poniedziałek, 28 listopada 2011

Akademicki anonim anonimki


Otrzymałem tradycyjną drogą pocztową czterostronicowy list od ANONIMA, aczkolwiek po stronie nadawcy widniała pieczątka Uniwersytetu ….-ego. Ktoś do mnie pisze, nie przedstawiając się, ale w tekście, zapewne przez przeoczenie, użył formy żeńskiej: „Chciałam zwrócić też uwagę na …” Zapewne pisze do mnie kobieta, „dobrze” znająca osobę, która stała się dla niej przedmiotem osobistej superrecenzji.

Zdaniem Anonimki - w jej (jego) mieście (…) mało kto uprawia naukę. Wątpliwości tego Anonima(-ki) - bo może żeńska forma jest tu tylko kamuflażem? - budzi pewna osoba (nie zdradzam tu płci, a tym bardziej jej nazwiska), która otworzyła przewód habilitacyjny w posiadającej stosowne uprawnienia jednostce naukowej w innym mieście. Nie znam dorobku tej osoby, nie jestem recenzentem w tym przewodzie, więc nie mogę odnieść się do jakichkolwiek stawianych „zarzutów”.

Anonim(-ka) wie, o kogo chodzi i gdzie toczy się postępowanie. Tam też zdołała wysłać swój list. Na podstawie wskazanego nazwiska mogłem ustalić, że właściwa jednostka kilka miesięcy temu przeprowadziła własne dochodzenie w tej sprawie i uznała oskarżenia za bezpodstawne. Tym samym został otworzony przewód i wyznaczono w nim recenzentów. Pewnie Anonim(-ka) będzie z tego powodu niezadowolony(-a) i uzna, że jest tu jakiś tajny spisek, albo układ (mamy modę na tego typu pomówienia, czyli hipotezy), skoro swój list ostrzegawczy znacznie wcześniej, niż do mnie, skierowała także do owej rady wydziału.

W tym liście dostaje się też innej osobie z tego uniwersytetu, której przewód habilitacyjny przebiega ponoć w warunkach, na które nie zasługuje. Nie znam i tego przewodu oraz jego przebiegu, nie uczestniczyłem i nie uczestniczę w nim. Ponoć takich, jak te dwie osoby, w mieście X jest wiele. Nie ma u nas mistrza, od którego można się uczyć. (…) Nie długo dojdzie do tego, że w Polsce będzie robić się habilitacje, jak w Rożemberok. Z wyrazami uznania - (nieczytelny podpis - a pisownia oryginalna)

I cóż mogę z tym zrobić? Liczę na profesorów – recenzentów, którzy przyjrzą się dokładnie, zbadają, przeanalizują i podejmą stosowne decyzje. Skąd w niektórych z nas taka nieufność i podejrzliwość? Rację ma prof. Z. Kwieciński, że być może jest to efektem braku krytyki publikacji, rzetelnych i pogłębionych analiz. Jak publikujemy recenzje, to mają one najczęściej charakter streszczający i jednostronnie pochwalny. Zapewne są też inne tego powody.

3 komentarze:

  1. Mam mieszane uczucia po tym wpisie. Z jednej strony niesmaczy mnie myśl o anonimowym tekście, jak wielostronicowym, to pewnie bogatym w różne szczegóły. W formule anonimu trudno to weryfikować, właściwie trudno uznać zobowiązanie do weryfikacji czegokolwiek (także i wiarygodności anonima/anonimki). Z drugiej przerażająca jest bezradność ludzi, którzy - zakładam - kierowani dobrą intencją czują się bezradni, by cokolwiek zrobić, zmienić w tym obrzydliwym świecie, który ich otacza. Współczuję także Profesorowi: nie chciałabym otrzymać takich anonimów i w ogóle nie chciałabym mieć dylematu, co zrobić z taką wiedzą, którą trudno nazwać wiedzą...
    (w świetle tego uzasadniam wybór profilu "anonimowy": formułuję tu tylko swoją opinię, nie przytaczam żadnych faktów, pomówień itd., więc nie widzę potrzeby imiennej autoryzacji. Nie traktuję wypowiedzi w internecie jak innych wypowiedzi dokumentowanych "własną twarzą". W większość podpisów nie wierzę, mam przekonanie o "fałszywej" lub "wprowadzającej w błąd" tożsamości uczestników większości forów internetowych czy komentujących blogi. Na personalną dyskusję zawsze wybrałabym inną formułę komunikacji. Profilem "anonimowy" sygnalizuję brak zaufania do internetu, a nie brak odwagi cywilnej).

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałem do czynienia z anonimami. Zazwyczaj wywalałem do kubła. Ale rozumiem czasami niemoc ludzi, którzy nie wiedzą jak zwrócić na cokolwiek uwagę.
    Kij ma zawsze dwa końce.
    Choć niektórzy mawiają że trzy, jeśli wziąć pod uwagę procę.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Za anonimem zawsze stoi strach. Niestety nie zawsze można pozwolić sobie na lekceważenie strachu - bo to nie koniecznie to samo, co tchórzostwo. Powszechność strachu w naszej kulturze objawia się na różne sposoby.
    Jest sie czym martwić.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.