwnych. Natomiast wiele szkół niepublicznych w byłych miastach wojewódzkich czy powiatowych, szkół autonomicznych, często zarządzanych przez kilka podmiotów, związki wyznaniowe czy stowarzyszenia znakomicie funkcjonuje, oferując rzetelną edukację i wykształcenie. Kombinuje się najczęściej tam, gdzie jest największa konkurencja, a więc w wielkich miastach. Jeśli pedagogikę można studiować, poza uniwersytetem czy publiczną akademią, jeszcze w ośmiu innych wyższych szkołach prywatnych, to nie ma cudów, w wielu spośród nich musi mieć miejsce kombinatoryka.

Żaden założyciel nie ogłasza publicznie, że ma kłopoty finansowe, że przeinwestował, źle gospodarował się pieniędzmi z czesnego studentów, ale to przecież widać gołym okiem, w jakich warunkach toczą się studia, kto i jak prowadzi zajęcia, jak jest się traktowanym w danej przestrzeni i czego się oczekuje.

Dobrze, że idą Święta, to można odpocząć od tych problemów i dylematów. Z nowym rokiem nasilą się one nie tylko wraz z sesją egzaminacyjną.



środa, 21 grudnia 2011

Ruszyły nowe procedury awansu naukowego

Nowelizacja przepisów ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki, wynikająca z ustawy z dnia 18 marca 2011 r. o zmianie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz. U. nr 84, poz. 455), ustanowiła m.in. nowe zasady przeprowadzania postępowań habilitacyjnych, zobowiązując jednocześnie Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów do zamieszczania na stronie internetowej Komisji m.in. wniosków o przeprowadzenie postępowania habilitacyjnego wraz z autoreferatami kandydatów do stopnia.

Centralna Komisja do Spraw Stopni i Tytułów opublikowała na swojej stronie internetowej wnioski, jakie złożyli pierwsi odważni kandydaci do stopnia doktora habilitowanego, którzy chcą przeprowadzić postępowanie habilitacyjne zgodnie z nową procedurą. Dla ujednolicenia, a tym samym ułatwienia zainteresowanym sporządzania wniosku o przeprowadzenie postępowania habilitacyjnego oraz przygotowania autoreferatu, CK zaproponowwała jednolity wzór wniosku. http://www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-humanistycznych

Można już podejrzeć, jak wyglądają wnioski pierwszych odważnych, a są wśród nich: trzej filozofowie, dwaj językoznawcy oraz po jednym z kulturoznawstwa i literaturoznawstwa. Nie wpłynęły jeszcze wnioski o otwarcie przewodu habilitacyjnego w tym trybie z pedagogiki. http://www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-humanistycznych

Kto zainicjuje z naszej dyscypliny tę ścieżkę awansu?



wtorek, 20 grudnia 2011

Kto wreszcie zbada sprawę nieadekwatnych do polskiego prawa zagranicznych habilitacji?


Ciekawe, kto wreszcie zbada (prokuratura, CBA czy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego), w jaki sposób w naszym kraju zostały wyłudzone przez niektórych pedagogów lub mieniących się pedagogami pensje oraz godności z tytułu legitymowania się dyplomem naukowym doktora habilitowanego w dyscyplinie, która nie występuje w polskim prawie o stopniach i tytule?

Czy są ważne w świetle naszego prawa, przeprowadzone przewody naukowe na stopień naukowy doktora pod kierunkiem tych osób, których stopnie naukowe doktora habilitowanego, uzyskane poza granicami kraju, nie są zgodne z polskim prawem o stopniach i tytułach naukowych?

Okazuje się, że sprawa może dotyczyć nie tylko w samej pedagogice, ale także teologii czy socjologii dziesiątek osób, które legitymują się dyplomem np. docenta z dyscypliny "praca socjalna" czy "dydaktyka specjalnościowa/szczegółowa", a więc mających potwierdzenie statusu naukowego, który w naszym kraju nie odpowiada prawu o stopniach i tytule naukowym oraz który nie jest zgodny z wykazem dyscyplin naukowych, jaki wcześniej był ustanawiany przez Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytułu, a od tego roku przez minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Na jakiej podstawie prawnej uznawano w Polsce dyplomy doktorów habilitowanych, uzyskiwane poza granicami naszego kraju, skoro niektóre z ich tytułów były sprzeczne z obowiązującym u nas prawem?


Wspomniany tu problem nie ma nic wspólnego z próbą przypisywania mi deprecjonowania awansów naukowych rodaków w innych krajach Unii Europejskiej. Jeśli ktoś uzyskuje habilitację np. z pracy socjalnej, to przecież może z tym dyplomem kształcić i upełnomocniać naukę w kraju, który taki dyplom mu wydał. Odnoszę się do tego z pełnym szacunkiem. Podobnie, jak cieszę się, a ostatnio pisałem o tym w blogu, kiedy tytuł doktora honorowego uzyskała na Uniwersytecie w Ostrawie prof. dr hab. Ewa Marynowicz-Hetka z UŁ, która pracuje tam od szeregu lat i kształci czeskie kadry akademickie. Ja sam kształcę doktorantów pedagogiki w zakresie pedagogiki porównawczej na Słowacji od kilku już lat. Wykazuję to w swoich sprawozdaniach dla władz naukowych, a jest to powodem do wysokich not uczelni krajowych, które mnie zatrudniają. Dotyczy to wielu polskich naukowców.

Polski dyplom doktora habilitowanego z pedagogiki nie wchodzi w konflikt prawny i merytoryczny z prawem czeskim, słowackim czy niemieckim. To, że nasi profesorowie pracują poza granicami kraju i płacą zresztą z tego tytułu podatki, jest chlubą dla całego środowiska akademickiego nie tylko w naszym kraju.

Co innego, kiedy Polak czy obcokrajowiec przywozi z innego kraju UE dyplom, zawierający adnotację o uzyskaniu habilitacji z dyscypliny naukowej, która w Polsce naukową nie była i nie jest. Może kiedyś będzie. Przykładowo, kiedy polscy lekarze wyjeżdżają do USA, nikt im nie uznaje ich wykształcenia i dyplomu. Muszą go nostryfikować. Podobnie jest z profesorami pedagogiki z Ukrainy, którzy chcąc u nas być uznawanymi do minimum kadrowego, muszą nostryfikować swój dyplom. Tak zresztą wielu z nich czyni.

Polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego powinno zatem żądać nostryfikacji dyplomów, które zostały wydane tak Polakom, jak i zagranicznym naukowcom z dyscypliny, która nie jest w świetle naszego prawa legalna.

Przypominam zatem:

UCHWAŁA CENTRALNEJ KOMISJI DO SPRAW STOPNI I TYTUŁÓW z dnia 24 października 2005 r. w sprawie określenia dziedzin nauki i dziedzin sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych (MP z 2005 r. nr 79, poz. 1120 ze zmianą w MP z 2008 r. nr 97, poz. 843 oraz w MP z 2010 r. nr 46, poz. 636 oraz w M.P. z 2011 r. nr 14, poz. 149) Na podstawie art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki (Dz. U. nr 65, poz. 595 ze zm. Dz. U. z 2005 r. nr 164, poz. 1365) uchwala się, co następuje:
§ 1. Dziedzinami nauki i dziedzinami sztuki oraz wchodzącymi w ich skład dyscyplinami naukowymi i artystycznymi są:
(...)
6.N a u k i h u m a n i s t y c z n e:
1) archeologia
2) bibliologia i informatologia
3) etnologia
4) filozofia
5) historia
6) historia sztuki
7) językoznawstwo
8) kulturoznawstwo
9) literaturoznawstwo
10) nauki o polityce
11) nauki o poznaniu i komunikacji społecznej
12) nauki o sztuce
13) nauki o zarządzaniu
14) pedagogika
15) psychologia
16) religioznawstwo
17) socjologia

Nie ma w tej grupie jako naukowe takich dyscyplin, jak: PRACA SOCJALNA czy DYDAKTYKA SZCZEGÓŁOWA/SPECJALNOŚCIOWA.

Rozporządzenie MNiSW z dnia 8 sierpnia 2011 r. w sprawie OBSZARÓW WIEDZY, DZIEDZIN NAUKI I SZTUKI ORAZ DYSCYPLIN NAUKOWYCH I ARTYSTYCZNYCH określa OBSZARY DZIEDZINY NAUKI oraz DYSCYPLINY NAUKOWE określa, że w obszarze nauk humanistycznych i dziedzin nauk humanistycznych są tylko takie dyscypliny naukowe, jak:
1) archeologia
2) bibliologia i informatologia
3) etnologia
4) filozofia
5) historia
6) historia sztuki
7) językoznawstwo
8) kulturoznawstwo
9) literaturoznawstwo
10) nauki o rodzinie
11) nauki o sztuce
12)nauki o zarządzaniu
13) religioznawstwo

W obszarze nauk humanistycznych jest też dziedzina nauk teologicznych.

Gdyby ktoś szukał „pracy socjalnej” czy „dydaktyki szczegółowej/specjalnościowej” w obszarze i dziedzinie nauk społecznych, to przypominam, że pani minister wyróżnia tu:
1) nauki o bezpieczeństwie
2) nauki o obronności
3) nauki o mediach
4) nauki o polityce
5) nauki o polityce publicznej
6) nauki o poznaniu i komunikacji społecznej
7) pedagogikę
8) psychologię
9) socjologię

W obszarze nauk społecznych znajdują się jeszcze:

Dziedzina nauk ekonomicznych z dyscyplinami:
1) ekonomia
2) finanse
3) nauki o zarządzaniu
4) towaroznawstwo
oraz

dziedzina nauk prawnych z dyscyplinami:

1) nauki o administracji
2) prawo
3) prawo kanoniczne

Także tutaj nie znajdziemy dyscyplin: PRACA SOCJALNA, ani też DYDAKTYKA SZCZEGÓŁOWA/SPECJALNOŚCIOWA.

Otóż zdaje się, że habilitowani z powyższych dyscyplin poza granicami kraju doktorzy (bo w Polsce byłoby to niemożliwe), nie będą mogli być zaliczani do minimum kadrowego w tych wyższych szkołach prywatnych i państwowych, które mają już uprawnienia do nadawania stopni naukowych lub o takowe się ubiegają, jeśli ich dyplomy nie są zgodne z polskim prawem.

Zapewne dlatego z taką wściekłością reagują na każdy mój wpis dotyczący tej problematyki niektórzy czytający mój blog, bo w grę wchodzi biznes i wielkie pieniądze.

Niektórzy Polacy zainwestowali w swój pseudoawans kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie wiedząc, że zostali – mówiąc kolokwialnie - "wpuszczeni w maliny" przez organizatorów wycieczek po habilitację. Naiwność niektórych jest wielka. Wściekłość na mnie jest jeszcze większa, co uzasadnia anonimy, jakie rozsyła się po kraju z kawiarenek internetowych lub spoza granic kraju, by zdewaluować moją aktywność informacyjną w tej sprawie.

A ja tylko ostrzegam kolejnych Polaków, by nie wpadali w zastawioną na ich nadzieje i aspiracje pułapkę. Drogo może ich ona kosztować. Jeden z anonimowych poinformował mnie, że na Słowacji koszty „załatwiania” stopnia naukowego wynoszą już ponad 40 tys. zł.

A może się mylę? Może nie mam racji? Może wszystko jest zgodne z prawem? To proszę to włożyć między bajki, najlepiej pod choinkę.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Czeska lekcja i Nauczyciel wolności oraz demokracji

Republika Czeska jest w jakiejś mierze moją drugą ojczyzną. Od niej rozpoczynałem swoje pierwsze kontakty zagraniczne. Po odbyciu egzaminów wstępnych na Uniwersytet Łódzki, nie czekałem na ich wynik, tylko z własną drużyną harcerską, w nagrodę za zajęcie I miejsca w Festiwalu Piosenki Harcerskiej Hufca ZHP Łódź – Bałuty, wyjechałem na międzynarodowy obóz młodzieżowy pod Sitnom k/Bańskiej Szczawnicy (obecnie Słowacja). Nasza podróż do ówczesnej Czechosłowacji zaczęła się od jej stolicy – Pragi, a po dniu zwiedzania i noclegu w eleganckim hotelu na Vaclavskem Namiesti, czekała nas podróż pociągiem na Wschód, pod Sitno, gdzie rozbite były namioty organizacji pionierskich z całej Europy.

Po Pradze wędrowaliśmy w mundurach harcerskich, z biało-czerwonymi chustami, w krótkich spodenkach, z czapkami z lilią i Krzyżem Harcerskim na piersi. Wzbudzaliśmy sensację, gdyż był to okres po stłumieniu już „Praskiej Wiosny“, a tym samym i odrodzonego w Czechach na krótko ruchu skautowego. Wiele osób zatrzymywało się i nie dowierzało, że w Pradze mogą być jeszcze jacyś skauci, a tak byliśmy postrzegani w swoim umundurowaniu i z własną symboliką. Tam właśnie spotkałem instruktorów zlikwidowanego ponownie Skauta-Junaka, nawiązałem z jego członkami kontakt i umówiłem sie na wymianę literatury. Bardzo interesowała mnie historia ich ruchu skautowego. Byli zdziwieni, że wiedziałem, kim jest Jaroslav Foglar, że nie boimy się mówić o skautingu oraz przyznawać do związków ze światowym ruchem skautowym.

Kiedy trafiliśmy pod Sitno, okazało się, że w międzynarodowym obozie są tylko i wyłącznie organizacje pionierskie Włoch, Rosji, Danii, Finlandii, NRD, Rosji czy Bułgarii. Wyraźnie odstawaliśmy tam od całości, tak umundurowaniem, zwyczajami, jak i pielęgnacją własnych tradycji. Już pod koniec trwania obozu podeszła do mojej drużyny, wędrująca tamtym szlakiem, osiedlowa drużyna pionierska Psohlaci z Ostrawy, której przewodził – jak się później okazało – b. naczelnik skautów na Morawach. Zaprzyjażniliśmy się ze sobą, wymieniliśmy adresami, a ja od tego czasu zacząłem intensywnie uczyć się języka czeskiego.

Do Ostrawy jeździło się wówczas kilkanaście godzin pociągiem z Koluszek, w tym co najmniej dwie oczekiwało się na granicy, gdzie celnicy z obu państw i pogranicznicy przeszukiwali bagaże pasażerów, by sprawdzić, czy nie przemycają niedozwolonych towarów i materiałów. Pod koniec lat 70. przemycałem do kraju niedozwoloną literaturę, głównie czasopisma czeskiego Skauta i Junaka, czeskie publikacje i odznaki skautowe, które były w tym kraju absolutnie zakazane. Czytałem wszystko to, co pozwalało mi zrozumieć, jak bardzo jesteśmy sobie bliscy, jak wiele mamy wspólnego w dziedzinie wychowania i ksztalcenia młodych pokoleń. Po wybuchu polskiej „Solidarności“ mogłem przewozić do Czechosłowacji naszą bibułę, a stamtąd przemycać do kraju teksty, m.in. Vaclava Havla.

Havel był tym, który walczył o wolność i demokrację, a ta wykorzystała swoje moce do realizacji własnych celów. Wśród bliskich przyjaciół i doradców V. Havla był teoretyk wychowania i andragog z Katedry Pedagogiki Wydzialu Filozoficznego Uniwersytetu Karola Jiři Pelikan, który zachęcał go z końcem lat 60. do założenia własnej partii politycznej. Na fali "Praskiej Wiosny" Havel utworzył „Koło Pisarzy Niezależnych”. Jak wspominał ten okres:

"Już za Husaka, zapewne w roku ’69, zaczęły się pierwsze internowania. Napisaliśmy petycję pisarzy, domagając się ich uwolnienia. Byłem jednym z tych, którzy zbierali podpisy, i widziałem, jak się ludzie zaczynali zmieniać. Niektórzy się wykręcali i wycofywali, mówiąc, że przeżyli już dość kłopotów, że tego podpisać nie mogą, bo chcieliby chociaż na starość mieć trochę spokoju. Niektórzy bardzo rozwlekle tłumaczyli, że ta metoda jedynie zadrażnia sytuację i jest nieskuteczna, a bardziej ustępliwe i powściągliwe działanie mogłoby przynieść lepszy efekt. Inni podpisywali tę petycję ze świadomością, że najprawdopodobniej na długie lata ich twórczość będzie na indeksie. Później zainspirowało mnie to do napisania sztuki "Protest".
(http://www.dziennik.pl/opinie/article223618/Inwazja_zaskoczyla_mnie_podczas_kolacji.html)


Vaclav Havel był - jak nasz Aleksander Kamiński - zwolennikiem małego sabotażu, czego najlepszym przykładem jest zachęcenie przez niego grupy przebywających w Libercu, w czasie inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, hippisów do tego, by zdjęli z wszystkich domów tablice informacyjne i adresowe, tak żeby okupanci nie mogli się zorientować w mieście. Po latach przyznał: Byłem raczej zwolennikiem spokojnej, opanowanej postawy, której konsekwencja i upór jest skuteczniejsza niż jednorazowa ostentacyjna demonstracja.

Wczoraj wszystkie czeskie agencje przypominały życie i dokonania zmarłego prezydenta, ale jedna z nich opublikowała jakże symptomatyczne dla jego życia i zmagań zdjęcie, pokazujące Havla, jak sam idzie na jednej z portugalskich plaż w kierunku brzegu Atlantyku, odwrócony plecami do fotoreporterów. Był rok 1990. Zdjęcie to łączy w sobie symbolikę żywiołu oceanu i samotności człowieka, który kilkadziesiąt lat piórem, swoją twórczością i postawą oporu wobec reżimu, walczył o prawdę i miłość.

Niestety, nie powstrzymał sanacji państwa, co sam odczuwam bardzo bolesnie, bo w obu mam przyjaciół, ale też wielokrotnie miałem okazję poznać wrogo czy nieprzychylnie patrzących na siebie intelektualistów. Dzisiaj, dzięki strefie Schengen, już nie czuje się tej różnicy między obu państwami, bo można między nimi swobodnie przekraczać granice. Można odczuć jednak wzajemną nieprzychylność, choć przecież w nauce nie powinna ona w ogóle mieć miejsca. W piętnastą rocznicę „Aksamitnej rewolucji“ V. Havel wspominał z goryczą:

Dawniej o wszystkim decydowało państwo, a ludzie, szczególnie w średnim i starszym wieku, zaczynają postrzegać wolność jako brzemię. W końcu nieustannie trzeba podejmować jakieś decyzje. Kiedy siedziałem w więzieniu, całymi latami tęskniłem za wolnością. I oto kiedy mnie stamtąd wypuszczono, musiałem stale o czymś decydować. Nagle okazuje się, że musimy codziennie zmagać się z nadmiarem wyborów, co prowadzi nieuchronnie do bólu głowy. Wtedy w zakamarkach podświadomości pojawia się myśl, że może warto byłoby wrócić do więzienia. (http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3245067.html)

Wczoraj odszedł ten, którego słusznie określano mianem „czeskiego Gandhiego“, walczącego bez przemocy, mocą swojego autoryteu, o nienaruszalnej godności i urzekającej osobowości. Nie potrafił powstrzymać rozpadającej się Czechosłowacji, którą po I wojnie światowej tworzył - wspominany przez niego z uwielbieniem w wielu wywiadach czy przemówieniach - prezydent I Republiki, wybitny filozof Tomasz Masaryk. W dwa lata jednak po odejściu V. Havla z Hradczan, po spełnieniu i zakończeniu przez niego trzynastoletniej prezydenckiej misji, w świetle opinii rodaków zapytanych o to, kto był w dziejach ich kraju największym Czechem, został usytuowany na III miejscu. Na I miejscu był Karol IV, a na II – T. Masaryk.

Jednym z najważniejszych przesłań jego życia i doświadczeń z pełnienia najwyższego urzędu w państwie było: Polityka nie jest jedynie technologią władzy, lecz musi mieć także moralny wymiar.

U nas o takich osobach mówi się cynicznie i z ironią, że są harcerzykami. No cóż, nie wszyscy wynieśli właściwą lekcję z czasów socjalizmu i dzikiego kapitalizmu.

Havel pozostawił nam swój osąd doby transformacji, która w Czechach niczym nie różni się od tej, jaką mamy obecnie w Polsce:

Demokrację w coraz większym stopniu postrzega się tylko jako rytuał. Mówiąc ogólnie, wydaje się, że zachodnie społeczeństwa przechodzą pewien kryzys demokratycznego etosu i aktywnych obywatelskich postaw. Niewykluczone, że zjawiska, jakich jesteśmy świadkami, to zaledwie zmiana paradygmatu, spowodowana nowymi technologiami - i że nie ma się czym martwić. Możliwe jednak, że mamy do czynienia z głębszym problemem: globalne korporacje, kartele mediów i potężne biurokratyczne aparaty przekształcają polityczne partie w organizacje, których celem nie jest już służba społeczeństwu, lecz ochrona szczególnych klienteli i interesów. Polityka staje się polem walki lobbystów; środki masowego przekazu trywializują poważne problemy; demokracja często sprawia wrażenie nie tyle poważnego zadania dla poważnych obywateli, ile wirtualnej gry dla konsumentów.

(…)Komunistyczny system doprowadził do perfekcji biurokrację, anonimową manipulację i nacisk na masowy konformizm - ale niektóre z tych zagrożeń są także częścią teraźniejszości. Już wiemy na pewno, że demokracja pozbawiona wartości i sprowadzona do rywalizacji politycznych partii posiadających "gwarantowane" recepty na rozwiązanie wszelkich problemów, może się okazać wysoce niedemokratyczna. Dlatego tak wielki nacisk kładziemy na moralny wymiar polityki i żywe obywatelskie społeczeństwo jako przeciwwagi politycznych partii i państwowych instytucji
. (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041117/publicystyka/publicystyka_a_11.html)

Nic dodać, nic ująć. Tylko szkoda, że nie będzie wśród nas tego, który swoim życiem i dokonaniami nadal będzie zaświadczał wartość i sens etyki w życiu politycznym i w sferze publicznej, a do tej zalicza się tak edukacja, jak i nauka. Będzie mi bardzo brakowało Vaclawa Havla, gdyż Praga bez niego nie będzie już taką samą, jak wtedy, kiedy żył, tworzył i sprawował w niej swój urząd.