wtorek, 27 grudnia 2011

Dyscyplinowanie nauczycieli


Prawdziwy powód zainteresowania władz czasem pracy nauczycieli oświaty publicznej jest próbą pozbawienia ich dotychczasowych przywilejów i przyzwyczajeń, jakie wiązały się ze sposobem pojmowania i rozliczania czasu ich pracy. Każda grupa stanowisk nauczycielskich miała tzw. odrębne pensum dydaktyczne, które realizowała w ramach przypisanych jej obowiązków dydaktycznych, czyli np. liczby godzin lekcyjnych. Nieco inne pensum mają jednak nauczyciele pracujący w świetlicy szkolnej, dyrektorzy szkół, a jeszcze inne w bibliotece czy pedagodzy szkolni. Wszyscy jednak mają 40 godzinny tydzień pracy, a to – zdaniem samorządowców niezadowolonych z tego, że rząd podwyższa płace, ale nie daje środków na realizację coraz liczniejszych zadań przedszkoli i szkół oznacza, że gminy i powiaty muszą niektóre działania finansować z własnego budżetu, a tego wcale już nie chcą.


Być może zatem powiedzie się samorządowcom strukturalne, a więc z zastosowaniem środków prawnej interpretacji art. 42.2. Karty Nauczyciela, zmuszenie nauczycieli do tego, by przebywali w szkołach 8 godzin dziennie, niezależnie od tego, na jakim są stanowisku nauczycielskim. Tu mogą sprawdzać lekcje, testy, przygotowywać się do zajęć na następny dzień, a także – ich zdaniem – powinni prowadzić zajęcia pozalekcyjne, kółka, kluby, konsultacje itp.., by wspierać rozwój zainteresowań czy innych sfer osobowości swoich podopiecznych. Nagle może okazać się, że zawód nauczycielski straci na swojej atrakcyjności. Jego feminizacja wynikała przecież także z tego powodu, że kobiety-matki mogły wcześniej wracać do domu, zatroszczyć się o swoją rodzinę, dzieci, a w dowolnych dla siebie godzinach czasu wolnego, uczynić je czasem swojej pracy poza szkołą czy przedszkolem, a więc wykonywać prace związane z projektowaniem swoich zajęć na następne dni, samodoskonaleniem zawodowym itd. Każde wyjście nauczyciela np. na jakiś kurs, szkolenie czy studia podyplomowe powinno być zatem odnotowane jako służbowe. Jeszcze trochę a zostaną wprowadzone w szkołach elektroniczne karty czasu przebywania na terenie placówek (rejestrujące wejście i wyjście).


Rozpętana została wojna społeczna, której pozornie przypisuje się troskę o podwyższenie funkcji wychowawczych i opiekuńczych szkół oraz zwiększenie jakości kształcenia. Wiadomo przecież, że tu głównie chodzi o pieniądze, na które tak MEN, a raczej Ministerstwo Finansów, jak i samorządy wydawać zbyt wiele nie chcą. Wykorzystano już nauczycieli wielokrotnie w kampaniach wyborczych, obiecując im to czy tamto, a najczęściej podwyżki płac, to teraz trzeba im je jakoś odebrać, wymuszając na nich poświęcenie większej liczy godzin tzw. fizycznego czasu pracy w szkole. Czy będzie on też czasem duchowym, pedagogicznym? Gdyby zwiększyć płace nauczycieli dwukrotnie, bo o ten czas fizycznej obecności w szkołach tu chodzi, to zapewne by nie protestowali, a może i nawet pracowaliby tylko na ½ etatu, jak ma to miejsce w bogatej Szwajcarii, tyle tylko, że nam do tego kraju złotem kapiącym daleko…



9 komentarzy:

  1. 1.Na świecie mamy akurat tendencję odwrotną-by pracownik co się da zrobił w domu.Oszczędza to kosztów powierzchni biurowej, stanowiska pracy, dojazdów. No, ale "Odwróć tabelę, Polska na czele" jak mawiano w latach 70-tych, a co i dziś się sprawdza...;-)
    2.Większość budynków szkolnych w Polsce(w przeciwieństwie do krajów rozwiniętych!) zbudowano przy założeniu pracy nauczyciela w domu. Mają tylko klasy(zajęte zwykle na lekcje!) oraz niewielki pokój nauczycielski, w którym dla każdego nauczyciela nie ma nie tylko miejsca pracy, ale nawet indywidualnego krzesła!!!
    Więc tylko dostosujemy się do mentalności urzędniczej w rozumieniu pracy-bo dla urzędasów godziny pracy to godziny wysiadywania...;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. cd.Oczywiście wywiadówki i dni otwarte odbywać się będą w "godzinach urzędowania",jak to ma miejsce w urzędach - np.od 14.30 do 16.00...;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. chyba, że godzina rozpoczęcia pracy w dniu wywiadówki będzie jak w urzędach jednego dnia tygodnia od 10.00 do 18.00.

    OdpowiedzUsuń
  4. cd. : nie wiemy jeszcze, czy jak nauczyciel sam pójdzie do kina, teatru lub do muzeum, będzie mu to odpisane? Czy jak będzie w szkole czytał gazetę lub specjalistyczny miesięcznik, to będzie musiał to odnotoweać w karcie pracy? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem za odsiadywaniem 8 godzin w miejscu pracy.
    Organy prowadzące zaczynają wykorzystywać nauczycieli głosząc hasło "40 godzinny tydzień pracy". Jako ci urzędnicy będziemy odsiadywali swoje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem nauczycielem, i już staram się całą pracę wykonywać w szkole. Dlaczego? Względy ekonomiczne. Oszczędzam na prądzie - światło i komputer; na tuszu do drukarki - drukuję w pracowni informatycznej, wszelkie ksera wykonuję w szkole; prozaiczne - ale na ogrzewaniu też - w domu grzejnik na 2, a w szkole na 5. Nie muszę dźwigać zeszytów, ćwiczeń, sprawdzianów, wszystkie dzienniki mam pod ręką. Na szczęście mam swoją pracownię i nie muszę zwalniać nikomu klasy. Denerwujący jest tylko fakt, że sprzątaczki ok. 14 kręcą nosem, bo blokuję im salę, a one też chciałyby wykonać swoją pracę. Pracuję tak od kilku miesięcy, z całą pewnością mogę powiedzieć, że mój tydzień przekracza 40h pracy, nie wliczając wyjść na szkolenia - obowiązkowe, z polecenia dyrekcji, wycieczek, czy comiesięcznych dni otwartej szkoły. W mojej szkole kadra jest mniej więcej w tym samym wieku, ludzie 30-40 letni. Gdy będziemy dobijać do emerytury to niemal wszyscy będą mieć 55-65 lat. Kto odda dzieci do szkoły, w której uczą sami wapniacy. Przecież taka placówka będzie wyglądać jak oddział geriatrii, a nie szkoła!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nauczyciele bardzo chętnie będą pracować w szkole 40 godzin gdy tylko zapewni się im godziwe warunki, nie tylko finansowe. Pokoje nauczycielskie to najczęściej klitki. Przy 3 rozmawiających osobach trudno się skupić sprawdzając prace. 2 komputery wiecznie zajęte, brak skanera, no to jak przygotować kartę pracy czy klasówkę. Można ręcznie oczywiście, ale teraz trzeba mieć co najmniej 3 wersje - normalną, dla zdolnego i dla ucznia z problemami. Jestem pewna, że żaden nauczyciel nie bierze pracy do domu z wygodnictwa i wcale nie jest szczęśliwy, że musi w domu robić coś do szkoły. Polecam spróbować przeżyć choć jeden belferski dzień każdemu kto ma jakieś zarzuty. Wszystkiego dobrego na Nowy Rok.

    OdpowiedzUsuń
  8. http://www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/samorzady-nie-maja-prawa-nakazywac-nauczycielom,26968_1.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zwykle u nas ...bajorko a jak ktoś nie w bajorku to trzeba go wciągnąć...Z "anonimowymi " powyżej się zgadzam - mogę pracować 8 godzin w szkole ale poproszę komputer, internet, drukarkę i papier oraz literaturę albo miejsce na trzymanie tej , którą mam w domu - w szkole. Wcale nie jest fajnie codzienne branie pracy do domu..I robienie jej zwykle kosztem snu i odpoczynku. A za trwające do 19-20 zebrania z rodzicami i za kończące się po 16 rady pedagogiczne poproszę płatne nadgodziny...
    chyba że:
    "cd.Oczywiście wywiadówki i dni otwarte odbywać się będą w "godzinach urzędowania",jak to ma miejsce w urzędach - np.od 14.30 do 16.00...;-) i jeszcze:
    "godzina rozpoczęcia pracy w dniu wywiadówki będzie jak w urzędach jednego dnia tygodnia od 10.00 do 18.00." - jak w postach wyżej :)

    Nauczyciele wszystkich krajów , łączcie się:)

    OdpowiedzUsuń