poniedziałek, 17 października 2011

STUDIA SZYTE NA MIARĘ WIELKIEGO OSZUSTWA


NIK(-t) jednak już od lat nie kontroluje tej formy studiów, tymczasem o ile w szkołach publicznych mają one zapewnioną kadrę akademicką z prawdziwego zdarzenia, o tyle w wyższych szkołach prywatnych zajęcia na tych studiach w 90% prowadzą wykładowcy ze stopniem zawodowym magistra. Nie można zatem mówić tu o studiach pomagisterskich, skoro edukatorami są osoby, które mają ten sam poziom wykształcenia, co ich studenci. Jeszcze kilka lat temu Najwyższa Izba Kontroli prowadziła diagnozę tego sektora usług. Są one od ponad 15 lat głównym źródłem dochodu pseudoszkółek, które nie posiadają nawet kadry minimum do kształcenia na kierunku studiów I i/czy II stopnia, a prowadzą kształcenie na studiach podyplomowych. Nie byłoby w tym być może nic patologicznego, gdyby nie fakt, że już nikt nie rozróżnia, a ministerstwo tego także od nikogo nie żąda, by spełnić odpowiednie warunki dla studiów podyplomowych, które dają takie same uprawnienia do wykonywania zawodu, jak ukończenie studiów licencjackich na danym kierunku.

Polską oświatę „zalewają” niedouczeni absolwenci studiów, które z poziomem akademickości niewiele mają wspólnego. Przekazywana im wiedza, bo o umiejętnościach trudno jest tu pisać, ma zbanalizowany charakter, potoczny, niewykraczający poza już posiadane kompetencje osób studiujących. Piszą do mnie i skarżą się "studenci", że płacą za udział w fikcji, w grze pozorów, ale po opłaceniu jednego semestru jest im żal się wycofać, bo byliby stratni o kilka miesięcy w stosunku do innych, którzy tak, jak oni potrzebują jedynie dyplomu do awansu zawodowego czy do uzyskania awansu w pracy. Tego typu studia są najczęściej prowadzone przez zatrudniane na umowę zlecenie osoby spośród samorządowców, władz oświatowych czy administracji państwowej głównie po to, by w ten sposób ułatwiać właścicielom wyższych szkół prywatnych dostęp nie tylko do dodatkowych zysków, ale i do różnego rodzaju przywilejów czy ułatwień w pozyskaniu grantów marszałkowskich czy unijnych.

Na dziesięciu studentów studiów stacjonarnych w Polsce przypada jeden student studiów podyplomowych. Zdecydowana większość wyższych szkół prywatnych nie ma studentów stacjonarnych, a jeśli, to nieliczną grupę, którą utrzymuje, by dzięki niej mieć podstawę prawną do kształcenia na studiach podyplomowych. Podyplomowy biznes jest – jak pisze studentka - jedną z największych praktyk pseudoakademickich szytych na miarę oszustwa.

3 komentarze:

  1. W kwestii prowadzenie zajęć przez magistrów, są magistrzy i magistrzy, robienie doktoratów przypomina dziś wypiekanie bułek, potrzebne są składniki i piekarz, czyli promotor, reszta nie jest istotna (a może lepiej, nie bywa). Bywa, że magister (z doświadczeniem dydaktycznym) jest lepszy niż "szybki" habilitowany. Wszystko nie wygląda tak prosto, jakby się wydawało...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli na studiach pomagisterskich kształcą sami magistrzy, to jakue to są studia? Jasne, trzeba analizować, jaki dr hab. prowadzi zajęcia. Wśród nich też są miernity, szczególnue w wsp.

    OdpowiedzUsuń
  3. praktyka na miare szyta to wielkie gówno studenci pracowali i robili za darmo praktyki i zamiast zostac 5 godzin robili wiecej godzin a gdy przyjedzaja po dziennik praktyk z uni europejskiej i kapitał ludzki do placowki przedszkola szkoly podstawowej to słysza ze maja nie zaliczone praktyki w tym miejscu bo mam sie tak podoba jest wykorzystania mlodych i sie nazywa dziadctwo .........fui

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.