środa, 5 października 2011

Urynkowienie dzieciństwa


Sześciolatki po wyborach wrócą do Sejmu i do szkoły. Cóż to za łaska wielkomożnej władzy, że na kilka dni przed wyborami tylko pozornie wycofuje się ze swojego antyobywatelskiego i uchwalonego wcześniej prawa o rozpoczęcia przez dzieci sześcioletnie obowiązkowej edukacji nie od 2012 r., ale o rok później? To wzruszająca troska partii politycznej, która ma w nazwie "obywatelska", że pod presją wyborów i koniecznego do rozpatrzenia przez kolejny parlament obywatelskiego projektu o zatrzymanie strukturalnej zmiany w tym zakresie, zapowiada jej odroczenie o rok.

Projekt obywatelski podpisało 347 tys. osób z Polski, a wystarczyło zebranie 100 tys. podpisów, więc nie ma co teraz obrastać w piórka łaskawcy, który przyszedł po rozum do głowy. Nie przyszedł. Nic się w myśleniu urzędników MEN nie zmieniło. Podtrzymują bowiem wyraźnie, że odroczenie o rok wprowadzenia sześciolatków do szkół ma tylko tymczasowy charakter. W żadnej mierze Platforma Obywatelska nie ma zamiaru wracać do debaty na temat potrzeby i sensu obniżenia wieku szkolnego.

Obywatele pytają, co to za reforma, skoro trzeba ją pod naciskiem polityki odraczać z roku na rok? Czy to znaczy, że jak rodzice wyjdą na ulicę, by protestować, to ów proces zostanie odroczony do 2014, 2015 czy 2017 roku? Dlaczego władze nie mówią wprost, że to rynek i procesy gospodarcze, a nie psychopedagogiczne rozstrzygają o zawłaszczaniu przez państwowe władze dzieci, które - choć nie są własnością państwa -w wyniku centralistycznych rozstrzygnięć prawnych stają się przedmiotem politycznej manipulacji? Niech przypomną politycy Platformy, PSL i SLD rzeczywiste powody owej pseudo reformy, bo to oni zdecydowali o urynkowieniu dzieciństwa, w myśl którego to procesu, im szybciej dzieci zostaną włączone w system powszechnej edukacji, tym szybciej też trafią na rynek pracy.

Do roboty! Do roboty! Do roboty! Ktoś przecież musi zapracować na ZUS dla obecnych polityków i pozostałych obywateli. Takie rozwiązanie jest najprostsze dla władzy kierującej się mechanizmami procesów rynkowych. Nie wymaga szczególnego wysiłku w zarządzaniu gospodarką i państwem. Równie dobrze można zaproponować skrócenie obowiązku szkolnego do 17 roku życia, jak miało to już miejsce w naszym kraju oraz obniżyć wiek dorosłości. Co za różnica, w którą stronę odbywa się ta manipulacja?

10 komentarzy:

  1. Oto program wyborczy Pani Ligii Krajewskiej, która w MEN na funkcji dyrektora gabinetu politycznego doradzała minister K. HAll w sprawie sześciolatków:
    "W Sejmie chciałabym zająć się:

    1. Edukacją:

    - modernizacją szkoły, aby w większym stopniu uczyła myślenia i przygotowywała do życia w nowoczesnym społeczeństwie;

    - zapewnieniem szkole ciągłości i stabilizacji, która będzie służyła uczniom oraz nauczycielom;

    - tworzeniem ośrodków polskiej edukacji za granicą oraz wspieraniem placówek kształcących polskie dzieci."

    Jak widać już teraz w MEN zapewniła stabilizację, modernizację i wpsieranie polskich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przymus pójścia i to za rok pozostał - to typowa dla p.Hall i jej alter ego Ligii Krajewskiej metoda - co innego mówić, a co innego robić;-)
    Pięciolatki już przymusowo(!) chodzą do zerówki. To co one zrobią za rok - powtórzą zerówkę???;-)
    Ta "łaskawość" to tylko wyborczy pic na wyborczy tydzień!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytać warto o tym, jak dziecko stało się ofiarą polityki. Kto poniesie odpowiedzialność?
    http://wyborcza.pl/1,75248,10416111,Matka_szesciolatka__Moj_syn_ofiara_polityki.html#ixzz1ZyyJdkNc

    OdpowiedzUsuń
  4. A to Pan widział???Bohaterka tego skandalu odpowiada w stolicy za kulturę i, podobnie jak Ligia Krajewska, jest jedną z najbardziej znaczących person dworu Hanny Gronkiewicz-Waltz...;-)
    Podobno ciągnie swój do swego;-)
    http://www.fakt.pl/Kandydatka-PO-porysowala-cudze-auto-Teraz-przeprasza-,artykuly,132766,1.html#

    OdpowiedzUsuń
  5. Odnośnie zerówek (oraz niektórych polityków)- w piśmie dla nauczycieli "Matematyka", w artykule Marka Kordosa przeczytałem, że słynny matematyk Leonard Euler swoje matematyczne metody opierał na pomyśle, iż są różne zera. Zakładał, że są większe zera i mniejsza zera. Za pomocą tego rozumowania osiągnął wiele wspaniałych rezultatów. Może podobne rozumowanie obowiązuje w MEN? Pani minister jest matematykiem.

    Obecne pięciolatki pójdą po prostu do "większej" zerówki. Cytując starą, satyryczną piosenkę można też zaśpiewać "...wszak jednostka to nic, dopiero zera zmienią wam ją w miliony".

    OdpowiedzUsuń
  6. dajcie Cesarzowi co należy do Cesarza a dzieciom to czego same nie są w stanie wywalczyć...dzieciństwo

    OdpowiedzUsuń
  7. To było nie tylko ostatnie, ale i jedno z najbardziej nerwowych posiedzeń rządu. Premier pojechał na nie prosto z redakcji "Faktu", gdzie dopytywaliśmy go o bałagan wokół posyłania do szkoły sześciolatków. I podobno wybuchnął: - Przez panią możemy przegrać wybory - wykrzyczał szefowej resortu edukacji Katarzynie Hall (54 l.) i zarzucił jej, że położyła reformę. Ona sama w rozmowie z "Faktem" deklaruje jednak, że chce wrócić do rządu, jeśli na jego czele po wyborach znów stanie Donald Tusk.
    Ostatnie przed wyborami posiedzenie rządu nie przebiegało w tonie tylko i wyłącznie miłych podziękowań za cztery lata pracy ministrów gabinetu Donalda Tuska.

    Najpierw była kurtuazja

    – Kurtuazyjne podziękowania od premiera i Waldemara Pawlaka były, ale szef rządu nie był w dobrym nastroju i wytknął Katarzynie Hall, że doprowadziła do bałaganu z reformą edukacji. Denerwował się, że przez takie rzeczy możemy przegrać wybory – relacjonuje nam przebieg posiedzenia jeden z członków rady ministrów.

    Co zepsuła Hall?

    Istotnie – bałagan, do jakiego doprowadziła szefowa resortu edukacji przez kilka dni był wiodącym tematem kampanii wyborczej. A chodziło o posyłanie sześciolatków do szkół. Najpierw obowiązek miał dotyczyć ich od 1 września 2012 roku. Potem Hall wymyśliła rozłożenie tego na dwa etapy: w 2012 roku tylko sześciolatki urodzone do sierpnia miały iść do szkoły. A koniec końców premier zaproponował utrzymanie dobrowolności na kolejny rok i wyraził nadzieję, że Hall „przyjmie jego sugestię”.

    Potem żale i pretensje

    – Tusk musiał to wziąć na siebie i błyskawicznie interweniować – mówi nam jeden z ministrów. – Afera była kosmiczna. Tak, jakby wcześniej Hallowa nie wiedziała, co się kroi, jak się czegoś nie dopilnuje! I myślała, że co, że się to nie wyda?! – dodaje nasz rozmówca.

    A wydało się. I szef rządu musi się co chwilę z poczynań minister Hall tłumaczyć. Także w czasie wizyty w Fakcie, gdzie pytała go o to nasza komentatorka Dorota Łosiewicz, prywatnie matka trójki dzieci. Premier przyznał nam, że jeśli wygra wybory, zrobi z tym porządek. – Oczekuję, że pani minister przyjmie moją sugestię, żeby decyzja o posłaniu dziecka do szkoły jeszcze przez kolejny rok była dobrowolna – mówił Faktowi. A chwilę później, według relacji jednego z ministrów, zrugał ją za to, że położyła reformę i że on musi się z tego tłumaczyć.

    Co na to szefowa resortu edukacji? Przyznała, że chciałaby jeszcze raz stanąć na czele resortu edukacji.

    - To nie jest możliwe, po tym, co zrobiła - komentuje jeden z członków rządu.

    http://wybory.wp.pl/title,Tusk-przez-ciebie-przegramy-wybory,wid,13871126,wiadomosc.html?ticaid=1d282

    OdpowiedzUsuń
  8. @Belfer
    Ciekawe czy Tusk się naprawdę zdenerwował czy to taki wyborczy przeciek dla uspokojenia nastrojów w konwencji "dobry car, źli urzędnicy"...;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Premier Tusk w czasie kampanii nawet w przedszkolu był bez minister edukacji, by nie kojarzono go z tą Panią. Dlatego tak nonsensownie reagował na spotkaniu z nauczycielami przedszkola, bo nie miał zielonego pojęcia o tym, o czym one mówiły. Przed wakacjami nie wprowadził pod obrady rządu projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, by PO nie straciła poparcia. PO dogadała się w tym tygodniu z SLD. Jak wygra, to wejdzie w koalicję z lewicą i wprowadzi te nowelizacje.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.